Celine Song opowiada o miłości w świecie materialistów

Dla Celine Song, reżyserki „Poprzedniego życia” i „Materialistów”, miłość jest jak uderzenie błyskawicy, wymyka się rozumowi, jest niewytłumaczalna i spontaniczna. Jej doświadczenie jako matchmakerki nauczyło ją jednak, że ludzie często podchodzą do miłości jak do transakcji finansowej, a to ile jesteśmy warci na rynku matrymonialnym można wyliczyć w Excelu. „Jestem materialistką, przecież wiesz…” – mówi główna bohaterka jej najnowszego filmu do swojego byłego chłopaka. „Materialiści” to opowieść o poszukiwaniu prawdziwej miłości w świecie, w którym każdy z nas ma swoje wymagania, których nie chce negocjować. Na ekranie zobaczycie Dakotę Johnson, Pedro Pascala i Chrisa Evansa. Musicie przyznać, że to niesamowicie kusząca obsada. 

Pierwsza rzecz jaka oburza Celine Song obecnie, to wrzucanie wszystkich komedii romantycznych do szufladki oznaczonej „babskie, dziwne filmy”. Jej „Materialiści” to room-com, komedia romantyczna i jednocześnie jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku. To nie tylko zasługa obsady, która przyciągnie do kin widzów, ale też poprzedniego filmu reżyserki. 

„Często słyszę, że miłość jako temat rozmów czy badań jest mało poważna, nieistotna, babska, lekka” – mówi Celine Song. „Ludzie nazywają komedie romantyczne ‚chick flicks’ [babskimi] po to, żeby je zdeprecjonować, co jest niezwykle smutne. Mówiąc w ten sposób babki stawia się w kontrze do „poważnych ludzi”, a ich znowu oddziela się grubą kreską od romansów i miłostek, bo przecież są za poważni na takie rzeczy. Uważam, że każdy traci na takim podejściu” – dodaje. 

Celine Song nie mogła sobie wymarzyć lepszego debiutu niż „Poprzednie życie”, film który oparła na własnych doświadczeniach i który pokochali widzowie oraz krytycy. Dostała za niego liczne nominacje do Złotych Globów i Oscarów. Ale zanim Song nakręciła swój debiut, jak wiele artystów i artystek musiała się z czegoś utrzymać, ot mieszkała w zbyt drogim Nowym Jorku, potrzebowała pieniędzy na jedzenie i czynsz, musiała poszukać pracy. I szybko zdała sobie sprawę, że to nie będzie łatwe zadanie – „wiedziałam, że nie zostanę barmanką, bo nie mam dziesięciu lat doświadczenia w robieniu drinków. Wiedziałam, że nie mam szans na rynku nieruchomości i nikt mnie nie zatrudni jako agentki. To był moment, kiedy byłam już trochę zdesperowana” – opowiada. 

Wtedy trafiła na imprezę, na której poznała osobę pracującą jako matchmaker, ktoś kogo kiedyś nazwalibyśmy swatem albo swatką, ktoś kto łączy w pary ludzi, ale w bardziej profesjonalny sposób, opierając się na ankietach klientów i swojej sieci kontaktów. Przypadkowa rozmowa tak ją wciągnęła i zachęciła do działania, że postanowiła aplikować na stanowisko matchmakerki, złożyła CV, przeszła rozmowę kwalifikacyjną i została zatrudniona. Umawiała ludzi na randki przez kolejnych sześć miesięcy – „to było dla mnie tak fajne, że wyobrażałam sobie, że mogłabym to robić do końca życia, ale przecież miałam do opowiedzenia swoje historie, i tak zrezygnowałam”, mówi. Nie została, żeby zobaczyć czy jej klienci pójdą na drugie randki ze sobą, czy im się uda, ale to doświadczenie zmieniło ją wewnętrznie – nigdy nie była tak blisko ludzi i ich najbardziej intymnych historii. To było dla niej poruszające, intensywne pół roku, tak ważne, że postanowiła opowiedzieć o swoich doświadczeniach znów na dużym ekranie – najlepsze scenariusze podobno pisze życie. 

Celine Song na planie „Materialistów” z Dakotą Johnson i Chrisem Evansem

„Materialiści” nie są oderwaną od życia filmową fantazją, tylko opowieścią o tym jak wygląda amerykański rynek matrymonialny lub przynajmniej jakaś jego część. To komedia romantyczna, która ujmuje swoją szczerością. I tak, Song w rolach głównych obsadziła gwiazdy – Dakota Johnson uwodzi swoim pięknem, Pedro Pascal w stu procentach zasługuje na miano „internet dady”, Evans nawet bez kostiumu superbohatera radzi sobie na ekranie fantastycznie. 

