Paul Mescal, nowa gwiazda Hollywood

Nikt się nie spodziewał, nawet sam Paul Mescal, że rola uroczego Connella w serialu „Normalni ludzie” sprawi, że jego kariera nabierze takiego rozpędu. A jednak, po tej roli posypały się kolejne. Mescal wybiera z nich te bardziej niezależne, ale dla Ridelya Scotta zrobił wyjątek i zgodził się zagrać w jego remake’u „Gladiatora”. To produkcja za niebagatelne 300 mln dolarów, w której Mescal gra główną rolę – gladiatora Hanno. Film jest już w kinach. 

Paul Mescal ma 28 lat, na koncie kilka dobrych produkcji, nagrodę Emmy, nagrodę BAFTA, nominację do Oscara… Cztery lata temu był nieznanym nikomu irlandzkim aktorem. Nic dziwnego, że teraz w wywiadach nadużywa słowa ‚szczęście’. Mówi, że był szczęściarzem, kiedy chodził do szkoły w Maynooth, w Irlandii, bo uczniowie mieli obowiązek wziąć udział w przesłuchaniu do sztuki teatralnej. Szczęście dopisywało mu również później, kiedy skończył aktorstwo stacja BBC poszukiwała aktorów do obsady serialu „Normalni ludzie”. Serial okazał się hitem, oglądali go ludzie na całym świecie, zamknięci w pandemicznej rzeczywistości. Ten moment był w słowach Mescala: „very very lucky”, ponieważ jego gra spodobała się trzem reżyserkom, Charlotte Wells, która dała mu rolę w „Aftersun”, i Saeli Davis oraz Annie Rose Holmer, które obsadziły go w „Stworzeniach bożych”.   

„Z natury nie jestem religijny, ale czuję, że rolę Connella dostałem dzięki jakieś sile wyższej, nie był to przypadek” – mówi aktor. „Normalni ludzie” to historia miłosna. Connell jest wziętym sportowcem w swoim liceum, kiedy poznaje Marianne. Ona jest snobką, outsiderką, do której Connell coś czuje, ale wstydzi się jej, nie chce się przyznać, że coś go z nią łączy. Na studia Connell uda się do Dublina, bo tam wybiera się Marianne. Teraz role się odwrócą, to ona będzie brylować w towarzystwie, a on zostanie outsiderem. Ludzie polubili pogubionego życiowo Connella, Mescal w tej roli był ciepły, uroczy, ale i irytujący. 

Paul Mescal i Daisy Edgar – Jones/ Normalni ludzie

Konto na Instagramie miał wisiorek, który nosił serialowy Connell. Równie popularne stały się krótkie spodenki do gry w gaelicki futbol, w których często można zobaczyć Paula Mescala. Aktor chodzi w nich nie tylko podczas treningu, ale w ogóle, co wykorzystała marka Gucci w swojej najnowszej kampanii reklamowej, aktor jest jej ambasadorem.

„Cała frajda w aktorstwie polega na pracy detektywistycznej, muszę poznać swoją postać najlepiej jak mogę, połączyć kropki, dostać się do psychologicznego wnętrza” – mówi.   

Wróćmy jednak do początku. Paul Mescal jako dziecko był bardzo aktywny, stąd jego zamiłowanie do sportu. Świetnie odnalazł się w grze, która jest jednym z narodowych sportów Irlandii – w gaelickim futbolu. To dość wymagająca gra, w której potrzeba wytrzymałości i siły, łatwo też o kontuzję – o czym Mescal sam się przekonał, złamana szczęka to nie jedyny uraz, który przytrafił mu się na boisku. Jako sportowiec Paul nigdy nie zawracał sobie głowy graniem na scenie, ale jego tata występował amatorsko jako aktor i Mescal przyznaje, że uwielbiał chodzić i oglądać jego występy. W szkolnym programie był jednak obowiązek wzięcia udziału w przesłuchaniach do musicalu i to przesłuchanie totalnie zmieniło podejście Mescala. 

„Miałem 16 lat i chciałem być postrzegany przez moich przyjaciół jako ktoś, kto jest cool. I wiem to napewno, że nie poszedłbym na przesłuchanie, gdyby nie było obowiązkowe, chciałem być męski, to było związane z moim podejściem do sportu i z moją drużyną. Ale skoro wszyscy musieliśmy wziąć udział, i wystąpić na scenie, to pomyślałem, że jak już muszę i mam to zrobić, to będę najlepszy.” 

