Hanya Yanagihara to jedna z najbardziej znanych amerykańskich pisarek. Jej książki albo zachwycają, albo wywołują sprzeciw, nie można nie mieć o nich żadnej opinii, przeczytać i pozostać obojętnym. Wszystko przez to, że Yanagihara potrząsa czytelnikiem, wyzwala w nim emocje, nie pozwala mu zapomnieć o czym pisała. Jest wyjątkowa, mieszka w Ameryce, jej korzenie sięgają Azji, ale dorastała na Hawajach. Pisze dla New York Timesa o szeroko pojętym lifestyle’u, ale pozostaje introwertyczką. Teraz ukazała się jej kolejna książka. „Do raju” została przyjęta równie entuzjastycznie co „Małe życie”.
Od debitu do sukcesu
Hanya Yanagihra jako pisarka zadebiutowała w 2013 roku powieścią „Ludzie na drzewach”, która została ciepło przyjęta przez krytyków literackich i nie sprzedała się tak dobrze, jak wydawnictwo i autorka by sobie tego życzyli. To doświadczenie nauczyło Yanagiharę, że oprócz pisarstwa dobrze mieć jakiś inny, stały dochód. Zamiast spędzać czas przy biurku w swojej kawalerce na Manhattanie i pisać kolejne powieści, Hayna rusza codziennie do pracy, jak każdy inny obywatel. Kiedy pisała swoje dwie pierwsze powieści, pracowała dla nowojorskich wydawnictw. Nie bardzo mogła się odnaleźć w tym, co robiła. Pisanie za to pozwoliło jej załapać dystans, odpocząć od codzienności, choć może trudno to sobie wyobrazić…
Pisarstwo Yanagihary jest kontrowersyjne, to autorka która wybiera trudne tematy, historie które toną w mroku. Pisze dobrze, wyjątkowo sprawnie, co sprawia że czytanie powinno być przyjemnością, a jednak często nawet wprawiony czytelnik musi sobie zrobić przerwę, żeby unormować oddech i oczyścić głowę.
Na swój debiut wybrała historię elektryzującą i wstrząsającą. „Ludzie na drzewach” to opowieść o naukowcu, który prowadził badania na wyspach Pacyfiku, i za te badania dostał w końcu nagrodę Nobla. Będąc na miejscu, adoptował dzieci, które jak się później okazało wykorzystywał seksualnie. Został za to skazany i trafił za kratki. Książka jest oparta na prawdziwych wydarzeniach – ta makabra nie narodziła się więc w wyobraźni pisarki, ale zdecydowanie ją rozbudziła.
Dwa lata później na amerykańskim rynku wydawniczym zawrzało. Yanagihara wydała kolejną powieść – „Małe życie”. Tym razem historia dotyczyła czterech przyjaciół, którzy poznali się w Nowym Jorku. Jeden z nich, Jude, jako dziecko był ofiarą wykorzystywania seksualnego. W dorosłym życiu, mimo sukcesów, nie potrafił się odnaleźć. Yanagihara pisała tak, że czytelników przechodziły dreszcze. Ile zła może unieść dziecko, ile zła może unieść człowiek? – to pytanie pojawiało się prawie po każdej przeczytanej stronie.
Nie wszyscy przeczytali do końca „Małe życie”, ból który przelewał się przez kartki był odbierany bardzo fizycznie przez czytelników – tak realistycznie potrafi pisać Yanagihara. Na tym bólu skupiła się część krytyki. Podniosły się też głosy, że młoda, heteroseksualna kobieta opisuje życie homoseksualnych mężczyzn, i padło pytanie: czy ma do tego prawo? Yanagihara na krytykę wzrusza ramionami. „Nie czytam tego, co piszą o mnie i moich książkach, nie korzystam z Twittera, a tam głównie toczą się przecież te dyskusje. Jeśli chodzi o tematy, to mam prawo pisać o tym, o czym chcę, nikt nie może mi tego narzucać, a tylko czytelnik ma prawo ocenić czy wyszło mi to dobrze, czy nie” – ucina dyskusję.
