Kulturalny kwietniowy weekend

Co nowego w kulturze? Co warto przeczytać? Jaki serial obejrzeć wieczorem? Na co wybrać się do kina? Tej wiosny trudno się nudzić, propozycji i nowości nie brakuje. Ja wybrałam dla Was najnowszą powieść Paula Murray’a – „Żądło”. To książka, która wstrząsa czytelnikiem i pozostaje w głowie na długo. Paul Murray nie tylko umie opowiadać, ale też pięknie pisze – warto sięgnąć po jego książki. Do kina zapraszam na „Mickey 17” z Robertem Pattisonem w roli głównej, który po raz pierwszy zachwycił mnie na dużym ekranie – nie kupiłam go w roli wampira Edwarda, ani jako Batmana niestety. Podobną niespodzianką okazała się rola Pawła Czeczota w nowym serialu zrealizowanym przez HBO Max. „Porządny człowiek” to historia, która rozkręca się z odcinka na odcinek. Jako fanka „Yellowstone” musiałam obejrzeć „1923”, którego drugi sezon już jest na SkyShowtime. W rolach głównych duet Harrison Ford i Helen Mirren. Dla fanów sztuki – polecam niepokorną Andreę Fraser w Zachęcie. 

1/ Żądło/ Paul Murray

Dickie Barnes prowadzi salon Volkswagena, który właśnie chyli się ku upadkowi – wszystko przez kryzys finansowy. Dickie nie umie się odnaleźć w nowej sytuacji, materialna bieda dosłownie go przygniata. Ratunku szuka w ucieczce z domu – woli czas spędzać w lesie, budując schron który ma go uratować na wypadek apokalipsy. Jego żona w tym czasie prowadzi grę pozorów z sąsiadami, udając że problemy materialne wcale nie dotyczą ich rodziny, w wolnych chwilach jej odskocznią jest rozmyślanie o dawnych miłostkach – w końcu była jedną z najpiękniejszych dziewczyn w okolicy. Dzieci Barnes’ów zaś pozostawione są same sobie – Cass, która jest jedną z najzdolniejszych uczennic, postanowiła zapić swoje problemy, jej młodszy brat PJ to jedyna osoba, która chciałaby naprawić relacje rodzinne, choć czasem i jemu marzy się ucieczka. 

Za „Żądło” Paul Murray został wyróżniony nagrodą Eason Novel of The Year oraz Nero Gold Prize. Książka znalazła się również w finale Nagrody Bookera.

„Do tej książki wrzuciłem cały swój smutek” – mówi autor, dla którego głównym tematem stały się dysfunkcje rodzinne. Pierwszy manuskrypt napisał odręcznie na białych kartkach papieru, a pierwotna historia, którą miał w głowie zmieniła się w inną, kiedy na czwartej stronie wśród postaci pojawiła się Cass. Pierwszym czytelnikiem była żona, która po lekturze zapytała wprost: „co Ty napisałeś?”

Paul Murray postawił w tej książce na realizm – „zwykłe historie zwykłych ludzi, jeśli ich dokładnie posłuchać mogą się okazać niezłą opowieścią”, mówi. Jego bohaterowie muszą sobie radzić z traumą życia, a czytelnik dostaje emocjonalny rollercoaster, który trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać się od czytania. 

2/ Mickey 17/ reż. Bong Joon-ho

„Parasite” oglądałam wciśnięta w kinowy fotel, możecie nie kojarzyć nazwiska reżysera – jest nim Bong Joon-ho, ale jest duża szansa, że nie tylko oglądaliście „Parasite”, ale też że wam się podobał. 

Bong Joon-ho wraca, po sześciu latach od premiery „Parasite”, na ekrany kin odyseją kosmiczną, która jest równie dosadną satyrą na ludzi i na to, co wyprawiamy w życiu. Czarny humor niesie film „Mickey 17”, w którym główną rolę gra Robert Pattison.  Obok niego zobaczycie Marka Ruffalo, Toni Collette, czy Naomi Ackie. 

