„Moja kariera dopiero się zaczyna” – mówi Pamela Anderson, uśmiechając się do kamery. Nie ma na sobie grama makijażu, jest ubrana w biały t- shirt i rozciągnięty, szary sweter. Jej piękne blond włosy związane są w niepozorny kucyk. Jej ostania rola kosztowała ją sporo pracy, na planie zjawiała się pierwsza, podczas prób dawała z siebie wszystko. „The Last Showgirl” to film o kobiecie, której kariera na scenie dobiega końca, ale Shelly nie chce się poddać. To najbardziej dramatyczna i autentyczna rola Pameli Anderson. Takiej jej jeszcze nie widzieliście.
Dwa lata temu Pamela Anderson odpuściła i postanowiła, że to koniec dla niej. Nie chce już dłużej być częścią show-biznesu, który ją zmęczył, podobnie jak jej byli partnerzy i agenci. Zaszyła się w domu blisko plaży na wyspie Vancouver. Całą swoją uwagę postanowiła skupić na uprawianiu ogródka i swoich trzech psach – dwóch labradorach i goldenie.
Od lat ’90 żyła w blasku fleszy, była gwiazdą, celebrytką i skandalistką – zauważono ją podczas meczu piłkarskiego z piwem w ręce, niedługo później była już twarzą, która to piwo reklamowała. Uśmiechnięta blond piękność trafiła na rozkładówki Playboya, i wszyscy oglądaliśmy ją jak biega w obcisłym kostiumie po plaży, jako ratowniczka w serialu „Słoneczny patrol”. Na ekranie, ale też poza nim Pamela była seksowna do granic, była jak laka z dużym, mocno wyeksponowanym biustem i blond czupryną. Jej najgorętszy związek z Tommym Lee, perkusistą zespołu Mötley Crüe’s, ojcem jej dwóch synów, rozpadł się z hukiem. Ale zanim to nastąpiło, z sejfu pary zniknęła taśma z nagraniem jak się kochają – wykradł ją elektryk, któremu podobno nie zapłacili za usługę. Nikt nie chciał tej taśmy kupić, więc facet opublikował ją w internecie. Wybuchł wtedy ogromny skandal, który mocno wstrząsnął Pamelą. Kiedy niedawno ukazał się serial o jej związku z Lee, a jedną z narracji była ta o sekstaśmie, Pamela zareagowała ostro, krytykując twórców i zupełnie się od niego odcinając.
Wizerunek seksownej, pozbawionej granic kobiety sprawił, że Anderson nie mogła liczyć na dobre role. W karierze nie pomogły jej takie filmy jak „Żyleta”, „Oczytana”, czy „Głupia i głupsza”. Została wrzucona do szufladki: ładna, nic nie warta. Żeby zarobić na życie Pamela zgodziła się na udział w reality show, tańczyła z gwiazdami, ale miała ambicję na więcej. W wolnym czasie walczyła o prawa zwierząt. I zakochiwała się raz po raz, łamiąc sobie serce. Po ostatnim małżeństwie ze swoim ochroniarzem Danem Haytrust’em, które skończyło się rozwodem, postanowiła wrócić do domu.
„Wróciłam, bo kocham to miejsce, dom, ogród. Robię dżemy. Napisałam wegańską książkę kucharską, zrobiłam program o gotowaniu i byłam z tego wszystkiego szalenie dumna. Spędziłam ten czas ze sobą, powoli pozbywając się tej kobiety, którą stworzyłam na potrzeby show-biznesu. Nie wierzyłam, że ona jest prawdziwa, że jest mną. Zaakceptowałam, że to koniec mojej kariery w takim wydaniu, myślałam że to życie już nie wróci. To było dla mnie jak mała śmierć, ale okazało się, że to był wspaniały początek” – mówi w wywiadzie dla The Guardian.
Przełom przyszedł na początku 2022 roku, kiedy Pamela dostała rolę Roxie Hart na Broadway’u. Ku zdziwieniu wszystkich na próby przychodziła pierwsza, a wychodziła ostatnia, próbowała, ćwiczyła, nie poddawała się. Dla całej ekipy była ciepła i miła. Na scenie dała z siebie wszystko, krytycy zamarli – kobieta, która przez lata była postrzegana jako ozdoba na ekranie, potrafiła grać – była znakomitą, pracowitą aktorką. „Pokochałam to, co noc wychodziłam na scenę, żeby zatańczyć tę klasyczną choreografię. Dopiero tam zdałam sobie sprawę, że nie wiesz czy coś umiesz czy nie, dopóki tego nie sprawdzisz. Nie jestem tancerką, przyjmując tę rolę nie wiedziałam czy umiem dobrze śpiewać, w ogóle nie byłam pewna czy sobie poradzę” – przyznaje z rozbrajającą szczerością.
