„To co mnie pociąga w ludziach, to ich determinacja w działaniu. Jeśli jesteś w czymś naprawdę dobry, to jest to niesamowicie atrakcyjne” – mówi Jeremy Allen White, i dodaje: „rozumiem, że ludzie pokochali Carmy’ego. Myślę, że ja też go kocham na swój sposób.” Gwiazda Jeremy’ego wzeszła dzięki dwóm słowom: „yes, chef”, wraz z serialem, po którym nikt nie spodziewał się takiego sukcesu. Tymczasem „The Bear” wrócił z trzecim sezonem, równie dobrym co dwa poprzednie, a krytycy nadal twierdzą, że to jeden z najlepszych seriali. Trudno się z nimi nie zgodzić.
Podobno Jeremy Allen White nie aspirował do wybitnych ról i nie marzył o karierze. „Zawsze myślałem o sobie, że jestem wystarczająco dobrym aktorem, żeby grać w serialach, czy czymś takim… I to było coś, czego oczekiwałem: będę pracował przy serialu, i będę wdzięczny za tę możliwość. Zupełnie nie oczekiwałem tego…co się stało” – mówi aktor.
Po tym jak dekadę spędził grając w jednym serialu, dostał propozycję, scenariusz. I nie był do końca przekonany, że chce rolę, którą mu zaproponowano. „Myślę, że trochę za bardzo przejmowałem się tym, co ludzie powiedzą. Wiedziałem też, że jeśli odmówię, to skończę tak, że będę chorobliwie zazdrosny o aktora, który dostanie tę rolę. Może nawet mógłbym go znienawidzić? Więc w mojej głowie działy się różne rzeczy, czasem godne pogardy.” Mimo wątpliwości, Jeremy się zgodził i wszedł do kuchni The Bear. Za to jak gra Carmen’a „Carmy’ego” Berzatto dostał już dwa Złote Globy, Emmy, Nagrodę Gildii Aktorów Ekranowych i Critics’ Choice Award. Nie marzył o sławie, a jednak jest sławny. Jest hot w internecie, i nie tylko. Teraz kiedy wszystko się zmieniło, a scenariusze wpadają w jego ręce same, Jeremy Allen White jest gotowy by to wykorzystać i podjąć wyzwanie. Zmienia się na oczach świata, z nieśmiałego chłopka, w mężczyznę na luzie.

„Nie zwracam za bardzo uwagi na całe zamieszanie, które mnie teraz dotyczy. To głównie moja mama mówi mi, co się dzieje, co ludzie piszą na Twitterze, co jest miłe. Gram odkąd skończyłem 18 lat. Przez 11 lat grałem w serialu „Shameless”, i to był dość popularny serial, a jednak nikt do tej pory nie poświęcał mi aż tyle uwagi. Jestem szczęśliwy, że tak było, że sława przychodziła etapami, bo mogłem dorosnąć do sławy. Współczuję tym dzieciakom, które stają się sławne w jednym momencie, i nie są na to zupełnie gotowe, sława może bardzo przytłaczać. Ja też pewnie nie poradziłbym sobie tak dobrze, gdybym był singlem, i nie miał dzieci, albo był młodszy i głupi. Jeśli nie masz nic poza karierą, żadnego oparcia, to sława może być bardzo samotnym doświadczeniem” – mówił aktor w wywiadzie dla Vanity Fair.
Jeremy Allen White urodził się na Brooklynie, w Nowym Jorku. Jego rodzice byli aktorami, ale porzucili ten zawód, kiedy na świat przyszedł Jeremy i jego młodsza siostra. Jeremy od dziecka chciał grać, a właściwie tańczyć, bo długo chodził na najróżniejsze zajęcia z tańca, w tym na balet. Z tańca jednak wyrósł, aktorstwo zostało z nim na życie. Szybko znalazł sobie agenta i zadebiutował w filmie „Beautiful Ohio”. Nie był przykładnym uczniem, wymyślił więc, że rzuci szkołę – co bardzo szybko wybili mu z głowy rodzice. Kiedy skończył studia, to oni chcieli żeby White zaczął się rozglądać za normalną pracą. Ale White grał, grał w serialu „Shameless”. Z Nowego Jorku przeprowadził się do Los Angeles, które stało się jego drugim domem. Dziś Jeremy mówi, że dorastał na planie, to tam pierwszy raz był samotny, i pierwszy raz musiał być tak bardzo samodzielny. Rola Philipa „Lip” Gallaghera to kawał życia White. Kiedy dla „The Bear” znów stanął na planie, a akcja ponownie rozgrywała się w Chicago, powiedział: „czuję się jakbym wracał do domu, to miłe uczucie”.
