Nowe myślenie na nowe czasy

Czy znacie podkast Marty Niedźwieckiej „O zmierzchu”? Marta opowiada w nim o psychologii, o seksie, o życiu. Robi to w prosty, ciekawy i przekonujący sposób. Właśnie się ukazała jej druga książka, napisana na podstawie zmierzchowego podkastu, która zaczyna się od emocji, a później robi się coraz ciekawiej – są związki i nasza seksualność. Jest też pandemiczna rzeczywistość i cały emocjonalny bałagan, który zafundowała nam ta traumatyczna sytuacja. Marta jako coach i psycholożka, podpowiada jak sobie radzić i jak spojrzeć na życie z nowej perspektywy. Zachęca też do samodzielnego myślenia. To nowe, przełomowe myślenie.   

Fajne w Marcie Niedźwieckiej jest to, jak prosto i bez ceregieli mówi o psychologii, związkach, seksie, myśloczuciu i życiu. Nawet jeśli używa języka naukowego, przedstawia definicje i odnosi się do badań, to zawsze robi to w sposób zrozumiały i angażujący. Jestem jej za to bardzo wdzięczna, bo z przyjemnością jej słucham i uczę się kolejnych rzeczy. 

O wdzięczności pisze zaś tak: 

„Na samym początku oddzielę uskrzydlone tęczowe pegazy od dzikich koni, które brykają i gryzą się po karkach. Wdzięczność to nie pegaz, a normalny koń – sra, ma gorsze dni i jest narowista. NIe ma nic wspólnego z optymizmem – co jest bardzo ważne w tej opowieści. Optymizm to przekonanie (nietrafione), że wszystko będzie dobrze. Osoby optymistyczne wierzą w pozytywne rozwiązania wydarzeń wokół nich. Natomiast osoby przeżywające wdzięczność mogą albo się uczą przeżywać silne pozytywne wzmocnienia poprzez dostrzeganie w rzeczywistości tego, co dobre i zasilające. Jednocześnie widząc rzeczy trudne i dramatyczne. Czyli pierwszy wielki wniosek: wdzięczność nie jest zaślepiona optymizmem.”/ to z drugiego sezonu podkastu „O zmierzchu”, właśnie wydanego w formie książki „O zmierzchu. Nowe myślenie na nowe czasy”.

Ja jestem niepoprawną optymistką, która dostrzega dramaty, ale woli wierzyć, że wszystko skończy się dobrze. I uczę się wdzięczności, takiej codziennej, za małe rzeczy. Nie nadymam się nią. Wdzięczność ma służyć mojej psychice poczuć się lepiej. 

To lepsze samopoczucie zawdzięczam coraz większej wiedzy, o emocjach, schematach myślowych, sposobach radzenia sobie z rzeczywistością. To również w dużej mierze zasługa Niedźwieckiej. Marta jest jedną z wielu kobiet, które popularność zdobyły objaśniając nam świat. Womensplaining zaś to zupełnie nowe zjawisko. Tych kobiet słuchają nie tylko bliskie im kobiety, ale kobiety w ogóle i mężczyźni też. A one mówią rozsądnie, poszerzają nasze horyzonty i uczą nowych sposobów myślenia. Niedźwiedzka mówiła o sobie: sex & life coach, matka, żona i kochanka. Kiedy jednak zapytała ją o to dziennikarka, bez pardonu odpowiedziała: „niektóre z tych ról już mnie nie dotyczą.” Dziś mówi, że jest panią od myśloczucia, bo chociaż zaczynała od seksualności, to musiała złapać oddech, od seksu. Warto też zauważyć, że nie ma dobrego seksu bez myśloczucia, czy ciałoczucia, jeśli nie czujemy ciała, nie rozumiemy go, nadwyrężamy i eksploatujemy nadmiernie, to ono nie będzie miało siły i chęci, żeby oddać się przyjemności. Przyjemność to zaś kolejny konik Marty Niedźwieckiej – o przyjemności mówi dużo i chętnie, o niej też przeczytacie w najnowszej książce. 

Jak to wszystko się zaczęło? W 2009 roku Marta powołała do życia Pussy Project, jak dziś mówi: „pełna naiwnego przekonania, że wystarczy Polkom powiedzieć, żeby cieszyły się z seksu, a one zaczną to robić”. Pussy Project był związany ze sklepem z gadżetami erotycznymi, który prowadziła Niedźwiecka, i miał polegać na edukacji – kobiety spotykają się na wieczorkach, takich party, na których dostają solidną, fajną porcję wiedzy o tym, co i jak. I to było przełomowe, nikt inny tego nie robił, a sex coaching dopiero rozwijał skrzydła. O tyle, o ile wszyscy się świetnie bawili, to biznes od strony finansowej był porażką. 

