Opowieści o duchach

Kiedy dwa lata temu wylądowała w małym miasteczku w Szwajcarii, pewnie nie myślała o duchach tak zupełnie serio. Ale jednak okazało się, że one mają tam swój dom, w starym sanatorium, które od dawna jest nieczynne, a gości obecnie artystów z całego świata. Hania Rani już wtedy miała na swoim koncie serię sukcesów. Popularność zdobyła jako połówka zespołu Tęskno, który opuściła w 2019 roku. Teraz ukazuje się jej trzecia solowa płyta, która nie mogła mieć innego tytułu niż „Ghosts”. Opowiada przecież o duchach. 

W Szwajcarii, niedaleko Stampy znalazła się zupełnie przypadkiem, choć mówi że w życiu nie ma przypadków. Hania miała pracować nad muzyką do „I Giacometti” Suzanne Fanzun, kiedy Suzanne zaproponowała, żeby Hania pomieszkała w małej miejscowości u podnóża gór. Hania nigdy nie pracowała w takim klimacie, gdzie mrok wyłania się zewsząd, obejmując miasto i jego zakamarki. Artystyczna rezydencja była czasem skupienia. I to właśnie tu, Hania usłyszała o duchach. Podobno to prawdziwe historie, a mieszkańcy małego miasteczka spotykają się z nimi regularnie. Artyści wypatrują ich w pękających przypadkiem szybach, nadsłuchują, gdy skrzypią stare schody lub drzwi.  

„Miejsce, w którym się zatrzymałam, było kiedyś starym sanatorium w okolicy, która kiedyś była bardzo popularna, ale teraz są tam ogromne opuszczone hotele, w których miejscowi mówią że mieszkają duchy. To rodzaj lokalnego systemu wierzeń – te duchy mają nawet imiona! – ale kiedy jesteś głęboko na łonie natury lub w jakimś opuszczonym miejscu, twoja wyobraźnia zaczyna działać na innym poziomie”. „Duchy zupełnie mnie zafascynowały” – mówi Hania, której wydają się one równie efemeryczne, co jej muzyka. Najnowszy album nazwała „Ghosts”. Pomysł narodził się chwilę po skończeniu poprzedniej płyty „Home”. Hania Rani jest bardzo pracowitą osobą, w czym widać jej muzyczne korzenie, swoją karierę zaczynała od muzyki klasycznej. Tu wymagano od niej solidności, przygotowania i myślenia na wysokich obrotach. Teraz, mimo że od klasyki trochę odbiła w kierunku lekkiej, rozrywkowej wersji, to ciągle ma z tyłu głowy, że materiał który przygotowuje ma być dobry muzycznie i ciekawy dla odbiorcy. Hania tworzy nieustannie i zapisuje swoje pomysły na bierząco, najlepsze partie zachowując z myślą o kolejnych płytach. 

Hania Rani/ płyta Ghosts/ źródło: Instagram

Kończąc studia muzyczne, Hania nie zakładała że będzie miała szczęście występować na scenie przed publicznością. Myślała, że będzie uczyć, lub pracować w mediach i zajmować się muzyką. „Chciałam robić cokolwiek związanego z muzyką” – mówi w wywiadach. Pierwsze kroki zrobiła nagrywając „Domowe melodie”, gdzie grała między innymi z Dobrawą Czocher, którą znała ze szkoły muzycznej. Razem nagrały album „Biała flaga” z aranżacjami Grzegorza Ciechowskiego. To był punkt zwrotny w ich karierze. Hania poczuła, że jej miejsce jest na scenie, że nie musi siedzieć sztywno i bez opamiętania uderzać w klawisze grając klasykę. Dziewczyny postawiły na swobodę, na zabawę muzyką, i okazało się że pianino i wiolonczela to duet idealny. Chwilę później Hania związała się muzycznie z Joanną Longić, z którą stworzyła Tęskno. Kameralne utwory z idealnie rozpisanymi głosami, fortepianem i smyczkami otworzyły im drzwi do międzynarodowej kariery. 