Z Addison Timlin, również aktorką Jeremy poznał się, kiedy zaczynał karierę. Wystąpili nawet w jednym z filmów razem. Schodzili się i rozchodzili, w końcu pobrali. Mają dwie córki, starszą Ezer i młodszą Dolores. Kiedy padały pierwsze klasy na planie „The Bear” jeszcze byli razem. Teraz Jeremy jest po rozwodzie, a media spekulują z kim jest. Timlin publicznie wyznała, że było jej ciężko. Para dzieli opiekę nad dziećmi, ale to White musi się starać o to, aby mógł zobaczyć córki.
Kiedy przygotowywał się do roli Carmy’ego, postanowił oglądać klasyków. Postawił na Ala Pacino i jego rolę w Narkomanach [The Panic in Needle Park]. Pożyczył sobie od niego rodzaj rozedrgania wewnętrznego, które w widzach budzi niepokój. Carmy jest jak bomba, która za moment może wybuchnąć, kłębi się w nim tyle emocji, nad którymi ledwie panuje. W momentach w których nie panuje, zwyczajnie krzyczy. Carmy, to młody szef kuchni, facet który postawił wszystko, całe swoje życie na to, że będzie gotował, karmił ludzi, i to nie byle jak. Wraca do domu, z nagrodą James Beard Award, aby przejąć knajpkę z kanapkami, po tym jak jego brat popełnił samobójstwo. I znajduje się w chaosie, w centrum cyklonu – nikt nie wie, jak działa lokal w którym niezapłacone rachunki to tylko jeden z problemów, ale The Original Beef of Chicagoland, które stanie się The Bear, jeszcze tętni życiem. Problem w tym, że Carmy ma chęć puścić z dymem to wszystko, tak samo mocno, jak ocalić.
„Jeśli oglądam jakiś film lub serial, to lubię czuć emocje, to lekkie zdenerwowanie” – mówi Jeremy. Za to, za prawdziwe, odczuwalne emocje podziwia nie tylko Pacino, ale również Roberta De Niro, Dustina Hoffmana, Sama Rockwell’a, czy Seana Penn’a.
„The Bear” docenili krytycy, ale też szefowie kuchni. Jest opresyjny, momentami trudno patrzeć na to, jak zawzięcie i pod jaką presją pracują kucharze. Wszyscy są jednak zgodni, tak często wygląda praca, w ekstrawaganckich restauracjach serwujących fine dining, i w małych knajpkach serwujących kanapki. Nerwów tu nie brakuje. „The Bear” pokochali widzowie, za naturalizm. Sprzedaż włoskich kanapek z wołowiną skoczyła lawinowo. Wszyscy jednak patrzyli na Carmey’ego, na jego białe, dopasowane koszulki, na lekko tłuste włosy, na tatuaże, na to, jak robi notatki. Pociąga nas w nim jego emocjonalna niedostępność.
„Chcieliśmy pokazać jak bardzo toksyczna może być praca w restauracji, i to że udało nam się osiągnąć taki efekt z Jeremym, który z natury jest dobrym i miłym gościem, było zaskakujące, ale i ważne” – mówi Christopher Storer, twórca serialu. „Kiedy spotykasz Jeremy’ego jest dosłownie słodkim chłopakiem, i ma niesamowite oczy, które hipnotyzują. Ale potem widzisz, że kiedy gra, może być zarówno słodki i miły, czarujący, ale też spięty, czy zły. Niełatwo tak manewrować emocjami.”
Pierwszy sezon grany był spontanicznie, choć trzeba przyznać, że White, który nie umiał gotować, dostał solidną lekcję. Nie tylko uczył się w Institute of Culinary Education, ale też pracował z najlepszymi szefami kuchni. Po tych kursach, Jeremy twierdzi, że dużo lepiej radzi sobie w kuchni. „Zdecydowanie sprawniej posługuje się nożem, potrafię też coś sam ugotować” – śmieje się podczas wywiadów.
Oczekiwania wszystkich wzrosły po sukcesie pierwszego sezonu. Za zachwyt widzów i krytyków przyszło zapłacić całej ekipie, która pracowała na planie, nie wyłączając aktorów. White mówił bez ogródek, że czuje się lekko zdenerwowany kręcąc drugi sezon. Ale też czuł radosną ekscytację. „Ludzie ciągle czegoś oczekują, jeślibyśmy czytali te wszystkie opinie i recenzje, to serial, który stworzyliśmy razem łatwo mogłoby ulec presji i oczekiwaniom innych. Ja mam nadzieję, że zaskoczymy wszystkich i to nie raz” – podkreślał aktor.
Z pierwszym sezonem Jeremy chciał również udowodnić sobie samemu, że to co robi jest ważne, a on jest dobrym aktorem. „Po tylu latach na planie jednego serialu, miałem sporo wątpliwości. Byłem jak Carmy, wiedziałem, że jestem dobry w tym co robię, ale ciągle brakowało mi pewności siebie” – mówił. W drugim musiał udowodnić światu, że dobra passa nie była chwilowa, a on jest gwiazdą, która nie świeci jedynie przez chwilę.
