Artystki na czasie. Ewa Partum, Maria Jarema i Julie Mehretu

Tej wiosny otworzyły się trzy duże wystawy. Krakowski MOCAK pokazuje prace Ewy Partum – skandalistka czy feministka? Ewa Partum to jedna z najważniejszych przedstawicielek polskiej sztuki konceptualnej, odważna, bezkompromisowa i nowatorska. Warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej otwiera aż trzy wystawy – obok abstrakcji Marii Jaremy, pokazuje wielkoformatowe prace Julie Mehretu – amerykańskiej artystki, której obrazy wystawiają najważniejsze światowe muzea. Mehretu jest dziś „gwiazdą globalnej sztuki”, której nazwisko należy znać. Trzecią artystką MSN’u jest Minh Lan Tran, która specjalnie dla muzeum stworzyła „Screen” – monumentalną, półprzezroczystą pracę rezonującą z architekturą klatki schodowej. 

Ewa Partum „Contemplating Art, Contemplating Love”/ MOCAK

Wystawa w krakowskim MOCAKu to hołd oddany jednej z największych polskich artystek sztuki konceptualnej i feministycznej. Ewa Partum kończy właśnie 80 lat. Miejsce w galeriach wywalczyła sobie niepokornością i odwagą – nie tylko szła pod prąd upominając się o miejsce dla kobiet w męskim świecie, ale również postawiła na sztukę nowych mediów – interesował ją film, fotografia, performance. 

Ewa Parum już na studiach była buntowniczką – na obronę swojej pracy magisterskiej przyszła z obrazami kolegi, Tadeusza Kantora. Dzieła z serii „Multipart” zapakowała w papier i zaprezentowała przed komisją. Kiedy profesorowie wystawili jej ocenę bardzo dobrą, Partum z uśmiechem rozpakowała obrazy. 

Po zakończeniu studiów przez moment prowadziła własną galerię w Łodzi, interesowała ją sztuka konceptualna, a także zabawa językiem i poezją. Na początku lat ’70 Parum na papierze odbijała swoje usta wymalowane czerwoną szminką, odbicia przyjmowały różne kształty, w zależności od tego jaką głoskę artystka wymawiała dotykając materiału. Powstało wiele prac dzięki tej technice, a jedna z nich została opatrzona podpisem: ”Mój dotyk jest dotykiem kobiety” – to hasło rozbudziło oczekiwania publiczności i kuratorów.  

Wystawę w MOCAKu otwiera napis ułożony z liter – Ewa Partum, ale artystka podkreśla w tym miejscu, że jej twórczość to również wkład tych, którzy z nią współpracowali. Litery stały się jej znakiem rozpoznawczym. Partum kupowała je w sklepach papierniczych, służyły one głównie do układania gotowych napisów na propagandowych uroczystościach – Partum miała na nie jednak zupełnie inny pomysł. Stworzyła Biuro Poezji w Warszawie, w małym mieszkaniu, na 13 metrach kwadratowych. Swoje litery rozsypała po mieszkaniu, kiedy goście wchodzili do środka, ich buty pokrywały się najpierw klejem, którym była pokryta wycieraczka, później literami. Wychodząc zbierali litery ze sobą na miasto i do domów. Jej sztuka była nowa, świeża, zaskakująca. 

Ewa Partum/ MOCAK

Litery artystka rozsypywała nad morzem i w górach, na ulicy. Zdarzyło jej się rozrzucać fragmenty „Ulissesa” Jamesa Joyce’a – zrobiła wiele takich happeningów. Prace z serii „Active Poetry” czy „Legalność przestrzeni” były czymś w rodzaju protestu. 

„Legalność przestrzeni” to happening zrealizowany na Placu Wolności w Łodzi w 1971 roku. To miejsce od zawsze intrygowało Ewę Partum, przechodziła tamtędy dość często. Na placu rozstawiła tablice z napisami: „palenie surowo wzbronione”, „zabrania się zabraniać”, „cisza”, „nie dotykać”. Przez jakiś czas stała tam i czytała na głos swoje hasła. Napisy wymierzone w opresyjny system, który wymuszał posłuszeństwo na obywatelach, zmyliły nawet władze – instalacji pilnowała przez kilka dni milicja. 

„Zgromadzone w jednym miejscu robiły absurdalne wrażenie: wszystko było wzbronione. Choć działały – widziałam, jak chodnikiem idzie para mężczyzn, jeden pokazuje drugiemu: „patrz, zakaz palenia” i ten drugi natychmiast papierosa zgasił. – mówi dziś artystka w wywiadzie dla WO.

