Sztuka graffiti zmieniła ulice na całym świecie, dzięki niej wiele szarych budynków pokryło się kolorowymi napisami. Pierwsza ich fala zalała Nowy Jork już w latach ’60 XX wieku, pojawiały się na ścianach, chodnikach, pociągach nowojorskiego metra. Droga od słowa do obrazu nie była długa, na scenie pojawili się tacy artyści jak Jean-Michael Basquiat i Keith Haring. Streetartowcy stawiali na wyrażanie siebie, swoich poglądów, działali w awangardzie, krytykowali galerie i rynek sztuki. Najlepszym mecenasem urban artu jest dziś Banksy, którego tożsamości nikt nie zna, ale w Sotheby’s licytuje się jego dzieła za miliony funtów. Im większe zainteresowanie budziło graffiti, murale, czy miejskie instalacje, tym bardziej galerie były chętne, żeby nawiązać z artystami współpracę. Dziś urban art na stałe gości w galeriach, muzeach i na festiwalach sztuki, a większość dzieł jest przeznaczona na komercyjną sprzedaż.
W latach ’60 na ulicach Nowego Jorku i Filadelfii pojawili się artyści, którzy sami siebie nazywali „pisarzami” [writers] – ich środkiem wyrazu były napisy, duże litery artystycznie zahaczały o siebie łącząc się w słowa, a te zwykle przyjmowały jakąś formę, wiły się po ścianach budynków, zdobiły chodniki, kosze na śmieci, ale najczęściej można je było zobaczyć w metrze, na pociągach. Ci artyści chcieli po sobie zostawić jakiś ślad w tym zbyt szybko i trochę na oślep biegnącym świecie.
W tym samym czasie do głosu dochodzi hip-hop, który również wpisuje się w stylistykę street artu. Od lat ’70 hip-hopowcy będą korzystać również z graffiti, które stanie się ich znakiem rozpoznawczym, kolorowe pismo będzie zdobiło okładki płyt, a na miejskich ulicach pojawią się fragmenty z tekstów rapowanych na scenach. Będzie to język nie elity, ale tych którzy żyją na przedmieściach, którym życie wciąż kopie tyłek, tych którzy byli pomijani – te teksty były wyrazem frustracji, opowiadały o aspiracjach, marzeniach, dumie ze swojej kultury. I choć były mocno buntownicze, to trafiały w czuły punkt, słuchali ich wszyscy, rozbudzając popyt na hip-hop, rap i wszystko, co się z nimi kojarzyło.
Na ścianach East Village i SoHo swoje wiadomości zostawiał Jean-Michael Basquiat, który zaczął tworzyć pod pseudonimem SAMO – ‚same old sh*t’. W pracy towarzyszył mu Al Diaz, przyjaciel i artysta, również pionier graffiti. Ich dzieła były odpowiedzią na rasizm, opowiadały o władzy, tożsamości, poczuciu przynależności. To dzięki nim graffiti zyskało nowy status – do tej pory napisy na ścianach były postrzegane jako wandalizm, a artyści musieli ukrywać się przed policją, żeby nie trafić do więzienia z wyrokiem za dewastowanie mienia publicznego. Basquiat nie tylko trafił ze swoją sztuką z ulicy wprost do galerii i muzeów, ale również na scenę. W 1981 roku wystąpił razem z Blondie jako DJ – nagrali wtedy Rapture, wideo w którym wynosili street art i hip-hop do kanonu sztuki wysokiej.