„Małe życie” miało więcej szczęścia na rynku wydawniczym niż „Ludzie na drzewach”. Hanya tym razem nie tylko zyskała uznanie krytyków, ale zdecydowanie zwiększyła sprzedaż. Wśród jej fanów znalazły się gwiazdy. Jej książkę polecała Victoria Beckham, czytała ją również Dua Lipa. Takiej reklamy można było pozazdrościć. W Wielkiej Brytanii Yanagihara została nominowana do Nagrody Bookera, a chwilę później do National Book Award i Women’s Prize for Fiction.
Lifestyle Yanagihary
Razem z tym sukcesem, do drzwi pisarki zapukał New York Times. Zaproponowano jej pracę, miała zostać redaktor naczelną dodatku NYT – „T”, jest to magazyn poświęcony lifestylowi. Yanagihra prowadzi go niczym prawdziwa artystka, kombinuje, nie boi się ryzykować i stawia na to, żeby wszystko było atrakcyjne, cieszyło oko, nie tylko czytelnika, ale i reklamodawców. I jak na razie świetnie jej idzie. Stąd możecie ją spotkać nie tylko na rozmowach poświęconych książkom, czy w teatrze, oglądającą adaptacje „Małego życia”, ale również na pokazach mody. „Jestem na pokazach w Nowym Jorku, w Mediolanie, w Paryżu. I nie mam pojęcia jak to jest, ale zawsze jestem chora. Zazwyczaj dopada mnie przeziębienie albo grypa. Już nawet do tego przywykłam” – mówiła dziennikarce tuż przez premierą „Do raju”, pokazując jej małe, czerwone kropki pokrywające jej dłonie – „tego jeszcze nie miałam, ale mogę zapewnić, to nie Covid” – dodała z rozbawieniem.
Trudno sobie wyobrazić, że Yanagihra łączy pisanie z pracą dla „T”. Tu pokazy, tu research do książki i wieczory spędzone przy klawiaturze. Hanya mówi, że wszystko układa się dobrze, bo szefowanie mają swoje przywileje, jeśli oczywiście trafi się bingo i ma się zaufanych i obrotnych współpracowników. „Nie jestem superinteligentna, nie pracuję ciężko, ale jestem specjalistką w zarządzaniu czasem. To coś nad czym długo i ciężko pracowałam, bo nie można powiedzieć, że jestem zdyscyplinowana. Jak już wyznaczę czas na pisanie, to siadam i wiem co mam robić. I to robię.”
Pracę redakcyjną docenia również pod tym względem, że nauczyła ją szanować słowo pisane – „uczysz się używać składni i gramatyki, co może nie brzmi jak coś trudnego, ale jest niesamowicie istotne. W redakcji jest też walka z czasem, więc pamiętamy o tym, że nie możemy przedłużać procesu pisania w nieskończoność. W pewnym momencie musimy odpuścić i oddać tekst. To też nie jest łatwe.”
Praca na dwa etaty jest wyzwaniem, tak samo jak promocja książki, która w przypadku „Do raju” zaczęła się już przed jej premierą. Pisarka nie promowała jej na swoich mediach, jak już mogliście wywnioskować, nie jest fanką mediów społecznościowych. Podobno najbardziej nie znosi Twittera (X), za to toleruje Instagram na którym dzieli się swoimi zdjęciami, ich zestawienie jest bardzo eklektyczne, od foodporn’u, po pokazy i zdjęcia, które wydają się bardzo przypadkowe. Ale nawet tam, jej książki nie zajmują pierwszego planu, jedynie pojawiają się jakby mimochodem. Można pomyśleć, że to dziwne, że nagradzana autorka, lubiąca splendor, nie chwali się swoimi sukcesami. Jednak Yanagihara nie wstydzi się mówić głośno: jestem outsiderką i osobą introwertyczną. Więc na jej instagramowych zdjęciach nie tylko brakuje jej bestsellerowych książek, ale też jej samej – zdjęcia na których ją dostrzeżecie można policzyć na palcach. Promocja książki obejmuje targi i różnego rodzaju wydarzenia. I oczywiście wywiady. Część amerykańskich czytelników dostała „Do raju” nie tylko pięknie zapakowane, i przedpremierowo, ale z odręcznie napisanym podziękowaniem autorki.
