Elif Shafak – cudowna pisarka, która wierzy w demokratyczność literatury

Elif Shafak jest autorką powieści, które urzekają pięknem języka, wciągają swoimi historiami i jednocześnie łamią serce. „Oddaję głos tym, którzy go nie mają, tym o których historia zapomina” – mówi. Pisze książki o kobietach, dzieciach i prześladowaniach, porusza w nich tematy takie jak prawa człowieka, bieda, czy kryzys klimatyczny. Dwa razy stała przed tureckim sądem, tłumacząc siebie i swoich bohaterów – została oskarżona o obrazę uczuć. „Powieści są antidotum na zepsucie tego świata, to dzięki nim możemy znów zacząć ważne dla nas dyskusje, podjąć najbadziej palące tematy” – mówi. Jej najnowsza książka to intelektualny majstersztyk, w którym jeden ważny temat goni następny. „Tam na niebie są rzeki” jest jedną z najważniejszych książek tego roku.   

Elif Shafak uśmiecha się patrząc prosto w oczy dziennikarki. Jest elegancka, piękna i mówi płynnym angielskim w którym słychać orientalny akcent. „Chętnie ci powiem jak mnie zmieniły powieści. Moje dzieciństwo nie było łatwe, mieszkałam w patriarchalnym, bardzo konserwatywnym miejscu, taka jest Ankara. Książki, które czytałam pokazały mi, że są inne sposoby, żeby żyć, że są inne miejsca, nie takie jak Ankara, inne możliwości. Nie miałam w sobie społecznego nastawienia, a literatura poprowadziła mnie, pozwoliła mi się odnaleźć. Mam nadzieję, że zrobiła ze mnie lepszego człowieka” – mówi pisarka, otwierając swoje ramiona w zapraszającym geście. 

Na wywiady wybiera szczególne dla siebie miejsca, Kensington Gardens, gdzie w otoczeniu zieleni czuje się najlepiej, małą, turecką restaurację, gdzie podają mocną kawę i słodką chałwę – taką jaką można kupić w Turcji, albo swój dom, gdzie na pytania odpowiada w otoczeniu książek. A kocha czytać. Research który zrobiła, aby napisać swoją najnowszą książkę, to cała lista pozycji poświęcona kulturze Mezopotamii, Jazydom, hydrologii. Ostatnio miała okazję udzielać wywiadu w szczególnym dla niej miejscu, w British Museum, w otoczeniu dwóch potężnych lamassu, które są mezopotamskimi posągami opiekuńczymi.

„Otaczam się książkami, robię research zwykle szalonych rozmiarów, staram się dowiedzieć jak najwięcej o temacie nad którym pracuję. Może to dlatego, że miałam okazję studiować przez długi czas, uczyłam się politologii, studiowałam kierunki związane z kulturą i z kobietami. Dzięki temu mam interdyscyplinarną wiedzę obejmującą wiele zagadnień, co bardzo sobie cenię. Jak myślę o swoich książkach, to zawsze staram się je planować tak, aby były pełne pomysłów, złożone, zniuansowane – takie przemawiają do mnie szczególnie. Jest w nich mnóstwo naukowej wiedzy, faktów, ale jest też moja własna wyobraźnia i intuicja.”  

Elif Shafak

„Tam na niebie są rzeki” to opowieść o pojedynczej kropli wody, która podróżuje przez wieki i kontynenty, ciągle zmieniając swoją formę. Po raz pierwszy poznajemy ją, kiedy spada z nieba na głowę króla Asurbanipala, stojącego na murach swojego pałacu w Niniwie. Króla, którego największym marzeniem było zbudowanie biblioteki i uchronienie od zapomnienia i zniszczenia poematu o Gilagmeszu oraz innych przekazów spisywanych na glinianych tabliczkach. Ta sama kropla, pod postacią płatku śniegu trafia w usta chłopca urodzonego nad rzeką Tamizą, w ciągu jego życia odnajdzie go jeszcze raz w dziewiętnastowiecznym Konstantynopolu. Będzie też ostatnią kroplą wody w butelce, którą babcia niesie z myślą o swojej wnuczce, w czasie kiedy ukrywają się w górach Iraku przed ISIS, a słońce pali ich żywcem. 

