Doechii – ugryzienie aligatora nigdy się nie goi

Ma dwadzieścia sześć lat, w 2024 roku wydała swoją najlepszą płytę – Alligator Bites Never Heal, która została nagrodzona Grammy. Doechii zasłużyła na tę nagrodę – jej rap jest szczery, przebojowy i trafia do ludzi, nie tylko do młodego pokolenia, bo artystka szybko zyskała aprobatę kolegów z branży. To ogromne wyróżnienie. Na scenie występowała z Lauryn Hill, Doją Cat, a kwiaty wysłała jej Beyoncé, do jej fanów należy Kendric Lamar, czy Tyler, The Creator. Dziennikarze piszą: bow down to Doechii, jej czas właśnie się zaczyna.

Sukces Grammy 

„Jestem młodą kobietą, widzisz jak jestem ubrana – ładnie, jestem porządna. I jestem głodna, głodna sukcesu, chcę być najlepsza. Jeśli mam 24 godziny, to przepracuję je w całości, żeby dać najlepszy występ na jaki mnie stać. Chcę być najlepsza…” – tak Doechii zaczyna wywiad z Zanem Lowem. Siada przed mikrofonem, kamera startuje i słychać właśnie ją, pełną energii, dumną, pewną siebie. Ale nie zawsze taka jest. Jedna z jej najpopularniejszych piosenek „Anxiety”, od momentu premiery w kwietniu teledysk obejrzano ponad 30 milionów razy na YouTube; jest o tym, że wśród emocji, które artystka czuje pojawia również się strach i niepewność. 

Doechii czuła się wystraszona, kiedy dowiedziała się, że dostała trzy nominacje do Grammy. Później to uczucie pojawiło się przed wręczeniem nagród – wyjść na scenę, wystąpić przed swoimi idolami i powiedzieć coś, podziękować, to nie jest aż tak komfortowa sytuacja, jakby można było sądzić. Pojawia się radość, ale i presja – udowodnij, że jesteś dobra i że zasługujesz na tę nagrodę. „Dla mnie każdy występ jest ważny” – mówi artystka. Na rozdanie Grammy nie miała przygotowanej przemowy – nie dlatego, że nie wierzyła w to, że wygra. Już po tym jak opadło imprezowe konfetti, w  rozmowie z dziennikarzem, opatulona w szary dres wyznała, że zwyczajnie usłyszała w swojej głowie głos, który powiedział jej, że będzie dokładnie wiedziała co robić. „Coś we mnie mówiło mi, że jeśli stanę na scenie to znajdę odpowiednie słowa, będę wiedziała co powiedzieć. Zaufałam mu. Dla mnie to było tak, jakby ktoś mi wgrał tę przemowę, moje usta się poruszały, a ja mówiłam.”

To jak mówiła, i co mówiła obiegło szybko cały świat. To był przełomowy moment, młoda kobieta o czarnym kolorze skóry odbiera nagrodę za najlepszy album w kategorii rap. I mówi ze sceny, że wszystko jest możliwe. „Nie pozwólcie, że rządziły wami stereotypy i przekonania innych, żeby kotoś wam mówił, że nie możecie być tu, gdzie jesteście, że macie zbyt ciemną skórę albo że nie jesteście wystarczająco mądre, albo że jesteście histeryczkami albo jesteście zbyt głośne. Jesteście takie jakie macie być i w miejscu w którym możecie być, ja jestem tego najlepszym dowodem” – mówiła. Na gali wspierała ją mama.

Piosenkę „Nosebleeds” napisała na długo przed tym zanim dowiedziała się o nominacji do Grammy. To piosenka, która zdecydowanie fetuje jej zwycięstwo – „nigdy nie dożyjesz dnia w którym Doechii przegrywa”, śpiewa. Udostępniła ją publiczności w dzień rozdania nagród. To hymn tych, którzy czują niedocenieni i ciągle czekają na swoje szczęście. Razem z tą piosenką w internecie znów zaczęło krążyć wideo, dość stare, z 2020 roku, Doechii opowiada o tym jak straciła kolejną pracę i została bez pieniędzy i bez mieszkania. Mówi, że nie zostało jej nic, więc teraz będzie chodziła od studia nagraniowego do studia, bo nie ma już nic do stracenia. Na nagraniu jest załamana i zdesperowana. Jeszcze nie wie, że za chwilę podpisze swój pierwszy kontrakt. 