Mickey jest nieudacznikiem, który spalił biznes i wisi kasę niebezpiecznemu wariatowi. Nic dziwnego, że szuka sposobu jak uciec z Ziemi, która również nie jest już najlepszym miejscem do życia – wszystko się tu wali. Tak trafia do misji kosmicznej, wypełnia formularz i staje się „wymienialnym”. Wyprawę na nieznaną planetę w celu jej kolonizacji organizuje niejaki Marshall, niespełniony polityk niespełna rozumu. Mickey ginie raz po raz dla dobra ludzkości, i za każdym razem, no cóż, drukują go na nowo. Większość współpasażerów chce wiedzieć, jak to jest umrzeć… ale Mickey nie przepada za umieraniem. 

Na Nilfheim dochodzi do pomyłki, kiedy Mickey 17 trafia w macki obcych, załoga statku drukuje Mickey 18. Ich spotkanie mocno komplikuje sprawę przetrwania – duplikacja jest zakazana. 

„Mickey 17” nie porwał mnie tak jak „Parasite”, ale muszę zaznaczyć, że to ciągle bardzo dobre kino. Bong John-ho nie boi się trudnych tematów – będziemy kolonizować kosmos, ale raczej nie będziemy w kosmosie lepszymi ludźmi niż na Ziemi… i kto będzie stał na czele tej misji? Kosmitów potraktujemy z szacunkiem, czy zrobimy z nich sos? Ile warte jest życie? To pytania, które obijają się w głowie podczas oglądania. Ten film to śmiech przez łzy. 

3/ „Porządny człowiek”/ HBO Max

Nic nie wskazuje na to, że idealne życie Pawła za moment wywróci się do góry nogami. Paweł jest wziętym kardiochirurgiem, który właśnie ma awansować, dobrym ojcem i przykładnym, szczęśliwym mężem. Jedno wydarzenie sprawia, że rusza cała lawina nieszczęśliwych przypadków i złych decyzji, a Paweł zaczyna się zastanawiać, czy nadal jest porządnym człowiekiem?

Po udanym serialu „Przesmyk”, HBO/ Max prezentuje kolejną polską produkcję, która wciąga oglądających w wir wydarzeń i przykuwa do ekranów. „Porządny człowiek” to opowieść o tym, że nasze życie może rozpaść się na kawałki w ciągu dosłownie kilku dni, że bardzo łatwo można stracić kontrolę i cierpliwość, że nie do końca sami siebie znamy. 

W roli głównej zobaczycie tu Pawła Czeczota, który jest również współautorem scenariusza – pomagał mu Marek Modzelewski, znany z „Klary”, czy komedii „Teściowie”. Aktorowi partnerują Magdalena Czerwińska i Agnieszka Żulewska – obie w roli silnych kobiet, które robią duże wrażenie. 

Do obejrzenia są pierwsze trzy odcinki, z każdym kolejnym historia staje się coraz gęstsza, a emocje zaczynają brać górę – nie tylko bohaterowie w panice zadają sobie pytanie: co stanie się dalej? Czy jest jakieś rozsądne rozwiązanie w tej dramatycznej sytuacji? 

4/ 1923/ SkyShowtime

Na ranczu Duttonów robi się mroźnie – zima jest jednym z najtrudniejszych momentów roku, a ta z 1923 roku była naprawdę surowa. Dla Jacoba i Cary to jednak idealny moment na załapanie oddechu i na przygotowanie się na konflikt, który szybko przybiera na sile. Na ziemię należącą do Duttonów ma chrapkę bogaty inwestor Donald Whitfield, któremu pomaga żądny pieniędzy i luksusów hodowca owiec Banner Creighton – obaj to typki spod ciemnej gwiazdy. Nadzieją na uratowanie rancza jest powrót do Montany Spencera, weterana wojennego, kuzyna Jacoba i Cary. Tylko czy Spencer zdąży na czas?

Pierwszy sezon kończy się tragicznie – Spencer zostaje rozdzielony ze swoją żoną. Drugi sezon opowiada o jego drodze powrotnej na ranczo i jej drodze do Ameryki. Alex nie zdaje sobie sprawy z tego jakie niebezpieczeństwa czekają na ją podczas samotnej podróży. Spencer też nie będzie miał łatwo. 