Ta woda, która nieustannie krąży w przyrodzie i podlega ciągłym przemianom, łączy ze sobą bohaterów: Artura Smitha, króla kanalarzy, urodzonego w wiktoriańskiej Anglii, chłopca który ma niesamowitą pamięć i który jako mężczyzna podąży za swoją ciekawością i odwiedzi Niniwę. Narin – małą dziewczynkę, która zgodnie z tradycją chce przyjąć chrzest dolinie Lalis i która w 2014 roku znajdzie się w Iraku, całkiem przypadkiem narażając się na niebezpieczeństwo, i Zaleekah’kę – młodą hydrolożkę, którą trawi trauma i która chce odebrać sobie życie, kiedy w jej ręce wpada książka o Niniwie, dokładnie ta sama która odmieniła życie Artura. 

„Tam na niebie są rzeki” to dziewiąta powieść, którą Elif Shafak napisała w języku angielskim i trzynasta w jej dorobku. Jak mówi, w tej książce jest wielu bohaterów – „trzy różne postaci, dwie rzeki i jeden poemat”. Kiedy mówi o rzekach ma na myśli Tamizę i rzekę Tygrys. Centralną opowieścią jest również epos o Gilgameszu, spisany na lazurytowej tabliczce poświęconej bogini Nisabe, patronce pisarzy w mitologii sumeryjskiej. Jest też kropla wody, od której narracji zaczyna się książka i która jest motywem przewodnim opowieści, dlatego „że kiedy rozmawiamy o kryzysie klimatycznym rozmawiamy o kryzysie świeżej wody, który wpływa na nas wszystkich, ale w niektórych miejscach na świecie jest szczególnie odczuwalny. Siedem najbardziej zagrożonych suszą regionów znajduje się na środkowym Wschodzie i w północnej części Afryki, i ma znaczący wpływ na życie kobiet i ludzi o niskim statusie” – mówi pisarka. 

Elif lubi rozmawiać o stanie współczesnego świata, jej inteligencja jest onieśmielająca, uważa też, że literacka fikcja jest jednym z najbardziej demokratycznych obszarów, łatwym sposobem, żeby poruszyć tematy które są dla nas ważne. Jej książki to pięknie wymyślony duet – tu fikcja miesza się faktami, a postaci są często wzorowane na prawdziwych osobach. Jako jedna z najpopularniejszych pisarek, Elif miała okazję już trzy razy przemawiać na Ted Talks, napisała również wiele artykułów dla gazet. Utrzymuje też ciągły kontakt z fanami publikując posty na platformie X, a ma tam ponad 1,6 milionów obserwujących. Jej ostatnim odkryciem jest Substack, gdzie dzieli się swoimi opowieściami i anegdotami z życia, to coś na kształt jej personalnego dziennika. Możecie tam przeczytać o osobach, które ją zaciekawiły, o pisaniu, bo Elif udziela również pisarskich rad, o języku. Swoje konto nazwała: Unmapped Storylands, co przetłumaczyłabym jako „nieoznaczona na mapie kraina opowieści”. 

„Pisanie powieści jest dla mnie najważniejszym zajęciem. Myślę, że fikcja jest antidotum na nasze niezwykle spolaryzowane opinie i sposoby życia, na trudne czasy. To miejsce, gdzie możemy pozwolić sobie na niewygodne rozmowy i przemyślenia, rozważać kilka opinii jednocześnie, ruminować. Uważam, że kiedy piszemy i czytamy pozwalamy sobie na komfort wolniejszego myślenia, bo zwykle bardzo szybko wydajemy opinie i osądy. Dla mnie pisanie i czytanie to również dodatkowa przestrzeń na ćwiczenie empatii, zawsze staram się wejść w buty innej osoby, zobaczyć świat jej oczami, zrozumieć. Uważam, że to bardzo dobre i wartościowe ćwiczenia dla naszej duszy” – mówi. 

Jej pisarstwo porusza serce, piękny i elokwentny język opisuje nie tylko miłość, ale również zagubienie w świecie, przemoc i traumy. W „Trzech córkach Ewy” romantyzm miesza się z religią, w „Wyspie zaginionych drzew” drzewko figowe obserwuje polityczne turbulencje, które odcisną się traumą, w „10 minutach i 38 sekundach na tym dziwnym świecie” narratorką jest nieżyjąca prostytutka z Istambułu, która opowiada o swoim życiu.   

