Book your time! Nowości książkowe

Nie znamy jej imienia, wiemy jedynie, że jest średnią siostrą, ale chętnie za nią podążamy przez Belfast lat ’70. Bohaterka „Mleczarza” jest przeciętną dziewczyną, która za wszelką cenę stara się nie rzucać w oczy, a jednak wprowadza nas w nieprzeciętny świat, przyprawiający o gęsią skórkę. Anna Burns za „Mleczarza” dostała Nagrodę Bookera. Jej książka jest niezwykle ciekawa, autentyczna, a narracja wciągająca. Burns świadomie używa języka budując swoją opowieść. Jul Łyskawa – choć jest polskim debiutantem w świecie literatury, to zabiera nas do Ameryki, w której dzieją się rzeczy zapierające dech w piersiach. Jego książka to wielka amerykańska powieść, zdecydowanie warta przeczytania. Po Australii oprowadza nas Agnieszka Burton, reportażystka, która od wielu lat tam mieszka. To jedna z książek, które zrobiły na mie ogromne wrażenie. 

Najbardziej wyczekiwana powieść? „Intermezzo” Sally Rooney. Zdecydowanie zgadzam się z tezą, że to jej najdojrzalsza książka. Sporym zaskoczeniem jest fakt, że obaj główni bohaterowie są mężczyznami. Warto przeczytać dla rozrywki. 

Zupełnie przypadkiem wpadła mi w ręce książka „Krąg kobiet Pani Tan” Lisy See. I przyznam, że czytałam ją z ciekawością – Chiny za czasów dynastii Ming i dziewczyna z szanowanej rodziny, która zostaje lekarzem. Podkreślę, że to historia oparta na faktach. 

Na koniec bonus, w postaci książki Harlana Cobena – „Tylko jedno spojrzenie”. Na Netflixie właśnie ukazał się serial na jej podstawie.   

1/ Mleczarz/ Anna Burns

Irlandia lat ’70, zamieszki w Belfaście, dwie skłócone strony, które tylko patrzą jak uderzyć w siebie nawzajem. „To oni to zrobili”, „to my to zrobiliśmy”, wszystko w tym świecie może mieć wydźwięk polityczny, a stanie nie po tej stronie ulicy może kosztować życie. W tych okolicznościach łatwo o zachowania patologiczne, które umykają niezauważone. Mleczarz, bohater i opozycjonista, chce ją – nastolatkę, która próbuje oderwać się od rzeczywistości, nie patrzy w niebo, nie patrzy na wybuchy, idzie przed siebie, robi swoje, czyta, biega, stawia bierny opór. Średnia siostra nie jest zainteresowana Mleczarzem, ale plotki o ich romansie już się rozniosły, i każdy ma coś na ten temat do powiedzenia. Im więcej Mleczarza, tym mniej jej – on jest wszędzie, w parku, pod szkołą, jedzenie tuż obok niej, kiedy ona wraca do domu. Ona powoli wycofuje się ze swojego życia. Wokół nich panuje zaś piekło, w którym trudno o wiarę w to, że wszystko się jakoś ułoży. 

Anna Burns za „Mleczarza” dostała w 2018 roku Nagrodę Bookera, a teraz książka została wydana nakładem wydawnictwa ArtRage. To podróż w świat paranoi opisywany przez średnią siostrę – jej narracja nie jest spektakularna, ale właśnie to robi największe wrażenie i wywołuje dreszcze. To świetna literatura. 

2/ Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców/ Jul Łyskawa

„Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców” Jula Łyskawa zrobiła niemałe zamieszanie w świecie literackim – większość recenzentów krzyknęła z zachwytu nad tą książką, a Polityka przyznała jej aż 6 gwiazdek! Co się nie zdarza. Tymczasem ta książka to debiut Jula Łyskawa i trzeba przyznać, że bardzo udany, napisany z rozmachem i na wskroś amerykański. Proza amerykańska napisana w Polsce. Łyskawa pięknie naśladuje amerykańską literaturę, zakorzenia w niej swoją opowieść. Jest tu amerykańska kultura i amerykańskie drogi stanowe.

