Book your time! Nowości książkowe

Są takie historie, o których się nie zapomina, które zapisują się w naszych neuronach, które tworzą swoje połączenia. Tak jest z książkami i bohaterami Cormack’a McCarthy’ego – pokazują nam świat mroczny i zdeprawowany, i o zgrozo, często bliski prawdziwemu. A mimo to, nie możemy się od nich oderwać. Właśnie się ukazały dwie ostatnie powieści tego autora, bo to że zmarł nie jest jedynie plotką. Warto sięgnąć po „Stella Maris” i po „Pasażera”. 

Nie zapomina się również takich przeżyć jak spacer po Puszczy Białowieskiej, szczególnie jeśli jej ścieżki przecinają ludzie szukający lepszego życia, często na skraju wyczerpania. O nich między innymi pisze w swojej książce Julia Fiedorczuk, a za nią pisze jej bohaterka. „Dom Oriona” to jednak zdecydowanie więcej niż emigrancki los przecinający naszą granicę. 

Inga Iwasiów zaprasza nas do małej miejscowości nadmorskiej. Tam swoje „późne życie” wiodą jej bohaterowie, to ich egzystencjalna walka – jak słusznie zauważa Zyta Rudzka. Podobną walkę toczy Krystyna, a razem z nią jej bliscy. Zośka Papużanka udowadnia, że śmierć to „żaden koniec”, i świetny początek opowiadania. 

Ulice Londynu przemierzamy z bohaterami Caleba Azumaha Nelsona. Porywa ich młodość, miłość, i przytłacza zło tego świata. „Otwarte wody” to świetny debiut. 

Moja ostatnia rekomendacja to reportaż Wojciecha Tochmana. „Historia na śmierć i życie” jest o bestialskim morderstwie i dziewczynie, która dostała za nie dożywocie. 

1/ Julia Fiedorczuk/ Dom Oriona

„Dziewiętnaście przecinków na zamazanym zdjęciu skrawka pustyni na południu Teksasu, nieopodal przejścia granicznego Reynosa – McAllen, to istoty ludzkie.” Tak swoją opowieść zaczyna Julia Fiedorczuk. 

Jej bohaterka – Eliza jest dziennikarką – freelancerką, która wędruje przez życie, ale jakiś czas temu zgubiła drogę i sens. Eliza patrzy w gwiazdy, tak jak kiedyś patrzyła na nie ze swoją przyjaciółką Lou, i cierpi, bo wie, że ten czas przyjaźni bezpowrotnie minął i nic, raczej na pewno, nie uda się z niego odzyskać. Eliza karmi się tym cierpieniem, i próbuje je zagłuszyć innym, bliższym. Na mapach śledzi miejsca, gdzie ludzie doznają prawdziwego piekła na Ziemi. Klika w punkty takie jak przesmyk Darién, Lesbos, czy Kongo. Tematy dziennikarskie też wybiera świadomie – rozmawia z aktywistami ekologicznymi, którzy ryzykują życiem, lub szuka dowodów zbrodni. 

My zaglądamy do jej wnętrza, tak jakbyśmy czytali jej osobiste notatki. Wchodzimy z nią w głąb puszczy, żeby odnaleźć miejsca w których naszą granicę przekraczają migranci, ludzie, którzy idą po lepsze życie. 

Julia Fiedorczuk pisze o smutku, wszechogarniającym i przytłaczającym, i o nadziei, której szuka w przyrodzie. Tej nadziei się trzymajmy czytając „Dom Oriona”.

2/ Inga Iwasiów/ Późne życie

Inga Iwasiów nie ma jednego bohatera, ale kilku, a każdy z nich w jakiś sposób utknął w swoim życiu, dla każdego jest na coś za późno. Każdy z bohaterów opowiada swoją historię, i często rzeczywistość przeplata się tu z marzeniami. Jest miłość, są romanse, przyjaźnie, ucieczki i powracające pytanie: co dalej? Iwasiów zabiera nas nad morze, do miasteczka, które obumiera na naszych oczach, tak jak meduzy wyrzucone przez wodę na plażę. I do „H’oteliska”, które miało być futurystycznym, ekskluzywnym kurortem, ale nawet palmy, które tu stoją, wyglądają jakby miały się zaraz poprzewracać. To tu splatają się losy bohaterów. 