„Jestem zainteresowana łączeniem zachodu ze wschodem, ludowych narracji, opowieści ustnych z kanonem europejskim. Chcę, żeby moje pisarstwo było mostem łączącym dwa tak różne światy, ale moje serce jest przede wszystkim głosem tych, którzy żyją na peryferiach – bije dla ludzi, których historii nikt nie opowiada, które są wymazywane z kart historii”- podkreśla. „W jakimś sensie to również część mojego życia, które przecież  potoczyło się dość zaskakująco. Każdy z nas ma wiele opowieści, które go tworzą, ja mam ich bardzo wiele.” 

Elif Shafak urodziła się we Francji, ale szybko razem z matką wróciła do Turcji. Jej rodzice rozstali się zaraz po jej urodzeniu, a ojciec zniknął na dwadzieścia lat. Matka, która wychodząc za mąż porzuciła naukę, po rozwodzie została bez wsparcia, dlatego postanowiła wrócić do Ankary. Elif zajęła się babka. Starsza kobieta, która nie była uczona i pochodziła z konserwatywnego środowiska, postanowiła że jej córka nie zostanie szybko i głupio wydana za mąż, za pierwszego lepszego człowieka, tylko zostawi z nią dziecko i wróci na studia. Sąsiedzi patrzyli na to z niedowierzaniem. 

„Annemim, mama mamy, była trochę uzdrowicielką” – mówi Elif. Używała ziół i innych sposobów, aby złe oczy nie patrzyły w ich stronę, zabierała ją ze sobą na spotkania kobiet, na których rozmawiały one ze sobą o magii, przesądach i wszystkich interesujących je tematach bez nadzoru mężczyzn. „To ona opowiadała mi historie o życiu, świecie, bogach, dlatego tak bardzo cenię sobie opowieści ustane, to część mojego dziedzictwa, które wyniosłam z Anatolii.” Kiedy miała osiem lat zaczęła pisać pamiętniki, ale nudziło ją to, bo jej własne dziecięce życie nie było dla niej zbyt ciekawe. „Dlatego zaczęłam zmyślać i fantazjować, pisałam o ludziach którzy nie istnieli i rzeczach, które nigdy się nie wydarzyły. To była krótka przygoda, bo zamiast pamiętnika zaczęłam pisać opowiadania, i od tamtej pory cały czas, bezustannie piszę” – tłumaczy pisarka z uśmiechem. 

Kiedy miała dziesięć lat przeprowadziła się z matką do Hiszpanii, a jej życie nagle stało się bardziej wymagające. Jej matka ukończyła studia i dostała pracę jako dyplomatka. Dla małej Elif oznaczało to zupełnie nowe otoczenie, nowy język, szkołę, kolegów i koleżanki. „To dla mnie był ogromy szok kulturowy, znalazłam się w samym centrum Madrytu, w mojej szkole byłam jedyną osobą z Turcji. Oznaczało to dla mnie nie mniej nie więcej, jak ekspresową naukę języka hiszpańskiego, równie intensywną naukę angielskiego, i teraz bardzo cenię sobie te doświadczenia. Mogłam na przykład przeczytać przygody Don Kichota po hiszpańsku, odkryłam że literatura angielska to ogromny zasób opowieści, i je też mogę czytać, to było niezwykłe i cudowne. Niestety trudno mi było dotrzymać kroku innym dzieciom” – przyznaje ze smutkiem Shafak. „Byłam introwertyczką. A dzieci niezbyt dobrze mnie tolerowały, byłam ofiarą przemocy.” 

„Pisanie w innym języku pozwoliło mi złapać dystans, spojrzeć z innej perspektywy na to skąd pochodzę.”

