Nie wierzyłam, że zagram u Almodovara – Tilda Swinton w filmie „W pokoju obok”

Tilda Swinton grała u Jima Jarmusch’a, Wesa Andersona, czy Boong Joon-ho i chciała zagrać też u Pedro Almodovara. Nie wierzyła jednak w to, że taka współpraca może się w ogóle wydarzyć – „on pracował jedynie w języku hiszpańskim, z hiszpańskimi aktorami, w Hiszpanii! Ja nie mam nic z hiszpańskim wspólnego, nie wierzyłam w to, że kiedyś stanę u niego na planie.” A jednak to ją Almodovar wybrał, aby zagrała w jego pierwszym anglojęzycznym filmie. A teraz na ekranach kin możecie oglądać Tildę w duecie z Julianne Moore, w filmie „W pokoju obok”. 

Tilda Swinton ma przyjaciela mnicha, który mieszka niedaleko niej i z którym czasem się spotyka. Ten mnich pewnego razu powiedział do niej: „modlę się, abyś zagrała kiedyś u Almodovara.” Podobno nieźle ją tym wyznaniem zaskoczył. Ona sama nie wierzyła, że to może się udać, choć dziś przyznaje, że zawsze chciała zagrać u hiszpańskiego reżysera. Oboje raczej są nieśmiali, na dużych imprezach, w blasku fleszy stoją skromnie z boku, jeśli nie muszą wyjść na scenę. „Nie jesteśmy tymi osobami, które dajmy na to podejdą uściskać rękę Angeline Jolie, a przecież okazja jest jedyna w swoim rodzaju” – mówi aktorka. Z Pedrem poznali się na jednym z pooscarowych przyjęć, podobno połączyła ich ta wspólna nieśmiałość do ludzi. 

„Dla mnie Pedro jest wyjątkowy, wykreował swój własny świat, który przyniósł mu sławę i uznanie. Jest w nim władcą, może tam wszystko. Niewielu jest takich reżyserów. Już niedługo będę się ogrzewać w jego chwale…” – mówiła Tilda w trakcie trasy promującej ich najnowszy wspólny film. 

Perdo Almodovar, Julianne Moore i Tilda Swinton na planie filmu „W pokoju obok”

Pedro Almodovar zaprosił Tildę do bardzo wyjątkowego projektu. W 2020 roku nakręcili razem „Ludzki głos”, to film inspirowany twórczością Jeana Cocteau, jest to również pierwszy film reżysera w języku angielskim. Tilda gra tu kobietę na skraju załamania nerwowego, która właśnie została porzucona, i wśród walizek z rzeczami jej kochanka, z jego psem u boku, próbuje z nim porozmawiać po raz ostatni, i zdecydować jakie będzie zakończenie tej historii, dobre czy złe. Z planu zdjęciowego aktorka nagrała wiadomość dla znajomego mnicha, słychać na niej jak Pedro Almodovar wyraża swoje uznanie dla jego modlitw. „Wygląda na to, że to była bardzo dobra intencja” – śmieje się aktorka. 

Tilda jest znana z hipnotyzującej urody. Na planie filmowym potrafi się zmieniać niczym kameleon, a swoje role wybiera bardzo dokładnie, każda z nich jest niepowtarzalną szansą dla niej, żeby odkryć w sobie coś nowego. Jej najlepsze role, które przeszły głośnym echem w świecie filmu to między innymi: matka zaburzonego psychicznie chłopca z „Musimy porozmawiać o Kevinie”, wampirzyca z „Tylko kochankowie przeżyją”, czy jej podwójne role jak w „Suspirii”, gdzie zagrała jednocześnie Madame Blanc i dr Kemperera – grając go była nie do poznania. Sławę przyniósł jej film „Orlando” Sally Potter, w którym Tilda zmienia płeć. 

Na ekranie możemy ją oglądać od 36 lat. Zadebiutowała w filmie Derka Jarmana „Caravaggio”. Tilda szybko stała się jego muzą, on przekonał ją do kina i został jej mentorem. Ich współpraca trwała aż do jego śmierci. Dla niej była to niezwykła okazja, aby poznać tajniki zawodu, bo Swinton nigdy nie studiowała aktorstwa. Kino Jarmana było eksperymentalne, niezależne, pełne wyzwań – „idealne dla mnie”, wspomina aktorka. Lubiła tu wszystko, nawet to, że reżyser często wykorzystywał ją bardziej jako modelkę, ceniąc jej obecność na ekranie, niż aktorkę. 