Kariera w błyskawicznym tempie

Teraz to ona jest szefową, zarządza ludźmi i sama decyduje co, jak i kiedy. To ona odpowiada za całokształt swojej twórczości – za teksty, za muzykę, za stylizacje. Na wywiadach jest szczera do bólu – jest w niej jeszcze trochę dziecięcej przekory, choć wygląda na starszą niż jest. Dużo przeklina, szybko chodzi – czasu ma coraz mniej, często się śmieje. Lubi teatralnie gestykulować. 

Na prasowych językach wylądowała conajmniej dwa razy. Za pierwszym był to występ u Stephena Colberta w The Late Show. Doechii sama wymyśliła choreografię, występowała z dwiema dziewczynami i dosłownie była z nimi połączona za pomocą cieniutkich warkoczyków. Zaśpiewała, albo raczej zarapowała dwie piosenki z płyty Aligator Bites Never Heal. Drugi występ, który zachwycił wszystkich to koncert internetowy z cyklu „Tiny Desk”. Artystka pojawiła się w gronie samych kobiet, czarne artystki z warkoczykami na głowach stały się mocnym manifestem. Razem, w szybszym niż zwykle tempie zaśpiewały między innymi utwór „Nissan Altima”. 

I można powiedzieć, że to internetowe szaleństwo, które teraz trwa jest znane Doechii. Na TikToku jej piosenki są podkładem pod miliony filmików. Tym razem jednak jest zupełnie inaczej. Kiedy Tyler, the Creator pierwszy raz usłyszał jej piosenkę „Catfish” poczuł zazdrość. „Słuchałem jej i pomyślałem, że jest świetna, i żebym ja nagrał coś tak dobrego to trzeba mnie mocno zdopingować, najlepiej mi przyłożyć” – powiedział do dziennikarzy. Wspólnie nagrali „Balloon”, piosenkę która znalazła się na jego najnowszym albumie „Chromakopia”. Dodał, że Doechii nie chciała, żeby piosenka była „taka sobie” i upierała się przy swojej wersji, za co raper jest jej wdzięczny. Kendrick Lamar również został jej fanem – „jest boska”, powiedział dziennikarzom. A to jedne z wielu komplementów, które do niej płyną od gwiazd wielkiego formatu. 

Dla Doechii największym wyróżnieniem był udział w Grammy – dostała nominacje jako najlepsza nowa artystka, za najlepszy występ w kategorii rap i oczywiście za najlepszy album rapowy. Zgarnęła tę ostatnią, jest tym samym trzecią kobietą z tą nagrodą na koncie, przed nią była Lauryn Hill i Cardi B. „To jest bardzo poważna sprawa – wyjaśniła artystka dziennikarce, na próbach przed występem Grammy. „Bardzo mi to przypomina moje występy na pokazach talentów, dla wszystkich to było urocze, dla mnie bardzo na poważnie.” Zaśpiewała dwie piosenki – „Catfish” i „Denial Is a River”, razem z nią na scenie występował cały zespół tancerzy – wszyscy w mundurkach Thoma Browne’a. Owacje były na stojąco. 

Jej kariera rozkręca się zaskakująco szybko – tak szybko, że niektórzy podejrzewają, że Doechii nie jest selfmade artist, i że stoją za nią duże pieniądze. Tuż po rozdaniu nagród magazyn Billboard ogłosił ją Kobietą Roku. Później Doechii wystąpiła na jednej scenie z Lauryn Hill podczas festiwalu w Miami. Była też gwiazdą paryskiego tygodnia mody, chodziła w ubraniach z kolekcji największych domów mody: Valentino Haute Couture, Chloé, czy Schiaparelli. Przy okazji instagramowych relacji, Doechii zdradziła fanom gdzie można ją spotkać w Paryżu. Chętnych żeby ją zobaczyć na żywo było tak wielu, że sparaliżowali ruch uliczny. Zdjęcia artystki pośród tysięcy fanów również obiegły internet.

