Role Saoirse Ronan nie przechodzą bez echa w kinowym świecie, są tak wyjątkowe jak ona. Prowadzący The Late Late Show zapytał Saoirse: „jak to jest, że w każdej roli jesteś idealna?” A ona, choć na scenie jest od najmłodszych lat, totalnie się zawstydziła. Świat zna jej imię i nazwisko, choć mało kto potrafi je wymówić poprawnie, ale dla niej ta sytuacja jest abstrakcyjna – „jestem zwykłą dziewczyną, znam się na graniu”, mówi aktorka. Możecie ją oglądać w dwóch świetnych filmach – „Blitz” na Apple TV i „Outrun” w kinach. „Outrun” to producencki debiut Saoirse.
Zanim skończyła 26 lat na swoim koncie miała już Złoty Glob, za rolę w przebojowym filmie Grety Gerwig „Lady Bird”. Do Oscara była nominowana cztery razy i wszystkie te role były oscarowe: w „Pokucie”, w filmie „Brooklyn”, „Lady Bird” i „Małych kobietkach”. Grając w „Pokucie” Briony Tallis miała zaledwie 13 lat, na zdjęciu z planu filmowego do Keiry Knightley przytula się dziecko. W 2020 roku magazyn The New York Times umieścił Saoirse na swojej liście „25 najlepszych aktorów XXI wieku”, tłumacząc, że „od początku swojej kariery wykazywała niezwykły talent i dyscyplinę”.
Saoirse nigdy nie uczyła się zawodu, nie ma dyplomu z aktorstwa, ma za to doświadczenie, bo od najmłodszych lat przebywała na planach filmowych, a swoją pierwszą rolę dostała jako pięciolatka. Zapytana podczas wywiadu, jak to się dzieje, że potrafi totalnie zniknąć w swoich postaciach, Saoirse odpowiada: „to jest mój sposób, ja tak pracuję, to znikanie to domena dzieci, które totalnie potrafią się zatracić w zabawie, ja to potrafiłam, byłam jedynaczką, dużo czasu spędzałam w swoim wyimaginowanym świecie. Udawałam wtedy, że jestem na scenie i potrafiłam się tak bawić godzinami.”

Aktorka z uśmiechem przyznaje, że w swojej karierze zagrała dużo dziwnych postaci. „Moje doświadczenie było zupełnie inne niż moich rówieśników, ale nie byłam gwiazdą Disney’a, nie grałam w Harrym Potterze, nie byłam w ogóle znana, byłam zwyczajnym dzieckiem, które grało w filmach” – mówi. Jest kolejną osobą, która docenia to, że jej kariera dopiero z czasem nabrała tempa, a ona nie od razu musiała się zmierzyć ze sławą. Ronan do tej pory upiera się, że nie była znana aż do roli w filmie „Brooklyn”, w którym gra Eilis, irlandzką emigrantkę, próbującą ułożyć sobie życie w Stanach. Nie przekonuje jej argument, że wcześniej miała nominację do Oscara – „ja mam chyba taką mentalność ‚nikt mnie nie zna’, i ja to lubię”, mówi. Jednocześnie jeszcze niedawno każda przerwa w graniu zwyczajnie ją stresowała. „Myślałam, co będzie jak wszyscy o mnie zapomną, jak nie dostanę żadnej roli? Teraz wiem, że przerwy są integralną częścią mojej pracy, są zdrowe” – podkreśla.
Sława dla Saoirse nadal pozostaje pojęciem abstrakcyjnym – czerwony dywan, kontrakty z markami modowymi, wywiady, to dla niej istotna część pracy, ale zdecydowanie ta bardziej męcząca. „Widziałam jak się stara, jest piękna, posągowa, pozuje jak grecka bogini i widziałam, że ją to męczy w pewien sposób” – pisze dziennikarka Vogue, która towarzyszyła Ronan podczas sesji zdjęciowej.

Nie znajdziecie jej profilu na mediach społecznościowych, bo Saoirse uważa, że to dziwne, żeby się dzielić swoim życiem z zupełnie nieznanymi osobami. Dla niej liczy się granie, ale też rodzina i najbliżsi.