Paul dostał główną rolę w musicalu „Upiór w operze” i szybko zdał sobie sprawę, że gwiazdą może być każdego wieczoru, a ludzie mogą go podziwiać na scenie, niekoniecznie na boisku. „Nigdy nie czułem takiej energii, takiej adrenaliny” – mówił w wywiadzie dla The Guardian. Na scenie grając Upiora kradł show, o czym możecie przekonać się sami, bo Maynooth umieściło cały musical w internecie zaraz po tym, jak w streamingu ukazali się „Normalni ludzie”. Ten sukces jednak nie do końca przekonał Mescala do tego, żeby zająć się aktorstwem zawodowo. Dziś mówi, że nie brał tego pod uwagę, bo pochodził z małej miejscowości, nawet nie myślał wtedy, że jest to dla niego jakaś opcja. Był zdecydowany, że pójdzie do wojska, ale ostatecznie za namową złożył dokumenty do Lir Academy w Dublinie. 

Jeszcze zanim skończył studia grał. W Gate Theatre był gwiazdą, występował w „Wielkim Gatsbym”. Ale jest znany również jako „facet parówka”, bo wystąpił w reklamie kiełbasek Denny & Sons. Mescal ma do siebie dużo dystansu i potrafi żartować, kiedy ktoś mu wypomni tę reklamę. Szczerze przyznaje też, że zrobił to, bo musiał podreperować swój budżet. 

Zagrał razem z Daisy Edgar – Jones w „Normalnych ludziach”, ale serialu nie chciał zobaczyć. Najbardziej nie lubi oglądać intymnych scen ze swoim udziałem, nie przyzwyczaił się też, że publiczność po tym serialu bardziej interesuje się jego ciałem i wyglądem niż tym, kim jest i jakie role gra. Paul Mescal protestuje więc na wywiadach, gdy dziennikarze zadają mu pytania niezwiązane z jego życiem zawodowym. Protestuje równie silnie, gdy nawet ładne fanki pozwalają sobie na zbyt zuchwałe zachowanie w stosunku do niego. 

Być może właśnie ten głośny, serialowy debiut przyczynił się do faktu, że aktor postawił na kino niezależne i niszowe historie. Świetnie zagrał pogubionego, młodego ojca z depresją, który wyjeżdża ze swoją córką na wakacje. Za rolę w „Aftersun” Paul dostał nominację do Oscara. W „Stworzeniach bożych” gra bardziej mrocznego bohatera, chłopaka który oskarżony jest o gwałt przez byłą dziewczynę. W „Dobrych nieznajomych” tworzy fajny duet z Andrew Scottem. Grają sąsiadów, którzy się w sobie zakochują. Jego Harry jest szczery, otwarty, ale też pełen smutku, którego nie potrafi ukryć. 

Paul Mesca/ Dobrzy nieznajomi

„Pierwsza rozmowa jaką miałem z reżyserem [Andrew Haigh] była totalnie poświęcona Harry’emu. Mnie ta postać urzekła, tyle się w niej dzieje, to chłopak który idzie przed siebie dość odważnie, i jednocześnie ukrywa przed wszystkimi swój smutek. Nie grałem wcześniej takiej postaci, i chciałem spróbować swoich sił.”

Paul Mescal wybiera swoje role bardzo ostrożnie, stawiając na te, które mają ciekawy charakter, woli je od spektakularnych ról w tak popularnym dziś kinie akcji. Dla niego liczy się „emocjonalny nokaut” widza, a nie zachwyt kolejnym saltem wykonanym przez bohatera. Uważa, że rozrywkowe produkcje nie mogłby istnieć w oderwaniu od filmów kina niezależnego, które ciągle są w mniejszości, niedofinansowane. „Wiem, że apetyt na kino akcji ciągle rośnie, ale uważam że brakuje nam niszowych produkcji kina niezależnego, mamy ich zbyt mało moim zdaniem” – mówi Mescal. 

Ten rok wydaje się przełomowy dla aktora. Przed nami kolejne hity z jego udziałem. Mescal zagrał u Gartha Davisa w filmie opartym na książce Iain Reid’a „Foe”, partneruje mu na ekranie Saoirse Ronan. To ciekawa historia o małżeństwie, które stanie przed wyzwaniem. Junior, farmer którego gra Mescal, dostaje propozycję życia w kosmosie, kiedy jego żona Hen – grana przez Ronan musi zostać na Ziemi. „Uczucie, kiedy jesteś w związku lub jesteś zakochany mógłbym porównać do emocji targających galopującymi końmi. To cudowne uczucie. Praca nad „Foe” to dla mnie lekcja jak wygląda małżeństwo w kryzysie. To obce mi doświadczenie, coś czego dotąd nie znałem” – mówi aktor, chwaląc sobie współpracę z Saoirse Ronan. 

