Emma Stone chwilę temu zgarnęła Złoty Glob za rolę w najnowszym filmie Yorgosa Lanthimos’a, „Biedne istoty”. Stone, która jest współproducentką filmu, zagrała w nim Bellę Baxter, kobietę odratowaną przez szalonego naukowca. Bella jest w kwiecie wieku, jej młode ciało kusi mężczyzn, ale ma rozum dziecka, zero zahamowań i właśnie odkrywa świat na swoich zasadach, przekraczając wiele z ustalonych społecznie granic. „To obecnie nasza ulubiona bohaterka” – chóralnie odpowiadają na wywiadach Stone i Lanthimos. „Biedne istoty” już możecie oglądać w kinach.
Lata temu w ręce Yorgosa Lanthiomosa wpadła książka – „Biedne istoty” Alistair Gray. Jak tylko skończył czytać, ruszył do Szkocji, żeby spotkać się z Gray’em i poprosić go o prawa do ekranizacji. „On miał ponad 80 lat, i ciągle był bardzo energiczny, ja byłem wtedy młodym, początkującym reżyserem. Alistair oglądał mój film „Kieł” na DVD, który puścił mu jego znajomy, bo sam nie bardzo wiedział jak działa odtwarzacz. Nazwał mnie „utalentowanym”. Razem zwiedziliśmy Glasgow, pokazał mi bibliotekę do której chodził i uniwersytet, gdzie wykładał.” – wspomina Yorgos Lanthimos, który dostał wtedy prawa do ekranizacji.
Reżyser chciał nakręć film na podstawie książki, ale producenci nie byli zachwyceni pomysłem. Ten kto zna filmografię Greka wie, że jego filmom nie można przykleić łatki „łatwe, przyjemne, rozrywkowo – cukierkowe”. Yorgos nie kręcił wtedy też filmów po angielsku. „Biedne istoty” musiały poczekać. W tym czasie ukazał się „Lobster” z Colinem Farrellem, Rachel Weisz, Olivią Colman. Później było „Zabicie świętego jelenia” i oscarowa „Faworyta”, gdzie po raz pierwszy na planie Lanthimos współpracował z Emmą Stone.
„To był długi proces, zanim przekonałem samego siebie, że mogę kręcić filmy po angielsku i że jestem w stanie zrobić to dobrze. Po „Faworycie” sytuacja się zmieniła, więcej osób było chętnych, żeby ze mną pracować i więcej osób chciało mi pozwolić na twórczą swobodę. I ja oczywiście miałem swoją historię już pod ręką, „Biedne istoty” czekały na ten moment, wiedziałem, że chcę to nakręcić. Ta książka cały czas chodziła mi po głowie” – mówi.

Kiedy film już był gotowy, Hollywood zmierzyło się z kryzysem – strajk ludzi kina przesunął wiele premier, w tym filmu Lanthimos’a. Yorgos zdecydował się zacząć promować go zanim strajk się skończył, co oznaczało tyle, że na wszystkich wywiadach, festiwalach i eventach pojawiał się sam. „To było straszne. Tyle czasu poświęciliśmy na to, żeby stworzyć ten obraz, wszyscy razem, i nie móc go wspólnie oglądać i pokazywać ludziom…to chyba było najsmutniejsze doświadczenie.”
„Biedne istoty” zadebiutowały na Festiwalu Filmowym w Wenecji, gdzie zdobyły główną nagrodę, Złotego Lwa dla najlepszego filmu. Oprócz tego mają dwa Złote Globy, i jedenaście innych nagród na swoim koncie. Są też murowanym kandydatem do Oscara.
Kiedy pierwszy raz widzimy Bellę Baxter, która jest główną bohaterką, widzimy dorosłą kobietę, tyle tylko, że w jej głowie tkwi umysł dziecka. Bella jest wynikiem dziwnego eksperymentu dr Godwina Baxtera (Willem Dafoe) i jego asystenta Max’a McCandless’a (Ramy Youssef). Dziewczyna musi się więc wszystkiego nauczyć od nowa, postawić pierwsze kroki, nauczyć się biegać, zbadać jak działa grawitacja, i poznać prawa jakie rządzą XIX wiecznym światem. Robi to z niesamowitą szybkością, tak jakby czas dla niej działał zupełnie inaczej.
Patrzenie na to, jak Bella rozwija się psychicznie, żeby dorównać swojemu ciału, jest niezwykle wciągające. „To jak dorasta ta dziewczyna otwiera oczy, dodaje odwagi do sięgania po swoje, do przekraczania granic” – piszą recenzenci. Ze wszystkich przyjemności jakie odkrywa bohaterka, seks jest jedną z tych najważniejszych. Bella odkrywa go z werwą i ciekawością, za nic ma narzucone przez społeczeństwo zasady, bo zwyczajnie o niewielu z nich wie. Kiedy kochanek próbuje ją zawstydzić, bo pracuje w paryskim burdelu, Bella rzuca mu krótką odpowiedź, zanim zupełnie niezrażona pójdzie na spotkanie młodych socjalistów.