Saoirse urodziła się w Stanach Zjednoczonych, w Nowym Jorku, gdzie jej rodzice przenieśli się w 1994 roku z Irlandii. Paul wyjechał pierwszy, za nim ruszyła Monica. To w Nowym Jorku Paul odkrył w sobie potencjał do grania, był barmanem, ale za namową znajomych coraz częściej wychodził na scenę. Kiedy rodzina wróciła do Dublina, Saoirse miała trzy lata, pięć kiedy zagrała wspólnie z tatą w filmie. Cała rodzina zamieszkała w Ardattin w hrabstwie Carlow.
„Zaczęłam grać, kiedy byłam dzieciakiem i nie wiedziałam, że zostanę aktorką. Pierwsza rola trafiła mi się przypadkiem, byłam na planie z tatą, który grał w krótkim metrażu i okazało się, że potrzebują dziecka. A ja tam byłam. Zagrałam, ale byłam bardzo skrępowana całą uwagą, którą mi poświęcono.”
Jej pierwsza prawdziwa rola? Saoirse wymienia serial The Clinic, który leciał w irlandzkiej telewizji. Pierwszy film: „Nigdy nie będę twoja”. Rolę, która okazała się dla niej przełomowa zagrała u Joe Wrighta, w „Pokucie”.
„Zawsze kiedy zaczynam współpracę z aktorami, którzy rozpoczęli swoje kariery w dzieciństwie i odnieśli sukces, zastanawiam się, czy jeszcze będą mieli chęć i apetyt na to, żeby zagrać tak na sto procent.” – mówił Paul Mescal, kiedy opowiadał o pracy na planie „Foe”, gdzie partnerowała mu Saoirse. „Ona absolutnie kocha grać. Ma ogromny talent i instynkt, potrafi wczuć się w rolę i ponieść historię. Jest fantastyczna przed kamerą” – mówił o niej, wyrażając swój podziw.
Saoirse uważa, że nie miała najmniejszych szans na to, żeby zostać rozpieszczonym dzieckiem, nie mówiąc o rozpieszczonej gwieździe. „Mam wspaniałych rodziców i agentów, którzy też mieli swoje dzieci, i wszyscy oni wiedzieli jak może się skończyć robienie kariery, sława. Gdyby tylko coś się nie spodobało mojej mamie, zabrałaby mnie z planu. Miałam w niej wsparcie, ale to ona też dbała o to, żebym mocno stąpała po ziemi. Spędzałam dużo czasu na planie, a później wracałam do domu, nauki, szkoły, do zwykłego życia” – mówi.
Często opowiada historię jak na planie filmowym, ktoś z ekipy podszedł do niej – była wtedy jeszcze dzieckiem, i zapytał czego się napije. „Herbaty” – odpowiedziała Saoirse, na co jej mama powiedziała: „wstanie i sama sobie ją zrobi”. Od początku Monica wpajała córce, że nie ma różnicy czy rozmawia z gwiazdą, czy z kimś kto na przykład sprząta na planie, każdej z tych osób należy się taki sam szacunek. To ona siedziała i godzinami powtarzała tekst z córką, towarzyszyła jej podczas kręcenia i spotkań, jechała, kiedy Saoirse miała wątpliwości i czuła się niepewnie – „to mama przyjechała mnie ratować, kiedy kręciłam „Lady Bird”, i „Brooklyn”, mówi aktorka. Saoirse nie wstydzi się, że od dawna boryka się z syndromem oszusta. Mimo lat doświadczenia potrafi zwątpić w siebie.
To czego najbardziej żałuje? To stracone szkolne lata, bo nie zawsze udało się pogodzić pracę ze szkołą, więc Saoirse uczyła się w domu. Szkoda jej znajomości, których nie zawarła, przeżyć których doświadczyli jej rówieśnicy. Jej przyjaciółka Amy zawsze ogląda filmy Saoirse, ale „na dwóch zasnęła” – śmieje się aktorka.