U zdobywczyni Oscara Chloe Zhao Mescal wcieli się w rolę Szekspira. „Hamnet” to dramat opowiadający historię Szekspira po śmierci jego jedynego syna. Tu obok Mescala zobaczymy Jessie Buckley. Jest jeszcze adaptacja „Merrily We Roll Along” Richarda Linklatera, która będzie kręcona przez następnych 20 lat. „To jest tak niewyobrażalne, że dla mnie ciągle pozostaje abstrakcją” – mówi o tym projekcie aktor. Na początku przyszłego roku Mescal wróci na deski teatru – „it’s big time” mówi o sztuce „Pociąg zwany pożądaniem”. Widownia będzie go mogła zobaczyć jako Stanley’a Kowalskiego najpierw w Londynie, a później na Broadway’u. 

Najważniejszą jednak premierą i jednocześnie wyjątkiem w karierze aktora, jest rola w „Gladiatorze” Ridley’a Scotta. Ta rola przyniosła ponad 20 lat temu sławę i Oscara nowozelandzkiemu aktorowi Russell’owi Crowe. Scott zanim zaprosił Mescala do swojego filmu, obejrzał osiem godzin „Normalnych ludzi”. 

Paul Mescal i Pedro Pascal/ Gladiator 2

„Widziałem cię na ekranie, i wydałeś mi się bardzo ciekawy, masz w sobie dużo emocji i potrafisz je zagrać. To zrobiło na mnie wrażenie” – mówił reżyser w rozmowie z Mescalem. Aktor wspomina, że pierwszą rozmowę odbył z reżyserem na Zoomie, to było pięć minut rozmowy o filmie i kolejnych dwadzieścia o sporcie, psach i życiu. Nie było żadnego wstępnego przesłuchania. Aktor w wywiadach mówi o Ridelyu używając słowa król [kina]. Pierwszy dzień na planie wspomina z entuzjazmem: „Staliśmy wszyscy w namiocie, do którego wszedł Ridley, w ręce trzymał cygaro. Podszedł do mnie, klepnął mnie mocno w plecy i powiedział: denerwujesz się, to nie jest dla mnie dobre, zostaw nerwy i ego tu, tam masz grać. Wziąłem sobie tę radę do serca” – mówi.

Paul Mescal przyznaje bez ogródek, że wszyscy wiedzieli na jakie przedsięwzięcie się porywają. „To film, który zapisał się w historii kina. Są tu sceny tak spektakularne, że aż trudno w to uwierzyć. Jeszcze trudniej uwierzyć, że tyle stuleci temu to działo się naprawdę – walki na arenie, dzikie zwierzęta, bitwy morskie” – wymienia.

Jego bohater Anno dzielnie broni najechanej przez Rzymian Numidii, niestety wojska rzymskie mają przewagę i szybko zajmują jej terytorium. Podczas ataku ginie żona Anno, a on sam trafia do niewoli. W Rzymie ma być gladiatorem, ma występować na arenie. Ale jedno czego pragnie Anno to zemsta, za żonę, za poniżenie, za to jaki jest Rzym do którego trafił. Anno ma także drugie imię i wspomnienia z Rzymu, bo kiedy był dzieckiem mieszkał właśnie tu. 

„Ta rola była dla mnie wyzwaniem. Historia jest prosta, to walka dobra ze złem, niuansów należy szukać w postaciach. Mój bohater ma w sobie niebieską krew, siłę woli, odwagę i chęć przeżycia. Musiałem się sporo napracować fizycznie, żebym dał radę zagrać sceny walk” – mówi Mescal. Podkreśla, że wrażenie robi skala z jaką nakręcony jest film. Nawet Ridley Scott nie nakręcił według Mescala nic tak porywającego jak nowy „Gladiator”.   

Pierwszą wersję filmu Paul obejrzał w kinie z tatą. Miał 13 lat. Dziś mówi, że cieszy się głównie z tego, że zagrał zupełnie inaczej niż Crowe. „Kocham Gladiatora, ale nie zrobiłbym tak dużego filmu, gdyby nie reżyserował Scott albo ktoś równie znany i lubiany. Nie wyrosłem zapatrzony w Maximusa, to kwestia gustu. Myślę też, że obsadzenie mnie w roli Anno/ Lucjusza dało fajny efekt, zupełnie inną energię niż ta, którą znamy z poprzedniego Gladiatora.” 

Czy warto wybrać się do kina? Dla Mesca tak, bo na ekranie daje z siebie sto procent i jest zachwycający. Sceny walki, które ogląda się z zapartym tchem również warto zobaczyć na dużym ekranie. Pamiętajcie jednak, że nowy „Gladiator” opowiada dokładnie tę samą historię, którą tak dobrze znamy, zmienili się tylko bohaterowie i grający ich aktorzy. 

Korzystałam z materiałów: Vogue UK, The Guardian, Entertainment Weekly, Harpers Bazaar


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.