Hiszpański stał się jej drugim językiem, to nim się posługiwała robiąc zakupy, czy zamawiając kawę, ale to angielski był jej bezpieczną przystanią – to w nim pisała pamiętniki i opowiadania. Pierwsze powieści jednak zdecydowała się najpierw wydać w języku tureckim. Ta decyzja jednak, z wielu względów okazała się nietrafiona, a Elif Shafak całkowicie zrezygnowała z pisania w swoim ojczystym języku. „Przyszedł taki moment, że czułam jakbym się dosłownie dusiła, nie mogłam dalej tak żyć, choć to co zamierzałam zrobić było bardzo ryzykowne. Przeprowadzka do Anglii i pisanie po angielsku, tam gdzie mnie nikt nie znał, gdzie musiałabym zaczynać od nowa, było jednocześnie przerażające i ekscytujące. Chciałam poczuć się znów wolna, bo pisanie w Turcji jest naprawdę ciężkim kawałkiem chleba, a bycie tam kobietą jest jeszcze gorsze. Cokolwiek nie powiesz lub nie napiszesz może zostać uznane za obrazę, zaatakowane, poddane pod osąd publiczny. Można trafić przed sąd, zostać skazanym i wsadzonym do więzienia – słowa są ciężkie, mają moc, musicie o tym wiedzieć. Pisanie w innym języku pozwoliło mi złapać dystans, spojrzeć z innej perspektywy na to skąd pochodzę.”    

Elif Shafak trzy razy dostała wezwanie przed turecki sąd. Władzom bardzo nie podobało się to o czym pisze i jak pisze, oskarżono ją między innymi o obrazę uczuć. Za pierwszym razem chodziło o książkę „Bękart ze Stambułu”, w której autorka opisała ludobójstwo, Ormian z 1915 roku, coś do czego Turcja się nie przyznaje, co wymazano z jej historii mimo iż jest to jedna z najlepiej udokumentowanych masakr z początku XX wieku. Za drugim razem poszło o książkę „10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie”, która bardzo oburzyła władze. Kolejną kością niezgody stała się humorystyczna powieść „The Gaze”, w której kobieta zamienia się ze swoim kochankiem na stroje – kto tu na kogo patrzy? – pytała pisarka. Wszystkie sprawy zakończyły się pozytywne dla Shafak, ale pisarka musiała udać się na dobrowolną emigrację z Turcji. 

„Dla mnie najbardziej bolesną sprawą była ta, na której broniłam się za napisanie „Bękarta ze Stambułu”. Byłam w ciąży w tym czasie. Zostałam uniewinniona dosłownie dzień po tym jak urodziłam. Bardzo się bałam. Na ulicy zbierały się grupy, które pluły na moje zdjęcia, paliły flagi Unii Europejskiej. Byłam oskarżona o obrazę „tureckości”, chociaż nikt nie potrafił wyjaśnić o co chodzi. I to było bardzo surrealistyczne, dialogi między fikcyjnymi postaciami zostały wykorzystane w sądzie jako dowody przeciwko mnie i moim bohaterom. Mój obrońca miał trudne zadanie, bronił również moich bohaterów.” 

Ale to nie było tylko tak, że Shafak była jedynie ofiarą władzy, sądów, czy ludzi. W Turcji jej książki były popularne i znalazły wielu czytelników. Jednak to co się stało i jak została potraktowana – raz urzędnicy weszli również do jej wydawnictwa i skonfiskowali wiele rzeczy; przesądziło o jej decyzji. „Nie sądzę, żeby życie w Turcji było możliwe na dłuższą metę, nie z tą władzą, nie dla takiej pisarki jak ja – ja kwestionuję naszą historię, zaglądam w jej najciemniejsze zakamarki.”

Również jej najnowsza książka może się nie spodobać wielu osobom, w tym tureckim oficjelom. Pisarka porusza bowiem temat tamy Ilısu, która została wybudowana przez prezydenta Erdoğana. Projekt tej tamy zakładał zatopienie miasta Hasankeyf, jednego z najstarszych miast znajdujących się nad rzeką Tygrys. To region kurdyjski, który zamieszkiwali również Jazydzi. Ponad 80 tysięcy ludzi zostało przesiedlonych, co lokalni aktywiści określali mianem apokalipsy. Shafak zwraca uwagę na kilka faktów, to był obszar historyczny, uruchomienie tamy spowodowało zatopienie licznych zabytków. To był również obszar cenny z ekologicznego punktu widzenia, przepadła cała bioróżnorodność roślin i zwierząt, ludzie stracili wszystko. „Tysiące lat historii zostało zatopionych, dla tamy która może przetrwać jakieś pięćdziesiąt lat. Budując tamy zaburzamy bieg rzeki, nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji. Zatrzymując wodę z tak dużej rzeki w jednym miejscu, władze sprawiają że będzie jej brakowało w innym, inne państwa są narażone na suszę i wymieranie wszystkiego co żywe. Dlatego musimy o tym mówić, musimy dyskutować globalnie, szukać rozwiązań i nie pozwalać, żeby woda stała się zasobem o który będziemy toczyć wojny” – podkreśla z całą mocą Shafak. 