Hania często mówi, że do Gondwana Records dostała się, bo dopisało jej szczęście, ale zaraz dodaje, że miała też dobry pomysł na swoją muzykę. Wysłała jedynie swoje demo i dostała pozytywną odpowiedź – „okazało się, że materiał który stworzyłam jest dobry, że studio jest zainteresowane wydaniem płyty”, mówi. Od razu wsiadła w pierwszy samolot do Londynu, gotowy materiał na płytę oddała rok przed terminem, bo chciała mieć czas na ewentualne negocjacje i poprawki, no i chciała żeby płyta była idealna, żeby zachwycała. Od tego momentu, sporo się zmieniło. Hania Rani opuściła Tęskno, żeby wydać swoje solowe krążki. Pierwszy to „Esje”, drugi to „Home”. W międzyczasie można ją było usłyszeć na wielu koncertach – między innymi w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Australii, a także na Openerze (!) i innych festiwalach, na których muzyka instrumentalna ciągle jest niszą. Stworzyła muzykę do licznych projektów, w tym do filmów, słyszymy ją w „Śubuku” Jacka Lusińskiego, czy u Piotra Domalewskiego w „Jak najdalej stąd”. Grała z Kamp!, z Misą Furtak, z Melą Koteluk. Na swoim koncie zgromadziła liczne nagrody – siedem Fryderyków, Sanki, nagrodę z Festiwalu Filmowego w Gdyni, nagrodę za płytę roku od Gazety Wyborczej. A media zaczęły pisać, że nie ma popularniejszej polskiej pianistki i kompozytorki od niej. 

Przy drugiej płycie, Hania postanowiła odważniej poeksperymentować. Oprócz fortepianu, niosły nas dźwięki elektroniki, kontrabas, smyczki i instrumenty perkusyjne. To był rownież debiut Hani, jeśli chodzi o wykorzystanie swojego głosu. Okazało się, że artystka od dziecka nie tylko grała i komponowała. „Od zawsze chętnie śpiewałam, byłam rozśpiewanym dzieckiem. I teraz nagle poczułam, że znowu chciałbym być jak dziecko, uwolnić swój głos” – mówi. Nigdy nie ćwiczyła głosu do profesjonalnego śpiewu, więc był to dla niej test sprawnościowy. Zdała go, i zachęcona sukcesem poszła o krok dalej – słychać ją bardzo pięknie i wyraźnie na „Ghosts”. 

„Krawędź życia i śmierci” – podsumowuje artystka – „i to, co faktycznie dzieje się pomiędzy nimi: to było to, co naprawdę mnie interesowało. Nawet zaśpiewanie słowa „śmierć” było dla mnie szokiem. To takie dziwne słowo do wypowiedzenia na głos, a ludzie się go boją, co było dla mnie niezwykle interesujące. Większość piosenek prawdopodobnie nadal mówi o miłości i tym podobnych rzeczach, ale „Ghosts” to bardziej moje myślenie o konieczności zmierzenia się z jakimś końcem” – podkreśla. 

Na płytę zaprosiła gości, znaleźli się wśród nich artyści, których Hania już od dawna podziwiała. Patricka Watsona słuchała jeszcze w szkole, a teraz dołączył do niej w „Dancing with Ghosts”. „Whispering House” został napisany i nagrany z jej przyjacielem Ólafurem Arnaldsem. Do jej ulubionych artystów zalicza się również Duncan Bellamy z Portico Quartet, który wnosi powiew nowości w utworach „Don’t Break My Heart” i „Thin Line”. Artystka podkreśla, że aby nagrać coś zupełnie innego niż do tej pory, potrzebuje inspiracji, dlatego tak ważne dla niej jest to z kim gra. „Mam wrażenie, że to oni nadali nowy kierunek mojej muzyce, byłam zachwycona ich pomysłami, tym co mi zaproponowali” – mówi. 

Wśród inspiracji wymienia również takich artystów jak Enya, The Smile, James Blake, Pink Floyd, Stinę Nordenstam, Keitha Jarrett’a i Kate Bush. 

Przy „Ghosts” Hania znów nawiązała do literatury. Tym razem najbliższa jej sercu okazała się Olga Tokarczuk. W książeczce znajdziecie więc fragment „Biegunów”, choć płyta pisana w opuszczonym sanatorium, umieszczonym w sercu gór, od razu przypomina nam inną książkę noblistki – „Empuzjon”. Hania Rani poznała Olgę, kiedy na jej zaproszenie przyjechała na festiwal Góry Literatury. Okazało się, że Olga jest fanką muzyki Rani, i często zdarza jej się pisać słuchając płyt. „Kolana się pode mną ugięły, kiedy to usłyszałam” – mówi artystka. 

Okładka też jest szczególna, bo tak jak muzyka powstała w szwajcarskich górach. Hania wraca do Szwajcarii jak bumerang. Zdjęcie powstało tuż za rogiem hostelu jej znajomych, u których chętnie się zatrzymuje. 2000 metrów n.p.m. Nie dojedzie się w to miejsce samochodem, jedynie pociągiem. „Jest tu cisza i spokój” – mówi Hania. Na okładce widać mrok i fragment łąki opalizujący łagodnym, ciepłym światłem.  

Razem z premierą płyty Hania Rani zapowiada trasę koncertową. Będzie grała w Europie, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. 


Jedna myśl w temacie “Opowieści o duchach

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.