W książkach, filmach, serialach i oczywiście w piosenkach, miłość jest jednym z najpopularniejszych tematów – nic nas tak nie rozbudza [oprócz miłości] jak czytanie czy słuchanie o tym, kto kogo pokochał i jak. Od miłości trudno uciec, rządzi trochę naszym życiem i stąd bierze się jej popularność. Ten tekst będzie niewątpliwie love story, o różnych odcieniach miłości, o wzlotach i upadkach.
1/„Sztuka pięknego życia”
Tobias budzi się w szpitalu, jest poturbowany, ma prawo go boleć wszystko. Przed nim siedzi ładna nieznajoma, a on pierwsze o co ją pyta, to czy ma na sobie bieliznę. To niewinne i zabawne pytanie, bo Tobias jest ubrany w szpitalne ubranie. Almut – tak nazywa się nieznajoma, od razu przyznaje się, że przejechała Tobiasa. W ramach rekompensaty zaprasza go na kolację – podwójne zaproszenie, dla niego i osoby towarzyszącej, a ona będzie gotować, jest przecież zawodową kucharką. Tobias przyjdzie na tę kolację sam, i tak zacznie się ich wspólne życie, pełne wzlotów i upadków.
„To jest niezwykłe, a jednocześnie tragiczne, ten film to historia prawie każdego z nas” – mówi Andrew Garfield. Z Florence Pugh poznali się dopiero na planie podczas zdjęć próbnych, to oni grają główne role – „mam ogromny szacunek do Florence, która jest fantastyczną aktorką, ale tu musieliśmy w ciemno uwierzyć, że uda się nam oddać uczucia dwójki najbliższych sobie ludzi.”
Florence przyznaje w wywiadach, że zakochała się w tych postaciach. Andrew Garfield wzrusza się do łez – „granie w tym filmie było terapeutycznym doświadczeniem, w tę postać włożyłem cały swój niepokój, smutek, szczęście, jednym słowem wszystkie emocje jakie mi towarzyszą na tym etapie życia.”
„Sztuka pięknego życia” [angielski tytuł to „We live in time”, chyba trochę lepszy od polskiego] broni się autentycznością. To love story jest zabawne, romantyczne, seksowne i rozdzierająco smutne. Między głównymi bohaterami czuć chemię, nić porozumienia, dzięki czemu z łatwością wierzymy w to, co dzieje się na ekranie.
Jeśli chcecie obejrzeć coś zabawnego, ale nieoderwanego od życia, prawdziwego, poruszającego, to warto się wybrać do kina.
2/ „Polak” J.M. Coetzee
„Polak” to jedna z najgłośniejszych książek zeszłego roku. J.M. Coetzee pisze o miłości, uwodzeniu i pustce, którą można odczuwać żyjąc pełnią życia. To krótka książka, prosta i pozbawiona fajerwerków, ale jednak na pewnym poziomie mocno skomplikowana.
Witold i Beatriz poznają się na koncercie. On jest wybitnym pianistą, który szczyt kariery ma już dawno za sobą, ona jest hiszpańską mecenaską sztuki. On od razu traci dla niej zmysły, ale ma swoje lata, ’70 – tkę na karku, sztuka uwodzenia w tym wieku wymaga gracji. Ona jest młodsza, piękna, ale też chłodna w uczuciach, a jednak on w jakiś sposób zdobywa jej uwagę.
Coetzee do końca pozwala nam się zastanawiać, co połączyło tych dwoje ludzi i zwodzi nas – czy to, co się między nimi wydarzyło było dla nich ważne czy nieważne, czy to był romans, czy może coś więcej? I jak to wszystko się skończy? Coetzee zadaje uniwersalne pytania, na które szukamy odpowiedzi, każdy z nas na swój sposób pragnie akceptacji, miłości, rozbudzenia emocji.
„Coetzee jest powieściopisarzem wyjętym spod prawa od 1973 roku”, napisał Benjamin Ogden w „New York Times Book Review”, mając na myśli nieoczywisty styl noblisty. Jedni go kochają za to, nazywając również mistrzem „tego co niewypowiedziane”, dla innych to literatura, która jest zimna i manieryczna. Nie można jednak powiedzieć, że Coetzee pisze nieciekawie. Czytać czy nie? To noblista, i jeśli lubcie romanse (szczególnie te mniej oczywiste) to czytać. Albo słuchać.

