Ostatnia książka Gabriela Garcii Marqueza miała się nie ukazać. Pisarz, tracąc pamięć i gubiąc się w niej, uważał, że historia, którą wymyślił jest zbyt chaotyczna, żeby mogła się ukazać drukiem. A jednak, jego synowie dostrzegli w niej potencjał, a my mamy okazję jeszcze raz oddać się przyjemności czytania Marqueza, który zamiast bohatera wybrał ciekawą bohaterkę. Podobnie uczynił Thomas Schlesser, historyk sztuki, który w swojej powieści zabiera nas w świat muzeów i galerii – największe dzieła oglądami oczami dziecka, a opowiada o nich starszy pan, dla którego sztuka jest złotem tego świata. Anna Dziewit – Meller ma aż dwie główne bohaterki, siostry, które starają się jak mogą, a wiadomo life is brutal, biednemu zawsze wiatr w oczy. W tej powieści jest smutno i zabawnie. Szczepan Twardoch zaskoczył wszystkich z conajmniej kilku powodów. W „Powiedzmy, że Piontek” pisarz bawi się swoim bohaterem, i bawi się z czytelnikiem – kiedy myślimy, że znamy już Piontka, ten nagle dostaje nowe, alternatywne życie. Andrzej Stasiuk sam jest swoim bohaterem, i tym razem wraca nad Bug, który jest częścią jego dzieciństwa. To dziennik podróży, wciągający, ale i wymagający. Ten, kto lubi tego autora, przeczyta z przyjemnością.
1/ Widzimy się w sierpniu/ Gabriel Garcia Marquez
„Choć zawsze nader zazdrośnie strzegł wszystkich tekstów, nad którymi aktualnie pracował, parę miesięcy później pozwolił mi przeczytać sobie na głos trzy rozdziały powieści. Świetnie pamiętam swoje wrażenia w trakcie lektury i podziw wobec maestrii w operowaniu tematem, którego przedtem nigdy nie poruszał, pamiętam również, jak rosła we mnie nadzieja, że niebawem także czytelnicy będą mogli tę powieść poznać.
Kłopoty z pamięcią nie pozwalały mu już na łączenie i dopasowywanie przeróżnych elementów opowieści, na wprowadzenie poprawek do ostaniej wersji…” – pisze redaktor ostatniej książki Márqueza, Cristobal Pera.
„Widzimy się w sierpniu” powstawała systematycznie, latami, ostatnia, piąta wersja miała napisane na stronie tytułowej: „wielkie ok zakończenie”. Mimo to Márquez uważał, że książka nie nadaje się do niczego, i zabronił swoim dzieciom wydania jej. Na końcówce swojego życia pisarz nieubłaganie tracił pamięć, a jak twierdził, pamięć jest materią pisarską, bez niej pisanie to czysty chaos, jest bezsensowne.
Mimo jego prośby, książka została wydana. Na jej stronach, po latach, Márquez zmarł w 2014 roku, synowie dostrzegli wciągającą historię. I jak piszą, chcieli się nią podzielić z czytelnikami.
To opowieść o kobiecie w średnim wieku, która co roku wraca na karaibską wyspę, gdzie pochowała swoją matkę. Ana Magdalena Bach ma ułożone i całkiem dobre życie, jej mąż jest wziętym dyrygentem, który nie tylko śpiewa pod prysznicem, ale kocha ją z oddaniem. Mają razem dwójkę dzieci, syna, który gra na wiolonczeli i córkę, która mimo miłości do muzyki i frywolnego stylu życia, postanawia iść do zakonu.
Jedna z tych podróży na wyspę odmieni życie Any, a to doświadczenie przerodzi się w rytuał.
„Widzimy się w sierpniu” czyta się lekko i przyjemnie. To zaleta pisarstwa Márqueza. Mamy tu również ciekawą bohaterkę, dobrą muzykę, duszność karaibskiego powietrza, którą można dosłownie poczuć czytając. I tajemnicę do odkrycia.