Lucy po Nowym Jorku biega w obcasach, ze swoimi klientami spotyka się na kawie, po randkach dzwoni do nich z pytaniem: jak było? I trzyma kciuki, aby klient był zadowolony. Jeśli randka się udała i będzie druga, to już sukces, jeśli uda się parę doprowadzić przed ołtarz, to prawdziwe święto. Dziewczynom opowiada o szukaniu kumpla na całe życie, takiego faceta, który poda im herbatę, od chłopaków zbiera wywiad: wiek, waga, wzrost. Na jednym z wesel Lucy poznaje Harrego, starszego od siebie mężczyznę, którego nazwie jednorożcem. Harry spełnia wszystkie wymagania kobiet – jest ideałem, 10 punktów na 10. I chce spotykać się z Lucy, na poważnie. Z imprezy na której się poznają do domu odwozi ją jednak John, jej były chłopak, który pracuje jako kelner, ale ma nadzieję na karierę na nowojorskim Broadwayu. Jest piękny, uroczy i spłukany. Lucy go kochała, ale nie znosiła za to, że był biedny – „jestem materialistką, jak możesz kochać kogoś takiego jak ja?”- zapyta Johna.

W „Materialistach” mamy cały kalejdoskop ludzi, którzy deklarują, że szukają miłości i partnera na życie. W przypadku klientów Lucy najczęściej zgadza się tylko to, że szukają partnera, i to idealnego. Każdy z nich opowiada jaki jest ten wymarzony, poszukiwany obiekt westchnień – na tej podstawie powstają profile i to według nich matchmakerzy dobierają ludzi. Tyle tylko, że krzyżyk przy wzroście, wieku, czy zarobkach nie mówi nic o tym jaki jest człowiek, jakie jest jego życie, co czuje. I już na pierwszej randce można się zderzyć z rzeczywistością – i to się dzieje, cały czas, świat randek nie jest łatwy i przyjemny, chyba że ktoś ma farta. 

„Jest miły i fajny, ale z tym wzrostem to kłamstwo, nie traćmy mojego czasu.” „Była bardzo miła, ale szukam młodszej, mówię serio, najlepiej dogaduję się dwudziestolatkami” – marudzą klienci. 

Celine Song stawia na szczerość, pokazuje z jaką łatwością wpadamy w materialistyczny pęd, który jest napędzany przez życie. Mieć to być, wbijają nam to do głów media społecznościowe, gazety, reklamy, filmy. W tym świecie miłość rządzi się prawami jak z nowojorskiej Wall Street. A mimo to, Song znajduje sposób by opowiedzieć również o miłości i związkach budowanych na szacunku, zaufaniu, otwartości. „To są dylematy, które dotyczą wszystkich ludzi, i to był też mój dylemat, kiedy zaczęłam kręcić swój film. Materializm i spełnianie swoich fantazji kontra prawdziwa miłość – co wybrać? Też jestem człowiekiem, też się nad tym zastanawiałam. Nowy Jork jest cudownym miejscem, bo spotkacie tu i romantyków – tak naprawdę każdy z nas o czymś marzy i chce te marzenia spełniać, i cyników. Żeby przetrwać w Nowym Jorku trzeba być trochę cynikiem, musisz być praktyczny i bystry finansowo” – mówi reżyserka.   

Kiedy umawiała ludzi na randki, tworzyła profile, pytała klientów o to jak sobie wyobrażają swoją drugą połówkę. „Zawsze wtedy dostawałam twarde dane matematyczne, tak na dobry początek: wzrost, waga, zarobki, wiek… I dobrze rozumiem dlaczego ludzie zaczynają od takich prozaicznych rzeczy, ale wiem też – jako osoba, która była zakochana, że w miłości zupełnie nie o te rzeczy chodzi. Tworząc „Materialistów” szukałam balansu między praktycznym podejściem do życia, a fantazjowaniem o prawdziwej miłości” – mówiła Song w wywiadzie dla Elle US. Jej bohaterzy są wielowymiarowi, też chcą żyć swoje najszczęśliwsze życie z osobą, która będzie ich uzupełniała – nie zawsze kierują się sercem, czasem rozumem i matematyką. Lucy świetnie liczy, nawet swój wiek, wszystko wpisuje w tabelki Excela. Warto zainwestować we wzrost i dać sobie połamać nogi, bo im wyższy facet tym większa jest jego wartość rynkowa – to jej sposób myślenia. Z rozbrajającą szczerością pyta: „Harry jak będzie to wyglądało za dziesięć lat, bo moja uroda przeminie? Ile kosztował ten apartament?” Celine Song starała się nie oceniać swoich bohaterów, ale zrozumieć skąd u nich takie, a nie inne postawy. „To nie jest tak, że nie ma w filmie oceniania, jest, bo każdy z nas ocenia innych w jakiś sposób. Dla mnie ważne było przez co przechodzi bohater i dlaczego jest w takim miejscu swojego życia” – tłumaczy reżyserka.  

