Diwy – talent, charyzma i sława

Świat je kochał i podziwiał. One, piękne, mądre, hipnotyzujące kradły każde show. Theda Bara sama stworzyła swój wizerunek, urzekła świat jako Kleopatra. Josephine Baker tańczyła w spódniczce z bananów, była też szpiegiem i matką adopcyjną. Bette Davis stoczyła publiczną walkę o równe traktowanie kobiet w kinie. „Kiedy mężczyzna wyraża swoją opinię, jest mężczyzną. Kiedy kobieta wyraża swoją opinię, jest ****” – powiedziała publicznie. Świat patrzył na nie jak na boginie, nazywał diwami. „Co to znaczy być diwą?” – pytała Grace Jones, która najwidoczniej nie lubiła tego określenia. 

Słowo diwa pochodzi z łaciny i oznacza boginię. Włosi od XIV wieku mówią diva, określając w ten sposób kobiety o zniewalającej urodzie, wdzięku i niezwykłym talencie. Od XVI wieku divą nazywano kobiety, preformerki, które potrafiły wyróżnić się na tle mężczyzn do których całkowicie należało życie społeczno – kulturalne. W podobnym znaczeniu użył słowa diva Théophile Gautier – francuski pisarz, który w XIX wieku odnosił się do spektakularnych występów śpiewaczek operowych. 

Operowe arie

W grudniową, zimną noc 1831 roku w Mediolanie na scenie La Scali miała miejsce premiera opery Belliniego. „Norma” opowiadała o miłości dwóch kobiet do jednego mężczyzny, a także o losach walki Galijczyków z Rzymianami. W obliczu zagrożenia Norma, która jest kapłanką, składa w ofierze jemiołę ściętą ze świętego drzewa i wykonuje pieśń „Casta Diva”, łączącą ją z nieśmiertelnym księżycem. W roli Normy na scenie publiczność zobaczyła Giudittę Pasta. Kiedy „Norma” miała swoją premierę w Paryżu, dokładnie cztery lata później, rolę Normy odgrywała Giulia Grisi – tej grudniowej nocy 1831 roku również była na scenie. To Grisi sprawiła, że świat zakochał się w Normie. I to o niej pisał Théophile Gautier. 

„Jeśli którąś z pań nazwano diwą, to wystarczyło, żeby cała oglądająca ją publika przyjęła, że patrzy właśnie na gwiazdę. Diwa stawała się idolką, rządziła na scenie, zostawała królową, była syreną, wróżką, uwodziła i hipnotyzowała swoją publiczność… miała niezliczonych wielbicieli, którzy ją uwielbiali…stawała się obiektem pożądania, obiektem kultu.” – pisała o XIX francuskich diwach Isabelle Moindrot.  

Rola Normy z opery Belliniego należy do najtrudniejszych w wykonaniu ról operowych. Wie o tym inna diwa. To Maria Callas przeszła do historii śpiewając tę rolę i „Casta Diva”. Zanim pokochał ją świat, Maria przeszła metamorfozę – pod okiem Biki, wnuczki Giacomo Pucciniego. Jej wkład pracy, nie tylko w naukę śpiewu i głos, ale też w to jak wygląda, był ogromny. Doceniona przez publiczność Maria czuła, że ma świat u swych stóp, i to jej się należy. Mówiła: „Zawszę będę tak trudna do zniesienia jak muszę, żeby być najlepszą.” Jeśli uważała, że coś jest nie tak, albo że nie daje z siebie stu procent, potrafiła z niezadowolenia opuścić scenę. 

