Lucia Berlin, odkryta na nowo

Mówiła, że w pisaniu liczy się sama historia, nieważne czy jest autentyczna, czy zahacza o fikcję. Ale w jej tekstach można odnaleźć dużo autobiograficznych faktów. To głównie opowiadania z których wyłania się chaos świata. Opowiadania, które za jej życia nie przebiły się wsród innych, ale kiedy w 2015 roku część z nich ukazała się pod tytułem „Instrukcja dla pań sprzątających”, świat dosłownie oszalał na ich punkcie. Teraz możemy czytać Lucię Berlin nakładem Wydawnictwa Czarne, które znów wydało „Instrukcję”, a zaraz ukaże się jeszcze jedna książka tej autorki – „Witaj w domu”.  

„Gdybym miał opowiedzieć historię Lucii, nawet z mojej perspektywy (obiektywnej czy nie), uznano by ją za realizm magiczny. Nie ma mowy, żeby ktoś w to wszystko uwierzył” – pisał o jej życiu jej najstarszy syn Mark. Lucia miała trzech mężów, czterech synów i ciągle się przeprowadzała. Nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Żeby utrzymać rodzinę łapała się różnych prac. Jedno jej życie wystarczyłoby dla kilku osób. 

Lucia urodziła się w 1936 roku, w Juneau na Alasce. Zmarła w 2004 roku, mając 68 lat. Nigdy się nie spodziewała, że dożyje takiego wieku – lekarze młodej Lucii powiedzieli, że jest tak schorowana, że nie będzie miała dzieci, i co najwyżej może liczyć, że dożyje 30 urodzin. Mark zaś wspomina, że nawet w ostatniej chwili nie czuła się przytłoczona, że odchodzi. Siedziała i czytała jakieś recenzje, książki, żartowała. Zmarła na chorobę nowotworową. Po sobie zostawiła liczne opowiadania.

„Nasze rodzinne wspomnienia i historie powoli nabierały nowych kształtów, mama je poprawiała, nadawała mi nowych znaczeń, tak że nie jestem już pewien, co się działo w naszym życiu. Mama mówiła, że to nie ma znaczenia, liczy się tylko historia.” – pisał Mark. 

Życie Luci było zbiegiem okoliczności, tych szczęśliwych i mniej szczęśliwych przypadków, zdumiewających zdarzeń z których czerpała inspirację do swoich opowiadań. To dlatego jej pisarstwo jest tak pełne życia, kolorów, dramatyzmu i dlatego, tak trudno się oderwać od czytania, zapomnieć o tym, co się przeczytało. W pamięci Marka zapisało się wspomnienie: Lucia w Oaxaca, odurzona grzybkami idzie się kąpać nago ze znajomym malarzem. Kiedy wychodzą z wody okazuje się, że mają zielone ciała, od miedzi która była w wodzie. „Nie wiem jak ta zieleń pasowała do jej różowego szala” – pisze Mark zastanawiając się nad niezwykłością życia matki. 

Kiedy była dzieckiem, razem z całą rodziną podróżowała tam, gdzie jej ojciec miał pracę. Był inżynierem górnictwa. Mieszkała na Alasce, razem z rodziną matki w El Paso, i w Chile. Każde z tych miejsc możemy znaleźć w jej opowiadaniach. Alaska, różne miasta, które zawsze wyglądają podobnie – kościół, szkoła, sklep, więzienie i burdel – napisze Lucia. Mieszkanie z rodziną matki w El Paso to dramat – pijący dziadek, który się nad nią znęcał, pijąca matka, która nie potrafiła zapanować nad emocjami. Jako nastolatka Lucia nie potrafiła się dopasować. W szkole dzieci jej dokuczały ze względu na chorobę, miała dużą skoliozę kręgosłupa i chodziła w „szynach”, a i sama Lucia nie była zainteresowana nauką. „Zawsze robiłam bardzo złe pierwsze wrażenie” – pisała o sobie.  

Chile to katolicka szkoła, polityczne turbulencje, jachty, projektanci, slumsy, rewolucje. To najlepszy moment w życiu Lucii, jej rodzina jest bogata, ma służbę, ona sama bawi się do rana z zamożnymi znajomymi ojca. Jest młoda, jest piękna, jest odważna. Patrzy jak jej matka stacza się po równi pochyłej przez chorobę alkoholową, ale sama Lucia nie odmawia sobie alkoholu czy papierosa. Za moment zacznie też dorosłe życie – studia w Albuquerque, i pierwsze małżeństwo, które zaliczy przed dwudziestką. Szybko zostanie matką dwóch chłopców, żeby zaraz później pożegnać się z mężem rzeźbiarzem, który uzna, że szukał czegoś innego w życiu. 

