Dla Zendayi, która właśnie promuje kolejny film czas jest jak złoto. Dopiero co stała na czerwonym dywanie w sukienkach przypominających si-fiction, promując drugą część „Diuny”, a teraz możemy podziwiać ją w mini z rakietą w dłoni na tenisowym korcie w „Challengers”. „Jestem mocną zawodniczką, jak coś robię, to robię to na sto procent, kocham moją pracę” – mówi aktorka, która musiała włożyć sporo wysiłku w to, aby z zamachem profesjonalnej tenisistki trafić w piłkę. „Nie było to dla mnie łatwe” – podkreśla. A sceny w których stoi na korcie robią megawrażenie.
Jeszcze nie skończyła trzydziestki, a już od jakiegoś czasu jest pełnoetatową gwiazdą Hollywood. Dziś mówi się bez żenady o fenomenie Zendayi, którą obserwuje 184 miliony osób, na samym Instagramie, a podziwia i ogląda na ekranie znacznie więcej. Ta dziewczyna jest ideałem – piękna, wysoka, inteligentna, zaangażowana społecznie, a jednocześnie jest typem dziewczyny z sąsiedztwa, nie wynosi się, nie chowa, nie strzela fochów. „Czasami muszę sobie przypominać, że nie mogę traktować jej jak nastoletniej koleżanki, bo przecież łączą nas relacje zawodowe” – mówi jej młodsza koleżanka z planu, Stormie Reid, która w „Euforii” gra młodszą siostrę Rue. Dziewczyny poznały się jednak nie na planie filmowym, ale w Ben & Jerry w Los Angeles, gdzie Stormie podeszła do Zendayi, żeby poprosić ją o wspólne zdjęcie. Miała wtedy 9 lat i nie mogła przypuszczać, że kiedyś zagrają razem w serialu i będą wspólnie śpiewać przeboje Beyonce. „Dla mnie ciągle jest wielką inspiracją, i myślę że ma ogromny talent” – mówi dziś Stormie.
Zendaya zaczęła grać wcześnie, „miałam 13 lat i pracowałam od dziewiątej od piątej”. Dla Disney’a nakręciła serial i dwa filmy, mogła mieć łatwą i bezpieczną karierę, ale zdecydowała się zaryzykować. Tak świat zobaczył ją jako dziewczynę Spidermana, a później nastoletnią narkomankę walczącą z uzależnieniem. Jej talent aktorski w połączeniu z urodą i inteligencją, sprawił, że wszyscy chcieli z nią pracować. Tommy Hilfiger zaprosił ją do współtworzenia swojej kolekcji, Zendaya została twarzą takich marek jak Lancôme, Bulgari i Valentino. Aktorka ma nawet swoją lalkę Barbie – z długimi warkoczykami, o ciemniejszym odcieniu skóry i o egzotycznych rysach twarzy, ubraną w długą, białą suknię, taką samą jak ta, w którą aktorka ubrała się na galę rozdania Oscarów. „Kiedy byłam mała nie mogłam znaleźć lalki Barbie, która przypominałaby mnie, ale teraz czasy się zmieniły. Dziękuję, że mogę razem z wami doceniać i promować różnorodność, zmieniać definicję piękna, to dla mnie ogromne wyróżnienie i honor” – pisała w mediach społecznościowych, pozując ze swoją lalką.

„Miłości do aktorstwa uczyłam się ze sceny, bo moja mama przez całe moje dzieciństwo pracowała w Cal Shakes, czyli Kalifornijskim Teatrze Szekspirowskim w Kalifornii. Oglądałam występy wspaniałych artystów już jako dwulatka. Nie rozumiałam do końca, co właściwie robią, ale byłam tym zafascynowana. „To właśnie chcę robić w życiu” – myślałam.”**
Zendaya siadała za kurtyną, w jednej ręce trzymała burrito w drugiej napój i oglądała wszystko, co akurat było wystawiane. Była niezwykle wstydliwym dzieckiem, długo walczyła z nieśmiałością. W przedszkolu nie rozmawiała z innymi dziećmi. Jej rodzice, oboje nauczyciele, postanowili, że zapiszą ją na zajęcia z aktorstwa, żeby mogła nabrać odwagi. Zendaya nie tylko występowała na scenie grając w sztukach, ale też postanowiła rozwijać się tanecznie. Do dziś można oglądać jej tańce z grupą Future Shock Oakland. I tak z nieśmiałej dziewczynki wyrosła aktorka, która z tupetem nie chciała zostać księżniczką Disney’a. Zagrała więc szpiega w serialu dla nastolatków, gdzie wywija w sukience niczym ninja. Ale ta rola również nie była dla Zendayi wyzwaniem, ona chciała czegoś więcej.