Dziewczyna z Tampy

W 2020 roku Doechii wydała singiel „Yucky Blucky Fruitcake”, śpiewała o swoim dzieciństwie, o pomadkach Lisy Frank i samomiłości. Tytuł zainspirowała seria książek dla dzieci Junie B. Jones Barbary Park. „Byłam jak Junie, ona zawsze robiła to co chciała. Była bardzo ciekawska, jak coś wymyśliła to działała” – mówi. „Miała swoje za uszami, ale miała też w sobie taki kobiecy bunt, który mi się bardzo bardzo podobał.” Po tym małym sukcesie, wszyscy oczekiwali że Doechii będzie wydawała muzykę w lekkiej formie, rozrywkowe teksty pisane ku zadowoleniu szerszej rzeszy fanów. Ale Doechii ma własny plan i podkreśla, że nie lubi tworzyć muzyki „chwilowej”, pod jakiś algorytm. „Kiedy tworzę muzykę jest to forma terapii, chcę żeby była wewnętrznym doświadczeniem, żeby poruszała ludzi.”

Doechii nie zawsze była Doechii, dziś rodzina nadal woła na nią Jaylah, tak samo jak jej znajomi – „nikt kto mnie zna nie zwraca się do mnie Doechii”, podkreśla gwiazda. Urodziła się jako Jaylah Ji’mya Hickmon na Florydzie. Wychowywała się w Tampie. O tacie mówi, że pisze rap w wolnych chwilach, mama była zawsze bardziej analityczna i skupiona, to ona wychowywała ją i jej siostry. Floryda miała ogromny wpływ na to kim jest Doechii, na jej twórczość, na teksty. To miejsce to „mój chaos, moja wolność, moja sprośność”. Z dzieciństwa pamięta mieszkanie dziadków przy torach kolejowych, swoją całkiem sporą rodzinę i radość jaka im często towarzyszyła. „Pamiętam wieczór, kiedy cała rodzina stała przed domem babci, wszyscy bez butów i robiliśmy sobie wyścigi, kto pierwszy dobiegnie. Ścigały się dzieci, ciotki, dziadkowie. To moja Floryda.” – opowiada w kolejnych wywiadach. 

Najbardziej lubi również wspominać szkołę – tę artystyczną, bo to ona ukształtowała jej charakter. „Wstawałam bardzo rano, ale też długo siedziałam wieczorami, pracowałam ciężko, uczyłam się wszystkiego, śpiewania, czytania i pisania nut. Było też dużo krytyki. Grałam na gitarze, ale to nie trwało długo, bo nie mogłam mieć długich paznokci. Zakradałam się z koleżanką na zajęcia z teatru, nie powinno nas tam być. Pisałam poezję, występowałam w konkursach talentów i przegrywałam, później zajmowałam trzecie, a później drugie miejsce. W końcu byłam na pierwszym. Tak było przez cztery lata, raz byłam na topie, innym razem nie. Miałam przedsmak kariery.” 

W szóstej klasie usłyszała głos w swojej głowie, podobnie jak przed rozdaniem Grammy. W wywiadach mówi wprost, że uważa, że to był głos Boga. Kazał jej zapisać na kartce: „jestem Doechii”. To być może uratowało jej życie. „Nie chcę być superponura, ale to była chwila kiedy myślałam, żeby odebrać sobie życie. Byłam prześladowana tak okropnie, że mało brakowało, a nie dałabym rady” – mówi. To był moment zwrotny, bo poczuła że ma po co żyć. Zdała też sobie sprawę, że odbierając życie sobie nie wygra nic, po prostu jej nie będzie. Opowiadając tę historię, nieco niewiarygodną, Doechii łanie przeklina i kończy myślą, że od tej chwili to ona jest najważniejsza – coś na zasadzie: moje życie, moje szczęście. 

„W tamtym czasie szukałam artysty, artystki takiej jak ja, która myśli jak ja, byłam zdesperowana w tych poszukiwaniach, ale nie było takich osób. Czułam, że chcę opowiedzieć o swoich doświadczeniach i czułam, że sama mogę być taką artystką dla innych, i dla siebie też.”