Taylor Sheridan to twórca, który dba o każdy szczegół – oglądałam przygotowania do kręcenia „1883”, historii z uniwersum Duttonów i byłam pod ogromnym wrażeniem. „1923” to również opowieść nakręcona z rozmachem – od pościgów konnych, przez podróże bohaterów. Kto nie wstrzymywał oddechu podczas polowań Spencera w Afryce? Drugi sezon to mocna dawka adrenaliny. To klasyczny western z elementami kina podróży i romansu w tle – największe emocje budzi oczywiście w serialu związek Spencera z Alex. Sheridan stara się opowiadać bardzo realistycznie, a w jego serialach o Duttonach zawsze pojawiają się członkowie rdzennych plemion zamieszkujących Amerykę – to również najbardziej poruszające wątki w serialu.  

5/  Andrea Fraser. Sztuka musi wisieć/ Zachęta 

Sztuka, psychoanaliza, polityka… wystawa przygotowana przez Zachętę we współpracy z Andreą Fraser jest przeznaczona jedynie dla dorosłych widzów. Fraser w swojej twórczości skupia się na pytaniach takich jak: ile jest warta sztuka?, jak skomercjalizowany jest świat instytucji jakimi są muzea i galerie?, jaka jest rola artysty? Andrea Fraser szuka nierówności wynikających z systemu w którym wszyscy twórcy się obracają, wciągając w ten świat również widzów, i piętnuje je. „W jej pracy widoczna jest rzadka autorefleksja dotycząca jej własnej roli jako artystki, a strategie Fraser — performatywne interwencje, krytyczno-polemiczne przemowy, dialogi i monologi — składają się na szeroki i krytyczny opis istniejącego systemu świata sztuki, inspirując debatę i wymianę społeczną. Zapraszają widza do afektywnej identyfikacji i empatii w sposób wykraczający poza dotychczasowe parametry krytyki instytucjonalnej.” – pisze kuratorka Maria Brewińska. 

Tytuł wystawy pochodzi od tytułu performensu, który Fraser przygotowała zainspirowana spotkaniem z innym artystą – Martinem Kippenbergiem, ten odwiedzając jej pierwszą wystawę skomentował: „sztuka musi wisieć”, ponieważ dzieła artystki ciągle spadały ze ścian, były źle umocowane. Fraser po latach wykorzystała te słowa jako tytuł, a swój performance przygotowała w oparciu o przemowę Kippenberga na temat twórczości Michaela Wurthlego. 

Fraser pisze: „pijackie, improwizowane przemówienie Kippenbergera na kolacji, które wygłosiłam jako Sztuka musi wisieć […] jest pełne rzeczy, które z amerykańskiej perspektywy są mizoginiczne, homofobiczne i ksenofobiczne. Może być tak, że mizoginia, homofobia i ksenofobia były atrybutami pewnej pozycji w niemieckim świecie sztuki i społeczeństwie, którą Kippenberger świadomie przyjął i prezentował. Może też być tak, że w rzeczywistości był on mizoginistyczny, homofobiczny i ksenofobiczny”. 

Performance artystki to zwrócenie uwagi na Kippenberga jednoznaczne z wyróżnieniem go,  zauważenie jego silnej pozycji w świecie sztuki i jednocześnie parodia postaw i przekonań, które artysta prezentował.  

„Sztuka musi wisieć” to przewrotnie również wystawa oparta na zapisach działań performatywnych artystki, uzupełniona o notatki, dokumentację, materiały przygotowane w różnych formach, na przykład broszur. 

*Napisałam, że w kulturze dzieje się teraz dużo, nie ściemniałam. Na mojej liście seriali „do obejrzenia” znajdują się takie tytuły jak „Czarne lustro” – to już 7. sezon, „Tysiąc ciosów” nowy serial twórców genialnych „Peaky Blinders”, nowy sezon „The Last of Us” – premiera już w przyszłym tygodniu! Serial „Dojrzewanie”, który okazał się hitem, nowy serial Setha Rogena „The Studio”, jeśli macie Apple TV to nie przeoczcie drugiego sezonu „Rozdzielenia” – jest lepszy niż pierwszy. 

Do kin warto wybrać się „Apetyt na więcej. La Cocina” z Rooney Marą, „Queer” z Danielem Craigiem, czy „Nosferatu”, który robi spektakularne wrażenie. 

Nie wspomniałam nic o muzyce, ale dodam, że niedawno ukazała się nowa płyta Meli Koteluk, a artystka gra właśnie koncerty, które ją promują. Posłuchajcie „Harmonii”.


Jedna myśl w temacie “Kulturalny kwietniowy weekend

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.