Później Partum zrealizowała „Zmianę”, pokazując publiczności swoje ciało i pozwalając, aby ta mogła na żywo obserwować jak się zmienia – pierwszy raz charakteryzatorka filmowa postarzała jej połowę twarzy, za drugim razem była to już połowa ciała. Starość kontra młodość, piękno i społeczne oczekiwania wobec niego, to tematy które ją interesowały. To był wstęp do kolejnego dzieła manifestu. W 1980 roku Partum do Małej Galerii w Warszawie weszła nago. Na wystawie znajdowała się seria fotomontaży – „Samoidentyfikacja”. Na zdjęciach również goła Partum jest wklejona w tło warszawskich ulic – stoi między przechodzącymi mieszkańcami, w kolejce do sklepu, czy obok milicjantki. 

Mój problem jest problemem kobiety – głosiło hasło towarzyszące temu projektowi. 

Swoją działalność twórczą rozwijała w Berlinie. Tam również tworzyła happeningi. Jej drugi ślub również nim był – przyszła zapakowana w folię, którą zdjął z niej Rofl Werner. Ona namalowała mu na palcu obrączkę. 

Partum przez całą swoją karierę na pierwszym miejscu stawiała temat kobiet i kobiecości, ich ciał, ich miejsca w społeczeństwie i praw. Wielokrotnie w swojej karierze protestowała przeciwko przedmiotowemu traktowaniu kobiet i artystek. Według niej było ich za mało, ich sztuka nie była tak powszechna i tak doceniana jak ta wychodząca spod ręki mężczyzn. 

„Polskie artystki awangardowe mają swoją wielką szansę dopiero jako zwłoki”. – głosiło hasło schowane w kopertach rozdawanych przez Partum na wystawie w Staatliche Kunsthalle w Berlinie w 1992 roku. Jedyną artystką tam pokazywaną była Katarzyna Kobro. 

Na wystawie w MOCAKu obok najważniejszych dzieł Ewy Partum zobaczycie również dzieła innych artystów. Nie tylko kobiet, nie tylko feministek. Znajdziecie tu prace Josepha Beuys’a, George Maciunas’a, Katalin Ladik, VALIE EXPORT, Iwony Demko, Moniki Drożyńskiej, czy Joanny Pawlik.

Maria Jarema – „Maria Jarema. Pęknięty modernizm”/ MSN

Nie wybrała łatwej ścieżki artystycznej, tylko rzeźbę pod kierunkiem Xawerego Dunikowskiego. Należała do artystek związanych z eksperymentalnym teatrem Cricot, dla którego tworzyła scenografię i projekty kostiumów, obracała się blisko Tadeusza Kantora – z którym mocno zaprzyjaźniła się po wojnie. Była współtwórczynią Grupy Krakowskiej, przedstawicielką modernizmu.

Karierę zaczęła jako rzeźbiarka, interesowało ją podejście zarówno figuratywne jak i abstrakcyjne. Z tych wczesnych prac nie zachowało się wiele, jej twórczość znamy głównie dzięki zdjęciom. W latach 1934–1939 Maria tworzyła dla teatru Cricot, którego założycielem był jej rodzony brat Józef. Projektowała dekoracje, lalki i stroje, unikała przy tym oczywistości – szerokie spodnie, dopasowane góry, fantazyjne nakrycia głów, barwne kolory, to był jej świat. Bywała również aktorką, występowała w niektórych przedstawieniach. 

„Oto z dziecinną bezwzględnością zaszywają aktorom ręce pod kostiumy z worka; nie po to, żeby wymyślić coś dziwnego…” – pisał o Jaremie i Henryku Wicińskim Jacek Puget. 

Trzy razy Maria Jarema odwiedzała Paryż, pierwszy raz jeszcze przed wojną, a tuż po skończeniu studiów, na stypendium. Artystka zachwyciła się miastem, które okazało się niezwykłe, pełne eksperymentujących malarzy i wolności twórczej. To doświadczenie mocno Jaremę zainspirowało. Chciała tam wrócić, raczej szybciej niż później, nie udało jej się to jednak. Paryż odwiedziła dopiero po wojnie.

„Pierwszy raz widziałam [obraz] Picassa na żywo. Eksperymentowanie Picassa. Koncesja. Odruch. Wzruszenie. W sztuce nowoczesnej to nie jest eksperyment! Dla nich to nie eksperyment. Pierwsze było wzruszenie czy kalkulacja obiektu? Nie wiadomo. Jedno przechodzi w drugie. Nie będę opisywać moich wędrówek po paryskich muzeach, bo nie umiem tego robić, zrobił to już Ważyk, transponując w sposób najbardziej fałszywy malarstwo na literaturę. […] Nasi literaci marksiści z taką łatwością przekładają malarstwo na literaturę!” – pisała artystka w Notatkach. 

