Za życia była żoną sławnego Diego Rivery, muralisty, kobieciarza, diabła wcielonego, komunisty. Razem stanowili parę, która rozpalała wyobraźnię Meksyku w pierwszej połowie XX wieku. Ona, dużo młodsza, również malowała, on był straszy i brzydki, ale miał swój urok i był bardzo znany. Dopiero po śmierci Fridy Kahlo, świat się nią zachwycił – jej dzieła stały się o wiele droższe od prac jej męża, na wystawy przychodzą tłumy, a do Casa Azul, jej niebieskiego domu ustawiają się kolejki. Wszyscy chcą wiedzieć jak żyła i kim była Frida Kahlo.
Przy wejściu na wystawę Fridy Kahlo w Poznaniu panował tłok. To była największa wystawa jej dzieł w Polsce, bilety trzeba było rezerwować na konkretną godzinę, a i tak nie ułatwiało to zwiedzania, przy jednym dziele potrafiło stać jednocześnie kilka osób. Podobnie było z wystawą w warszawskich Łazienkach – już przed wejściem tłum robił sobie zdjęcia na tle rekonstrukcji niebieskiego Casa Azul. Wejście i wyjście, tak wyglądało zwiedzanie w godzinach szczytu, bez czasu na podziwianie, bo na zewnątrz czekał sznureczek osób. Frida z pewnością cieszyłaby się jak dziecko, widząc tych wszystkich ludzi, którzy zachwycają się jej sztuką. Ona całe swoje życie zabiegała o tę uwagę, chciała być do szaleństwa kochana przez Diego Riverę, ale jej równie wielkim marzeniem było zostać cenioną artystką.
Kwiecień 1953 roku, pod galerię Loli Álavarez Bravo podjeżdża ambulans. Sanitariusze powoli wynoszą z samochodu Fridę Kahlo, która przyjechała na swoją pierwszą, monograficzną wystawę w Mexico City. Frida leży, w starannie ułożonych włosach ma wpięte kwiaty, czerwoną szminkę na ustach, pachnie tak, że ledwo można przy niej oddychać. Jest królową balu, leży w centrum tego przedstawienia. Jakaś mała część niej cieszy się z tego, że się udało, że jest wystawa, że ona dała radę na nią dotrzeć. Pod kołdrą kryje się jednak jedynie cień kobiety, malarki – jej nogę zjada gangrena, od ciągłego przebywania w łóżku robią jej się na ciele odleżyny, ból kręgosłupa staje się nie do zniesienia. Impreza kończy się śpiewem, jest mocno po północy. Frida musi być odurzona szczęściem i lekami.
Frida Kahlo zamieniła swój ból w sztukę, być może dlatego jej obrazy są tak przyciągające, hipnotyzujące, przejmujące. Odnoszą się głównie do jej życia, pokazują jej intymność. Można w nich zobaczyć fizyczny ból, który jej towarzyszył od młodego wieku, maskę, którą zakładała, żeby nikt nie odkrył że jest kaleką, gorsety i metalowe elementy spinające popękane kości, jej miłość do męża i cierpienie jakie jej zadawał, jej marzenia o niespełnionym macierzyństwie i horror kolejnych poronień. Dziś te obrazy sprzedają się za miliony, a Frida jest najbardziej znaną meksykańską artystką.

Frida Kahlo urodziła się 7 lipca 1910 roku w Mexico City, na przedmieściach Coyoacán. Jej ojciec, Wilhelm Carl pochodził z Niemiec, nie mógł trafić gorzej niż do Meksyku, który trawiła rewolucja i który nie zamierzał dłużej tolerować obcych, narzucających tu swój styl życia. Wilhelm Carl jednak został, ożenił się, ale szybko pochował pierwszą żonę. Chwilę później ożenił się ponownie – z tego małżeństwa na świat przyszła Frida. Jej matka to Matilde Calderón y Gonzáles, katoliczka, która jest w połowie Hiszpanką, w połowie rdzenną Amerykanką.