„Dla mnie domem stało się kino niezależne, tu poznałam swoich ludzi, swoje plamię. Pracowałam z Derkiem Jarman’em, Peterem Greenaway’em, Sally Potter, Peterem Wollen’em. Bardzo mi to odpowiadało, ta atmosfera, moja własna wrażliwość jest bardzo queerowa, dlatego szukałam ludzi podobnych do siebie i ich znalazłam. To mój świat. Mam swoje filmowe rodziny, jest tu Wes Anderson, Bong Joon-ho, czy Jim Jarmusch. Lubię pracować z Lucą Guadagnino, Lynne Ramsay, czy Joanną Hogg” – mówi aktorka. 

Kiedy zaczynała współpracę z Jarman’em, myślała że zrobi ten jeden film i nie będzie żadnego dalszego ciągu, tym bardziej żadnej kariery. Tymczasem zagrała u wielu wybitnych reżyserów, za rolę drugoplanową w filmie „Michael Clayton” dostała Oscara, dostała również Złoty Glob za całokształt twórczości. 

Przekornie mówi, że często od filmów woli oglądać dokumenty, tu widzi nowych ludzi za każdym razem – „kocham oglądać ludzi, nie interesuje mnie za to oglądanie aktorów.” A jednak jest aktorką, i przyznaje, że w młodości była uzależniona od oglądania telewizji, do tego stopnia, że do domu postanowiła nie kupować telewizora. 

Urodziła się jako Katherine Matilda Swinton w Londynie, w szkockiej arystokratycznej rodzinie, której drzewo genealogiczne sięga IX wieku. Niewiele jednak opowiada o niej, mówi, że pamięta, że zawsze było wesoło, miała trzech braci. Jej rodzina dużo podróżowała, ojciec był wojskowym. Tilda chyba nie lubiła tego czasu. Jako dziesięciolatka poszła do szkoły z internatem, gdzie miała się uczyć i nabyć dobrych manier. Do tej samej szkoły chodziła razem z nią Dianą Spencer. Pytania o nią i o szkołę potrafią naprawdę wyprowadzić Tildę z równowagi. Szkoła okazała się dla niej osobistą tragedią, bo Swinton nie znosi reguł, szczególnie jeśli są jej narzucane, nigdy też nie była zainteresowana dobrymi manierami i wychodzeniem za mąż za arystokratów. Przez kolejnych pięć lat Tilda prawie się nie odzywała. Na studia wybrała się na Uniwersytet w Cambridge, chciała zostać poetką, tyle tylko że zaraz po rozpoczęciu nauki przestała pisać wiersze – „to była prawdziwa porażka, przez duże P”, mówi. 

„Nie miałam wielkich ambicji, wstydziłam się z tego powodu. Jako dziecko moim marzeniem było mieszkać nad morzem, mieć dom z widokiem na plażę, kuchnię, ogród, dzieci, psy i sporo przyjaciół. Chciałam też pracować z przyjaciółmi, i było mi dosłownie wszystko jedno co byśmy robili, moglibyśmy mieć sklep i sprzedawać wełnę. Takie miałam plany, i nadal mam, i chcę żeby to wszystko się jakoś kręciło” – przyznaje Swinton. 

Kiedy zrezygnowała z bycia poetką, postanowiła spróbować swoich sił na scenie i zaczęła grać w Royal Shakespeare Company. To była jej szansa, czas na to aby się zastanowić co chce robić w życiu, a czego nie chce. To była również możliwość, aby nie zostawiać swoich przyjaciół, a ciągle się z nimi spotykać. Na scenie odnosiła sukcesy, ale uznała, że teatr to również nie jest jej miejsce. Chciała skończyć z graniem, była już po studiach, miała dyplomy z nauk politycznych, socjologi i literatury, a jej następnym krokiem miało być dziennikarstwo. To wtedy poznała Dereka Jarmana. 

Tilda Swinton/ „Ludzki głos”

Pierwszy raz na galę oscarową wybrała się, bo była nominowana za rolę prawniczki w filmie „Michael Clayton”. Wszystko, co wiedziała na temat gali w Dolby Theatre zaczerpnęła z innego filmu – „Bodyguard”. „Brytyjska telewizja nie transmitowała wtedy gali rozdania Oscarów, więc nic o niej nie wiedziałam, dosłownie. Kiedy byłam na miejscu wszystko wydało mi się dziwnie małe” – wspomina. Na tej gali nikt do nikogo nie strzelał, a czas dłużył się Tildzie niemiłosiernie. Do domu wróciła ze statuetką. 

To był przełomowy moment w jej karierze. Później Tilda mogła wybierać role, które ją interesowały i reżyserów z którymi chciała pracować. Swinton nie lubi popularności, niechętnie komentuje swoje życie prywatne. Lubi grać w niszowych produkcjach, w filmach manistreamowych gra dla pieniędzy. Przygoda z Almodovarem jest dla niej prawdziwie ekscytującym wydarzeniem. 