„Już podczas naszych pierwszych rozmów doskonale rozumiałam jaką drogę musi przejść Bella, to było jeszcze zanim dostałam scenariusz. Jest moją ulubioną bohaterką, każdy na moim miejscu byłby szczęśliwy, ale to ja miałam okazję ją zagrać. Przygotowania trwały bardzo długo zanim zaczęliśmy pracę na planie, rozmowy o filmie trwały conajmniej cztery lata. Może dlatego czuję, jakbym ją dobrze znała, towarzyszyła mi w jakiś sposób przez cały ten okres. Ja i Yorgos cały czas teraz rozmawiamy, jak nam jej brak” – mówi Emma Stone, która podczas jednego z wywiadów rozkleiła się opowiadając o filmie, Belli i ostatnich chwilach na planie.
Yorgos Lanthimos przyznaje, że każdy kolejny film kosztuje go sporo nerwów, ale wraz z doświadczeniem uczy się ufać tym, z którymi pracuje. Emmie Stone dał wolność do interpretacji swojej postaci, choć oboje potwierdzają, że na planie również zdarzało im się zacięcie dyskutować. „Bella jest inna, inna od wszystkich postaci jakie możemy spotkać, więc musieliśmy sami ją sobie wymyślić, nadać jej kształt. Rozmawialiśmy godzinami o tym, jak zmienia się psychicznie, jak zmienia się fizycznie, jak zmienia się jej głos i próbowaliśmy różnych rozwiązań. Stworzyliśmy mapę jej rozwoju, zgodnie ze scenariuszem” – mówi reżyser.
„To jest fajne w naszej współpracy, że potrafimy się spierać. Bo skąd mamy wiedzieć czy kogoś kochamy, szanujemy, czy mu ufamy jeśli nie potrafimy się z nim pokłócić, jeśli tylko chodzimy wokół kogoś na paluszkach i zgadzamy się na wszystko, jeśli nie jesteśmy w stanie wyrażać swoich opinii i poglądów, czy powiedzieć czego oczekujemy. My mamy bardzo miłą relację, opartą na śmiechu i zabawie, ale też potrafimy stanąć mocno i bronić swojego zdania, i negocjować kompromis. To dlatego nakręciliśmy już cztery filmy razem i mam nadzieję nakręcimy kolejne” – śmieje się Emma, która na wspólnych wywiadach potrafi się śmiać do tego stopnia, że ciężko jej rozmawiać. Podczas wywiadu dla Vanity Fair śmiała się cała trójka: Emma, Yorgos i Mark Ruffalo, który również gra w filmie.
Podczas tego wywiadu Mark żartował na temat tworzenia planu filmowego, według niego nawet na morzu wyświetlanym na ekranie, można było odczuć jak fale uderzają o statek. O swoim bohaterze mówi, że jest amantem, który chciał pokazać Belli świat. Tak bardzo, że ją praktycznie uprowadził. Mark przyznaje, że jego bohater bywa chorobliwie zazdrosny. Kiedy Bella chce poznawać świat i ludzi, Duncan, którego gra Mark odchodzi od zmysłów, kiedy poświęca więcej uwagi książkom niż jemu… no coż, książki lądują za burtą.
Bajkowy, surrealistyczny, widziany oczami dziecka, tak opisał stworzony przez siebie świat Yorgos, który razem ze swoją ekipą postanowił zbudować wszystko, od początku do końca w studiu. Mieliśmy pełną kontrolę nad tym jak wyglądają budynki, wnętrza, jak wygląda też zewnętrzny świat, jak jest oświetlony i w jakich jest kolorach. „To wszystko ma duże znaczenie” – podkreśla reżyser. Dla całej ekipy filmowanie było nie tylko wyzwaniem, ale i świetną przygodą. Na planie pojawiła się koordynatorka scen intymnych, która wspierała aktorów podczas kręcenia scen zbliżeń. Jej obecność doceniła bardzo Stone, która śmieje się, że dzięki Belli została ekshibicjonistką.
„Każda postać, którą grałam, jak każda osoba, miała swoją historię, rzeczy które spotykały ją w życiu, jakoś ją zdefiniowały, ale przy Belli było inaczej. Ona nie ma za sobą żadnej historii. Dla niej interwencja dr Baxtera to nowy start, zupełnie od zera. To było uwalniające, jak zabawa na planie, mogłam eksperymentować, z kimś kto ma dojrzałe ciało i niedojrzały umysł, jest na początku swojej drogi. Nigdy nie przypisaliśmy Belli wieku jeśli chodzi o dojrzałość umysłową – założyliśmy, że budzi się do życia jako dziecko. Wykreśliliśmy dla niej kilka etapów dorastania, odkrywania siebie i świata.
Początek był bardzo uwalniający, ale też czułam lekkie przerażenie, było mi ciężko, dużo emocji się we mnie kłębiło.