„Nie miała na sobie ani grama makijażu, była ubrana jak zwykła dziewczyna, a my odrazu mieliśmy ten przebłysk – ‚ona musi zagrać w naszym filmie, o Boże, jest wyjątkowa’” – wspomina pierwsze spotkanie z aktorką Amy Pascal, która razem z Kevinem Feigem wyprodukowała wszystkie części „Spider- Mana”. „Kiedy przyszła na to pierwsze przesłuchanie, tak żeby być zupełnie szczerym, ani ja ani Kevin nie mieliśmy pojęcia kim jest Zendaya. I później dowiedzieliśmy się, że jest znana, a nawet sławna, czuliśmy się naprawdę głupio.”
W „Spider – Manie” Zendaya grała introwertyczną Michelle, znaną też jako MJ. Ta rola na dużym ekranie była dla niej ogromną szansą, ale to rola Rue w „Euforii” wywołała większe zamieszanie. Mówili o tym serialu dosłownie wszyscy, jedni piali z zachwytu, inni punktowali, że życie pokolenia Z to zdecydowanie więcej niż narkotyki i seks. Zednaya pokazała na co ją stać, nie wygląda tu jak hollywoodzka gwiazda, a jak dziewczyna, która właśnie sięga dna – jej bohaterka to narkomanka, która walczy z nałogiem.
„Zawsze czułam, że z Rue będzie wszystko ok, ponieważ Rue jest odzwierciedleniem Sama [Sama Levinsona, przyjaciela Zendayi i twórcy „Euforii”], a Sam jest kim jest, jest facetem, który po wielu latach walki potrafił zamienić cały swój ból w przepiękny serial telewizyjny. Dlatego chciałam, żeby Rue wyszła z tego, bardzo chciałam to zobaczyć na ekranie” – mówiła Zendaya w jednym z wywiadów. To było jeszcze przed tym, nim świat obiegła wiadomość o samobójczej śmierci Levinsona. Razem nakręcili dwa sezony serialu i film, który również opowiadał jedną z osobistych historii Sama.
„W pandemii filmowy świat stanął, a mi bardzo brakowało kreatywnej energii, więc zaproponowałam Samowi, żebyśmy nakręcili coś w moim domu. Wydało mi się to realne. Wtedy on zaczął pisać. Ramowa struktura tej opowieści powstała bardzo szybko: dwoje ludzi wraca do domu z premiery, on zapomniał jej podziękować, ona jest zła, zaczyna się chaos, wreszcie bohaterowie idą spać, a widz nie wie do końca, co dalej z ich relacją… Dwoje bohaterów, jedna lokalizacja – od razu jasne było, że będziemy dużo mówić. Kiedy tylko ustaliliśmy, że pomysł Sama mi się podoba i że chcę się w to zaangażować, zostałam włączona w prace nad filmem. Na bieżąco poznawałam nowe sceny, potem godzinami o nich gadaliśmy. Dla mnie to było wyjątkowe doświadczenie. Pierwszy raz byłam aż tak zaangażowana w powstawanie filmu, pierwszy raz mój głos był tak ważny i wyczekiwany. To pomogło mi odnaleźć pewność siebie, ale też o wiele lepiej zrozumieć dialogi i sprawniej je zapamiętać. Przy „Malcolmie i Marie” nie czułam się jak wykonawca, który odklepuje formułki, lecz jak twórca. Tekst dokładnie oddawał moje odczucia jako młodej kobiety. Miałam wrażenie, że wypowiadane słowa mogłyby być moje, tak autentycznie brzmiały. Sam potrafi tak pisać. Ten talent pokazał mi już wcześniej przy „Euforii”.**

Dla Zendayi praca na planie „Malcolma i Marie” była spełnieniem marzeń, to był koncept, który ocierał się o sztukę teatralną, ale jednak pozostał filmem. A ona cały czas marzyła o tym, żeby jednak zagrać coś, tak jak na samym początku swojej kariery, jak w teatrze. Mówiła nawet, że marzy, że kiedyś „Malcolma i Marie” przeniesie zupełnie na teatralne deski, i zagra przed żywą publicznością. To też pierwszy film aktorki w którym gra główną rolę, cała akcja skupiona jest tylko na niej i na Johnie Davidzie Washingtonie, który gra jej partnera – Malcolma.