Rzeźbę ostatecznie praktycznie porzuciła dla malarstwa. Najpierw malowała dla siebie, bardziej do szuflady. Rzeźbienie w czasie wojny było praktycznie niemożliwe – Maria łapała się różnych zajęć, żeby zarobić na życie, pracowała na przykład jako szatniarka. Czas powojenny również okazał się ciężkim doświadczeniem dla niej. Jarema była wierna swoim poglądom, na życie, na sztukę – nie chciała dostosować się do panującego w sztuce realizmu socjalistycznego. 

„To było trudne również dlatego, że Jarema wtedy dokonała wyłomu towarzyskiego. Nie chodziło tylko o poglądy, ale o przyjaciół, często najbliższych ludzi. Większość tych osób uległa presji otoczenia. Jarema pozostała wierna swoim przekonaniom estetycznym, ale skazała się na wielką samotność. Nie zarabiała, nie wystawiała obrazów przez kilka lat, tworzyła do szuflady. Skutki były dalekosiężne.” – mówiła Agnieszka Dauksza w wywiadzie do WO, która napisała biografię Jaremianki. 

„Jaremianka” Agnieszka Dauksza, wyd. Znak/ Obraz „Penetracje”, 1957, Muzeum Sztuki Łódź

„Bez transpozycji, metafory, abstrakcji – nie jesteśmy dzisiaj w stanie objąć i wyrazić narastających konfliktów” – mówiła Jarema w 1954 roku, broniąc swojego stanowiska. 

Malowała gwaszem, temperą, akwarelami – najpierw uciekła w świat fantazji, a później zwróciła się ku otaczającej ją rzeczywistości, a jej obrazy przedstawiały zwierzęta czy ludzi. Ludzie stanowili dla niej ogromną inspirację, szczególnie w jej najlepszym i najbardziej płodnym okresie – tuż przed jej śmiercią. Jarema malowała „Postacie”, „Figury”, „Głowy”, „Chwyty”, „Wyrazy”, „Filtry”, „Penetracje”, „Rytmy”. Pracowała w technice monotypii i łączyła ją z innymi technikami, przez co jej obrazy nabierały dodatkowej głębi, warstwy zachodziły na siebie. Używała żywych kolorów, jej obrazy wibrowały nimi, zdawały się być w ciągłym ruchu. 

Do ukochanego Paryża wróciła po raz ostatni, ale tym razem sztuka nie była już na pierwszym planie, a leczenie choroby, którą u niej zdiagnozowano. Zmarła młodo, na białaczkę, na którą wtedy nie było lekarstwa.  

„Linie proste wcale nie muszą być proste, mogą być dynamiczne lub też rytmiczne, tworząc rozmaite kąty, trójkąty, figury erotyczne i geometryczne. Abstrakcja jest piękna! […] Abstrakcja to jedyny środek przeczyszczający na tę nieczystą naturę materii. Liczy się tylko abstrakcja!” – mówiła postać grająca Marię w przedstawieniu Kantora „Dziś są moje urodziny”. 

W historii sztuki Jarema zapisała się jako artystka nowoczesna, awangardowa. Słynąca z rzeźb o lekkich, dynamicznych formach i obrazów pełnych kolorów i ruchu. W MSNie kuratorzy pokazują jej prace skupiając się na jednostce, parze, rodzinie i zbiorowości – jej uwielbieniu do przedstawiania ludzi. W tych dziełach widać napięcia społeczne, pęknięcia, a forma wydaje się naturalnym rozwinięciem podejmowanego tematu. Obok dzieł Jaremy zobaczycie artystów francuskich, włoskich, czy szwajcarskich. Są tu prace Erny Rosenstein, Berty Grünberg, Jonasza Sterna, Henryka Wicińskiego, Tadeusza Kantora, czy Henriego Matisse’a.

Julie Mehretu – „Kairos / Wariacje duchologiczne”

Kilka lat temu amerykańska prasa pisała o artystce tak rozchwytywanej, że jej obrazy były pokazywane na sali sądowej. To była Julie Mehretu. Urodzona w Addis Abebie w 1970 roku, wychowana w Stanach Zjednoczonych Ameryki, szybko zyskała status artystki, którą należy mieć w kolekcji. Jej pierwsza duża wystawa w galerii Project odbyła się w 2001 roku, a wszystkie obrazy na niej pokazywane sprzedały się zanim wystawa została otworzona dla publiczności. Wartość jednego jej obrazu w tamtym momencie wynosiła między 50, a 60 tysięcy dolarów.