Dakota Johnson o Lucy mówi, że jest skupiona i opanowana, że bardzo dobrze wie czego chce, a czego nie chce. Przy podejmowaniu ważnych decyzji kieruje się rozumem, ale serce też ma na swoim miejscu. „Bardzo mi się spodobało, że nasi bohaterowie są postaciami złożonymi. Zabawne jest, że każdy z nich jest zagubiony uczuciowo, każdy z nich zastanawia się, ‚co do cholery zrobić ze swoim sercem?’ Jaka jest właściwa decyzja? Dla mnie to bardzo prawdziwe podejście, coś z czym mogę się identyfikować. Ja też tak się kiedyś czułam, też zadawałam sobie takie pytania. Wydaje mi się, że przez długi czas wszyscy byliśmy bardzo szybcy w wydawaniu opinii, każdy wiedział lepiej jak powinien wyglądać dobry związek, kiedy powinien się wydarzyć i jak funkcjonować. W jakim wieku wyjść za mąż, ożenić się. Popularne było myślenie, że rozwody są złe. Ale jak się zastanowimy, to czy faktycznie rozwody są złe? Dlaczego mamy się pobierać w jakimś wieku i dlaczego raz? Moim zdaniem to nie ma znaczenia” – wyznaje Dakota.  

W jednej ze scen Lucy wysiada z samochodu, który prowadzi John. Jest tłok, środek miasta, nie ma gdzie zaparkować. A oni są spóźnieni na kolację w dobrej restauracji, to miało być święto, a są nerwy i kłótnia. Lucy chce zaparkować gdziekolwiek i zapłacić, ale John nie ma pieniędzy, jest spłukany. 

Celine Song się śmieje – „to kalka, to moja kłótnia, w samym sercu miasta, z moim mężem. Byliśmy początkujący reżyserami, byliśmy spłukani, nie mieliśmy nawet samochodu! Wynajęliśmy auto. Nie wierzę, że można być biednym i nie pokłócić się o parkowanie w Nowym Jorku, jeśli oczywiście stać was na wynajęcie auta.” 

Materialiści/ Dakota Johnson

W tym randkowym świecie materialistów, ludzi którzy szukają wygody i komfortu życia, drugiej osoby która spełni ich american dream dochodzi też do dramatów – to wtedy tabelki Excela odchodzą w zapomnienie, a klientom wyrywa się krzyk pełen bólu: „nie jestem rzeczą na sprzedaż, jestem człowiekiem”. Każdy z nas jest, dlaczego więc tak często zapominamy spojrzeć na drugą osobę przez pryzmat jej człowieczeństwa? 

Celine Song uważa, że moment w którym jedna z bohaterek, klientek Lucy, zalana łzami, podkreśla, że nie jest biznesem, nie jest kimś na sprzedaż, kimś na kim można zarabiać pieniądze – jest jednym z najważniejszych momentów filmu.  

Pieniądze i luksus widać w tym filmie bardzo wyraźnie, tym bardziej że Song buduje piękny kontrast między światem Harrego, a światem Johna. Reżyserka i jej ekipa mieli wszystkie wyliczenia i ceny – ile kosztuje apartament w jednej z najdroższych dzielnic Nowego Jorku – Tribece, jak ubiera się ktoś kogo stać na taki apartament. Harry mieszka w niebie za 12 milionów dolarów. Mieszkanie Johna to wieczny bałagan, w którym walczy się nawet z lustrem w łazience, które jest również szafką. Nawet przyzwyczajony do tego burdelu John wzdycha z bezradności. 

„Pierwotnie napisałam w scenariuszu, że John mieszka w Bushwick, ale zadzwonił do mnie manager, który poinformował mnie, że Bushwick jest obecnie zbyt fajną okolicą dla kogoś, kogo ledwie stać na czynsz. Dlatego przenieśliśmy się do Sunset Park i tam kręciliśmy, w mieszkaniu które było pomalowane na kolor „najgorsze do wynajmu” – mówi reżyserka. 