„Lubię karmić się nadzieją, myśleć że na końcu jest coś pięknego, bo przecież zasługujemy na szczęśliwe zakończenia. Zasługujemy na to, by życie było wypełnione dobrem, bez względu na błędy jakie popełniliśmy. W „Malcolmie i Marie” jest dużo trudnych emocji, ale myślę, że widzowie dostrzegą na końcu tę nadzieję na to, że będzie dobrze, że im się uda” – mówiła.
W 2021 roku Zendaya promowała pierwszą część „Diuny”. O swojej roli mówiła: „mała rólka”, i jej Chani rzeczywiście nie było na ekranie za wiele. Ale szum wokół był duży, a reżyser Denis Villeneuve obiecał, że w drugiej części, Zendayi będzie zdecydowanie więcej i obietnicy dotrzymał. Jej postać budzi duże emocje, bo idzie ramię w ramię z głównym bohaterem, który próbuje ocalić swój świat – w roli Paula Atrydy możecie oglądać Timothee Chalameta.
Premiera drugiej części „Diuny” miała miejsce w lutym tego roku, i aktorka była mocno zaangażowana w promocję. Ledwo zeszła z czerwonego dywanu, a już zaczęła promować kolejny film. „Challengers” oglądamy z opóźnieniem, bo premiera była przekładana ze względu na strajk środowiska aktorskiego, dla Zendayi dwie pokrywające się praktycznie premiery to duże obciążenie. Ale „Challengers” jest też dla niej filmem ważnym, Zendaya nie tylko gra w nim główną rolę. Na kinowych ekranach zobaczymy ją jako Tashi Duncan, to dziewczyna która wie, kim jest, ma duże ambicje i nic jej tak nie kręci jak rywalizacja na korcie tenisowym. Już jako nastolatka jest mistrzynią, gra profesjonalnie, deklasując swoich przeciwników, ma z tego dobre pieniądze, fajnych sponsorów i miejsce na jednej z najlepszych uczelni w Stanach, na Stanfordzie. I wtedy przychodzi kryzys – kontuzja, która wyeliminuje ją jako gracza, ale nie zatrzyma w drodze po zwycięstwo. Tashi zaczyna trenować swojego męża Arta (Mike Faist). Razem z Artem trenuje jego przyjaciel i były chłopak Tashi, Patrick (Josh O’Connor). Kiedy Art i Patrick staną naprzeciwko siebie na korcie, żeby powalczyć o zwycięstwo i eliminację do US Open, będą walczyć również o uwagę Tashi.
„Challengers” to szczególny film, bo aktorka była zaangażowana dosłownie we wszystkie etapy jego powstawania, jest jego producentką. To ona zatrudniła Lucę Guadagnino, i to ona wyszukiwała lokalizacje w których ekipa kręciła kolejne ujęcia. Guadagnino dla niej okazał się mistrzem atmosfery i napięcia – „to wszystko jest u niego w spojrzeniach, w ruchu ciała, czuć tę iskrę. On tworzy takie wewnętrzne środowisko, ciepłe i jednocześnie trochę przerażające, pociągające, ekscytujące” – mówi aktorka.
Luka Guadagnino jest znany z bardzo sensualnych filmów takich „Call me by your name”, czy „Bones nad all”, które przyniosły mu popularność. To dzięki niemu świat zachwycił się Timothee Chalametem. W „Challengers” również buduje erotyczne napięcie, takie które łatwo wyczuć i które urzeka z całą mocą, ale w filmie nie ma sensu stricte scen erotycznych. O Zendayi reżyser wypowiada się zawsze ciepło, w mailu do Vogue pisał: „znałem Zendayę i obserwowałem jej błyskawiczną karierę, podziwiam tę dziewczynę.”
Kiedy scenariusz „Challengers” pierwszy raz trafił w ręce Zendayi, uznała, że jest bardzo mocny, ryzykowny. „Normalnie gram postaci, które wywołują ciepłe odczucia, albo szybko można się do nich przekonać. Ale jeśli chodzi o Tashi, to pomyślałam: o cholera. Nawet ja się jej trochę bałam” – przyznaje. Tashi manipuluje ludźmi, szczególnie mężem i przyjacielem i wykorzystuje do tego seks. W jednej z zapowiedzi filmu ścieżkę dźwiękową stanowi przebój Nelly Furtado „Maneater”.
To pierwszy film w którym Zendaya zagrała nie nastolatkę, czy dwudziestolatkę. Tym razem główny nurt opowieści to losy trzydziestolatków, a Zendaya na ekranie zostaje młodą mamą. „Do tej pory obsadzano mnie w rolach nastolatek i posyłano do szkoły, a przecież ja nigdy do szkoły nie chodziłam. Dlatego rola Tashi była odświeżająca, inna, i tak byłam przerażona czy publiczność to kupi, czy zaakceptuje to, że gram osobę zbliżoną do swojego wieku, albo ciut starszą. Mam znajomych, którzy już są rodzicami albo za moment nimi zostaną, więc wiem jak to jest” – mówi aktorka w wywiadach.