Swoje role wybiera tak, żeby były dla niej ciekawe, ważne, żeby mogła się przez nie rozwijać. Kiedyś, na początku kariery Ronan podążała za reżyserem – „ufałam im zupełnie, bo nie miałam doświadczenia”, mówi. Teraz wie, że na planie często jest osobą z największym doświadczeniem, a to zmienia postać rzeczy. „Nigdy nie byłam reżyserem, ale wiem jak mam zagrać, to instynkt i lata doświadczenia” – podkreśla.
Ulubiony reżyser/ reżyserka – Greta Gerwig, „mamy to wspólne flow” – mówi Saoirse. Razem nakręciły Lady Bird, a później Gerwig zaprosiła Ronan na plan „Małych kobietek”.
„Podczas kręcenia jednej ze scen w „Małych kobietkach”, Saoirse zagrała tak jakby czytała mi w myślach. Widziałam tę scenę wcześniej w wyobraźni i to było dokładnie to. To trochę tak jakbyśmy miały jeden umysł. A ja nigdy jej tego nie tłumaczyłam.” – opowiada Gerwig.

„Myślę, że to niezwykłe doświadczenie, kiedy na swojej drodze spotyka się drugą osobę z którą od razu łączy cię nić porozumienia. Nie wiem jak to działa, ale tak właśnie jest z Gretą. To doświadczenie jedno na milion. We feel so lucky.” – cieszy się aktorka.
Saoirse ma listę reżyserów z którymi chciałaby pracować, i przypomina o niej swojemu agentowi – „upewniam się, że taka współpraca nie przejdzie mi koło nosa.” O Stevie McQueenie mówi z podziwem, a jednak gdy dostała propozycję zagrania w jego filmie, musiała ją przemyśleć. „Chciałam u niego zagrać, ale nie chciałam grać w kolejnym wojennym dramacie. Kiedy Steve zaczął mi opowiadać historię chłopca, który próbuje wrócić do domu… poczułam, że to jest to.”
Do nakręcenia filmu reżysera zainspirowała fotografia chłopca, ciemnoskórego, w za dużym płaszczu, który w ręce ściskał teczkę. McQueen znalazł ją przy okazji kręcenia dla telewizji materiału o londyńskich Indianach, żyjących w połowie XX wieku. „Zastanawiałem się kim był ten chłopiec? Jaka jest jego historia?” – mówi reżyser. I tak od 2010 roku zaczął mu po głowie chodzić scenariusz.
Akcja „Blitz” rozgrywa się podczas II wojny światowej. Saoirse gra Ritę, mieszkankę Londynu, która ma syna, dziewięcioletniego George, gra go Elliot Heffernan – to jego aktorski debiut. George nie rozumie jeszcze wszystkiego, ale już jest mocno poobijany przez życie – głównie dlatego, że nie jest białym dzieckiem. Kiedy władze Londynu nakazują ewakuację dzieci z miasta, z powodu ciągłych bombardowań, George będzie jednym z nich. Tyle tylko, że George nie chce opuszczać Stepney Green w którym mieszka i matki, którą kocha. Ucieka i rusza w drogę powrotną do domu, a my śledzimy jego losy i trzymamy kciuki, żeby mu się udało przejść przez to piekło.
To opowieść o miłości, stracie, wojnie, rasizmie. „Ten okres to trauma dla pokoleń, nie wydaje mi się, żebyśmy przerobili Blitz i byli gotowi ułożyć się z tymi wydarzeniami” – mówi reżyser. „A te wydarzenia miały na nas ogromny wpływ.”
W pierwszym momencie Saoirse zapytana o to, czy myślała o filmie w jego politycznym wymiarze, odpowiedziała, że nie. Za chwilę jednak się zreflektowała: „to chyba kłamstwo, ponieważ oczekuję, że ten film zacznie dyskusję, tak jak powinien, nie ma chyba filmu Steva, który nie prowokowałby do dyskusji. To ważne i mocne filmy, niekiedy niewygodne dla nas, ale powinniśmy się zmierzyć z przeszłością.”