Miała jedynie 24 lata, kiedy ukazało się jej pierwsze opowiadanie. Opublikował je magazyn literacki The Noble Savage. Ale przez blisko dwie dekady Lucia prawie nie pisała, zajmowała się wychowywaniem swoich synów i walką z uzależnieniem. „Nie wiem jak to się stało, że tak piłam i nikt mi was nie zabrał” – zastanawiała się sama nad sobą, i w późniejszych rozmowach z synami. Mark w swoich wspomnieniach często opowiada o matce, która czytała im książki, która tańczyła na imprezach, która pokazywała im świat i uczyła życia. 

Drugiego męża Lucia wybrała rozsądnie. Wyszła za kolegę z Harvardu, jazzmana Race’go Newton’a. Ale jej myśli zaprzątał już ktoś inny, Buddy Berlin. W Nowym Jorku, jeszcze z Racem żyje razem z bohemą, do niej też należy Buddy. Lucia słucha odczytów, muzyki, chodzi po muzeach. Jej głowę zaprzątają kulturalne rozrywki, które chętnie chłonie.    

„Turner i Caravaggio, uwielbiam ich, ale to obrazy Bacon’a i Alice Neal przemawiają do mnie jako do pisarki. Czytam ich dzieła jak nowele albo poematy. Cały czas myślę o Rothko. Miał on na mnie niewyobrażalny wpływ w latach ’50, i jego prace też. W Nowym Jorku śnieżyca, nie jeżdżą żadne samochody! Szłam piechotą, za sobą ciągnęłam sanki z dziećmi, szłam do Moma na retrospektywę Rothko. Na ulicy kilka osób, światła latarni tańczyły w tym zamieszaniu, kolory jego obrazów pulsowały ze ścian, czyste, piękne, tak jak drogi Arkansas.” – pisała po latach Berlin w liście do Augusta Kleinzahlera. 

Małżeństwo, według tego co opowiada, kończy się ucieczką z Buddym Berlinem do Meksyku. Rozwód, kolejne małżeństwo. Lucia rodzi dwóch synów Buddy’emu. Ale ich życie, choć kochają się bardzo, nie jest łatwe. Lucia już od początku zdawała sobie sprawę z uzależnienia męża od heroiny. Buddy obiecywał, że rzuci nałóg i rzucał, po czym do niego wracał. Lucia ostatecznie się z nim rozwiodła w 1968 roku. I już nigdy nie wyszła za mąż. Miała za to licznych kochanków – nikt nie wie ilu, wspomina Mark.    

Lucia jako młoda kobieta, i również później, nie potrafiła znaleźć swojego miejsca, więc kontynuowała koczowniczy styl życia. Mark pisze: „dom był tam, gdzie była ona. W niektórych miejscach mieszkaliśmy jedynie po kilka miesięcy.” Lucia pomieszkiwała w Meksyku, Arizonie, w Nowym Jorku. Kiedy już była w dojrzałym wieku i uczyła pisarstwa mieszkała w Kolorado. Na ostatnie chwile życia przeniosła się znów, tym razem żeby być bliżej synów, do Los Angeles.

Do pisania na dobre wróciła w latach ’70, na dekadę zanim wytrzeźwiała na dobre. „Wszyscy wiedzą o tym że piła, i całe życie musiała się z tym zmagać. Niewiele osób wie, że swoje najlepsze opowiadania napisała, kiedy była zupełnie trzeźwa” – pisze Mark. 

W latach ’80 jej opowiadania były publikowane w lokalnej prasie. W latach ’90 część z opowiadań została wybrana przez wydawnictwo Black Sparrow Press. Ukazały się w trzech zbiorach – „Angels Laundromat”, „Homesick”, „So Long”. Za ten ostatni zbiór Lucia dostała American Book Award. W 2013 roku, pisarz Stephen Emerson, Barry Gifford i Michael Wolfe, którzy znali i podziwiali Lucię Berlin, zebrali jej wybrane opowiadania i przedstawili je nowojorskim wydawnictwom. Mieli nadzieję, że któreś z nich zdecyduje się opublikować na dużą skalę tę fantastyczną w ich odczuciu pisarkę. I tak się stało, Emily Bell z Farrar, Straus & Giroux zauważyła nieodkryty dotąd potencjał. 