„Tam na niebie są rzeki” to także opowieść o Jazydach, mniejszości religijnej która przez wieki swojego istnienia doświadczyła prześladowań i masakr. Jazydką jest Nairin, dziewczynka która razem z babcią i ojcem mieszka w Hasankeyf. W 2014 roku udają się do Iraku, aby Nairin ochrzcić w świętym dla nich miejscu, nie spodziewają się co ich tam czeka.  

„Jazydzi to jedna z najbardziej prześladowanych mniejszości jakie znam. Wszystkie kultury i religie, jakie ich otaczały przez wielki, pozostawały dla nich wrogie. Tymczasem to mili, życzliwi ludzie, delikatni” – mówiła pisarka. „Chciałam o nich opowiedzieć, żeby świat nie zapomniał, że w 2014 roku ISIS dokonało na nich pogromu. Zginęło ponad 5 tysięcy osób, najwięcej mężczyzn i osób starszych, a kobiety i dzieci zostały uwięzione, kobiety odsprzedawano jako niewolnice seksualne. Chce żeby świat sobie przypomniał, że teraz kiedy rozmawiamy nadal nie jest znany los 3 tysięcy Jazydek. Wiele z nich jest przetrzymywanych w Turcji, Syrii, Iraku, czy Arabii Saudyjskiej, w normalnych domach, w których mieszkają wielopokoleniowe rodziny.” 

Elif Shafak mówiąc o tym jest poruszona. Wspomina na każdym wywiadzie którego udziela, że dosłownie kilka lat temu na przedmieściach Ankary, niedaleko od miejsca w którym sama się wychowała, odnaleziono Jazydkę. Jedną z wielu. „Nie mogę przestać o nich myśleć. O tym, że ta kobieta żyła tak blisko, że doświadczała niewyobrażalnego okrucieństwa. Jak to jest możliwe, że nikt tego nie zauważył? Nikt nie wiedział? Nadal musimy o tym mówić, bo ta historia się nie skończyła, a okrucieństwo na tym świecie ciągle się panoszy.” 

Na kartach tej książki obrywa się również nam, Europejczykom. Shafak pyta o to do kogo należą artefakty, którymi wypełniliśmy muzea? Jaka była sprawiedliwość społeczna w minionych czasach? Król Artur, jeden z jej bohaterów, mimo swojej inteligencji i prestiżu nie mógł stanąć w jednym rzędzie z elitą Wielkiej Brytanii, zawsze był biedakiem z Chelsea. Shafak bierze pod lupę nasze sumienia, zastanawia się czy jesteśmy w stanie stanąć po właściwej stronie, opowiedzieć się za tymi, których się pomija, wyciągnąć rękę i pomóc?  

Jeden z dziennikarzy zapytał: te newsy są przytłaczające, a twoja książka przypomina nam, że te problemy nie są czymś nowym, mimo to nadal żyjemy w ciemnych czasach, jak sobie z tym radzisz? 

„Czujemy się rozdrażnieni, źli, sfrustrowani, pogrążeni w smutku… to prawdziwa egzystencjalna męka. Wydaje mi się, że jednak nasze czasy nie są tymi najciemniejszymi, że było gorzej. Nie możemy się jednak poddać, żeby sobie pomóc musimy słuchać siebie nawzajem, rozmawiać, otworzyć nasze głowy i serca. Musimy być solidarni globalnie i nie zapominać o siostrzeństwie. Dla mnie najważniejsze są trzy rzeczy, pierwsza żeby być blisko swoich ludzi, druga, żeby nie zapominać o sobie oraz dbać o siebie i ostatnia, żeby ciągle być blisko natury i ekosystemu. Małe rzeczy w naszym życiu mogą mieć wielkie znaczenie. Spacer nad rzeką, miły gest w stosunku do innej osoby, współczucie, zachwyt…”

Książka „Tam na niebie są rzeki” ukazała się w Wydawnictwie Poznańskim. Szukajcie jej w dobrych księgarniach.

*przy pisaniu korzystam z artykułów The Guardian, wywiadu Mary Beard przeprowadzonego w British Museum, materiałów The Telegraph, The New York Times, World Literature Today


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.