„Późne życie” to opowieść o kondycji współczesnego człowieka. I choć pachnie tu lasem, a morze wydaje się spokojne, to kolejne historie budzą w nas uczucie niepokoju. I chyba taki był zamysł autorki. 

„Późne życie”/ Wydawnictwo Drzazgi 

Antonina:  

„W nowym rytmie dobowym i ja po północy włączam Netflixa – o ile mam internet. Wybieram seriale obyczajowe. Pierwszy odcinek idzie do ziółek, na początku drugiego łykam sobie nasen z zapasów. Oby apteka nie przestała działać! Odcinki mają tak po czterdzieści minut, więc czasem jeszcze zahaczam o trzeci. Gdzieś między drugim a trzecim ekran traci obramowanie, postaci wychodzą bliżej mnie i zaczynają do mnie gadać. Ja im coś odpowiadam, bo pytają uprzejmie o moje życie. Jesteśmy powiązani – ja, turecki przedsiębiorca i irlandzka pani domu. Te związki w dzień są zamazane, dopiero nocą i po cudownej pigułce możemy się spotkać. Działa lepiej niż zioło, o ile jeszcze pamiętam nasze popalanie tu i ówdzie. Ostrzegam ich, bo zawsze znam ciągi dalsze, a oni ostrzegają mnie. Wiedzieli, że skarpa przy składziku się osunie. I chcieli zobaczyć lekarstwa Kota. Podchodzili do niego we śnie. Cichutko. Doktor z New Amsterdam Hospital, taki bidny chłopak niepełnosprawny, postawił diagnozę, która mi zginęła. Może zabrał ją po prostu do pokoju lekarskiego i trzyma pod kluczem. Wyślę tam Saula. Wiem, że to są jakieś małe halucynacje, no ale co z tego? Przynajmniej mam wokół siebie ludzi. Kot czasem porusza się przez sen i jestem pewna, że i jego nawiedzają. Wchodzą mu pod powieki, opowiadają o mnie językiem, który biedak rozumie. Skoro on widuje wiązki neuronów, to i ja nie miałabym nic przeciwko temu. No, wiadomo, cała ta elektronika temu służy, my już nic nie mamy do stracenia. Dałabym ogłoszenie, że się poddam eksperymentom, ale od tygodni, jeśli nie mamy spotkania kolektywu w kościele, poza Swietką, Izą i kierowcą śmieciarki widuję tylko postaci z Netflixa i jakoś nie wierzę, że ktoś mógłby załatwić kontakt nadprzyrodzony”.

„Późne życie” nie ma w sobie nic z kapitulacji. Ta powieść to zapis egzystencjalnej walki. Inga Iwasiów stworzyła polifonię, która nie roniąc pojedynczego głosu, radykalizuje moc chóru i rozbraja tanatyczną wizję świata. Znakomita robota pisarska. /Zyta Rudzka

3/ Zośka Papużanka/ „Żaden koniec”

„Żaden koniec” Zośki Papużanki to opowieść rodzinna opowiadana na kilka głosów. Wszystko zaczyna się momentem niepokoju. Kuba wyskakuje z łóżka, i nie wie dlaczego, ale wsiada do samochodu i pędzi przed siebie. Kilka chwil wcześniej, w domu opieki umarła pewna staruszka, o czym Kuba jeszcze nie ma pojęcia. Można o niej powiedzieć dziwna, uparta, zacięta w sobie. Krystyna nie była łatwą osobą do życia. Jej śmierć otworzy drzwi do historii, jej własnej, Mareczka, Martusi i jej wnuków – Kuby i Justynki. 

Papużanka bawi się z nami, opowiadając życie bohaterów po kawałku, sklejając je zupełnie przypadkowo. Dzięki temu historia staje się ciekawa. Widzimy Krystynę szukającą miłości, Marusię i Mareczka wędrujących po cmentarzu, Justynę i Kubę, którzy w zaciśniętych dłoniach trzymają po pięćdziesiątce od babci. 