„Moje dzieciństwo było cudowne, mimo że mój ojciec był chory. Był dla mnie niezwykle czuły i opiekuńczy, był też dla mnie przykładem, bo cały czas pracował, ale ponad wszystko cenię go za to, że rozumiał mnie i moje problemy, a miałam problemy natury społecznej od czwartego roku życia.” – pisała Frida w swoim dzienniku.
Frida miała sześć lat, kiedy zachorowała na polio. Choroba zostawiła w niej trwały ślad, artystka jedną nogę miała krótszą i chudszą, ukrywała ją pod długimi spódnicami i chodząc w obcasach. Była aktywnym dzieckiem, ojciec próbował ją zarazić miłością do fotografii, ona chętnie czytała, śpiewała, fantazjowała, uczyła się języków. W 1922 roku Escuela Nacional Preparatoria pozwoliła, żeby dziewczynki również uczęszczały na lekcje i uczyły się razem z chłopcami. Jedną z nich była Frida. To tu nauczyła się palić papierosy, poznała co to seks, zaczytywała się Marksem. Wtedy też po raz pierwszy widziała Diego Riverę.
Już jako nastolatka miała mocno sprecyzowane poglądy polityczne, była lewicująca, należała do Młodej Partii Komunistycznej. Nosiła krótkie włosy, skórzaną kurtkę i dżinsy ozdobione lamówkami, mocno się wyróżniała na tle innych dziewczyn. Po lekcjach podglądała pracującego Riverę, który malował jeden ze swoich murali w Ministerstwie Edukacji. Stąd wzięła się jej fascynacja artystą. Sama jeszcze w tamtym czasie myślała o studiach medycznych. To wtedy miała pierwszy raz wspomnieć koleżankom, że Rivera jej się podoba. „Moją ambicją jest urodzić pewnego dnia dziecko Diego Rivery i zobaczycie, kiedyś mu to powiem” – miała oznajmić.
17 września 1925 roku, autobus którym jechała Frida miał wypadek. Kahlo miała 15 lat i była jedną z najbardziej poszkodowanych ofiar w tym incydencie. Metalowa barierka przebiła się przez jej miednicę, kręgosłup został uszkodzony, miała połamane kości stopy, uszkodzony bark. Przeżyła, ale przez kolejnych 29 lat miała borykać się ze skutkami tego wypadku – kręgosłup wspierała metalowym stelażem, co jakiś czas lądowała w szpitalu, była poddawana kolejnym operacjom. „Moje ciało to historia moich operacji, tyle ich było” – mówiła artystka.
Ze szpitala przewieziono ją do domu, ale została przykuta do łóżka na długi czas. Jej rodzice, żeby się nie nudziła, zainstalowali jej lustro, w którym mogła się przeglądać, i kupili jej zestaw farb, żeby mogła malować. Między 1926, a 1954 rokiem Frida maluje głównie siebie, swoje ciało, pokazuje je w naturalny sposób, nie upiększa, to jej odpowiedź na to, co zgotował jej los. Malowanie zajmowało ją, trzymało przy życiu. „Frida przez swoją sztukę rodziła się na nowo” – mówiło później większość znawców jej sztuki.

Leżąc godzinami samotnie w łóżku, jej głównym zajęciem było malowanie. Kiedy wstała, postanowiła, że swoje prace pokaże Riverze. Diego nie tylko stwierdził, że podobają mu się jej prace, ale również był zaintrygowany samą Fridą. Gdy się poznają, on ma za sobą już dwa małżeństwa i czwórkę dzieci na koncie. Ciągnie się za nim sława podrywacza i uwodziciela, który Matkę Boską maluje na golasa i twierdzi głośno, że Boga nie ma – w tak bardzo katolickim Meksyku. Rok później już są małżeństwem.