Jej wielkoformatowa praca The Empirical Construction wywołała niemałe zamieszanie. Najpierw była pokazywana na Biennale Whitney, a chwilę później trafiła do zbiorów nowojorskiego Museum of Modern Art. Została umieszczona tuż obok dzieła Barnetta Newmana. „Praca Julie Mehretu wyglądała w MoMA zachwycająco. Gdyby ktoś obiecał mi jej obraz, a później bym go nie dostała, byłabym mocno wkurzona” – mówiła Sandy Heller, konsultantka do spraw sztuki działająca w Nowym Jorku. Heller odnosiła się do sprawy między mecenasem Mehretu, a jednym z kolekcjonerów, tej która swój finał miała w sądzie. 

Julie Mehretu jest przedstawicielką amerykańskiego ekspresjonizmu abstrakcyjnego. W swojej twórczości odnosi się do historii, do geografii przestrzeni i miejsc, do społeczno – kulturowych aspektów napędzających nasze życie. Inspiruje ją polityka, literatura i muzyka. Jej ostatnie prace to dzieła w których postanowiła wykorzystać fotografie pokazywane przez międzynarodowe media – to zapisy konfliktów, niepokoi społecznych, protestów. Zdjęcie jest dla niej punktem wyjścia do tworzenia, obraz zmienia się w sposób zaskakujący. Mehretu na ich podstawie tworzy kolorowe, dynamiczne, abstrakcyjne płótna. Ich wydźwięk może być różny – od zachwytu, po moment w którym widz zaczyna się zastanawiać nad tym, jakie zdjęcie i skąd mogło stanowić pierwowzór. Mehretu za pomocą farb przedstawia nam współczesny świat. 

Julie Mehretu/ detal obrazu Ghosthymn (after the Raft)

„Przystępując do pracy nad tym obrazem, Julie Mehretu przetworzyła fotografię prasową z protestów w Hiszpanii. Pozbawiła ją ostrości, zredukowała do postaci gruboziarnistego rastra z żółtych, cyjanowych, magentowych i czarnych kropek, który następnie nadrukowała na płótno. Przed ukończeniem obrazu płótno zostało przekręcone o 90 stopni.

Zdjęcie do przetworzenia Mehretu wybrała spośród szeregu podobnych, które sama gromadziła i badała.

Wszystkie przedstawiały młode kobiety w momencie, w którym zostają obezwładnione przez grupę funkcjonariuszy policji: wytrącone z równowagi, uniesione i oderwane od ziemi, obrócone do poziomu, ze stopami na tej samej wysokości co głowa. Chwilowo zdominowane, stawiają opór podczas aresztowania – każda z całych sił próbuje się uwolnić.

Na zdjęciu ostatecznie wybranym przez artystkę aresztowaną demonstrantką jest katalońska nacjonalistka, uczestniczka marszu poparcia dla sprawy niepodległości Katalonii od Hiszpanii. Otacza ją sześciu policjantów w pełnym rynsztunku bojowym. Twarze chowają oni za przyłbicami, rozsuwają kobiecie nogi. Na skończonym obrazie Mehretu nie daje się tego wszystkiego dostrzec” – pisał Mathew Hale, opowiadając o tym jak powstał obraz „Kiedy Anioły mówią o miłości”.

O swojej twórczości Mehretu mówi, że to ciągła batalia, której ślady widać z dalekiej perspektywy. Artystka daje się ponieść, nie kontroluje procesu twórczego, ufa mu – „nie jestem w stanie przewidzieć jak będzie wyglądał skończony obraz”, podkreśla. 

W rozmowie z Programem 2 Polskiego Radia, na chwilę przed otwarciem wystawy w warszawskim MSNie, Mehretu mówiła:   „Abstrakcja oferuje mi największe możliwości, by myśleć w sposób wyzwalający. Daje najwięcej przestrzeni na ten rodzaj radykalnej wyobraźni, który pozwala przemyśleć złożoność i sprzeczności naszych czasów, a także zastanowić się, co jeszcze mogłoby być możliwe i tę rzeczywistość uwznioślić”.

Wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej pokazuje różne etapy twórczości artystki, „od analitycznych diagramów z końca lat 90., przez rysunki i akwarele, prace na papierze i folii z pierwszej dekady XXI wieku, po współczesne wielkoformatowe płótna, w których gęstość warstw działa jak sejsmograficzny zapis napięć współczesności”. Na ekspozycji zobaczycie również bogate archiwum, w którym sztuka miesza się z prywatnym doświadczeniem Mehretu, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć nie tylko jej obrazy, ale i ją samą artystkę.


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.