„Znamy konwencję. Gdy tylko bohaterce czy bohaterowi przyjdzie do głowy, że będzie dobrze, natychmiast zaczyna być źle. Nie ma czegoś takiego jak źle. Przerwa tylko dziesięć minut, proszę skończyć ciasteczko, umyć rączki, proszę się nie spóźnić i zająć miejsca przed trzecim dzwonkiem” – czytamy w przerywniku, aby Władek – kochanek, mógł pozbierać swoje rzeczy i również zostać częścią opowieści. 

Zwykła, życiowa historia w zaskakującej formie. Kawałek dobrej literatury. 

„„A może jedynie klaun w cyrku wie, kto naprawdę jest smutny, i tylko dziecko się nie śmieje?”, pyta Zośka. A ona umie opowiedzieć o życiu w taki sposób, że dziwimy się zwykłymi sprawami. I przez chwilę zaczynamy rozumieć wszystko. To rodzinna saga, w której żadna relacja nie jest taka, jaka się wydaje. Najodważniejsza powieść Papużanki, językowo zapiera dech.”/ Sylwia Chutnik

4/ Caleb Azumah Nelson/ Otwarte wody

„Szklisty, srebrny błysk w jej oczach mówi sam za siebie. Bierze twoje ręce w swoje i kładzie na twoich kolanach. W ten sposób kreśli prowadzącą do ciebie linię; robiła to odkąd rozpoczął się ten gorączkowy sen. Albo nie, to ty nakreśliłeś prowadzącą do niej linię, prosząc, żeby ci ją przedstawić. A ona poprowadziła linię z powrotem do ciebie, każąc ci przyjechać do siebie berem. Ta linia już tam była i zawsze będzie, ale obydwoje usiłujecie ją jeszcze wzmocnić.”

On jest fotografem, ona tancerką. Poznają się na jednej z wielu imprez, na które chodzą. Od pierwszego kontaktu rodzi się między nimi „coś”. Miłość? Przyjaźń? 

„Otwarte wody” to debiutancka powieść Caleba Azumaha Nelsona, który zabiera nas do Londynu i skupia się na rodzącym się właśnie uczuciu między dwojgiem ludzi. To „coś” można by również nazwać porozumieniem dusz. Ale Nelson pokazuje nam nie tylko miłość, ale też panoszącą się po ulicach nienawiść. Rasizm jest równie mocno akcentowanym tematem. 

„The time to act is now. Do not turn a blind eye when you come across a racist act” – apelował niedawno Edward Enninful, który również mieszka w Londynie. 

Nelson urzeka czytelnika płynną, emocjonalną narracją. Wprowadza nas w świat bohaterów bardzo bezpośrednio, narrator na bieżąco komentuje cały ich mikroświat, każdą myśl, każdy dotyk. Na moment zatapiamy się w ich życiu. Spragnieni miłości, myślimy tylko o tym, żeby im się udało.

Idealna lektura na wakacje.

5/ Cormac McCarthy/ Stella Maris

Zaczął czytać mając 23 lata. Swoją pierwszą powieść wysłał do wydawnictwa w latach ’60, trafił na jednego z najlepszych wydawców, który dostrzegł w jego słowach iskrę, coś co pociągnie czytelnika i nie pozwoli mu się oderwać od lektury. Ale „Strażnik Sadu” – jego pierwsza, debiutancka książka, nie był czytelniczym hitem, choć został nagrodzony, a Cromac McCarthy dostał za niego stypendium. To pozwoliło mu dalej pisać. 

O sobie mówił: materialista. W oczach świata był jednak jednym z najlepszych pisarzy Ameryki. Intelektualistą. Swoim powieściom dawał się nieść, nie planował jak mają wyglądać, nie miał wobec nich oczekiwań. Choć research robił dokładny do granic możliwości. 

Świat czytał jego „Krwawy południk”, „Drogę”, „Rącze konie”. 

W 2016 roku świat obiegła informacja, że Cormac McCarthy nie żyje. Później nagłówki głosiły, „zbyt silny by umrzeć”. 