Jej najnowszy film „Outrun”, który właśnie wszedł na ekrany kin jest dla niej wyjątkowy. Po pierwsze na ekranizację książki Amy Liptrot namówił ją jej narzeczony, a teraz już mąż – Jack Lowden, który też jest aktorem. Po drugie jest to film, którego produkcją zajęła się ich firma. „Bardzo wierzymy w siebie nawzajem i znamy się dobrze, więc Jack wiedział, że to rola, którą będę chciała zagrać i również jest to rola, którą powinnam zagrać. To on przyniósł mi książkę, kiedy siedzieliśmy zamknięci podczas lockdown’u” – wyznaje aktorka.
Saoirse w „Oturun” gra Ronę, młodą kobietę, która ukończyła studia przyrodnicze i planowała dalszą karierę. W jednej scenie widzimy ją jak bawi się ze znajomymi, szczęśliwa i beztroska, w drugiej jak traci kontrolę i stacza się na alkoholowe dno, błagając przy tym o kolejną szansę. Rona opuszcza Londyn i ucieka przed alkoholem na Orkady, do domu. Ale nawet tu nie jest jest łatwo – „jestem szczęśliwa tylko wtedy, kiedy piję”, mówi Rona.
To film, który w całości opiera się na bohaterce Saoirse. Ona sama uważa, że było to duże wyzwanie – emocje, które pojawiają się w filmie dotyczą bardzo poważnego problemu, który dotyka wielu osób. Książka Amy Liptrot to jej dziennik, a Ronan mówi wprost, że film nie powstałby w takiej formie, gdyby nie współpraca z Amy.
„Czułam ogromną odpowiedzialność za ten film, tak jest kiedy grasz kogoś, kto żyje i przeszedł przez ekstremalne doświadczenie, które mogło totalnie zniszczyć mu życie. Amy jest ciągle młodą osobą, ma dwoje dzieci, ma swoje życie i rodzinę, jej rodzice wzięli udział w filmie. My musieliśmy pokazać to tak, żeby jednocześnie ochronić ich, nie zrobić im krzywdy, ale też pokazać prawdę o tym jak to wyglądało. To dzięki Amy zagrałam tak jak zagrałam, to ona jest współautorką, to ona tworzyła ten film z nami i otworzyła się na nas i na to doświadczenie” – mówi Ronan.
Dla niej to było niezwykłe doświadczenie, praca w miejscu pięknym, ale też dzikim i rządzącym się swoimi prawami. Ronan uczyła się rodzić owce, a filmowa ekipa musiała wrócić na wyspę w sezonie, kiedy zwierzęta się cieliły. Wszyscy wstawali i szykowali się, kiedy jeszcze było ciemno, bo nikt nie był w stanie przewidzieć akcji porodowej. Saoirse powitała na świecie siedem małych owieczek. Tak samo nagrano scenę, kiedy Saoirse śpiewa z fokami nad wodą – ona zaczęła, one odpowiedziały – „nikt z nas się tego nie spodziewał”, opowiada zadowolona aktorka.
Naturalistycznie wypadają też mitingi osób uzależnionych – „dużo mnie to kosztowało, chodziłam na spotkania i zanim zdecydowaliśmy się cokolwiek nagrywać, również mieliśmy sesje, po to żeby wszyscy poczuli się komfortowo i bezpiecznie”, mówi. Po tym jak nagrania się skończyły, Saoirse zdecydowała się na terapię, żeby przegadać z psychoterapeutą trudne emocje.
Dla relaksu Saoirse pracuje w swoim ogródku, sadzi i pilnuje warzyw, a później z dziką przyjemnością zbiera je, żeby przygotować domowy posiłek. Podobno nic nie sprawia jej takiej przyjemności, no może przebywanie z mężem i ich wspólnym psem.
Jak dalej Saoirse Ronan wyobraża sobie swoją karierę? Może zniknie na jakiś czas, bo jak wyznaje jest gotowa na dziecko, albo zagra czarny charakter – dokładnie taki jak wyciągnięty z filmów o 007, to jej marzenie.
Outrun już jest w kinach.