„Czułam ciężar, myślę, że wszyscy na planie go czuliśmy. Ostatnie dni Diany obserwował cały świat” – mówi Elizabeth Debicki, która po raz drugi wcieliła się w Lady Di w serialu „The Crwon”. To już ostatni, finałowy sezon, który zmienia narrację. Do tej pory główną bohaterką była królowa Elżbieta II, cztery pierwsze odcinki szóstego sezonu w centrum stawiają księżną Walii Dianę. „Obejrzałam ten sezon, i jestem dumna z tego, jak to wszystko wyszło” – przyznaje aktorka.
Elizabeth Debicki pojawiła się na przesłuchaniach do drugiego sezonu„The Crown”, jednak nie do roli Diany, bo to nawet nie przeszło jej przez myśl. Starała się o inną rolę, za namową swojej agentki. „Nie pasowałam do tej roli, byłam zdziwiona, że zostałam zaproszona na przesłuchanie. Moja agentka nalegała, żebym poszła. „Idź i to zrób” – powiedziała. Już wtedy można było oglądać pierwszy sezon. Księżniczkę Małgorzatę grała moja koleżanka Vanessa Kirby. Obejrzałam cały sezon za jednym zamachem. Był zniewalający, piękny, dopracowany, idealny i wszyscy tak doskonale grali. Uznałam, że to jest najlepszy serial jaki widziałam. Pomyślałam, do licha, pójdę na to przesłuchanie.”
Tej roli o którą się starała nie dostała. Z przesłuchania dotarła do niej później informacja, że być może będzie miała szansę zagrać w serialu, właśnie Lady Di. Reżyser Peter Morgan w wywiadach mówi, że odkąd zobaczył Debicki, na jego liście było tylko jej nazwisko i gdyby odmówiła, musiałby zmienić scenariusz ostatnich sezonów.
„Byłam na przesłuchaniach, żeby zagrać małą rolę w drugim sezonie, wyszłam bez roli. Nie chcieli mnie, ale zobaczyli wtedy podobno we mnie coś z Diany, bo dosłownie chwilę później mój agent dostał maila: „tej roli nie dostanie, ale będziemy mieli ją na liście, do roli Diany”. To nie było dla mnie oczywiste. Więc tak kombinacja złego aktorstwa, i mojego naturalnego flow, dała całkiem niezły efekt”- mówi Elizabeth w wywiadach.
„Zagranie Lady Diany wydawało mi się i tak bardzo mało prawdopodobne, pomyślałam, no coż może następnym razem się uda. Oczywiście gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, tak jak każdy aktor na początku swojej kariery, kiedy słyszy: świetnie byś się sprawdził w tej roli, mógłbyś to zagrać, i wtedy zawsze jest jakaś część człowieka, która żywi nadzieję i liczy na spełnienie. Ale z doświadczenia też wiemy, że często starania kończą się porażką.
O tym przesłuchaniu powiedziałam chyba tylko mojej siostrze. I nagle, cztery czy pięć lat później, znów się do mnie odezwali. Dostałam telefon: „cześć, jesteś osobą o której myślimy bardzo poważnie. Czy nadal jesteś zainteresowana?” W tamtym momencie wiedziałam już, że na planie sezonu czwartego pojawiła się Emma Corrin. Chwilę wcześniej, zanim do mnie zadzwonili, nawet powtarzałam sobie, ok, to nic, następnym razem. Myślałam, że to moja zmarnowana szansa. Nie wiedziałam nawet ile sezonów chcą nakręcić. Więc tak, to była dziwna i długa droga, ale dostałam tę rolę, to jedna z najważniejszych ról w mojej karierze.”