Ślub biorą bez księdza, co wydaje się oczywiste. Frida ma na sobie pożyczone od pokojówki ubranie, a i tak wygląda pięknie, i emblematy sierpa i młota przypięte do piersi. W dłoni tli jej się papieros. On przy niej wygląda jak zadowolony hipopotam – najpierw widać jego ogromny brzuch, później uśmiech na okrągłej twarzy. Ona ma 19 lat, on jest prawie dwa razy starszy. O nim mówi się, że jest egocentrykiem, o niej że jest jego dobrym duchem. On uwielbia być w centrum zainteresowania, więc jego kolejne małżeństwo szybko staje się pożywką dla mediów. I tak zostaje przez całe wspólne ich życie. Media będą śledziły bacznie to jak się schodzą i rozchodzą, będą pisały o romansach, wspólnych wyprawach i tych, które odbyły się solo. Riveras – tak o nich piszą dziennikarze i tak plotują Meksykanie.

Frida jest najpierw żoną przy mężu, chce rodzić dzieci – nie donosi żadnej ciąży, lekarze będą zalecać i przeprowadzać kolejne aborcje. Po tych stratach artystka maluje obrazy – dramatyczne, o niespełnionym marzeniu. Zmieni się też nie do poznania, z buntowniczki w kolorowego ptaka w tehuańskim stroju, będzie podzwaniać biżuterią, którą dostaje od męża. Włosy upina w misterne fryzury i wpina w nie kwiaty, maluje się godzinami. To wszystko ma przykryć jej niedostatki, ma przykuć uwagę Rivery.
Jej małżeństwo, mimo że kochali się z Diegiem do szaleństwa, jest też pasmem nieszczęść. Diego, który twierdził, że seks jest jak sikanie, nadal lubił romansować. Frida część jego wyskoków znosi, o część robi awantury, aż w końcu sama zaczyna zdradzać – w odwecie, żeby nie czuć samotności. W jej pamiętniku, jego imię jest wszędzie: „Diego, Diego, Diego, jestem sama, jestem samotna” – pisze, żeby po chwili zanotować: „już nie jestem sama!”. Pisze też wyznania miłości: „nic nie równa się twoim dłoniom, i nie ma nic piękniejszego niż twoje złote oczy. Moje ciało wypełnia się tobą dzień po dniu. Jesteś odbiciem nocy, światła gwiazd.”
To Diego robi karierę, ale Frida nie przestaje malować. Od Diego uczy się jak tworzyć sztukę współczesną, i jednocześnie łączy ją z kulturą ludową, z mitami i prekolumbijskim wzornictwem. Jej obrazy nie są prymitywne, Kahlo posługuje się nimi, żeby powiedzieć światu coś od siebie, ich emocjonalność da się łatwo wyczuć. Frida dużo podróżowała, razem z Diego uciekli do Nowego Jorku w 1932 roku, kiedy w Meksyku było niespokojnie. On malował, ona pomstowała na rasizm, i jego kolejne zdrady. Namalowała też jeden ze swoich najważniejszych obrazów, „Szpital Henry’ego Forda”, to pomnik dla dziecka, które wtedy straciła.
Diego doceniał jej dzieła, potrafił powiedzieć publicznie, że Frida jest lepszą artystką niż on sam. I bardzo często polegał na jej zdaniu jeśli chodziło o to, co sam tworzył. Była pierwszą i najlepszą krytyczką jego prac. W swojej autobiografii Diego pisał o Fridzie: „jest najważniejszym faktem mojego życia.”
W 1933 roku Riverowie nie mają co wydawać, pieniądze się kończą, a Diego zaczyna narzekać. Przy tym romansuje na potęgę. Frida w akcie odwetu również uwodzi, ale nie byle kogo, bo samego Lwa Trockiego, który pomieszkuje u nich z żoną. Doprowadza tym Diega do szału, dla niego Trocki był bohaterem. Następny romans Rivery będzie najgorszą z możliwych zdrad, bo artysta uwodzi siostrę Fridy, Cristinę. To nie jest przelotny romans.
