Inwestycja w piękny uśmiech, to inwestycja w dobre samopoczucie i zdrowie. Uśmiechając się, nawet wtedy kiedy nie jest nam zupełnie do śmiechu, poprawiamy sobie humor. Badania pokazują, że każdy nasz uśmiech uwalnia w organizmie endorfiny, czyli hormony szczęścia. Coraz więcej mówi się również o tym, że zdrowe zęby to zdrowe ciało. A okazuje się, że z dbaniem o uzębienie jesteśmy trochę na bakier.
Najnowsze badania pokazują, że aż 57% Amerykanów nie uśmiecha się w pełni, bo boją się że będzie widać im ubytki. I nie są odosobnieni, bo 30% Brytyjczyków jest niezadowolonych ze stanu swoich zębów i również się ich wstydzi, a prawie 70% uważa, że stan zdrowia ich zębów ma poważny wpływ na ich samopoczucie. W Polsce 40% sześciolatków ma próchnicę, a im starsze dzieci tym bardziej ten odsetek rośnie. W dorosłym życiu tylko 1% Polaków nie ma zupełnie problemu z zębami. Przy tym jedna na pięć osób uda się od razu do dentysty, kiedy widzi, że coś może być nie tak. Nie można w to uwierzyć, ale też jest sporo osób, które zęby myją raz dziennie i twierdzą, że to wystarczy. Nie wystarczy!
Mimo, że z dentystą nam nie po drodze, to nasze oczekiwania wobec stanu uzębienia rosną. Wszyscy marzymy o białych i równych zębach, czyli o hollywoodzkim uśmiechu. To głównie zasługa mediów i kina – ach ci aktorzy! „Ludzie oglądają na Instagramie mnóstwo zdjęć, gdzie ich rówieśnicy, aktorzy, influencerzy mają piękny uśmiech. Korzystają z nakładek i filtrów, takich które wygładzają pierwsze zmarszczki i wybielają zęby. Nic dziwnego, że w rzeczywistości przeżywają trudne chwile i są zrozpaczeni patrząc na swoje uśmiechy. Niestety taki uśmiech jak z ekranu często nie jest w naszym zasięgu, bo jest nienaturalny” – mówi jeden ze stomatologów.
Część z nas, ta mocniej stąpająca po ziemi i żyjąca w realu, chciałaby zadbać o to, co ma. Najnowsze trendy w stomatologii stawiają na naturalność, delikatnie korygując wady w które wyposażyła nas natura. Osiągnąć efekt pięknego uśmiechu pomagają nie tylko dentyści, ale i higieniści, które uczą jak dobrze dbać o zęby. Wizyty u nich cieszą się coraz większą popularnością.

Koleżanka w pakiecie medycznym ma wizytę u higienistki dentystycznej, i za każdym razem kiedy ma taką możliwość, korzysta z tej wizyty. Zawsze wynosi z niej coś nowego, choć bywa zabawnie, a czasami zaskakująco. Nie jesteśmy już nastolatkami, a okazuje się, że nie tylko nie umiemy używać na przykład nitki dentystycznej, ale nie umiemy również dobrze szczotkować zębów! Ja tę lekcję odrobiłam przy pierwszym pantomogramie, lata temu, kiedy trafiłam do wspaniałej dentystki. Z cierpliwością tłumaczyła mi na czym polega ruch wygarniający szczoteczką, co to jest przestrzeń międzyzębowa, i że muszę koniecznie używać nitki dentystycznej. Nadal niektórych zaskakuje fakt, że nitką można, a nawet trzeba, delikatnie wygarniać resztki jedzenia z przestrzeni międzyzębowych. Nawet najlepsza szczoteczka może mieć z tym problem.
Okazuje się, że duża część z nas nie myje zębów wystarczająco dokładnie. Wiele osób szczotkuje zęby jedynie z przodu, zupełnie nie przejmując się, że ząb ma kilka powierzchni – szkliwo z tyłu też potrzebuje szczotkowania. Dla bardziej zaawansowanych jest ruch szczoteczką pod kątem, który pozwala dotrzeć do przestrzeni między zębami. Dobrze i tam delikatnie wyszczotkować to, co jeszcze mogło się gdzieś ukryć.

Po jednej z pierwszych rozmów z dentystką wprowadziłam szereg zmian w codziennej higienie jamy ustnej. Okazało się, że miałam bardzo delikatne szkliwo, więc zmieniłam szczoteczkę na taką z delikatnymi włoskami – soft. Nauczyłam się także wybierać lepsze pasty do zębów. Dziś zdecydowanie stawiam na te z naturalnym składem, gdzie rządzi mięta, goździki, zielona herbata i o niskiej abrazyjności. Przez dłuższy czas musiałam się skupić na odbudowaniu szkliwa, co również wymagało suplementacji witaminą D, na zmianę z tranem. W pakiecie dostałam także tak zwane „płynne szkliwo”, o smaku gumy do żucia – produkt jest przeznaczony głównie dla dzieci, ale smaczny i dał u mnie całkiem fajny efekt. Dostałam kilka punktów co mam robić, i czego mi nie wolno. Zero gumy do żucia i łuskania słonecznika zębami. I nie wolno mi było szorować zębów, miałam je myć, a nie szorować.
„Pasta niekoniecznie musi być z fluorem, liczy się jakiej szczoteczki używamy, jak szczotkujemy zęby i jak często to robimy” – mówi dr Emma Kiworkowa.

