Wystawa „Oczy moje zwodzą pszczoły” w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, to pierwsza od wielu lat tak duża ekspozycja fotografii. Kuratorzy skupili się na wizualności i narracyjności medium jakim jest fotografia, a do zaprezentowania swoich prac zaprosili cały przekrój artystów – od tych znanych, po tych którzy całkiem niedawno pojawili się na salonach sztuki. Wśród nich znajdziecie: Anetę Grzeszykowską, Rafała Milacha, Joannę Piotrowską czy Karola Radziszewskiego.
Kamila Bodnar i Łukasz Rusznica zdecydowali się na szeroki przegląd fotografii, ponieważ uważają, że świat sztuki na moment zapomniał o tej formie ekspresji. Ostatnia tak duża wystawa poświęcona fotografii odbyła się w Zamku Ujazdowskim w 2008 roku. Jej kuratorem był Adam Mazur, który przygotowaną ekspozycją chciał podkreślić nową, silną pozycję fotografii. Wystawę zatytułował: „Efekt czerwonych oczu”. Bodnar i Rusznica po latach nawiązują do tej wystawy, promując „Oczy moje zwodzą pszczoły” zdjęciem Karoliny Zajączkowskiej, na którym srebrna modelka ma efekt czerwonych oczu.
„Nie jesteśmy neutralni w swoich wyborach, jesteśmy tak samo bezbronni i podatni na działania obrazu, jak każda inna osoba – deklarują kuratorzy pokazu. – Naszą rolą było poddanie się przyjemności patrzenia i do tego samego zapraszamy publiczność.”

Wystawę otwiera praca Moniki Orpik – w szklanej gablocie widzimy skorupki jajek, obok nich, na ścianie, wisi zdjęcie tych skorupek wykonane przez artystkę. Orpik opowiada o doświadczeniu straty, o delikatności i kruchości życia, o przemianach jakie w nas zachodzą. Kuratorzy zaś zestawiając zdjęcie z rzeczywistym obiektem podkreślają różnicę w percepcji – „oko rejestruje rzeczywistość inaczej niż aparat, fotografia nie jest wierną dokumentacją obiektów, wydarzeń, ludzi.”, mówią Kamila Bodnar i Łukasz Rusznica. W ich opowieści fotografia może mieć wiele wymiarów – tak jak zdjęcia Michała Łuczaka, który fotografował dzikie zwierzęta Warszawy. Patrząc na jego fotografię drzewa zajmującego swoją koroną cały kard – patrzymy na dzieło sztuki, szaroczarny obraz meandrujących gałęzi, dopiero kiedy czytamy tytuł i opowieść artysty o tym, jak i kiedy powstało zdjęcie, zauważamy szczegóły, które tak łatwo nam umknęły – w cieniu drzewa kryje się zwierzę.
Kuratorzy dzielą wystawę na różne wątki, opisując ją hasłami umieszczonymi na białych ścianach galerii. Sam tytuł uwalnia zaś prezentowane prace od dokumentalnej funkcji, pozwalając widzom na snucie swoich własnych interpretacji. Kamila Bodnar i Łukasz Rusznica poprosili również artystów o to, aby opowiedzieli o swoich fotografiach.
„Do serii Negative Blood, abstrakcyjnych fotografii analogowych, użyłam własnej krwi, traktując ją jako światłoczułą emulsję. Wlałam jej krople tam, gdzie zwykle umieszcza się celuloidowy negatyw – między szkła powiększalnika. Niezakrzepła krew utworzyła tymczasowy ruchomy „negatyw”, przez który naświetlałam papier, rejestrując przemieszczające się kształty. Odbitka fotograficzna stała się tym samym „zdjęciem” negatywu mającego charakter procesu.” – napisała o swoich pracach Aneta Grzeszykowska. Przy jej delikatnych, efemerycznych fotografiach ludzie zatrzymują się na dłuższą chwilę – zwykle w pierwszym momencie nie zdając sobie sprawy z tego na co dokładnie patrzą.

Antonina Gugała opowiada o doświadczeniach macierzyństwa, Agata Kalinowska podejmuje próbę odzyskania narracji o kobiecości z perspektywy osoby niebinarnej, Bartek Wieczorek opowiada o nieobecności ojca i o swoim doświadczeniu ojcostwa, kolorowe prace Agnieszki Sejud to opowieść o jej ciele – „robię to by bawić się kształtem, kolorem i światłem” – mówi artystka.
„Home office powstało w pandemii na zamówienie do kolekcji kancelarii prawnej White & Case.” – pisze Ada Zielińska. „Siedziba firmy, mieszcząca się w warszawskim biurowcu przy al. Jana Pawła II, stała wtedy kompletnie pusta – wszyscy pracowali z domu. Po wizycie w opuszczonym biurowcu wróciłam z pomysłem „odwróconego” home office. Wprowadziłam się na tydzień do sali konferencyjnej na 38. piętrze, z niesamowitym widokiem na Warszawę. Przywiozłam ze sobą materac, walizkę z ubraniami, książki, komputer. Chodziłam po całym piętrze w piżamie…”

W centrum wystawy stoi człowiek, jego doświadczenie, emocje, ciało. Cechami wspólnymi prezentowanych prac jest ich wielowymiarowość i artystyczny potencjał.
Ostatnia sala wystawowa została przekształcona w strefę relaksu, gdzie można wygodnie się rozsiąść i sięgnąć po przygotowane przez kuratorów albumy fotograficzne, które są uzupełnieniem narracji wystawy.
Muszę przyznać, że jest to jedna z ciekawszych wystaw jakie możecie zobaczyć. Jeśli jeszcze nie widzieliście „Oczy moje zwodzą pszczoły”, zachęcam do wizyty w U-jazdowskim.
Wystawa jest czynna do 31. 08.2025/