Na przełomie wieków diwy uwodziły już nie tylko na koncertach, ale również występując na scenie jako aktorki. Aktorka Ellen Terry grała sztuki Szekspira, w życiu łamała wszelkie zasady społeczne dotyczące kobiet. Na scenie zagrała ostatni raz występując razem z Vestą Tilley, która chodziła w męskim garniturze z melonikiem i laską – inspiracją do eksperymentowania z męskim ubiorem była dla niej sama Marlena Dietrich. Na niejednym pamiątkowym zdjęciu Tilley siedzi w męskiej pozie, paląc papierosa. W tym samym czasie na protesty chodzi inna, równie popularna aktorka i piosenkarka – Marie Lloyd. Marie wspiera protesty ludzi pracujących przy koncertach i występach. „My gwiazdy potrafimy zadbać o siebie, pracujemy na własnych warunkach. Protestujemy za tych najbiedniejszych, którzy sami nie mogą negocjować!” – krzyczała. Nie była też kobietą – ideałem, a w takich kategoriach postrzegano diwy. Marie Lloyd nie próbowała się przypodobać, była raczej waleczna, nie bała się samodzielnie myśleć. To ona recytowała na scenie: „Nie możecie powstrzymać kobiet od myślenia”.

Urok osobisty

Jest rok 1925. Paryż oblepiony jest plakatami – na nich dwie męskie twarze, czarne, z dużymi, mocno czerwonymi ustami, i dziewczyna w lekkiej halce podkreślającej jej krągłości. To reklama rewij „La Revue negre”, która tętniła egzotyką i zmysłowością. Dzięki niej sala Théâtre des Champs-Élysées wypełniona była po brzegi. Dziewczyny tańczyły charlestona, pięknie, żywiołowo, ale były białe, tylko jedna z nich była czarna. To ona została wyniesiona w ostatniej odsłonie przez prawie gołego mężczyznę. Ona też była praktycznie naga – oprócz kusej spódniczki i bransolet na nogach, nie miała na sobie nic. Jej erotyczny taniec był przepustką do europejskiej kariery. Nazywała się Josephine Baker. 

„Nigdy nie wybieram łatwej ścieżki, tylko tą trudną. Musicie wiedzieć, że wybierając tą trudną, chcę żeby wszyscy ci, którzy idą za mną mieli łatwiej.” – podkreślała Josephine Baker. Baker była pierwszą gwiazdą światowego formatu, pierwszą ciemnoskórą gwiazdą. Ale jej działalność wychodziła poza scenę. Seksowna tancerka w spódniczce z bananów była również aktywistką i szpiegiem. Kiedy rozpoczęła się wojna, Josephine nie uciekła z Europy do Stanów – „To Francja dała mi wolność, jestem gotowa za nią umrzeć”, mówiła. Kiedy opadł wojenny kurz, artystka w swojej posiadłości stworzyła dom, będąc matką adopcyjną dla dwanaściorga dzieci, o których mówiła „tęczowe plemię”. 

W 1963 roku stała u boku Martina Luthera Kinga. „Bywałam w pałacach królewskich i siedzibach prezydentów, ale nie mogłam wejść do amerykańskiego hotelu i zamówić filiżanki kawy, a to doprowadzało mnie do szału. A kiedy jestem wściekła, otwieram moją niewyparzoną gębę. Gdy krzyczałam wystarczająco głośno, zaczęli te drzwi uchylać”* – powiedziała.

Josephine Baker

Swoimi występami otworzyła drogę dla innych, ciemnoskórych artystek. Na scenie pojawiły się takie diwy jak Billie Holiday, Aretha Franklin, Nina Simone. Ich głosy okazały się przepustką do lepszego życia i dały im siłę, aby walczyć o swój status i swoje prawa. Josephine Baker była również jedną z tych gwiazd, które ze sceny zeszły, aby również wkroczyć w świat filmu. 

Diwy ekranu

Na ekranie grały role, które wyznaczali im mężczyźni. Seksowne, kokieteryjne kociaki, kobiety wampy, kolejne Kleopatry. Poza ekranem uśmiechały się do mediów i udzielały wywiadów. Przychodził jednak taki moment, że część diw ekranu mówiła dość i stawała w opozycji. Mary Pickford w 1919 roku założyła razem z Charliem Chaplinem i Douglasem Faibanks’em United Artists, firmę która zajęła się produkcją filmów. Swoje kontrakty mocno negocjowały takie gwiazdy jak Katharine Hepburn, Clara Bow, czy Ida Lupino. Bette Davis poszła na wojnę z samy Jackiem Warner’em, współzałożycielem jednej z najpotężniejszych wytwórni filmowych Warner Bros. Studios. Nie szczędziła mu przekleństw nawet publicznie. 