2/ Oczy Mony/ Thomas Schlesser
„Oczy Mony” to opowieść o dziecku, dziewczynce, która może stracić wzrok. Lekarze tak naprawdę nie wiedzą, co się stało, i dlaczego Mona na moment oślepła. Jej rodzice za wszelką cenę chcieliby jej pomóc, zgadzają się nawet na wizyty u psychiatry. Żeby dziewczynka czuła się pewniej, na te wizyty ma ją odprowadzać jej ukochany dziadek – Henry. On jednak zadaje sobie pytanie, czy te wizyty są ważniejsze niż pokazanie dziecku piękna tego świata? Zamiast do lekarza prowadzi ją więc do Luwru, zaczynając tym samym konspiracyjną wyprawę po świecie sztuki.
Thomas Schlesser jest historykiem sztuki, a opowieść o Monie stanowi pretekst, żeby zabrać czytelnika przed dzieła największych światowych artystów i artystek – jest tu Caravaggio, Botticelli, Rembrandt, da Vinci, Goya i wielu wielu innych. Schlesser pisze o ich twórczości, życiu, przekonaniach i ambicjach. Jest wyjątkowo czuły w opowiadaniu o technikach malarskich, kolorach i motywach. Dla wszystkich wielbicieli sztuki „Oczy Mony” to nie lada gratka. Ta książka to jednak coś więcej, opowieść o życiu i ludziach, o miłości, odwadze, zachwycie, ale też strachu, rozczarowaniu, słabościach. Absolutnie uniwersalna historia, która wciąga.
*„Powieść pomyślana jako roczny kurs historii sztuki od renesansu do nowoczesności dla dziewczynki, która traci wzrok. Pewnie wybrałabym inne dzieła niż Schlesser, ale uważam, że powstała wartościowa książka, którą warto zabrać na wycieczkę do trzech najważniejszych muzeów Paryża – i nie tylko”./ Anda Rottenberg

3/ Rzeka dzieciństwa/ Andrzej Stasiuk
„Łoś poczuł pierwsze promienie słońca i cofnął się w zarośla. Wypełzłem z namiotu trochę zdrętwiały. Czarne resztki ogniska były całkiem zimne. Rozłożyłem maszynkę i zagotowałem wodę. Poszedłem z kubkiem kawy nad samą rzekę. W zakolu nurt wypłukał małą piaszczystą łachę. Można było zdjąć buty. Na ukraińskim brzegu rosły wysokie wierzby i płożył się splątany gąszcz. Było pięknie i spokojnie. W takie poranki wydaje się nam, że zgodzimy się nawet na nadejście śmierci.”
Stasiuk w swojej najnowszej książce zabiera nas w sentymentalną podróż nad Bug, rzekę jego dzieciństwa. Cofa się pamięcią do chwil, kiedy jako mały chłopiec brodził zanurzony po pachy w wodzie, niepewny swoich czynów, kiedy biegał brzegiem rzeki z psem o grubych, niskich łapach, i wydłubywał ości z przygotowanej na obiad ryby. Jego opowieść sięga jednak dużo głębiej, zanurza się w wartki nurt, błądzi po mulistym dnie. Bug prowadzi Stasiuka na Wschód, pamięć sięga do wypraw w głąb Rosji, i Ukrainy ogarniętej wojną. Stasiuk wsiada w samochód, do którego pakuje rzeczy potrzebne tym, którzy nie wyemigrowali z placu boju, wsiada w samochód, aby zabrać ze sobą tych, którzy chcą uciec przed wojenną pożogą.
To kolejny dziennik podróży, który urzeka, potrząsa czytelnikiem, zmusza do zastanowienia. To historia z życia wzięta, nie da się od niej uciec, tak jak nie da się przestać oddychać.
I jeszcze ta stasiukowa refleksja: „Bo zaiste nie pamięć, ale rzeki powinny grzebać nasze szczątki. Powinny je wypłukiwać i nieść do oceanów. To jedyny koniec wart pomyślenia”.