„Zobaczyłam, że zanim zaczniemy się wszyscy cieszyć seksem, trzeba najpierw usunąć sporo gruzu z naszego życia. Zaczęłam studiować coaching, potem sex coaching. Chciałam się dowiedzieć, jak rozmawiać z kobietami, które do nas przychodziły, by pomóc im usuwać ten gruz, czyli zarówno osobiste doświadczenie molestowania, wstyd i lęk, jak i pokutujące w kulturze przekonania na temat seksualności i tego, co kobietom wolno” – mówiła w wywiadzie dla „Zwierciadła”. 

W międzyczasie Marta skończyła studia z psychologii, napisała książkę z Hanią Rydlewską pod tytułem „Slow seks” i zabrała się za podkast. „O zmierzchu” od sześciu lat edukuje i bawi, bo Marta oprócz solidnej dawki wiedzy, ma dystans i swój specyficzny język – te opisy i porównania! Pierwszy odcinek był o przyjemności, a mówiąc przyjemność Niedźwiecka ma na myśli: ‚seksualność, cielesność, zmysły, jak też hobby, pasję, poszukiwania duchowe, kreatywność, regenerację’. „To są rzeczy, które rzucają wyzwanie wszechobecnej kulturze zapierdolu” – podkreśla. 

Zabawny jest fakt, że większość z nas skojarzyła nazwę z tematyką, nasza seksualność też rozbudza się wieczorem, o zmierzchu. Sądzę, że ten pomysłowy i chwytliwy tytuł skusił sporo słuchaczy.

„Uwielbiam zmierzch. Jestem nocnym stworzeniem, odludnym, lubiącym ciszę. Ostra jasność dnia i oczywistości do mnie nie przemawiają, przyjmuję je do wiadomości, ale wolę moment, kiedy cienie robią się dłuższe i pojawia się obietnica wieczora. W wielu dziełach literackich zmierzch jest porą w której dzieją się naprawdę ważne rzeczy, miejscem gdzie mrok łączy się ze światłem. Myślę, że dobrze opisuje to treść tego o czym mówię w podkaście.” – wyjaśniała Marta.

Nie jest to lekki i miły podkast – szczególnie „mroczny, pandemiczny, strajkowy sezon 2” , bo rozmowa dotyczy poważnych spraw, prawdziwych problemów. Naszą sferą psychiczną musimy się nauczyć opiekować i nie jest to łatwe zadanie. Często nie zrobimy tego inaczej niż ucząc się, jak ta nasza psychika działa, jak powstają błędy i jak się pozbyć naszych „kołtunów”. Te kołtuny to przekonania, założenia, uprzedzenia, które nabywamy, często błędne, naciągnięte, niefortunne. „Czesać, czesać i jeszcze raz czesać. Zamiast scrollować telefon, zadać sobie pytanie: co ja tam dziś wymyśliłam/ łem? Jakie są te moje przekonania? I weryfikować!” – mówi Marta. 

Pierwszy sezon zaczynał się od przyjemności i jej odzyskiwania. Drugi zaczyna się bardzo emocjonalnie, a emocje są nieodłączną częścią nas, nasz mózg jest maszyną bardzo emocjonalną. Emocji mamy cały repertuar, w różnym natężeniu, kotłują się w nas, jedne są fajne, inne nie bardzo. I musimy się nauczyć z nimi obchodzić, wygaszać je, przeżywać do końca, jeśli tego nie zrobimy to czeka nas prosta droga do stanu wypalenia emocjonalnego, który może dotyczyć różnych aspektów naszego życia. To, co podkreśla psycholożka, to fakt, że emocjonalne przeciążenie może się gromadzić i nawarstwiać, to są te wszystkie mikrostresy, zmartwienia z którymi się mierzymy. Po drugiej stronie są oczywiście te lepsze emocje, jak radość, czy euforia, które działają na naszą korzyść. 

Te mikrostresy to nie ganiający nas po sawannie lew, a jednak są w stanie wprowadzić nas w stan zagrożenia. Najgorzej, jak podkreśla Marta Niedźwiecka, że może być ono stałe, możemy odczuwać stres przez większość czasu. W takich warunkach nasz mózg używa trzech wyjść, ucieka, walczy lub unieruchamia [freez]. Każdy z tych stanów miał ratować nam życie, ich długofalowe efekty mogą być opłakane, bo ciało pogrążone w wiecznym stresie zaczyna się źle czuć i chorować. 

W ogóle mnie nie zaskoczył fakt, że najlepiej ze złymi emocjami rozprawiać się nie samemu, ale wśród ukochanych osób – dotyk łagodzi reakcję stresową! Warto o tym pamiętać i zacząć doceniać, moim zdaniem, zupełnie niedocenianą siłę miłego dotyku. Niby nic, a jednak zmienia wszystko.