W 2023 roku Pamela wydała swoją autobiografię – „Love, Pamela”. Z okładki wbija wzrok w czytelnika, widać jej znaki rozpoznawcze – blond loki upięte wysoko, podkreślone na czarno oczy, cieniutkie brwi i duże, wydatne usta. Na tym zdjęciu jest piękna, ale nie uwodzi. Premiera książki zbiegła się z premierą dokumentu o niej na Netflixie – miał być on odpowiedzią na serial Pam i Tommy, który Seth Rogen i Evan Goldberg postanowili stworzyć, opierając scenariusz na artykule z magazynu „Rolling Stone” – to ten, który opowiada o słynnej taśmie. „Wbili mi nóż w plecy i rozdrapali stare rany” – mówiła skruszona Pamela. W odpowiedzi odsłoniła siebie, o swoim życiu opowiadała bez ściemy – „to prawda, że pakowałam się w szalone sytuacje, żyłam na krawędzi, ale przetrwałam to.”
Gia Coppola (tak! ta z rodziny Coppolów) obejrzała dokument na Netflixie i zakochała się w tej kruchej i delikatnej wersji Pameli. Postanowiła, że obsadzi aktorkę w swoim najnowszym filmie.
Pamela siedziała w tym czasie w swoim domu robiąc kolejne weki i zastanawiając się, czy może to być jej nowy biznes, nawet wymyśliła nazwę. I to wtedy jej syn Brandon wręczył jej do ręki scenariusz „The Last Showgirl”. Z Brandonem wcześniej spotkała się Coppola i poprosiła go o tę przysługę, a on z radością się zgodził. Wcześniej reżyserka kontaktowała się bezpośrednio z agentem Pameli, ten jednak odrzucił jej scenariusz bez żadnych konsultacji ze swoją gwiazdą.
„To było coś niesamowitego” – wspomina Pamela, „rola, która mogła się okazać moją szansą, mogła mi przejść koło nosa”. Rozczarowana rozstała się z agentem i przyjęła propozycję Coppoli. Myślała wtedy, że to może być jej jedyna szansa, żeby znów zagrać w filmie. I postanowiła, że i tym razem da z siebie wszystko.

Dała, na ekranie widać nie tylko diwę rewij, ale kobietę z krwi i kości, prawdziwą, emocjonalną, wzruszającą. Ten występ od razu wywindował Pamelę i dał jej szansę na nagrody – dostała nominacje do Złotych Globów, nagrody Gotham i SAG Awards. „Zawsze powtarzam, że ta praca jest moją nagrodą, robię to co kocham, i chcę to robić, bo tylko tak się rozwijam.” – mówiła aktorka, kiedy dziennikarze zaczepiali ją na kolejnych galach filmowych.
Dla Pameli ostatnie lata to czas ciągłych zmian – zaskoczyła wszystkich pokazując się bez makijażu, później udzielała wywiadów ubrana w zwykłe ubrania…Te zmiany są wynikiem tego, że Pamela czuje się coraz bardziej pewna siebie. Jej poczucie własnej wartości rośnie z dnia na dzień, a ona coraz chętniej mówi o tym, że drzemie w niej potencjał, że odnalazła swoją ścieżkę w aktorstwie, że czuje się doceniona. Dziennikarze już nie zadają jej pytań o to czy jej biust jest silikonowy, ale pytają o filmy, o to jak było na planie, o jej działalność charytatywną. To duża zmiana.
Produkcja „The Last Showgirl” była wyzwaniem. Gia Coppola nakręciła film w ciągu osiemnastu dni, na taśmie 16 mm. To historia Shelly – tancerki, która od trzydziestu lat tańczy w rewij, show Razzle Dazzle było zainspirowane paryskimi kabaretami. Tu tancerki ubrane w pióra i cekiny tańczyły na scenie, uwodząc publiczność. Czasy się jednak zmieniły, a publiczność przestała przychodzić. Show wyszedł z mody, znudził się, opatrzył. Organizatorzy postanowili się z niego wycofać. Pamela Anderson gra Shelly, której twarz jest ciągle widoczna na blaknących powoli reklamach. Shelly ciągle wierzy w glamour i błysk, i nie wyobraża sobie życia bez sceny, bez występów, bez Razzle Dazzle.
„Kiedy pierwszy raz czytałam scenariusz to dosłownie słyszałam głos w mojej głowie. Widziałam Shelly, jej wnętrze, jej troski, tak jakby cały czas była częścią mnie i wiedziałam jak chcę ją zagrać. To był też pierwszy raz, kiedy czytając pomyślałam: łał!, nigdy nie przeżyłam takiego zachwytu rolą, bo do tej pory nie dostawałam tak dobrych scenariuszy” – mówiła aktorka. Według niej Shelly nie jest ideałem, ale jest bardzo ludzka. Anderson poczuła, że łączy ją z jej bohaterką również doświadczenie macierzyństwa – Shelly wychowuje córkę, a Pamela ma synów. „Wychowywanie dziecka w blasku fleszy nigdy nie jest łatwe i nie ma jednej dobrej metody, żeby to zrobić. Relacja Shelly z Hannah nie jest doskonała.”