To saga o rodzinie Hartów, którzy mieszkają w fikcyjnym Copperfield i zajmują się stolarką, obok nich bohaterami tej książki są również drwale, a także mieszkańcy miasta. Autor buduje swoją opowieść korzystając z ich narracji, o tym, co się dzieje opowiada Meg Hart-Johnson, Mimi, Mitch Logan i inni, na bieżąco komentują również panowie z lokalnego radia. A jest co komentować… małe, senne miasteczko staje się sławne na cały świat, a to dzięki pojawieniu się niejakiego Jeffreya Watersa – „który z prowincjonalnych lasów trafia na pierwsze strony gazet i do kartotek FBI.”

Łyskawa opowiada tak ciekawie, że trudno odłożyć „Prawdziwą historię”, ale nie jest to uczta na jedno posiedzenie – to dość opasły tom. Autor trochę sobie żartuje z czytelników, puszcza do nas oczko, bawi, zaskakuje. Czytamy więc poezję, pamiętnik i przypisy. Czasem jednak narracja jest poważna i dotyka spraw istotnych i uniwersalnych – są tu opowieści smutne, przejmujące, a nawet dramatyczne.

W dużej mierze to jednak książka pełna satyry i ironii – ot, księdzu objawia się foka w aureoli. 

Ta książka to rozrywka w czystej postaci.

3/ Ozland. Przestrzeń jest wszystkim/ Agnieszka Burton

„Czasy Śnienia (Dreamtime) to w terminologii kolonialnej czas tworzenia świata. W większości języków aborygeńskich nie ma powiązania pomiędzy słowem „sen” a „czas tworzenia”. Wiele Pierwszych Narodów nie zgadza się z używaniem terminologii „Czasy Śnienia”.

Terminy „Czasy Śnienia” i „Śnienie” zostały wprowadzone przez kolonialnych antropologów. Były próbą zrozumienia skomplikowanych pojęć z systemu wierzeń Pierwszych Naro­dów, które Aborygeni próbowali wytłumaczyć białym. Dziś są mocno zakorzenione w kulturze popularnej, jednak w językach aborygeńskich występują inne określenia.

Kolonialna terminologia, chociaż powszechnie używana, może nadmiernie upraszczać złożony światopogląd obejmujący historie tworzenia, rolę Przodków i związek z krainami, które wykraczają poza konwencjonalne – europejskie – pojęcie czasu.

Gdy Yuin zobaczyli po raz pierwszy wielkie białe żagle statku kapitana Cooka, rozpalili ognie na oceanicznych skarpach, przylądkach, półwyspach, aby ostrzec inne narody żyjące wzdłuż wybrzeża.

Mieszkańcy Australii patrzyli na tego dziwnego, białego, pływającego stwora i powiadali, że to chciwy typek ze Śnienia, łasy fella, pelikan Gurung-gubba, który podpływa, gdy łowisz ryby, żeby je ukraść, trzeba więc się przed nim strzec, pilnować go, nie spuszczać z oka.”*

Tak swoją opowieść o Australii zaczyna Agnieszka Burton, która mieszka tam od dwudziestu lat i którą historia kraju zaczęła uwierać – „to nie jest kraj, który należy do białych”, mówi. Historia Australii, jak pisze Burton, to również zmowa milczenia, przez lata nikt nie chciał rozmawiać o kolejnych masakrach do jakich dochodziło na kontynencie na rdzennej ludności, nikt nie interweniował, kiedy biały człowiek kradł kości Starych Ludzi i wywoził je w imię nauki. Problem rdzennych ludności nadal jest jednym z największych i najbardziej palących problemów, a pali równie mocno, co nawiedzające Australię pożary. 

Kiedyś na interaktywnej mapie Australii Burton zobaczyła żółte kropki, oznaczały miejsca w których doszło do mordów na Pierwszych Narodach – można było najechać kursorem na kropkę i przeczytać, kto kogo i w jaki sposób pozbawił życia. To był jeden z tych momentów przebudzenia, który popchnął Burton do zajęcia się tematem. 