Jak jeszcze można sobie poradzić z tym całym emocjonalnym bałaganem? Postawić na przyjemność. Jest tu jednak haczyk, jestem zaskoczona, bo psycholożka mówi: „zbyt często mylimy przyjemność z ulgą”, i argumentuje, że kiedy po całym i intensywnym dniu siadamy na kanapie i czujemy, że robi nam się miło, to jest to uczucie ulgi. Do przeżywania przyjemności potrzebujemy przestrzeni, najpierw musimy się wyciszyć, odetchnąć, a później zauważyć świat wokół nas. Dopiero kiedy ciało i umysł odpuści, to znajdziemy przestrzeń, żeby naprawdę się cieszyć życiem. Nie jest to banalne, nie ma w tym nic łatwego, bo żyjemy nastawieni na sukces, w narcystycznym świecie Sukcesji, nie potrafimy odpuszczać. 

Jak nie odpuszczamy i pędzimy, to łatwo wpadamy w gniew, kiedy nam coś nie idzie. Gniew jest naturalną emocją, pozwala nam rozprawić się z tym, co nas uwiera i denerwuje. Musimy umieć sobie na niego pozwolić, szczególnie my kobiety, bo świat nas uczy, że gniew należy do mężczyzn, my zaś mamy do niego nikłe prawa. Najwyższa pora się z nim oswoić, bo gniew który nosimy w sobie i tak prędzej czy później znajdzie ujście. Jak większość naszych emocji. 

Drugi sezon podkastu oraz książka są również o seksie i związkach. I jak jesteśmy przy gniewie, i awanturach, to pojawia się odwieczne pytanie o seks na zgodę. Warto czy nie warto? Każdy medal ma dwie strony. Seks jest związany z agresją, i jest to instynkt, nie można jej mylić z przemocą – na przemoc w seksie nie ma przyzwolenia i zgody. Seks może fajnie oczyścić atmosferę, pomóc nam zredukować emocje. Tylko!, jeśli po nim nie nastąpi rozmowa rozwiązująca nasz konflikt, a problemy zostaną czasowo zamiecione pod dywan, to seks nie jest rozwiązaniem. Takie problemy niczym śmieci, prędzej czy później spod dywaniku wyskoczą. I wracamy do punktu wyjścia, jeszcze bardziej zdenerwowani i rozczarowani niż na początku…ups.  

Do mojego słownika po lekturze weszły trzy nowe pojęcia, wszystkie obiecują pozytywne wzmocnienia, a są to pillowtalk, afterglow i afterplay. Wszystkie dotyczą naszej seksualności. Marta Niedźwiecka opowiada również o orgazmach, które mogą być we wszystkich kolorach tęczy, jak uderzenie pioruna, czy jak trzęsienie ziemi. I uwaga! bo orgazmy nie są konieczne, choć są porządane, samo zbliżenie i wspólne przeżywanie może być równie satysfakcjonujące. Postulat jest taki: nie biegnijmy na Mount Everest, tylko cieszmy się i podziwiajmy drogę, którą idziemy, tam jest ukryte piękno.

Czytając dowiecie się o wymiarach naszej seksualności, o kobiecych archetypach, o wymianie emocjonalnej. Jest tu bardzo dużo, bardzo przydatnej i ciekawej wiedzy. 

Jest też rozdział zatytułowany Lifehacks. Zaczyna się tak: „Ale będzie ubaw, męskie rozmowy, takie o życiu i śmierci, a rano – zrobię jajecznicę!” – tak Osiołek zapewniał Shreka, że razem będzie im dobrze. Gdy przeczytacie tę część książki, wam też będzie lepiej. Może nie będzie ubawu i jajecznicy, ale będzie lżej. A to już coś, prawda?”

I faktycznie, Niedźwiecka zabiera się tu za odpowiedzialność, za narcyzm, za mroczne strony naszej duszy. Jak wiecie każdy z nas może być zły, to kwestia okoliczności w których żyjemy. Ale, możemy też zerwać ze swoimi schematami poznawczymi, na nowo kolorować swoje życie, zmienić swoje myślenie i nastawienie. 

Na koniec jest temat, który mocno nam namieszał w życiu, czyli pandemia. Ja, kiedy wybuchło piekło, przez jakiś czas starałam się zaprzeczać, „to nie dzieje się naprawdę” – powtarzałam jak mantrę, przy każdych wiadomościach. Później pojawiło się wiele innych reakcji, również skomplikowanych. Strach, lęk, niepewność, złość.  

„Możemy być jak dzieci zasłaniające oczy ze strachu, a możemy być jak osoby dorosłe, które starają się żyć dalej, mądrzejsze o doświadczenie. Zamiast stawać się jednorożcem, uczymy się jeździć konno” – pisze Marta.

Swoją wiedzę i przemyślenia zamknęła w różowych okładach, tytuł: „O zmierzchu. Nowe myślenie na nowe czasy”. „Taki sezon, dość trudny i wymagający potrzebował odczarowania, moim zdaniem bardzo ten róż tu pasuje” – mówi psycholożka. 

To książka dla wszystkich, pomaga zrozumieć, zmienia myślenie, daje wskazówki jak działać, żeby było nam w życiu ciut lepiej. Nie sugerujcie się panowie różową okładką, wam też się spodoba. 

A jak już się wciągnięcie to zawsze możecie odpalić podkast. Polecam.


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.