Do raju
Jednym z pierwszych czytelników i jednocześnie pierwszych recenzentów był Edmund White, pisarz. Pochłonął on książkę i szybko doniósł, że „to najbardziej dojrzała powieść Yanagihary, lepsza niż „Małe życie”, i równie dobra co „Wojna i pokój’”. Łatkę wielkiej amerykańskiej powieści „Do raju” dostała jeszcze przed premierą, od tych, którzy mieli przyjemność ją przeczytać.
Ponad siedemset stron, w których Yanagihara zamknęła trzy historie, to fikcja równie burzliwa co rzeczywistość. Akcja rozgrywa się głównie w Nowym Jorku, do którego autorka ma niezwykły sentyment – małe mieszkanko na Manchattanie jest jej miejscem na Ziemi. Ale zaprasza nas również na Hawaje, które są bliskie jej sercu. Tyle, że w „Do raju” świat jaki znamy nigdy nie zaistniał, alternatywna historia podzieliła Stany, które z czasem borykają się z coraz większymi problemami. Jej bohaterowie żyją w trzech różnych wiekach, albo można powiedzieć, że na przełomie wieków, i noszą te same imiona – David, Edward, Charles i Charlie.
Pierwsza część to rok 1893. Nowy Jork jest wolną republiką, a reszta Stanów jest podzielona i raczej nastawiona do siebie wrogo. Przy Washington Square mieszka David, młody mężczyzna, który ma wszystko. Problem w tym, że powoli umiera on z nudów. Kiedy Dziadek, który jest jego opiekunem próbuje go wyswatać, David, ku rozpaczy wszystkich zakochuje się w innym mężczyźnie.
Druga część, zatytułowana „Lipo-Wao-Nahele” rozgrywa się w 1993 roku. Inny, równie młody David zakochuje się w starszym mężczyźnie, który jest prawnikiem. W Stanach, i w Nowym Jorku również, tajemnicza epidemia zabija homoseksualnych mężczyzn. Im jednak nic nie może się stać. David ukrywa przed swoim partnerem skąd pochodzi, ale Charles odkrywa w końcu prawdę.
Rok 2093 to czasy Charlie, dziewczyny, która stara się odnaleźć nie tyle w świecie, który chwieje się w posadach, ile w świecie który raczej przypomina piekło na Ziemi. Opuszczona przez Dziadka, może polegać jedynie na swoim mężu, ale i on ma swoje tajemnice. Wokół życie poddane jest wszelkiej możliwej kontroli, nie ma książek, internetu, ludzi śledzą drony. Najgorsze jest jednak oczekiwanie na nową pandemię, która może okazać się dla wszystkich śmiertelna.

Yanagihara pisze szybko. Pomysł, kiedy już wyklaruje się w jej głowie, pozostaje niezmienny, a ona dopracowuje jedynie detale historii. „Małe życie” pisała osiemnaście miesięcy, to bardzo krótko, biorąc pod uwagę, że pracuje, a na pisanie przeznacza wieczory i weekendy. Równie sprawnie poszło jej pisanie „Do raju”, choć tu proces od pomysłu do napisania ostatniego akapitu trwał dłużej. W książce pojawia się wątek pandemiczny, więc padło wiele pytań czy inspiracją ostatniej części był Covid. Hanya podkreśla, że ten wątek był częścią książki już w 2016 roku, i nie wie skąd wzięło jej się takie zainteresowanie, ale już wtedy spotykała się z epidemiologami i zadawała im całymi seriami pytania.
„Oczywiście nie mogłam przewidzieć, co się stanie na świecie, i uderzyło mnie to, kiedy pisałam o pandemii i za oknem miałam puste, wyludnione ulice, bo pandemia szalała na świecie. Ale nie czułam się z tym źle. Nie jestem bez serca, ale dzięki pandemii zyskałam dużo czasu. Nie byłam też szczególnie zdenerwowana, bo miałam pracę, ubezpieczenie, miałam gdzie się skryć. I jako osoba, która potrzebuje ośmiu czy dziewięciu godzin na sen, nareszcie je miałam” – mówi.