„Ozland. Przestrzeń jest wszystkim” to porywająca opowieść, reportaż o tym jak Pierwsze Narody żyły, kiedy Australia dla reszty świata pozostawała terra incognita, o ich wierzeniach i mądrości, nie tej książkowej, ale tej rodzącej się z więzi z naturą, o ścieżkach którymi podążali, górach, drzewach, o Śnieniu. To również historia przejmowania ziemi przez  Brytyjczyków, szukania złota, polowania na warkocze Chińczyków. Ludzie przybywali do lucky country, aby się dorobić, nie zdając sobie sprawy, że Australia jest dzikim krajem w którym trzeba wiedzieć jak przetrwać. Na outbacku nadal giną ludzie. Do tego dochodzi kryzys klimatyczny, wzmagany przez przemysł wydobywczy – jedno jest ściśle połączone z drugim. Lucky country boryka się z wieloma problemami i ze swoją historią, jednocześnie pozostając dzikim, pięknym, niezbadanym i pełnym magii terenem należącym do Pierwszych Narodów. 

O tym wszystkim opowiada Agnieszka Burton, a robi to w sposób piękny i spektakularny – siedząc przy ognisku rdzennych społeczności, protestując przeciwko wycince drzew, ruszając na outback, i patrząc w gwiazdy. Czytając czułam się tak, jakbym jej towarzyszyła.

4/ Intermezzo/ Sally Rooney

Ta powieść to męski świat, po raz pierwszy Sally Rooney głównymi bohaterami uczyniła mężczyzn. Jej najnowsza książka – „Intermezzo” jest o miłości, rodzinie, stracie i poszukiwaniu swojego miejsca w życiu. Czyta się ją równie szybko i gładko co „Normalnych ludzi”, czy „Rozmowy z przyjaciółmi”.

Peter i Ivan Koubekowie są braćmi. Peter jest starszy, ma ponad trzydzieści lat i jest prawnikiem – całkiem dobrym. Jest charyzmatyczny i pewny siebie, co bardzo pomaga mu zjednywać sobie ludzi. Ivan to student, który dopiero wchodzi w dorosłe życie, ale też mistrz szachowy. Jest przeciwieństwem Petera – raczej małomówny i zamknięty w sobie, nie ma wielu przyjaciół. Do tej pory braci łączył ojciec, kiedy umarł, coś w tej już i tak luźnej relacji pęka. Ich życie staje na krawędzi. Peter nie może zasnąć bez leków, które popija alkoholem. Włóczy się między Naomi, studentką z którą sypia, a Sylvią, dawną miłością. Ivan musi zarobić na swoje utrzymanie, a na jednym z szachowych pokazów poznaje Margaret, starszą od siebie kobietę, która odmienia jego życie. 

Rooney w „Intermezzo” uwodzi czytelnika zagłębiając się w zakamarki męskiej psychiki, to emocjonalny rollercoaster. Swoich bohaterów tworzy z krwi i kości – mogą wkurzać, rozczarowywać, ale też da się ich polubić. Mimowolnie kibicujemy im, aby potrafili odnaleźć się w obliczu straty i żałoby, i czytamy, żeby przekonać się, czy będą w stanie naprawić swoją relację.

5/ Krąg kobiet Pani Tan/ Lisa See

Lisa See trafiła na swoją bohaterkę przypadkowo – znudzona, zamknięta w domu podczas pandemii, sięgnęła po jedną z książek, które od dawna kurzyły się ustawione na jednej z półek regału. Tak dowiedziała się o pani Tan, która była chińską lekarką żyjącą w czasach panowania dynastii Ming. Niewiele o niej wiadomo, właściwie tylko tyle, ile sama napisała o sobie i swojej rodzinie we wstępie do książki, którą poświęciła medycynie, a uprawiała ją praktycznie przez całe swoje życie. See zafascynowała się lekarką – w czasach w których żyła Tan Yunxian, kobiety z zamożnych rodów nie mogły pracować, ich życie ograniczało się do domowych obowiązków: służenia mężowi, rodzenia i wychowywania dzieci, recytowania poezji, haftowania, i do czterech ścian ich domów. Tymczasem Tan leczyła i robiła to tak dobrze, że zostawiła po sobie książkę – można ją jeszcze znaleźć w sklepach, i to nie tylko po chińsku, ale i po angielsku. See chciała wiedzieć, kim była i jaka była ta niezwykła kobieta. Jakie było jej życie? 

Lisa See poświęciła wiele godzin na to, aby odpowiedzieć na te pytania i odtworzyć realia w jakich żyła Tan. Luki w tej wiedzy wypełniła swoją wyobraźnią, tworząc bohaterkę ciekawą i wyrazistą, która jest ewenementem swoich czasów. 