Swinton w filmie „W pokoju obok” gra Marthę, byłą korespondentkę wojenną, zdiagnozowaną w trzecim stadium raka, bez szans na powrót do zdrowia, która prosi swoją przyjaciółkę Ingrid, żeby pomogła jej odejść na własnych zasadach i z godnością.

„To nie jest film o umieraniu, ale o życiu. W samym umieraniu nie na nic ciekawego, to życie jest interesujące. „W pokoju obok” opowiada o tym jak Martha walczy o poczucie sensu i kontroli nad własnym życiem, nad chorobą. Chce godnie odejść, zrobi wszystko by mieć dobrą śmierć” – mówi aktorka.

W wywiadach przyznaje, że dla niej to był bardzo osobisty film – podkreśla, że nie zmienił się jej wygląd, „ja wyglądam jak ja”, i że Martha mówi i robi to, co wiele osób powiedziałoby, zrobiłoby na jej miejscu, Swinton również. Zapytana, czy to nie było przerażające doświadczenie, aktorka odpowiada: „nie, raczej uwalniające.” Podczas pandemii myślała, żeby zrobić kursy opieki na chorymi i zostać domową pielęgniarką – „tyle osób było samych i potrzebowało pomocy”, tłumaczyła dziennikarzom.

Na planie musiała zbudować bliską, wręcz intymną relację z Julianne Moore, która gra jej przyjaciółkę Ingrid. Ingrid jest przerażona odchodzeniem, śmiercią, i to do tego stopnia, że napisała o tym książkę. 

Tilda nie znała osobiście Moore, widywały się na branżowych imprezach, rozdaniach nagród, pozdrawiały się na korytarzach, ale to było wszystko. „O, hej! Mogłybyśmy kiedyś coś razem zagrać”, „tak, byłoby wspaniale.”, ale to „zagrać” było zawieszone gdzieś w przyszłości, która mogła się nigdy nie wydarzyć” – tak o tym opowiada Swinton. 

„Dawno nie pracowałam tak blisko z drugim aktorem. „W pokoju obok” było bardzo kuszącą propozycją, raz ze względu na Almodovara, na świat który kreuje, dwa ze względu na Julianne Moore i specyfikę relacji, która łączy nasze postaci. Według mnie to nawet nie jest film, to pewna bajka, opowieść. To nie jest naturalistyczna historia – bo przecież Pedro nie kręci realistycznych filmów. On zawsze ustawia narrację o ton wyżej, sprawia że wszyscy gramy na wysokich emocjach. W takim układzie relacja z drugim aktorem jest gruntująca, tworzy ścisłe połączenie.”  

Julianne Moore i Tilda Swinton/ „W pokoju obok”

„W pokoju obok” nakręcono na podstawie książki Sigrid Nunez „Pełnia miłości”. Film miał swoją premierę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, a owacje po zakończonym seansie trwały ponad piętnaście minut. W międzyczasie Almodovar, Moore i Swinton dziękowali zachwyconej publiczności wykonując spontaniczny układ taneczny. Opłacało się, bo „W pokoju obok” zdobył Złotego Lwa. 

To kontrowersyjne kino, w którym jest bardzo dużo emocji, hiszpański reżyser chce nas zatrzymać, prosi abyśmy zwolnili tempo naszego szybkiego życia – tu śmierć nie przychodzi gwałtownie i nie jest spektakularna jak w filmach akcji. Chce abyśmy pomyśleli nad tym jak można przeżywać chorobę i śmierć, w jaki sposób, z kim? „W pokoju obok” uwodzi melodyjnością, już nie języka hiszpańskiego, ale angielskiego – „niech nikt nie spodziewa się, że to angielski w swojej czystej formie, to cały czas ten dźwięczny język do którego Almodovar tak nas przyzwyczaił” – podkreśla Tilda. Są też oczywiście mocne kolory, piękne kadry, które wnoszą nieco teatralności, z której słynie almodovarowskie kino.

„To film na którym siadasz z kimś kogo nie widziałeś przez ponad 40 lat, i zwyczajnie opowiadasz mu historię całego swojego życia. To oczywiście prawie w ogóle nie zdarza się w prawdziwym życiu.” – śmieje się Swinton. „Za to zdarza się w filmach Perdo.”

„W pokoju obok” możecie oglądać w kinach. 


Jedna myśl w temacie “Nie wierzyłam, że zagram u Almodovara – Tilda Swinton w filmie „W pokoju obok”

  1. ja teraz unikam trudnych filmów, i szkoda, że jak coś jest dobre i warte zobaczenia to zawsze tematyka jest trudna, choroba, śmierć itd. Byłam ostatnio Wicked i podobało mi się, choć nie lubię Ariany Grande, tu dała radę, nawet była zabawna. Polecam.

    Polubienie

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.