Yanagihara od dziecka była blisko z medycyną, jej ojciec, który jest lekarzem zabierał ją do laboratorium, gdzie szkicowała to, co oglądała pod mikroskopem. Kiedy rozchorowała się jako dziecko i musiała zacząć przyjmować sterydy, to właśnie ojciec wytłumaczył jej jakie są skutki uboczne. Powiedział jej wszystko, czego efektem był jej płacz. Teraz motyw choroby bardzo często pojawia się w jej książkach. Nie inaczej jest w „Do raju”. Jest tu depresja tak głęboka, że aż unieruchamia, jest epidemia, która pozostaje nienazwana, ale nam czytelnikom od razu w głowie pojawia się nazwa – AIDS, i są niezliczone pandemie, coraz to groźniejszych wirusów, które dziesiątkują ludzkość.
Zaskoczeniem dla czytelników może być brak nazw dla zjawisk, rzeczy, osób, nazw które nam wydają się niezbędne. Yanagihara wykorzystuje te same imiona dla swoich bohaterów, raz po raz dając im nowe życie, w zupełnie innej rzeczywistości. Nie pisze wprost o AIDS, nie ma u niej homoseksualistów, choć dla nas jej bohaterowie to homoseksualiści. „Mamy taki nawyk w Stanach, że często zmieniamy nazwy, poprawiamy je. Dzięki nim możemy się zbliżyć, albo zdystansować od czegoś, lub od kogoś, to zależy od sytuacji. Zmiana nazwy zmienia nasz sposób myślenia. Zaczęłam się zastanawiać, czy określając siebie urzeczywistniamy się dla innych? Czy stajemy się jedynie bardziej realni dla samych siebie?” – pyta autorka retorycznie.
„Tak samo pochłaniała mnie myśl o demokracji jako o raju. Ale to idea poświęcania się dla wolności, gdzie wolność jednostki jest podporządkowana społeczeństwu. To idea wolności dla niektórych, ale nie dla wszystkich. To ważne zagadnienia, bo na nich opiera się Ameryka” – mówi.
Dla jej bohaterów dążenie do raju jest wyborem, który trzyma ich na powierzchni, pozwala dalej oddychać. Raj jest obietnicą lepszego, szczęśliwszego, bardziej spełnionego życia. Jest mrzonką za którą gonią, na przekór wszystkim i wszystkiemu. Nawet miłość u Yanagihary, wiedzie często bohaterów na manowce, choć to ona podsyca najbardziej ich nadzieję.
W „Do raju” pierwszy raz Yanagihara zdecydowała się postawić na bohaterkę, obok Davidów i Edwardów, znalazła się Charlie – zagubiona życiowo, pełna napięć kobieta, która stara się przetrwać. Jej historia jest niezmiernie smutna, i ona tak jak inni bohaterowie żyje w niespełnionej miłości. Autorka zapytana dlaczego jest tak mało kobiet w jej dziełach, odpowiada rozbrajającym: „nie wiem”.
„Kiedy pisze się kolejną już książkę, pewne schematy, motywy zaczynają się powtarzać. Nikt tego nie robi świadomie. Czasami to są szczegóły z biografii, ale czasami nie. Nie wiem na przykład dlaczego w każdej z tych książek pojawia się dziadek, bo ja nie byłam blisko ze swoimi dziadkami. No i nie ma u mnie żadnej matki, a ja mam bardzo dobrą relację ze moją matką. W moich książkach jest niewiele kobiet, i znowu, nie mam pojęcia dlaczego. Nie wiem dlaczego Charlie jest jedyną kobietą. Zawsze jest jakaś choroba, rozkład ciała. Tak już jest.”
Odpowiedź być może kryje się w jej postrzeganiu społecznych ról przypisanych płciom. W jednym z wywiadów Hanya mówiła o tym, że nigdy nie chciała zostać żoną ani matką. „Nie chciałam się uczyć od mojej matki jak być żoną, czy matką. Celowo też nie nauczyłam się gotować, czy sprzątać. Jako nastolatka widziałam to tak: możesz być kobietą, sprzątać i gotować w domu, albo możesz być mężczyzną i robić co chcesz. I ja chciałam najbardziej być poza domem, robić to, co chcę” – mówiła.