Larry Gagosian za wszelką cenę chciał, żeby Basquiat swoje dzieła wystawiał w jego galerii, był tak uparty, że kilka razy wprosił się do jego studia. Widział umazanego farbą, czarnoskórego chłopaka, który malował jak opętany, kiedy zabrakło mu płótna, malował rękami po ścianach i podłogach swojej pracowni. Do współpracy zaprosił Basquita również Andy Warhol, w latach ’80 artyści malowali „na cztery ręce”. Ich odmienne estetyki – popart Warhola i neoekspresjonizm Basquiata, na obrazach tworzyły ciekawy i zaskakujący duet, razem namalowali 160 obrazów. I tym razem nie było tak, że znany i powszechnie ceniony Warhol zaprosił mniej znanego twórcę do swojej pracowni, można pokusić się o stwierdzenie, że to rosnąca popularność Basquiata miała przynieść korzyści z tej współpracy Warholowi.
Keith Haring również zaczynał swoją karierę na ulicach. Kredą malował kolorowe postaci na ścianach, w metrze, na niezagospodarowanych przestrzeniach reklamowych, czy pod mostami. „Zawsze malowałem w ciągu dnia, to sprawiało, że ludzie konfrontowali się ze mną i z moimi obrazami” – mówił artysta. Potrafił namalować ponad czterdzieści prac w ciągu jednego dnia, Nowy Jork był jego płótnem, za co kilka razy został aresztowany. Jego graficzny i wyrazisty styl sprawił jednak, że w końcu został dostrzeżony. Haring dołączył do nowojorskiej bohemy. Malował na ciele Grace Jones, jego rysunki znalazły się na koszulkach projektantów, czy na okładach płyt. Osobiście uważał, że sztuka powinna być dostępna dla wszystkich, wykorzystując przestrzenie miejskie sprawiał, że tak było. Był również aktywistą, jego dzieła poruszały takie tematy jak AIDS, czy prawa mniejszości seksualnych. Lubił organizować akcje wspólnego malowania, na które mógł przyjść każdy. Był zapraszany przez wiele miast, do tworzenia w ich przestrzeniach.
Dziś zawrotną wręcz karierę robi Banksy, który zaczynał malować w Wielkiej Brytanii – nielegalnie, po cichu, szybko, sprawnie i niezauważalnie. To artysta, który pewnego dnia, goniony przez policję za malowanie na ścianach, ukrył się pod pociągiem i tam zobaczył oznaczenia wagonów naniesione za pomocą szablonu. „To wtedy pomyślałem, że szablon jest idealny i świetnie się sprawdzi na ulicach” – mówił. Dziewczynka z czerwonym balonem, szczury w maseczkach, pielęgniarka która jest superbohaterką, całujący się policjanci, to tylko niektóre z jego najsławniejszych prac. Jego dzieła można spotkać na całym świecie. są często komentarzem do bolączek współczesności, tak jak mural, który powstał w Ukrainie ogarniętej wojną. To obecnie czołowy artysta street artu, który bardzo skrupulatnie chroni swoją tożsamość. Nikt nie wie kim jest, choć Banksy nakręcił o sobie dokument. Jego dzieło było zlicytowane w Sotheby’s za ponad milion funtów, zaraz po licytacji uruchomiła się niszczarka ukryta w ramie obrazu, która do połowy go zniszczyła. Kolekcjonerka i tak postanowiła zapłacić całą sumę za która zlicytowała dzieło.

Ciekawym pomysłem było stworzenie zewnętrznej galerii murali przez Urban Forms Łódź, które od 2008 roku było inicjatorem powstania około 150 murali na mapie miasta. Do współpracy zaproszono czołowych przedstawicieli street artu. Daleast namalował w mieście jelenia, którego tworzą konary drzewa ukrywające małe ptaki, Bordallo stworzył ze śmieci małego jeżyka, to jedna z instalacji, która długo przykuwała uwagę, za Mural Łódź jest odpowiedzialna grupa Design Futura, Jakub Rebelka namalował Wiedźmina, głównego bohatera prozy Sapkowskiego. Duże dyskusje wywołały murale Inti, który w swoich pracach użył symboliki religijnej. Te dzieła są piękną atrakcją, nie tylko przykuwają uwagę przechodniów, ale prowokują do rozmów. Zachęcają, żeby się na chwilę zatrzymać, oderwać wzrok od miejskiego ruchu, od gwaru ludzi i spojrzeć na coś, co zaskakuje – kolorem, opowieścią, i formą.
W Warszawie można zobaczyć murale Grupy Twożywo, między innymi „Człowieczy los”, kolorowe dzieła Tytusa Brzozowskiego, mural włoskiego artysty Blu – „Żołnierze marionetki”, Korę Jackowską autorstwa Brunona Althamera, mural „Dziura w całym” stworzony przez Niemca 1010, czy „Syrenę” projektu Taki Myk. To tylko kilka przykładów warszawskich murali. Część z nich powstała w ramach festiwalu Street Art Doping. W Warszawie cyklicznie odbywa się również festiwal Urban Art Area. Tegoroczna edycja została zorganizowana w pięknych wnętrzach Pałacu Kultury i Nauki.

Wystawa zaczyna się od prac Exer’a, jego „Nieistniejących obiektów”. To artysta, który poszukuje optymalnego kształtu form w swoich dziełach. Dalej zobaczcie prace NeSpoon, która tworzy na pograniczu street artu, ceramiki i malarstwa, „Strachy” Sepe, kolorowe oczy które utknęły w ekranie telefonu autorstwa Eskaer’a, baśniowe obrazy Taki Myk, prace Demenz’a… Szczególnie głośno jest o Grupie Twożywo, która od jakiegoś czasu nie pokazywała swoich dzieł, a podczas Urban Art Area możecie zobaczyć kilka z nich – są wyeksponowane na końcu pierwszej sali. Głównym organizatorem jest Galeria Leonarda, a prace pokazywane na wystawie można zakupić, ich ceny są bardzo zróżnicowane. Jeśli Wam się coś spodoba warto zerknąć na cennik i przekonać się ile kosztuje dziś sztuka.
Galeria Urban Art Area 2025