Nie ma chyba możliwości, żebym mogła nakręcić ten film z kimś innym niż Yorgos. Myślę, że to widać na ekranie, jak bardzo mu ufam. Z całą ekipą mieliśmy trzy tygodnie wspólnych prób, ale wiedziałam, że na planie będzie inaczej, że będę musiała się pozbyć swojego wstydu, swoich ograniczeń. Podczas niektórych scen musiałam się odciąć, wyłączyć myślenie” – mówi aktorka.

„Emma bardzo się starała i myślę, że odnalazła całą złożoność jaką posiada Bella, a przecież jest dzieckiem, kobietą, nieustannie się zmienia. To było bardzo ryzykowne i trudne do zagrania. Nie staraliśmy się zbytnio analizować, czy zrozumieć wszystkiego, bo moim zdaniem to byłaby droga donikąd” – podkreśla Lanthimos.
Znakiem rozpoznawczym Belli jest chaos, który ją otacza. Emma Stone w tej roli skacze, tańczy, a także wymierza siarczyste ciosy… bardzo często jej ofiarą padają mężczyźni. Jako Bella nie musi się przejmować, może robić głupie miny i dosłownie świrować. Nawet jej ubrania oddają fantazję z jaką ubierają się dzieci – „wiecie jak jest z dziećmi, nawet jak je się ubierze o 8 rano, to o 10 potrafi już brakować pewnych części garderoby, o 13 mogą być już w pełnym kostiumie, tiulowe spódnice, cekiny, peleryny superbohaterów”, śmieje się Holly Waddington, kostiumografka.
„Bella to wolność, nie ma w sobie nawet grama wstydu, przyzwoitości, nie ma umiaru w jedzeniu, piciu, w poznawaniu świata, w relacjach z innymi ludźmi, w swojej seksualności – patrząc na nią zdajemy sobie sprawę jak bardzo skrępowani jesteśmy w swoim codziennym życiu.
Dla mnie jako kobiety, aktorki, Amerykanki to było bardzo uwalniające doświadczenie. Nikt nie ma prawa oceniać mojego ciała, mojej seksualności, a jednak jestem poddawana ocenie przez cały czas. Bardzo podoba mi się sposób w jaki to nakręciliśmy, jak ta historia jest opowiedziana, bez tabu. Kamera nie odwraca się, kiedy przekraczamy granicę przyzwoitości, bo dla Belli przecież nie ma takiej granicy, ona się nie wstydzi, nie czuje zażenowania” – opowiada Emma pochylając się nad jednym z kadrów z filmu, na którym ma dziwną minę. Nawet ona sama wydaje się lekko zażenowana i rozbawiona.
„Biedne istoty” to jednak nie tylko śmiech i zabawa. To także zderzenie z patriarchatem, mizoginią i brutalnością świata. Bella chce wolności oraz spełnienia w świecie, który od kobiety oczekuje tylko i wyłącznie posłuszeństwa.
Energia dziecka, a także cały kontekst jaki wyłania się z filmu kosztował zarówno Emmę, Yorgosa, jak i całą ekipę dużego nakładu pracy.
„Końcówka zdjęć… o mój Boże, byłam w rozsypce, nie miałam siły, nie mogłam przebrnąć przez ostatnie sceny, bo zwyczajnie tak dużo płakałam na planie. Chciałam, żebyśmy szybko skończyli, bo byłam zmęczona, ale jednocześnie ogromna część mnie nie chciała się rozstawać z Bellą. „Biedne istoty” będą dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem, nawet teraz jak o tym mówię, coś się we mnie otwiera i czuję smutek, że skończyliśmy kręcić” – wzrusza się Stone.
„Ostatniego dnia kręciliśmy jak Bella, zanim została Bellą skacze z mostu.” – przypomina Lanthimos.
„Tak i ja od razu robię się płaczliwa, jakie to głupie. Ostatniego dnia skakałam z mostu jako Victoria. Jej rozpacz, to że jest w ciąży, to było bardzo emocjonalne. Możecie sobie wyobrazić, kręciliśmy to lata temu, a ja teraz na samo wspomnienie zalewam się łzami.
Podczas kręcenia tej sceny powiedziałam do Hayley: „o mój Boże to jest takie smutne, nagrywamy jak kobieta popełnia samobójstwo, i to jest też koniec filmu, po całym tak intensywnym, pełnym radości doświadczeniu.” A ona mi odpowiedziała: „Nie, to są narodziny Belli.” I ja zdałam sobie sprawę, że ma rację, to były narodziny Belli. Śmierć Victorii jest momentem narodzin Belli. I w tym momencie poczułam jakąś ulgę, to nie był zły koniec.
Ale! To było bardzo dobre doświadczenie. To wesoły film, my też mieliśmy na planie wesoło, i fajnie zarobiliśmy” – śmieje się przez łzy Stone, odpowiadając na ostatnie pytania dziennikarzy.
*korzystałam z tekstów The New York Times, Vanity Fair, Vogue