Frida pisze o cierpieniu, które dobiją ją z całą siłą, o tym jak próbuje topić smutki w alkoholu, ale nawet alkohol nie pomaga. Narzeka na Diego, nie może uwierzyć, w to jak się tłumaczy z tego, co jej zrobił. Sięga po to, co mąż kocha w niej najbardziej – obcina swoje włosy, i już nie ubiera się w etnicznie stroje. Staje się swoim cieniem.
Dla niej być może to był jeden z najtrudniejszych momentów. Ale również w tym okresie Frida zaczyna malować więcej, a jej prace nabierają nowego wyrazu. W 1938 roku Diego pomaga jej zorganizować wystawę w Nowym Jorku. Nie jest to jednak sukces jakiego by sobie życzyła. Rok później jej prace są pokazywane w Paryżu, to zasługa André Breton’a, któremu już wcześniej jej obrazy wpadły w oko. We Francji przyjęcie jej twórczości jest o wiele cieplejsze – jeden z jej obrazów nabywa Luwr, a ona sama trafia na okładkę Vogue.

W Paryżu była dwa razy, wracała również kilkakrotnie do Stanów Zjednoczonych. Krytycy i znawcy jej twórczości odnajdują w jej dziełach inspiracje pracami Gauguin’e, Rousseau, de Chirico, Ernsta, Dalì’ego, Tanguy’a, czy Magritte.
Po powrocie do Meksyku Frida przeżywa rozczarowanie, stosunki z Diegiem są napięte i nie do wytrzymania. Podejmują decyzję o rozwodzie. Rivera tłumaczy reporterom, że rozwód „nie zmienia nic”, a to wszystko po to, żeby Fridzie się żyło lepiej, wszystko dlatego, że trzeba podążać z duchem czasu, a czasy się zmieniają szybko. 8 grudnia 1940 roku znów są małżeństwem, tym razem to jednak nowy układ – obie strony mieszkają razem, ale osobno, każde z nich ma swoją przestrzeń, i tym razem każde z nich może bawić się i spać z kim chce. Ich wspólny dom Casa Azul staje się miejscem, które tętni życiem towarzyskim.
Zaraz po ślubie Frida maluje obraz „Autoportret z obciętymi włosami”. Ma na nim krótkie włosy i siedzi na krześle ubrana w garnitur – tak duży, że można przypuszczać, że pożyczyła go od męża. Jej poza jest wymowna – nogi rozłożone, siedzi dokładnie tak, jak siadają mężczyźni. W ręce trzyma nożyczki i patrzy tępo w oczy widza – tak jakby jej spojrzenie było groźbą i zapowiedzą dalszej destrukcji. Obraz jest opisany: „Widzisz, kiedyś kochałam cię za twoje włosy, teraz kiedy jesteś łysy, nie kocham cię już”. W autobiografii Rivery można wyczytać, że Kahlo zgodziła się ponownie wyjść za niego pod jednym warunkiem, kiedy on zgodzi się, że nie będzie między nimi fizycznej bliskości.
Dramat Fridy polegał na tym, że w momencie kiedy doszła do porozumienia z Riverą, jej ciało przestawało powoli z nią współpracować. Kolejne operacje, a było ich ponad trzydzieści dały jej się we znaki. Kahlo nie potrafiła już funkcjonować bez leków, uśmierzała nimi ból. Zmieniała gorsety, które stabilizowały jej kręgosłup, ale żaden z nich nie dał jej pełnego komfortu.
Na przestrzeni lat jej sytuacja była coraz gorsza, brała coraz więcej leków, piła coraz więcej alkoholu. Ból towarzyszył jej codziennie. Kahlo większość czasu spędzała znów przykuta do łóżka. Nie malowała już portretów, przerzuciła się na martwą naturę, twierdząc że nie wymaga ona od niej tak dużej precyzji.
„Wszyscy szukamy spokoju, ukojenia”, pisała, „każdy z nas jest częścią śmierci, umieramy po trochu, w każdym momencie”. Frida nie odcinała się od ciała, które tak ją bolało, od pierwszej choroby, która ją naznaczyła, od wypadku, który ją złamał, przez kolejne operacje, które nie poprawiły jej stanu.