W świat skandalu i swobodnego stylu życia chętnie wkroczyła Mae West, która sama pisała swoje sztuki. Pierwsza z nich nosiła tytuł „Seks”, i choć Nowy Jork był oburzony, to wystawiano ją przez rok, a miejsca były raczej wyprzedane. Już za nią Mae trafiła za kratki, co w ogóle jej nie dotknęło. Za dwie kolejne sztuki również musiała odsiedzieć swoje. W blond lokach, z pełnym makijażem, w balowej sukni i obwieszona klejnotami wyglądała jak…diwa, była nią. „Bóg nie miał z tym nic wspólnego” – miała odpowiedzieć dziewczynie pracującej w szatni, która zachwycona widokiem aktorki powiedziała: „o mój Boże”.  Te blond loki, pięknie zrobione brwi, umalowane na czerwono usta, suknie balowe podkreślające młodość i kształty, świat oglądał później wielokrotnie…choćby u złotej Marylin Monroe.  

Mae West/ Marylin Monroe

Rockowe dziewczyny

„Nowoczesne diwy to nie tylko artystki operowe, to również dziewczyny śpiewające pop, rock, czy country. Dolly Parton, która pisała i śpiewała, a także była kobietą interesu, Barbara Streisand, która w ogóle była artystką multidyscyplinarną, nie tylko występowała na scenie, nagrywała filmy, ale stała także za kamerą. Obie przyczyniły się do przedefiniowania pojęcia diwy. Nowa popularna muzyka i nowe możliwości jakie dały media, otworzyły drogę do wielu nowych karier. Aretha Franklin, czy Joan Baez również miały swój wkład w to jak świat patrzył na gwiazdy, w latach ’70 to była Cher, czy Tina Turner. Silne i pewne siebie kobiety, które potrafiły o siebie zawalczyć.” – mówi Kate Bailey, kuratorka wystawy „Diva” w londyńskim Victoria & Albert Museum. 

Pióra i cekiny były rozpoznawczym znakiem Cher. No i długie, czarne włosy. W 1986 roku na gali rozdania Oscarów wszyscy patrzyli na nią. Ona ubrana w czarną spódnicę, coś w rodzaju uprzęży i z pióropuszem na głowie, czuła że przypomina światu kim jest i daje lekcję tym, którzy ją aktualnie kochają, ale nie byli jej fanami. Cher nie tylko śpiewała, ale i występowała w filmach, dostała Oscara za rolę we „Wpływie księżyca”. Niektórzy porównywali jej talent aktorski do Meryl Streep. 

„Nie cierpię tych słów. Legenda, ikona, diwa. Nie cierpię tych wszystkich, pie***nych określeń. One nic nie znaczą. Wolę, gdy mówią na mnie Cher” – wyznała kiedyś gwiazda.

Jej pierwsza płyta jest zatytułowana „Madonna”, pierwsza trasa koncertowa to „The Virgin Tour”. Przed nią na scenie występują Beastie Boys, których Madonna uwodzi w swojej garderobie. Madonna Louise Ciccone wie, że sztuka i muzyka to biznes. Liczy każdy grosz, lubi imprezować i lubi występować na scenie. Nie boi się skandalu. To ona biega w teledyskach w sukniach ślubnych, gorsetach, obwieszona krzyżykami. „Like a prayer” to początek otwartej wojny z kościołem. Madonna nawet się ukrzyżuje. „Jak nie wiem jak się zachować, to zachowuję się jak Bóg” – powie w wywiadzie dla ABC.