Na rozdanie nagród SAG Jeremy zabrał mamę. Razem przeszli po czerwonym dywanie, w blasku fleszy. „Jak dojeżdżaliśmy na miejsce, zapytałem ją, czy jest ktoś kogo by chciała tam spotkać, odpowiedziała: Cate Blanchett” – wspomina aktor. Nie znał się z Kate, ale Blanchett była współproducentką filmu „To może boleć”, w którym zagrał. Kate była na rozdaniu nagród, więc mieli się okazję spotkać. „Cieszyłem się momentem, kiedy zmierzała w naszym kierunku, kiedy się odwróciłem do mojej mamy, zobaczyłem, że płacze. To było wzruszające i niesamowite.”
Drugi sezon to kuchenne rewolucje. Carmy jest mocno nastawiony na sukces, a „The Bear” ma przejść całkowitą przemianę. Marzeniem Carmy’ego jest restauracja fine diningowa, na wysokim poziomie. Berzatto rozpoczyna walkę z czasem, ze swoją ekipą, z urzędnikami, i walkę o każdego dolara, bo rewolucje dziś kosztują krocie.

„Nasz serial ma konkretną energię, jest w nim dużo nieuporządkowania, momentami jest chaotyczny, ale przez to taki żywy! A o to nam przecież chodzi” – mówił Ebon Moss – Bachrach, który gra Richie’go. „Myślę, że robimy to samo, co robiliśmy kręcąc pierwszy sezon, czyli współpracujemy i staramy się miło spędzić ten czas” – podkreślała Ayo Edebiri, która w serialu gra Sydney. „Przy tym sezonie jesteśmy jednak trochę bardziej zmęczeni” – wyznała jednak aktorka.
Jeremy mówił, że drugi sezon jest totalnym zaskoczeniem, bo Carmy spędza tak dużo czasu poza kuchnią, że wydaje się, że jest zupełnie inną osobą niż w pierwszym sezonie. „Tyle jego „ja” jest w kuchni, że poza nią on sam siebie nie poznaje” – żartował aktor.
Trzeci sezon podzielił zarówno widzów, jak i krytyków. Jest trochę powtórką z rozrywki, wchodzimy do kuchni, jest gorąco, a Carmy chce mieć najlepszą knajpę w Chicago. Na kartce spisuje nowe zasady – nie do negocjacji! Zwariował! „Musisz ochłonąć!” – krzyczy na niego Sydney. Ale w tym sezonie dzieje się dużo więcej. Znów widzimy retrospekcje z przeszłości, i to jak Carmy miał ciężko, kiedy uczył się fachu. Są rodzinne kłótnie, i to napięcie, które każe wstrzymać nam oddech. I jest jeszcze coś, sukces, który nie przynosi spełnienia.
„Prowadzimy teraz fine diningową restaurację, i tym razem chcemy zdobyć gwiazdkę Michelin, to się dzieje naprawdę. Carmy jest tytanem perfekcji, dużo od siebie wymaga i od wszystkich pozostałych również. Poprzeczka poszła w górę” – mówi White. Jednocześnie podkreśla, że jego bohater ciągle przeżywa wydarzenia z którymi nie jest pogodzony – od tragicznej śmierci brata, przez początki swojej kariery, po rozstanie z dziewczyną, do którego sam doprowadził. „Carmy jest mistrzem unikania swoich problemów, jego terapią jest praca. Mógłby się zapracować na śmierć.”
Jego wentylem bezpieczeństwa są ludzie z którymi pracuje – „ten team jest jak małżeństwo, a płomienie i noże w kuchni są prawdziwe”, śmieje się Moss – Bachrach. Ayo Edebiri potwierdza: „uważam, że ta relacja opiera się przede wszystkim na pasji, na szacunku, i to powoduje, że wszystko tu iskrzy. Carmy i Sydney widzą w sobie ogień, chcą się wzajemnie popychać, żeby osiągnąć sukces, który im się należy.”
Jeremy Allen White nadal wierzy w ten serial, i ma nadzieję na więcej. Podobna wiara towarzysz reszcie filmowej ekipy. „Jeszcze nie raz zaskoczymy widzów” – to przecież motto White’a, który teraz biega w ciuchach Tommy’ego Hilfiger’a, wisi na billboardzie w bieliźnie Calvina Kleina, i gra na dużym ekranie. Możecie go zobaczyć w „Barciach ze stali”, ale także na Apple TV w „To może boleć”. Jego marzenia? Zagrać w filmie wojennym i na deskach teatru.
Bardzo ciekawy blog! 😀
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję!
PolubieniePolubienie