Na otwarciu swojej wystawy w 1953 roku, Kahlo mówiła dziennikarzom: „Nie jestem chora, jestem złamana. Jestem też szczęśliwa, że żyję, bo cały czas mogę malować.” Jej stan szybko się jednak pogarszał, i w lutym 1954 roku Frida zmierzyła się z nową diagnozą – gangrena zaatakowała jej nogę. „Proszę ją zatem amputować” – oznajmiła medykom.
„Amputowali mi nogę sześć miesięcy temu. Ale cierpię od wieków, torturują mnie, czasami mam wrażenie, że nie jestem przy zdrowych zmysłach. Czuję, że powoli się zabijam. Diego jest tym, który utrzymuje mnie przy życiu, bo wierzę, z czystej próżności, że będzie mu mnie brakowało. Tak mi powiedział, i ja mu wierzę. Ale w całym swoim życiu nie cierpiałam bardziej niż teraz. Poczekam jednak jeszcze chwilę…”
“Senor, murió la nina Frida.” – poinformował Diega jego szofer 13 lipca 1954 roku. Kahlo zmarła we śnie w swoim łóżku, była pod wpływem silnych leków. Znalazła ją pielęgniarka, która się nią opiekowała. Prasa napisała, że artystka zmarła z powodu chorych płuc.
Diego Rivera skremował swoją żonę, a jej prochy umieścił w prekolumbijskiej porcelanowej wazie w kształcie żaby. Część osób z ironią uznało, że Diego wybrał tę żabę, bo przypominała jego samego, podobno bardzo ją lubił. Żabę ustawił w sypialni w Casa Azul, w którym nie ruszył nic, a dom przekazał państwu – dziś mieści się tam muzeum. Większość rzeczy Fridy i swoich, w tym tych najbardziej osobistych zamknął w łazience – poprosił, aby otworzyć ją dopiero 15 lat po jego śmierci. Miał też podobno życzenie, aby i jego skremować po śmierci i umieścić obok Kahlo. Tak się jednak nie stało.
W 2004 roku otworzono łazienkę, a za zielonymi drzwiami znaleziono mnóstwo rzeczy, które na nowo opowiedziały historię Kahlo i Rivery. Były tam jej złote nakładki na zęby zdobione diamentami, gorsety, szminki, buty, bielizna, ubrania. Były także dokumenty, pamiętniki, niezliczona ilość fotografii. Przejrzenie i skatalogowanie rzeczy ukrytych przez Riverę zajęło cztery lata.
„Frida jest artystką, jest modelką, jest przedstawicielką świata bohemy: jest wyjątkowa, ma w sobie siłę, rządzą nią sprzeczności. Dziś patrzą na nią kolejne pokolenia i podziwiają to, jaka była. Była kobietą, feministką, artystką, ikoną. Kahlo nie bała się pokazywać publicznie swojego cierpienia, malowanie było jej terapią. Jednocześnie zawsze wyglądała zachwycająco, młoda, kolorowa, podzwaniała biżuterią w świecie męskiej sztuki – bo sztuka w jej czasach była męską domeną. Miała swoje zdanie na każdy temat, nikomu nie ustępowała na krok, chciała zasłużyć na uwagę świata.” – mówiła Circe Henestrosa, kuratorka pierwszej dużej wystawy w V&A Museum, pokazującej intymne skarby zza zielonych drzwi Casa Azul.
Więcej o Kahlo możecie dowiedzieć się na immersyjnej wystawie „Frida Kahlo. Życie ikony”, którą możecie oglądać w Art Box Experience w warszawskiej Fabryce Norblina. To 30 minutowa audiowizualna produkcja opowiadająca o jej życiu i twórczości.
Przy pisaniu korzystałam z materiałów The New York Times, Art Forum, materiałów Google Arts and Culture/