Il divo

„Cały czas pracowałem nad występami na żywo, chciałem żeby były coraz lepsze, coraz bardziej zaskakujące – zatrudniłem kostiumografów, i zachęcałem ich do tego, aby robili to, co podpowiada im wyobraźnia, bez względu na to, jak szalone mogłyby być to pomysły, więcej piór, więcej cekinów, więcej krzykliwych kolorów, czy jeszcze wyższe platformy” – mówił Elton John. 

Okazało się, że pojęcie diwy staje się coraz bardziej elastyczne. Do grona diw dołączyli mężczyźni. Wśród nich można wymienić właśnie Eltona Johna, Freddie Mercury’ego, czy Prince’a. Na scenie i w życiu bawili się równie dobrze, co ich koleżanki. I u nich liczył się głos, ale także wygląd i charyzma. 

„Nazywam się Elton Hercules John. Jestem alkoholikiem i kokainistą. Bulimikiem uzależnionym od seksu i zakupów, który uwielbia palić haszysz. Chcę z tym wszystkim skończyć” – życie Eltona to sinusoida unosząca się w górę i dramatycznie opadająca w dół. Wyprzedane koncerty, miliony fanów, pieniądze. Ale również uzależnienia, nagłe wybuchy złości i przemoc. Moment przebudzenia nastąpił, kiedy sir Elton zobaczył się w telewizji, leciała transmisja z pogrzebu chłopca zarażonego przypadkowo wirusem HIV, któremu Elton towarzyszył do końca. To wtedy zamiast siebie widział ledwo żywego człowieka. Poszedł na odwyk i wysłał tam również inne gwiazdy – „jeśli tego nie zrobisz to umrzesz”, powtarzał jak mantrę. 

Nowe pokolenie gwiazd

Diwy, współczesne gwiazdy równie mocno rozgrzewają publikę co kiedyś. Koncerty Beyoncé, Lady Gagi, Lizzo, Dua Lipy wyprzedają się w zawrotnym tempie. Ich głos to nie tylko rozrywka, to także głos w najważniejszych dyskusjach jakie przetaczają się przez społeczeństwo, równouprawnienie kobiet, dostęp do antykoncepcji, ruch #metoo, Black Life Matters, wybory. Beyoncé śpiewa: „kiedy życie daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę”. Lizzo promuje ciałopozytywność, and it’s abaut damn time. Współcześnie zmieniło się jednak to, że diwy dużo wysiłku wkładają, aby ich życie prywatne było jak najmniej medialne, wolną robić show przed milionami widzów i jednocześnie mieć święty spokój, kiedy zrzucają sceniczne kostiumy od najlepszych projektantów.

Większość z nich czuje się jednak bardzo wyjątkowa. Jedne życzą sobie do garderoby szampana, nie byle jakiego, inne ostrygi, jeszcze inne zamawiają kwiaty. Mariah Carey odmówiła wyjścia z limuzyny, bo nie rozłożono czerwonego dywanu. Cher życzy sobie specjalnego pomieszczenia dla swoich peruk, Rihanna dywanu w zwierzęcy print i świec zapachowych. Jeśli żądania nie zostaną spełnione czasami zamiast koncertu następuje katastrofa.

Madonna na swój ostatni koncert spóźniła się dwie godziny. Do tej pory fani znosili cierpliwie spóźnienia gwiazd. Tym razem jednak posypały się pozwy, a piosenkarka będzie się tłumaczyła przed sądem.

„Dla mnie diwa to słowo oznaczające siłę głosu i umiejętność rozkochania w sobie publiczności, to sukces odniesiony mimo wszystkich przeciwności losu, to walka i pokonywanie kolejnych przeszkód: tak żeby nas głos został usłyszany” – mówiła dama Shirley Bassey na otwarciu wystawy „Diva”. 

*****

W Victoria & Albert Museum trwa wystawa „Diva”, można ją oglądać do 10 kwietnia 2024 roku.

*cytat z artykułu o Josephine Baker z „Wysokie Obcasy Extra” nr 1 (115)/2022


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.