Oldschoolowy rap

Doechii wraca do rapu z lat ’90,  w którym liczy się tempo mówienia, rytmiczność. Pisząc teksty opowiada głównie o swoich doświadczeniach, pisze je z myślą o kobietach i gejach – „to płyta dla tych, którzy mają pasję do życia i są niezależni, silni, ale potrzebują dodatkowego wsparcia”, mówi. Między wersy wplata popkulturowe odniesienia i zdania, które brzmią jak posty na TikToku generacji Z. Nie boi się trudnych tematów, „chcę być szczera, tylko wtedy dotrę do ludzi”, podkreśla. Śpiewa więc o swojej biseksualności w hicie „Nissan Altima”, w rozmowie z „Cosmopolitan” mówi, że samo jej zaistnienie – czarnej, queerowej kobiety w świecie hip-hopu, zdominowanym przez mężczyzn, jest sukcesem. W „Denial Is a River” prowadzi rozmowę sama ze sobą: „Ludzie się o ciebie martwią…”, i przyznaje się że jest, a raczej była, fanką dobrej zabawy – nie unikała alkoholu, narkotyków, imprez w stylu Hollywood. 

Śpiewanie o swoich problemach, lękach, myślach samobójczych jest pokazem wrażliwości artystki. „Mam takie chwile, kiedy zastanawiam się, a nawet martwię, że byłam zbyt szczera, zbyt otwarta, i myślę, że może lepiej byłoby to skasować. Ta myśl jednak mija, a ja chcę być szczera, nic mnie nie obchodzi co ktoś pomyśli, tylko bycie prawdziwym się opłaca. Nawet w muzyce czułabym się nieswojo, gdybym śpiewała o doświadczeniach innych ludzi. W sumie nie lubię sekretów.”

Pracując nad płytą „Alligator Bites” Doechii zamknęła się w domu, spotkać się z nią mogła jedynie Jayda Love, która jest jej inżynierem dźwięku. Kiedy czuje potrzebę pisania, to jest to tak silne, biologiczne uczucie, że nie da się go zignorować. „To trochę tak jakby chciało ci się siku, musisz to zrobić, nie ma wyjścia” – wyjaśniała dziennikarce. 

Doechii/ Aligator Bites Never Heal

Artystka polubiła też totalną trzeźwość, która pozwoliła jej lepiej pamiętać wszystkie szalone pomysły na które wpadała podczas procesu twórczego. Tworząc stała się dość sentymentalna – „wracałam do tych rzeczy, które kochałam najbardziej, a stary rap jest bardzo czuły i wrażliwy” – podkreśla. Sięgnęła więc po swój pierwszy album jaki kupiła, i był to „The Miseducation” Lauryn Hill. I pomyślała, że chciałaby aby jej płyta wywoływała takie same uczucia jak płyta Hill. 

Zapytana o to, czy czuje się wzorem dla swoich fanów, odpowiedziała, że tak i stara się być w tej kwestii bardzo odpowiedzialna. Ale też nie chce pokazywać im kogoś, kim nie jest i nie zamierza dostosowywać się do narzuconych standardów – to dlatego możecie ją zobaczyć w koszulce ubranej tył na przód, czy z mocno widocznym makijażem. Doechii podkreśla, że kocha w sobie to, że jest nieidealna. Część fanów ciągle pisze pod jej postami i teledyskami: „nie zmieniaj się”, „nie rób sobie plastyki”, a ona odpowiada: „ale ja już używam botoksu, poprawiłam sobie to i tamto, i taka wam się podobam”. 

Jakie ma plany na przyszłość? Podbić rapem największe listy przebojów i dobrze się przy tym bawić. Za dziesięć lat mieć mnóstwo pieniędzy, tyle żeby nie musieć już nigdy pracować. Muzyka? Oczywiście, że nawet wtedy będzie tworzyła muzykę, dla przyjemności. 

Doechii będzie gwiazdą tegorocznej edycji Open’er Festival. Wystąpi 5 lipca na Orange Main Stage.  

Pisząc korzystałam z tekstów: Cosmopolitan, The Cut, Rolling Stone i wywiadu Zane Lowe dla Apple.


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.