Z Hawajów na Manhattan
Hanya Yanagihara urodziła się w Los Angeles, w rodzinie która żyła na Hawajach od trzech pokoleń. Jej tato jest Chińczykiem, z zawodu lekarzem, jej mama jest Koreanką, która wytwarzała rękodzieło. Razem z rodzicami podróżowała po Stanach, głównie tam, gdzie pracował jej ojciec. Była raczej samotnym dzieckiem, cierpiała na astmę. Przez trzy lata uczyła się w liceum, w którym wcześniej uczył się Barack Obama, to prywatna szkoła w Honolulu. Ciekawe jest to, że Punahou School była ufundowana przez amerykańskiego misjonarza o nazwisku Bingham, nazwisku, które pojawia się „Do raju” wielokrotnie.
Dorastając na Hawajach, patrzyła jak jej rodzice angażują się w ruchy liberalne. W książce również widać echo tego życia, kiedy w drugiej części porusza tematy związane z zawłaszczaniem ziemi, kultury i ludzi. „Mam nadzieję, że książka nie ocenia moralnie tego, co się działo w tamtym czasie, bo nie taki był mój zamiar. Pytanie jednak brzmi: kto decyduje o tym, co jest dobre dla ludzi, co jest dobre dla kultury?” – podkreśla.
Ona sama w stu procentach czuje się Amerykanką, ale w jej sercu jest również miejsce dla Japonii, do której lubi podróżować. Jednak podróże kojarzą jej się z dyskomfortem, bo większość osób spostrzega Amerykanów jako raczej niepoważnych. „Czuję, że ludzie takiego zachowania spodziewają się również po mnie. Wiem też, że nigdzie nie jestem tak amerykańska jak w Japonii” – mówi.
W swoim małym mieszkaniu na Manhattanie zgromadziła ogromną kolekcję książek, które poukładała alfabetycznie – według niej ludzie którzy układają książki po okładkach, lub ich nie układają, po prostu ich nie kochają. Lubi też i kolekcjonuje sztukę – ma to po tacie. Kupuje więc fotografie, obrazy i rzeźby. Jej ulubionym przedmiotem w domu jest wanna hinoki, mówi o niej jako o największej ekstrawagancji. Ale ma jeszcze kilka przedmiotów, które zdecydowanie przyciągają wzrok. W książce pojawia się również enigmatyczny kolekcjoner sztuki, któremu jeden z bohaterów udziela rad, jego partner zaś gani go za tę znajomość – „czy ten człowiek nie jest uosobieniem tego czym zawsze pogardzałeś?” – pyta.
Yanagihara w żadnym z wywiadów nie podpowiada czytelnikom, w których fragmentach nawiązuje do swojego życia i czy w ogóle to robi. Zapytana o to, odpowiada wymijająco, nie zdradzając nic, co dałoby nam jakąkolwiek wskazówkę. Jeśli jednak dobrze się przyjrzymy, to w książce znajdziemy bez trudu ślady jej życia. Na ile te nasze przypuszczenia pokrywają się z prawdą, chyba nigdy się nie dowiemy.
„Do raju” to monumentalna powieść, w której świat widzimy w krzywym zwierciadle, alternatywna rzeczywistość jest nam jednak bliska, bo wypełniona problemami z którymi borykamy się również realnie. Według Hanyi Yanagihary współczesna powieść powinna odpowiadać na najbardziej palące pytania: co z migracją i rasizmem, co z kryzysem ekologicznym, co z zagrożeniem kolejnymi pandemiami? Yanagihara zadaje te pytania w sposób nieszablonowy, wymykający się utartym schematom.
Każda z trzech części ma otwarte zakończenie, możemy się jedynie domyślać dalszych losów bohaterów i zastanawiać się, czy udało im się odnaleźć raj?
„Do raju” Hanya Yanagihara, Wydawnictwo W.A.B