O to jaką szczoteczkę wybrać, warto zapytać swojego dentystę. Dziś najczęściej wybierane są szczoteczki elektryczne i soniczne, ale wiem, że czasami lepsza może się okazać szczoteczka manualna – szczególnie w wypadku osób starszych, których zęby są wyjątkowo delikatne.
Najnowsza generacja szczoteczek to już szczoteczki smart. Nie tylko same czyszczą, ale łączą się z aplikacjami, które badają jak myjemy zęby i dają na feedback czy robimy to dobrze. Takie szczoteczki jak Oral B Genius X, czy Philips Sonicare FelxCare Platinium Connected posiadają czujniki nacisku i informują użytkownika wibracjami, kiedy zbyt mocno dociskamy szczotkę. Są też podłączone do aplikacji, która jest pełna wskazówek. Kiedyś być może te aplikacje będą się łączyć z gabinetem dentystycznym do którego chodzimy i lekarze będą mogli śledzić naszą higieniczną rutynę, i zaproponować zabiegi przygotowane specjalnie z myślą o nas.
Z dentystycznych gadżetów podobają mi się bardzo kolorowe szczoteczki do przestrzeni międzyzębowych – moje koleżanki noszą je w torebkach jako modne akcesoria, którymi można się pochwalić w łazience. Niestety ja nie umiem się nimi posługiwać, więc zamiast czystej przestrzeni między 6 a 7, kończę z pokaleczonym dziąsłem. Zdecydowanie bardziej służy mi zwykła nitka dentystyczna. Dla tych, którzy lubią nowe technologie do przestrzeni międzyzębowych są jeszcze irygatory, które świetnie się sprawdzają, skutecznie czyszczą i nie podrażniają dziąseł.

Nauczyłam się rozmawiać o zębach i zadawać pytania dentystom. Czuję się wtedy pewniej, wiem jakie mam opcje leczenia, i mogę sama podjąć decyzję czego chcę. A dziś opcji jest wiele. Najbardziej podstawową jest pantomogram, czyli zdjęcie rentgenowskie zębów – pozwala zauważyć gdzie i jakiej wielkości są ubytki i podjąć adekwatne leczenie. Możemy korygować wady zgryzu u ortodonty, wstawiać licówki porcelanowe, czy implanty. Dziś dentysta jest nie tylko lekarzem, ale również rzemieślnikiem, który dba o efekt wizualny swojej pracy. W niektórych gabinetach możecie poprosić o wizualizację swojego uśmiechu po zaproponowanym wam przez lekarza leczeniu.
Zdrowy uśmiech jest nie tylko ozdobą dodającą wam pewności siebie czy urody. Dr Oskar Kaczmarek, znany jako Doktor Mikrobiom, na swoim blogu zwraca uwagę, że stany zapalne jamy ustnej przekładają się na zdrowie całego organizmu, w tym zdrowie jelit. „Szereg badań klinicznych dowiodło jednoznacznie, że zainfekowane przyzębie może wpływać nie tylko na samo ryzyko rozwoju licznych patologii ogólnoustrojowych, ale również w znaczący sposób modyfikować ich przebieg! Zapalnie zmienione przyzębie stanowi patologiczne podłoże chociażby dla chorób sercowo – naczyniowych, układu oddechowego, cukrzycy, zespołu metabolicznego, RZS, schorzeń neurodegeneracyjnych, a nawet – w świetle ostatnich doniesień – zespołu policystycznych jajników! Jakby tego było mało, wykazano również silną współzależność patologii przyzębia z wymienionymi schorzeniami w aspekcie korzystnego wpływu na skuteczność terapii jednej choroby, poprzez terapię i kontrolowanie stanu drugiej” – pisze dr Kaczmarek, który również zauważa, że wielu z nas nie widzi potrzeby ciągłej opieki dentystycznej, bo zwyczajnie nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji naszego zaniedbania.
Pamiętajmy, żeby jednak nie wpadać w panikę czytając o chorobach, które mogą być powiązane ze stanami zapalnymi jamy ustnej. Warto się nimi jak najszybciej zaopiekować i skonsultować je z lekarzem. Błędną decyzją byłoby postawienie na mycie zębów do granic możliwości i płukanie ich silnymi płynami dezynfekującymi – pamiętajcie, że w ustach żyją różne mikroby i część z nich jest dla nas ważna i decyduje również o zdrowiu jamy ustnej, tym nie chcemy zaszkodzić.

Zdrowe zęby i piękny uśmiech wpływają także na nasze samopoczucie. Im częściej się uśmiechamy, tym szczęśliwsi się czujemy. To wszystko za sprawą hormonów – nasz mózg za każdym razem kiedy czuje, że kąciki ust idą w górę, czyta sygnał jako oznakę szczęścia, a to wiąże się z uwalnianiem endorfin. Jest również prawdą, że ludzie częściej się uśmiechają do osób, które też się uśmiechają – być może to zasługa neuronów lustrzanych. Uśmiechnięte osoby są postrzegane jako przyjemniejsze, cieplejsze i bardziej zadowolone z życia, co sprawia, że reszta ludzi chce z nimi nawiązać kontakt. Szerszy uśmiech to więcej przyjaciół. Warto więc o niego zadbać, i śmiać się na zdrowie!