Kolejnym niusem wartym emocji było to, że McCarthy wrócił do pisania książki, którą zapowiedział podobno już lata temu, ale później była tylko cisza i inne tytuły. Tą książką miał być „Pasażer”. Okazało się jednak, że na premierę czekają aż dwie książki. Razem tworzą całość. Ta druga to „Stella Maris” – nietypowo dla autora, to kobieta jest tu główną bohaterką.

„Od pięćdziesięciu lat planowałem powieść o kobiecie. Nigdy nie będę wystarczająco kompetentny, by ją napisać, ale w pewnym momencie trzeba spróbować”./ Cormac McCarthy

Zanim ukazały się premierowo, świat znów obiegła wiadomość, że McCarthy zmarł. Tym razem naprawdę. 

A książki, są fantastyczne. „Pasażer” i „Stella Maris” to opowieść o rodzeństwie obarczonym historią, trudną – ich rodzice pracowali przy tworzeniu pierwszej bomby atomowej razem z Oppenheimerem. Boby był fizykiem, kierowcą wyjściowym, nurkiem. Alicia jest młodsza od Boby’ego, i od dziecka była geniuszem matematycznym. Do zakładu dla obłąkanych zgłasza się z reklamówką wypełnią dolarami i szczoteczką do zębów. Oznajmia lekarzowi, że uciekła, bo nie była w stanie podjąć decyzji o odłączeniu Boby’ego od aparatury podtrzymującej życie. 

Boby był prześladowany przez podejrzane służby. Alicia była prześladowana przez omamy, które stały się częścią jej życia. Rodzeństwo łączy szczególna więź i tajemnica. 

Uprzedzam, że jak zaczniecie czytać jedną książkę, będziecie musieli sięgnąć po drugą. Możecie je czytać w dowolnej kolejności, lub jednocześnie. Wciągają. To taki intelektualny ping- pong z czytelnikiem.

6/ Wojciech Tochman/ Historia na śmierć i życie

Pewnego zimnego wieczoru, 1996 roku, trójka młodych ludzi weszła do mieszkania na dziesiątym piętrze. Drzwi otworzyła im dwudziestoletnia, piękna kobieta o imieniu Jola, która wcześniej się z nimi umówiła. Mieli podpisać umowę o pracę: roznoszenie ulotek. To był tragiczny wieczór. Dla Joli ostatni w jej życiu. Sprawcy zostali skazani przez sąd na najwyższą karę, na dożywocie. Wśród nich była Monika Osińska. 

Po latach historią Moniki, która stała dla ludzi wcieleniem zła – dzięki mediom i szwagrowi zamordowanej, zajęła się reporterka Lidia Ostałowska. To ona pierwsza postanowiła szczerze porozmawiać o tym, co tego feralnego dnia stało się w mieszkaniu na warszawskim Tarchominie. Swojej pracy nie zdążyła skończyć, bo odeszła. Jej notatki przejął inny, wybitny reporter – Wojciech Tochman. 

„Historia na śmierć i życie” jest więc hołdem dla Ostałowskiej, dla jej reporterskiego wyczucia, ciekawości, i chęci pokazywania świata tak obiektywnie jak tylko się da. Tochman przywraca pamięć o Joli, która była ofiarą, ale w centralnym punkcie tej opowieści jest Monika. Pierwsze pytanie jakie rodzi się w naszej głowie podczas lektury, brzmi: czy Monika została słusznie skazana na dożywocie? 

Nie ulega wątpliwości, że ta młoda kobieta zapłaciła za śmierć Joli całym swoim życiem. Zamknięta na lata w ciasnej celi, pozbawiona praw, poniżana, nie mogła żywić żadnej nadziei na lepsze jutro, nie z takim wyrokiem. Jak udało jej się przetrwać, to kolejne pytanie, które nurtuje dociekliwego czytelnika.  

Wciągająca, reporterska narracja z pogranicza true crime, otwiera oczy na to jak skomplikowane jest życie.

Miłego czytania!


Jedna myśl w temacie “Book your time! Nowości książkowe

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.