„Przez 30, a może 40 lat czułam jedynie frustrację” – pisała Lydia Davis, znawczyni twórczości Berlin, kiedy ukazywała się „Instrukcja dla pań sprzątających”. „Do tej chwili, kiedy wspominałam świetne pisarstwo Lucii, niewiele osób wiedziało o kogo mi chodzi. A znałam Lucię przez te wszystkie lata, pierwszy raz czytałam ją w 1981 roku, to było opowiadanie „Angels Laundromat”.   

„Od lat ’90 mówię ludziom, że Lucia jest najlepszą pisarką Ameryki. Owszem jej opowiadania są mocne, mają w sobie pewną surowość, ale też mnóstwo uroku. Wiem, że wydawnictwa, czy czytelnicy mogliby powiedzieć, że jej warsztat należy podszlifować…” – mówił poeta i przyjaciel Lucii, August Kleinzahler. I szybko dodawał, że to autentyczność i surowość jej pisarstwa robi wrażenie. To za to ją kochają czytelnicy. 

Lucia pisała o synach, o swoich pracach, a raczej o kobiecie podobnej do niej. Z czterema synami, która pracowała żeby się utrzymać. Była panią sprzątającą domy, pielęgniarką na oddziale ratunkowym, nauczycielką. Dzięki jej opowiadaniom wiemy, jak ciężkie życie miała. O molestowaniu we wczesnym dzieciństwie, o szalonych miłościach, o walce z alkoholizmem, o jej problemach zdrowotnych, o okropnych szefach, niegodnych przyjaciołach i o jej zachwycie nad życiem. 

Zapytana przez dziennikarza, czy gdyby miała dobre, idealne życie, to czy też by pisała? Opowiedziała: pewnie nie. Jej zdaniem pisarstwo miało jej uporządkować wszystko w głowie, szczególnie to, co trudne. „Dostrzegam, że życie jest pozytywne, ale nie w ckliwy sposób, tylko przez piękno w trudnych, często negatywnych doświadczeniach” – mówiła. 

Była wykładowczynią w Boulder, a studenci pchali się do niej drzwiami i oknami. Ona wymagała od nich, żeby wkładali serce w to, co piszą. Już wtedy czuła się źle, chodziła z butlą z tlenem, prosiła żeby studenci kupowali jej papierosy, których nie powinna palić, a jednak paliła. 

Zmarła jako mało znana pisarka, ale świat literacki tylko czekał żeby się nią zachwycić.

Wydawnictwo Czarne właśnie wydało po raz kolejny „Instrukcję dla pań sprzątających”. Za moment będzie mieć premierę inna książka – „Witaj w domu”. To opowieść o życiu Luci Berlin, o chaosie który ją otaczał i który kochała – „nigdy nie wybierałam prostej drogi”, mówiła. To książka, która pokazuje jak dużo życia pisarka przeniosła do swoich opowiadań. Jest tu wszystko, trzy małżeństwa, przeprowadzki, prace, które ciężko wymienić, macierzyństwo, uzależnienie, a nawet miłość do Ringo Stara, fryzura na Beatelsa i dużo więcej.  

„W niefabularnej twórczości Belin doskonale widać jej geniusz polegający na umiejętności wybierania osobistych oraz osobliwych scen z własnej pamięci i przekształcania ich w fikcję […] „Dzięki „Witaj w domu” zaczynamy rozumieć, że proza Berlin to jej wspomnienia przemienione w wyraziste, zaskakujące opowiadania.”/ Maggie Trapp „Washington Post”

„Pisarstwo Berlin jest przenikliwe, bezlitosne, nieposkromione, skóra po nim piecze jak przetarta alkoholem […] To niezwykła opowieść o złożonej, kalejdoskopowej przeszłości”/ Joanne O’Leary

Największym marzeniem Luci było to, żeby jej książki były czytane. Ona sama czytała do ostatnich chwil. W swojej bibliotece książki ustawiała tytułami od A do Z. Śmiała się, że w ten sposób przejawia się jej uwielbienie do nich. 

„Mój nowy komputer nie tylko podkreśla mi na czerwono słowa, które źle napisałam, ale podkreśla na zielono zdania, które nie są napisane zgodnie z gramatyką. Wszystko, co napiszę jest na zielono. Sprawdziłam to i dowiedziałam się co robię źle, i przestałam sprawdzać. I to chyba może być klucz do twojego artykułu. Nie potrafię napisać jednego poprawnego zdania! Albo brakuje mi czasownika, albo rzeczownika albo innego słowa, albo kto tak naprawdę wie co robię źle? I przez ten cały czas myślałam, że to Styl!” 

Korzystałam z artykułów New Yorkera, NY Timesa, Guardian, London Book Review


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.