Song, Dakota Johnson i Katrina Danbassis razem zastanawiały się nad tym jaka jest Lucy – pochodziła z biednej rodziny i nie miała pieniędzy, teraz zarabia, ale nie jest bogata, mimo tego chce być postrzegana jako osoba zamożna, ustawiona finansowo. To wszystko odbija się w jej garderobie – „wybrałyśmy ubrania marki Aritzia, które są cenowo dostępne, ale też postrzegane jako dobre gatunkowo, piękne, taki dostępny luksus.” A jednak Lucy nawet na nie nie mogłaby sobie pozwolić. Skąd je ma? Pomysł był prosty, kupiła je z drugiej ręki, a taki efekt pomogła osiągnąć Danbassis, która każdą rzecz jaką nosi Lucy postarzała – „jej ubrania musiały wyglądać tak, jakby już wcześniej były noszone” – zaznacza Song. 

Nawet praca kamery jest zróżnicowana pod kątem bohaterów. Inaczej Song nagrywała Pedro Pascala, który płynnie porusza się po swoim apartamencie z drewnianym parkietem, w blasku delikatnego, ciepłego światła. Inaczej nagrywała Dakotę, używając przy filmowaniu systemu Stedicam. Najbardziej chaotyczne sceny nagrała z Chrisem Evansem, szybkie, pełne zwrotów i poruszeń, filmowane w zbyt małym mieszkaniu, kamerą trzymaną przez kamerzystę. 

Jeśli chodzi o materializm to Song zwraca uwagę na fakt, że nie tylko osoby zamożne są materialistami. Często okazuje się, że jest odwrotnie. „Prawda jest taka, że im mniej posiadasz tym bardziej musisz myśleć o pieniądzach, tym bardziej ich chcesz i ich potrzebujesz. Dla osoby biednej liczy się każdy dolar. Dla bogatej pieniądze są abstrakcyjną walutą, którą można dowolnie dysponować” – mówi. To też widać na ekranie.

Najważniejszym tematem filmu jest jednak poszukiwanie miłości – „dla mnie rzeczą nienegocjowalną jest to, że miłość musi być bezwarunkowa”, podkreśla Song. Rzeczy nienegocjowalne to lista rzeczy, które są dla nas najważniejsze i w przypadku których nie ma dyskusji – to może być wzrost partnera, kolor skóry, wiek. Lucy zawsze wie, co jest nienegocjowalne dla jej klientów. Sama mówi wprost, że wyjdzie za mąż jedynie za paskudnie bogatego mężczyznę. Dla reżyserki filmu to jednak zupełnie inna para kaloszy: „najważniejszą rzeczą jest to, żeby druga osoba mnie kochała,  miłość jest bezwartościowa jeśli nie jest bezwarunkowa. Co zrobi Lucy, która dostaje dwie oferty, a jedna z nich jest idealnym układem finansowym? Wzruszam się na scenie, w której Lucy tańczy z Johnem przy „That’s All”. To piosenka, którą puszczał mi mój mąż.”

„Materialiści” nie są kolejną, taką sobie komedią romantyczną. To film w którym dużo się dzieje w warstwie emocjonalnej, miłość jest jednym z najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych tematów o których można opowiedzieć. Nie każdy umie to zrobić dobrze, ale Song ma w sobie nie tylko dużo romantyzmu, ale realizmu, twardo stoi na ziemi. W „Materialistach” chce pokazać coś prawdziwego i nieuchwytnego, uczucie które iskrzy, jest spontaniczne i często nieracjonalne. To sprawia, że historia jest ciekawa, mimo tego, że każdy z nas bardzo dobrze zna fabularny schemat room-com’ów. Jest romantycznie, dramatycznie, wzruszająco i zabawnie – Pedro Pascal, który uśmiecha się zalotnie schodząc poniżej metra siedemdziesiąt, czy Evans szorujący w pośpiechu zęby, sprawiają że łapiemy dystans do całej akcji. To jak i dlaczego się zakochujemy pozostaje tajemnicą, efektem działania naszej biologii, magią.  

„Można odrzucić mieszkanie za 12 milionów dolarów, ale powiedzieć nie prawdziwej miłości to zbrodnia” – mówi Celine Song. 

„Materialistów” możecie oglądać w kinach. 


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.