Pierwsze marzenie zawodowe Elizabeth było związane z baletem, długo tańczyła, a właściwie tańczy do dziś, tyle że obecnie dla przyjemności. Z baletu zrezygnowała, bo była za wysoka. Przez moment interesowała się tańcem nowoczesnym, tak jak jej mama, podziwiała pracę Piny Bausch. Taniec porzuciła dla aktorstwa. I trzeba przyznać, że zaczęła z przytupem, od filmu Baza Luhrmanna „Wielki Gatsby”, gdzie występowała obok Leonardo DiCaprio i Carey Mulligan. Została za tę rolę wyróżniona jako najlepsza aktorka, a australijski Vogue umieścił ją na swojej okładce. Jej kolejna rola była próbą sił na deskach teatralnych, obok niej w „Pokojówkach” występowały Isabelle Huppert i Cate Blanchett. Później upomniało się znów o nią kino międzynarodowe i tak nakręciła „Makbeta”, „Kryptonim U.N.C.L.E.”, „Everest”, „Nocnego recepcjonistę”, marvelowskich „Strażników galaktyki”. Była również Virginią Woolf. Najczęściej dostawała bardzo pochlebne recenzje, skromna, ale nie nieśmiała, czarująca, piękna, pracowita, tak ją widział świat. Ale prawda jest taka, że dopiero kiedy pojawiła się w piątym sezonie „The Crown” zyskała rozpoznawalność o jakiej nawet nie marzyła.
Elizabeth zastąpiła na planie Emmę Corrin, która za swój występ została nominowana do licznych nagród. Wtedy aktorka mówiła o stresie, bo przed nią królową ludzkich serc grały gwiazdy Hollywood, i ich występy nie zawsze podobały się wymagającej publiczności. Innym powodem do nerwów był scenariusz, który opowiadał o ostatnim momencie wspólnego życia Diany i Karola. W piątym sezonie były to wydarzenia wyprzedzające rozwód, w szóstym Elizabeth gra Dianę w ostatnich momentach jej życia.
„Oglądałam serial i oglądałam Emmę Corrin w roli Diany. To było niesamowite doświadczenie. Ale muszę się też przyznać, że ponieważ bardzo mi się podobała gra Emmy, odczułam presję, żeby dać z siebie wszystko. W ogóle aktorzy w tym serialu są tak dobrzy…nie wiem, ja oglądając czuję wszystkie te emocje, które im towarzyszą. Wiedziałam, że z Emmą gramy różne etapy życia Lady Di. Diana się zmieniała, z zawstydzonej księżnej, w kobietę wyważoną, zaangażowaną, ciepłą dla ludzi, chcącą dać im od siebie coś dobrego, ale też kobietę po trudnych przejściach. Ta zmiana pomogła mi wejść w rolę, bo jestem też starsza od Emmy.”
Wakacje 1997 roku Diana spędzała w St. Tropez na jachcie egipskiego milionera Mohameda Al-Fayeda. Była już po rozwodzie z Karolem, nie była już częścią brytyjskiej rodziny królewskiej, ale ludzie kochali ją jak nigdy dotąd. Najpierw poleciała na południe Francji z chłopcami, z Williamem i Harrym. Uciekła przed przyjęciem organizowanym z okazji urodzin Camilli. Później wróciła tam jeszcze raz, aby spotkać się z Dodiem Al-Fayedem, którego dopiero co lepiej poznała i który ją zauroczył. Ich spotkanie stało się sensacją na skalę światową. Nieustannie za nimi podążała chmara nieustępliwych paparazzi, którzy za swoje zdjęcia zarobili krocie. I którzy finalnie doprowadzili do wypadku w paryskim tunelu, w którym zginęła zarówno Diana, jak i Dodi.
„The Crown” nie jest historycznym zapisem tych wydarzeń, a jedynie interpretacją, którą stworzono na podstawie dostępnych źródeł – których jest zbyt mało, by budować na nich realistyczną opowieść; i na domysłach, których było i jest całe morze. Jak wyglądała relacja Diany z Dodiem? Czy byli blisko na tyle, żeby się zaręczyć? O czym rozmawiali? Z czego się śmiali? Co myśleli chłopcy o tym związku? I jak zareagowała rodzina królewska? Tego możemy się jedynie domyślać.
„Każdy z nas mógł zrobić swój własny research o postaci. Dla mnie to było wyzwanie, napędzał mnie strach i ciekawość, nie wiedziałam czego się dowiem [aktorka przyznaje, że do czasu serialu nie wiedziała zbyt wiele o rodzinie królewskiej]. Zaczęłam szukać i znalazłam kontakt do dziewczyny o imieniu Annie, która pracuje w Archival Research Department. To z nią rozmawiałam przez Zomma, podczas Covidu byłam w Australii. Annie zapytała mnie: ‚ile chcesz materiałów?’, odpowiedziałam: ‚wszystkie jakie masz’. Od razu wiedziałam, że coś jest na rzeczy, bo wtedy Annie popatrzyła na mnie z niedowierzaniem, ale powiedziała: ok. Po czym pod mój dom podjechał samochód kuriera wypakowany od góry do dołu materiałami. To były książki, dokumenty, artykuły, wszystko o Dianie.