Tan poznajemy w momencie, kiedy już ma skrępowane stopy, a jej matka dostaje gorączki i umiera. Dziewczynka razem z konkubiną ojca i przyrodnim bratem ruszają w podróż do dziadków w Wuxi. Babcia Ru, która sama leczy, dostrzega potencjał Tan i zaczyna ją szkolić. Kobieta może leczyć jedynie kobiety, i ma w tym przewagę nad lekarzem mężczyzną – może dotknąć chorej i zbadać jej puls, wie też z jakimi problemami borykają się pacjentki. Szkolenie Tan trwa do momentu zamążpójścia, później młoda lekarka musi praktykować po cichu, tak by nie wzbudzić gniewu teściowej. 

Lisa See opisuje kolejne etapy życia Tan Yunxian – młodość, to jak zostaje matką, i dojrzałość. Stawia przed nią wyzwania i przygody, Tan staje przed samym cesarzem. My zaś poznajemy jak wyglądało życie kobiet na przełomie wieków, bo Tan urodziła się w 1461, a zmarła w 1556 roku. 

Przyznam od razu, że pierwsze co zrobiłam, to wpisałam w wyszukiwarkę: krępowanie stóp u kobiet w Chinach. Obrazy, które mi się pokazały są tylko dla osób o mocnych nerwach. Z zaskoczeniem przeczytam również, że mimo iż praktyka ta została zakazana, to dopiero całkiem niedawno zamknięto ostatnią wytwórnię butów dla kobiet ze skrępowanymi stopami. 

„Krąg kobiet Pani Tan” to książka o odwadze, o kobiecej przyjaźni i solidarności, o medycynie. Losy kobiet tamtych czasów są poruszające, wstrząsające, trudno pozostać obojętnym czytając o tym, jak żyły.

6/ Tylko jedno spojrzenie/ Harlan Coben

Są takie momenty w życiu, kiedy człowiek potrzebuje lekkiej i przyjemnej rozrywki. Nie planowałam czytać Harlana Cobena, ale akurat na Netflix wjechał serial „Tylko jedno spojrzenie”, z Marią Dębską, którą bardzo lubię. Pomyślałam – a co tam, przeczytam, będę wiedziała co i jak. Przeczytałam. I nawet mi się podobało. 

„Życie Grace Lawson zaczęło się rozpadać, kiedy poszła odebrać zdjęcia” – to zdanie stanowi wstęp do całej historii… zupełnie serio. A historia jest pełna dramatyzmu i niezwykłych zwrotów akcji, dzięki czemu biedny czytelnik wciąga się w czytanie, chcemy wiedzieć co się stało, kto zabił, kto jeszcze zginie.  

Grace odbiera fotografie z zakładu fotograficznego, ale jedna z nich nie należy do niej. Oglądając tę starą fotkę ma wrażenie, że wśród kilku młodych osób uchwyconych w ruchu, jest jej mąż – Jack. Jack tej samej nocy, której Grace zaczepia go o zdjęcie, wychodzi z domu i znika, bez śladu. Grace za wszelką cenę chce go odnaleźć, ale chce się też dowiedzieć prawdy. Nie wie, co stało się z Jackiem, a im dłużej prowadzi swoje śledztwo tym staje się pewniejsza, że mąż coś przed nią ukrywał. Grace nie jest jedyną osobą, która próbuje rozwikłać zagadkę… Czy jej się to uda? 

Muszę przyznać, że spodobało mi się to, że Grace – matka dwójki dzieci, wykazuje się odwagą i na własną rękę zaczyna szukać męża. Są tu jeszcze inne, równie ciekawe bohaterki, które przyczyniają się do rozwoju całej akcji. Niezwykle realistyczny i nieco zaskakujący jest też czarny charakter, facet wynajęty do tak zwanej mokrej roboty – nie chciałabym się z nim spotkać. 

Serial to ta sama historia, ale przeniesiona w polskie realia. Zamiast Grace mamy Gretę, która również szuka swojego męża.  Jeszcze nie oglądałam netflixowej ekranizacji, ale dam jej szansę, bo zwyczajnie jestem ciekawa. Zostawiam Wam tu trailer. 


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.