Również role partnerujących jej chłopaków zależały od niej – „najpierw wybrałam Josh’a O’Connor’a, zastanawiałam się kto byłby idealny do tej roli i pomyślałam, że chłopak którego widziałam w „The Crown”. Później w podobny sposób wybrała Mike’a Faist’a, który wpadł jej w oko podczas broadwayowskiego przedstawienia. Żadne z nich nie grało w tenisa, a Zendaya kojarzyła grę jedynie z Sereną i Venus Williams. Cała trójka ćwiczyła regularnie pod okiem Brada Gilberta – teraz trenera Coco Gauff.
„Na początku uczyliśmy się podstaw, dosłownie próbowaliśmy trafić w tę cholerną piłkę. I kiedy już nam się wydawało, że mamy to, to następnego okazywało się, że zaczynamy od nowa” – przyznała w rozmowie. Sama miała duże trudności, żeby opanować grę na wysokim poziomie, co nieco ją frustrowało. „Zaczęłam traktować grę jak taniec, starałam się powtarzać kroki i ruchy. Naśladowałam wszystko, dosłownie wszystko, ułożenie ciała, zmiany pozycji. I zaczęłam walczyć ze strachem, na przykład z tym że piłka może mnie uderzyć.” Ta taktyka okazała się skuteczna, i to na tyle, że na ekranie Zendaya gra widowiskowo.
Wspólne treningi pomogły zbudować relację między aktorami. „Dla mnie to była pierwsza paca w tak dużym, amerykańskim studiu, i zarówno Zendaya jak i Mike bardzo mi wszystko ułatwili” – mówi O’Connor. „Zendaya chciała, żebyśmy prace traktowali poważnie, ale do siebie podchodzili na większym luzie. Myślę, że jesteśmy szczęśliwcami, że robimy to, co robimy. Czasami nasza praca jest zabawna, przyjemna. Ale jest też sztuką, myślę, że Zendaya dobrze zdaje sobie z tego sprawę, i umie to fantastycznie połączyć” – dodaje Faist.
Zendaya zapytana o to czy jest podobna do Tashi, odpowiada, że raczej stara się ją zrozumieć, bo przecież na tym polega jej rola jako aktorki. „Tashi robi wiele rzeczy, których ja bym w życiu nie zrobiła, ale trzeba zauważyć, że to Tashi czuje wielką odpowiedzialność, że to ona boryka się z życiem i nikt jej nie pyta: hej jak się czujesz? Może czegoś potrzebujesz? Nie jestem do niej podobna. Może jedynie jestem podobnie zawzięta, ale ja konkuruję sama ze sobą, staram się dać z siebie wszystko, być najlepszą wersją siebie, ale nie konkuruję z innymi.”

W „Challengers” gra toczy się między Tashi, Artem i Patrickiem. Narracja prowadzona jest tak, że wątki miłosne przeplata bardzo angażujące kino sportowe. Emocje sięgają czasem zenitu, a aktorzy dają z siebie sto procent. Oglądając nie chcemy wiedzieć nic ponad to, jak potoczy się historia tej trójki. Już teraz mówi się, że to jest jeden z najciekawszych filmów tego roku. A Zendaya stała się dzięki kolejnym rolom, w tym ambitnej Tashi, jedną z najgorętszych aktorek Hollywood.
Ona sama przyznaje, że dopiero teraz zaczyna szukać swojej drogi. Zapytana o to jak wyobraża sobie swoją karierę, mówi, że nie chce wiecznie stać na świeczniku, chce ciekawych ról, ale nie ciągłego zainteresowania swoją osobą. Poważnie myśli też o reżyserowaniu filmów.
„Kiedy nie gram chodzę po planie i obserwuję. Podpatruję pracę innych, i mam nadzieję, że pewnego dnia odważę się wejść na plan filmowy i nim pokierować” – mówi.
„Jeśli ktoś ma szansę zostać reżyserem, to z pewnością jest to Zenday’a. Ma w sobie tyle ciekawości, jest zdyscyplinowana, i zainteresowana techniczną stroną pracy, że myślę, że byłaby w tym fantastyczna” – potwierdza Guadagnino.
„Challengers” możecie oglądać już w kinach.
** https://www.vogue.pl/a/zendaya-wyjatkowy-wywiad-z-amerykanska-aktorka