Siedziałam więc wieczorami z zakreślaczem w ręku, i zakreślałam to wszystko, co wydało mi się cenne. Lubię taką pracę, mój mózg działa wtedy na szybszych obrotach. Były też godziny nagrań wideo, dużo dużo oglądania. Ale to też było dla mnie ważne.” – mówi Elizabeth.
W serialu wygląda jak Diana, jeden do jednego, jest jej wierną kopią. Włosy, uśmiech, lekko opuszczona głowa, barki delikatnie wysunięte do przodu, jakby się wstydziła, próbowała schować. Nawet mówi jak ona. Aktorka bez skrępowania przyznaje, że ten efekt kosztował ją mnóstwo pracy. Jak mówi, nie jest prosto zagrać osobę, która żyła i którą wszyscy znali, trzeba się jej nauczyć, a na planie być naturalnym. Tym razem jednak było jej łatwiej, już wiedziała co ma robić i jak.
„Ciekawy faktem jest to, że wszyscy mieliśmy pod górkę. Od lat ’90 w telewizji przez cały czas można było oglądać brytyjską rodzinę królewską, to był taki nieustanny cykl wiadomości o nich. Jeśli staniecie na ulicy i zapytacie Brytyjczyka: jak wyglądała księżna Diana jak mówiła?, to on będzie wiedział, a nawet będzie potrafił ją być może naśladować. Dla Diany to był specyficzny ruch głową, i sposób w jaki patrzyła na ludzi. Dla aktora to duże wyzwanie.
Zastanawialiśmy się jak się porusza Diana, jak idzie, jak patrzy. To nie są naturalne zachowania i ruchy, tylko wypracowane przez miliony spojrzeń. Ciało przyzwyczaja się do nich, i uczy jak się delikatnie osłonić przed niechcianym spojrzeniem.
Przy pierwszych sezonach serialu mnie osobiście zdziwiło jak aktorzy mówią. Sztywno. Trudno w to dziś uwierzyć. A jednak jak oglądałam taśmy na przykład z przemawiającą Margaret, to ona dokładnie tak mówiła. To dla mnie zaskakujące. Na szczęście mieliśmy na planie specjalistów. Oni pomagali nam zauważyć niuanse.”
W graniu Elizabeth nie ma nic ze sztywności i etykiety, bo Diana często jej nie przestrzegała. Była ciepła, uśmiechnięta, otwarta. Peter Morgan taką ją właśnie pokazuje, oszczędzając nam i jej niewygodnych i trudnych scen. Nawet z Karolem Diana próbuje zbudować nową relację, a raczej obiecuje, że spróbuje. Morgan prowadzi akcję do kulminacyjnego momentu bardzo łagodnie, sam wypadek również nie jest pokazany. Widzimy pędzący samochód, słychać huk. Chwilę później zaczną dzwonić telefony. Moment pożegnania rodziny, Karola, kondukt żałobny, miliony Brytyjczyków na ulicach, pokazują jak dużą siłę oddziaływania na ludzi miała Lady Di. To zdecydowanie wpłynęło również na narrację Morgana, który pozostał empatyczny wobec tamtych wydarzeń. Nie szukał prawdy na siłę, pokazał jedynie pewną jej wersję.
„Nie było łatwo odnaleźć prawdziwą Dianę. Wydaje mi się, że tylko synowie, Charles i osoby jej bardzo bliskie na prawdę wiedziały jaka jest. My staraliśmy się jedynie szukać prawdy w tej całej masie materiałów, którą zgromadziliśmy. Szybko zdałam sobie sprawę, jak bardzo niektóre książki czy przekazy są zmanipulowane. Powstały tylko po to, żeby się sprzedać.
Jeśli bliżej się przyjrzymy to zauważymy, że Diana starała się opowiadać swoją własną historię, prostować to, co wymyślali dziennikarze i ludzie. A i tak nie zawsze jej się to udawało.
Ja starałam się pokazać ją taką, jaką ją widziałam. Czasami myślę, o Boże, jak ja to zrobiłam? Bo zagrać jedną z najbardziej uwielbianych kobiet na świecie jest szalenie trudno, to wyzwanie” – mówi aktorka.
The Crown sezon szósty Netflix/