3/ „Lady Love”
Zanim Lucyna stanie się Lucy Love, życie ją mocno doświadczy. Są lata ’70, a piękna, młoda i pełna ideałów Lucyna wstępuje do klasztoru, z którego dość szybko odchodzi i wraca do domu. Żeby się utrzymać zostaje kelnerką, to wtedy zakochuje się w niemieckim inżynierze. Marzenie o lepszym życiu za granicą, pełnym miłości, umiera dość szybko, razem ze zniknięciem inżyniera. Małżeństwo z taksówkarzem okazuje się pełne przemocy. Lucyna ma dość, pakuje walizki i wyjeżdża do RFN.
Po drugiej stronie granicy zaczyna karierę w branży porno. Z dnia na dzień nabiera pewności siebie, a w końcu ma dość odwagi, żeby upomnieć się o swoje. Jako Lucy Love jest gwiazdą, która zarządza własnym biznesem. Jest sława, blichtr i pieniądze. Są także wrogowie, ci którzy krzywo patrzą i ci, którzy zazdroszczą.
„Lady Love” to sześcioodcinkowy serial produkcji Max, którego niekwestionowaną gwiazdą jest Anna Szymańczyk – możecie ją pamiętać z nowej wersji „Znachora”. Szymańczyk gra odważnie i bezkompromisowo – „mam swoje lata i jestem oswojona ze swoim ciałem”, mówi w wywiadach.
Historia jej bohaterki jest luźno oparta na losach Teresy Orłowski znanej jako Foxy Lady.
4/ „Ten się śmieje, kto ma zęby” Zyta Rudzka/ audiobook EmpikGo
„Teraz nic mi po nim. Kiedyś od razu mi przypadł.
Po urodzie go brałam. Mąż ładny to jest mąż ładny. Ten to był jeszcze zawodnik. Zawód – dżokej. Waga bez siodła – pięćdziesiąt jeden kilko w ubraniu. Wąski w ramionach, wąski w szyi, wąski w tyłku. Wszędzie wąski, że jedną ręką bez problemu chwycisz i uniesiesz na pół metra. Podobał mi się ten ptaszek w garści.
Takiego Dżokeja pamiętam z pierwszego dnia.
Wszedł do „Wera. Zakład fryzjerski męski”. Zrobił sztuczny kaszel.
Pani Wera?
A kto? Krzykiem objechałam go w lustrze.
Pani Wero, obetnie mnie pani? Na krótko. Jutro się ścigam.”
Wera jest bohaterką pełnokrwistą, kocha życie i nie zamierza z niego rezygnować, choć jej sytuacja jest niewesoła – właśnie zmarł jej mąż, a ona rusza na poszukiwanie butów dla niego – do trumny, „a o takie niełatwo” – według Wery. „Ten się śmieje kto ma zęby” to opowieść o niej, ale także o miłości i życiu z Dżokejem, od czasu kiedy oboje byli „na szycie”, po wspólną biedę.
Czytałam tę książkę jak tylko się ukazała, i polubiłam Werę za jej siłę, bezkompromisowość, za to jaka jest uparta. Teraz miałam okazję posłuchać jak czyta tę książkę Maria Maj – audiobook znajdziecie w aplikacji EmpikGo, i zachwyciłam się nią jeszcze raz.
„Moja bohaterka straciła miłość, męża, pracę. Niewielki dorobek wyprzedała na bazarze. Ale Wera jest nie do zdarcia. Nie celebruje utraty. Nie chce być wdową ani ofiarą. Kocha, kogo chce, i żyje, jak chce, stąd jej siła. Spotykam ciągle takie kobiety – chciałam oddać im głos” – Zyta Rudzka.

5/Sanah i Anna Maria Jopek „Kochałam pana”
Sanah nagrała już jeden album z poezją, który szybko stał się hitem. Teraz wraca do tego projektu, w styczniu mogliśmy posłuchać duetów z Michałem Bajonem, z którym artystka zaśpiewała „Elegię o …[chłopcu polskim]” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i z Krzysztofem Zalewskim z którym wykonała „Eviva l’arte!” Kazimierza Przerwy – Tetmajera.
Teraz śpiewa z Anną Marią Jopek utwór Agnieszki Osieckiej „Kochałam pana”.