Gia Coppola nie tylko opowiada o Shelly, ale o wszystkich kobietach, które przez lata były piękne, a teraz się starzeją – jak przemysł oparty na rozrywce do nich podchodzi? Czy jest dla nich miejsce na scenie? Na jednym z castingów Shelly nie wytrzymuje i krzyczy: „Jestem piękna!” Obok Pameli Anderson w filmie można zobaczyć Jamie Lee Curtis, która gra Annette. To mądra babka, która kiedyś występowała na scenie, a kiedy z niej zrezygnowała została hostessą w kasynie. W jednej ze scen Annette tańczy na podwyższeniu, bardzo seksownie, obok stoją maszyny do grania, ale nikt z grających nie zwraca na nią uwagi – zostaje niezauważona, samotna w swoim tańcu. W roli Hannah – córki Shelly, zobaczycie Billie Lourd, córkę Carrie Fisher i wnuczkę Debbie Reynolds. To dziewczyna, która doskonale wie jak to jest dorastać w aktorskiej rodzinie.
„Billie powiedziała, że kręcenie tego filmu było dla niej jak terapia” – wspomina Anderson. „Wiesz, można o swoich problemach porozmawiać z przyjaciółmi, można porozmawiać z psychologiem, ale kręcenie filmu leczy te miejsca o których nawet nie wiedzieliśmy, że bolą. Zmykamy pewne rzeczy bardzo głęboko w sobie, nie mamy później do nich dostępu, ale jeśli masz szczęście pojawia się taka rola jak Shelly…ona też wiele we mnie zmieniała, pomogła mi się odnaleźć na nowo.”
Shelly walczy o swoje, nie rezygnuje z marzeń, chce się rozwijać. To również chce przekazać swojej córce – „to dla niej bardzo ważne, żeby Hannah potrafiła zawalczyć o swoje marzenia, żeby wiedziała, że nie musi się wpisać w schemat, który przygotowało dla niej społeczeństwo. Dla kobiet to zawsze jest walka. Z jakiś powodów zawsze musimy się tłumaczyć ze swoich wyborów. Ja do tej pory tłumaczę się ze swojego życia…” – wyznaje Anderson.
Anderson gra bardzo realistycznie. Nadal jest piękna i mimo wieku potrafi zachwycić. Ubrana w błyszczący trykot wygląda jak diwa. Strój w którym występowała to dosłownie kawałek historii – „te ozdobne tiary z piórami sporo ważyły, trzeba było bardzo uważać, żeby przypadkiem nie stracić równowagi podczas występu” – mówi. Gorsety i akcesoria zostały wypożyczone z muzeum, na niektórych strojach były przyszyte adnotacje z imieniem i nazwiskiem tancerek, które w nich występowały. „Z niektórych musieliśmy wytrzepać kurz, bo było go pełno między piórami. Ale jak uświadomiłam sobie, ile kobiet tańczyło w nich przede mną to pomyślałam, że to jest magiczne doświadczenie. Poczułam się wyróżniona.”
Próby trwały krótko, czas na scenie i w przebieralni był ograniczony – Gia kręciła w miejscu, gdzie nadal odbywają się pokazy. Ale dla aktorów i aktorek nie było to przeszkodą, na ekranie widać ich pełne zaangażowanie. Najbardziej poruszające sceny? Te w których emocje biorą górę, występ który rozpoczyna się ze łzami w oczach, przesłuchanie na którym Shelly nie wytrzymuje…
To rola, która Anderson powinna zagwarantować nominację do Oscara. Nie dostała jej. Nagrodą były inne nominacje, dla niej to osobiście ogromne wyróżnienie, które docenia. I to jak media pochlebnie wypowiadały się na temat jej aktorstwa…to nic, że szum szybko przycichł.
Czy Pamela wróci teraz do swojego życia w domowym zaciszu? Z pewnością tak, ale już ma zaplanowane kolejne projekty. Nagra remake „Nagiej broni”, na ekranie zobaczymy ją obok Liama Neesona. „Gram femme fatale” – mówi. W filmie Rosebush Pruning zagra obok plejady młodych gwiazd, wśród obsady znajdziecie Calluma Turnera, Riley Keough, Jamie Bell, Lukasa Gage’a, Elenę Anayę, czy Tracy Letts. „To opowieść o dysfunkcyjnej rodzinie, która sobie nie radzi. Zagram tam matkę, kobietę starszą ode mnie, która w pewnym momencie popełnia błąd i dość szybko musi ponieść jego konsekwencje.”
Jej marzenie? Zagrać na deskach teatru, zobaczyć publiczność na żywo, tak jak wtedy kiedy grała w „Chicago”.
„Mam duży szacunek do aktorstwa, jestem ciągle ciekawa co jeszcze we mnie siedzi, co jeszcze mogłabym zagrać. To takie nieustanne iskrzenie pod skórą.”
„The Last Showgirl” możecie zobaczyć w kinach!