4/ Juno/ Anna Dziewit – Meller
Anna Dziewit – Meller w swojej słodko – gorzkiej powieści bada jak skomplikowane jest życie i czy każdy z nas rodzi się z już zaciągniętym długiem? „Świat bez długów! Toż by gwiazdy przestały obracać się regularnym torem” – mówi Rabelais. Dla jej bohaterów, ludzi koło czterdziestki dług nabiera nowego znaczenia – zaciągają go nie tylko w banku, zgodnie z modą ‚życie na kredycie to jest życie’, ale u rodziny, a nawet u siebie samych.
Dwie siostry, tak różne jak tylko można sobie wyobrazić, żyją z dala od siebie. Aleksandra wyjechała do miasta, wykształciła się, urodziła dzieci, i stara się wypłynąć na szerokie wody jako pisarka – pisze o pierwszej kobiecie ze Śląska zajmującej się astronomią, ale słabo jej to idzie. Marianna została na Mazurach, blisko rodzinnego domu, zajęła się robieniem paznokci i szybko podbiła Instagramy, stając się lokalną celebrytką. Do pełni szczęścia brakuje jej dziecka, o które się stara. Łączy je ojciec, który leży w domu opieki i powoli odchodzi. Łączą je napięte relacje, niewyjaśnione kwestie, które powodują, że siostry raczej się unikają. Każda z nich niesie swój bagaż, ma swój dług. W tej gorzkiej historii nie brakuje jednak i zabawnych sytuacji – wiecznie naburmuszony Marek mdleje na widok słonia, Roman udaje, że poluje, leżąc w ściółce leśnej myśli o tym, jak nie trafić w sarnę.

5/ Powiedzmy, że Piontek/ Szczepan Twardoch
„Ale mnie los tego Szczepana Twardocha na krześle przed tobą nie interesuje. Możesz z nim robić, co chcesz. To nie jestem ja. Ja siedzę przy moim biurku, nie pod pokładem twojego jachtu. Poza tym sam przecież chciałeś, żebym się zamknął. Ale jakoś razem musimy próbować to zrozumieć, tego Uroborosa, tę spiralę, w której razem coraz ciaśniej wirujemy.
– Więc jeśli on nie jest tobą, to kim?
Jest mną, ale w książce. Powiedzmy. To znaczy jakby mną. Sam nie wiem. Jest autorem, który trafia do własnej powieści, aby dać wolność swoim postaciom. Jakoś tak.
– No to świetnie ci poszło, łajdaku…”
„Powiedzmy, że Piontek” to najnowsza książka Szczepana Twardocha, który brawurowo bawi się w niej ze swoim bohaterem. Jego wszechwiedzący i rządzący opowieścią narrator opowiada trzy alternatywne życia Erwina Piontka. Czytelnik poznaje go jako pozytywnie zakręconego emeryta, który oszczędności życia zamienia na łódź, po to, żeby w końcu spełnić swoje marzenie. I kiedy zaczynamy mu kibicować, historia zmienia się diametralnie. Lądujemy w kolonialnej Afryce, a Erwin jest żołnierzem wojska niemieckiego. Ostanie wcielenie jest najbardziej pyskate, i kłóci się z narratorem. To Erwin z przyszłości, który wbrew swojej woli dostał się do polityki, w dodatku w niezbyt ciekawej sytuacji politycznej naszego państwa. Ten Erwin nie przebiera w słowach i czynach, dobiera się do samego autora powieści.
„Powiedzmy, że Piontek” to książka, która rządzi się swoimi prawami, dla mnie zupełnie inna od tego, do czego się przyzwyczaiłam czytając Szczepana Twardocha. Ale równie dobra i wciągająca, bo Twardoch umie pisać tak, żeby czytelnik się nie nudził – tu zaskoczeniem jest każda z trzech historii, i to jak autor potrafi się w jednej z nich ekstrawagancko zmaterializować, a nawet ponieść konsekwencje za to, jak i co opowiada.
