Mam to po tobie, mamo. Jak wpływają na nas międzypokoleniowe przekazy?

Marta Szarejko zainspirowana rozmową z seksuolożką Ewą Błaszczak-Malik, zaczęła się zastanawiać jakie międzypokoleniowe przekazy i wzorce zachowań dziedziczymy. Dziennikarka w swojej książce bada relację między córkami i matkami – „podczas tej rozmowy szczególnie zainteresowała mnie linia kobieca w rodzinie. Zaczęłam myśleć o tym, jak nasze matki i inne kobiety w rodzinie przekazują nam konkretne przekonania na temat najważniejszych wartości w naszym życiu”, pisze. Do współpracy zaprosiła psychoterapeutki, seksuolożki, socjolożki, a efektem jest książka „Masz to po mnie. Jakie przekonania dostałyśmy od naszych matek i babek?” To niezwykle ciekawe rozmowy, które pomagają dostrzec, że często nawykowo i nieświadomie korzystamy z przekazów, które wynieśliśmy z domu. 

Nie ma znaczenia czy urodziliśmy się jako dziewczynka, czy jako chłopiec, bo wszyscy wynosimy z domu pewne wzorce i przekonania. Decyzja o tym, czy będziemy się nimi posługiwać w dorosłym życiu zależy w dużej mierze od nas samych. Problematyczny jest fakt, że część z tych wzorców wchodzi nam głęboko pod skórę i nawet nie zauważamy, jak i kiedy zaczynamy je traktować jako swoje i nimi się posługiwać. Kto z nas nie słyszał, że: „rodzina jest najważniejsza”, „mężczyznom nie można ufać”, „kobiety są trudne w obsłudze”, „trzeba się szanować”, „dzieci i ryby głosu nie mają”, albo „śmiej się wśród ludzi, płacz tylko w ukryciu, bądź lekka w tańcu, ale nigdy w życiu”. To ostatnie powiedzenie powtarzała całkiem często moja babcia, wkładała mi też do głowy, że muszę mieć własne pieniądze i być niezależną kobietą.  

Marta Szarejko w „Masz to po mnie” skupiła się na relacjach między matkami, a córkami. To niezwykle ciekawe relacje, silne i pełne dynamiki. Do rozmów zaprosiła psychoterapeutki, seksuolożki i socjolożki, które pytała o emocje, ciało, seks, niezależność, przemoc, jedzenie, czy pieniądze. „Matki nie zawsze mówią wprost, co myślą o seksie, niezależności albo przemocy. Rzadko wspominają poród, nie zawsze otwarcie mówią o związkach, pieniądzach albo przyjaźniach z innymi kobietami. Czy milcząc, także kształtują nasze myśli? Jak? I skąd same wzięły konkretne opinie na różne tematy? Czy wszystkie dostały od swoich matek i babek?”, pytała Szarejko. 

W odpowiedzi usłyszała złożone historie – życie raczej komplikuje nasze relacje, tym bardziej im bardziej nie potrafimy sobie wszystkiego poukładać w głowach. Traumy i doświadczenia przenoszą się przez pokolenia – jeśli nasze prababki, babki, czy matki nie mogły liczyć na pomoc ze strony mężczyzn, to w ramach przestrogi mówiły: „nie ufaj mężczyznom”. Jak podkreśla Szarejko, nie chciały wystraszyć wszystkich następnych pokoleń kobiet, ale je przestrzec. Ta przestroga, tak jak i inne odcisnęły się głęboko w naszej psychice i dziś mogą nam mieszać szyki, choć przecież tego życzymy sobie najmniej. 

„Na pytanie, czy kobiety są zaskoczone tym, co odkrywają w swoich liniach kobiecych, Ewa Błaszczyk-Malik odpowiedziała: „Są zdziwione, że w tych przekazach tkwią. Ważniejsze jednak, co one potem z tym zrobią: wybiorą sprawczość czy tylko przejrzą ten spadek i pójdą dalej? Bo sama wiedza niewiele zmieni. Mogą również świadomie zdecydować, że jakiś przekaz im odpowiada.”

zdjęcie: Taryn Elliott

Książkę otwiera rozmowa o emocjach. Dziennikarka pyta Magdalenę Sękowską o strach, złość, smutek, radość – „i z czego ty się tak cieszysz?”. Z rozmowy wyłaniają się emocje, które były zakazane – tu głównie chodzi o kobiecą złość, którą lepiej ukryć pod smutkiem; albo o te emocje, których lepiej było nie pokazywać światu – jak smutek, który często maskowany jest uśmiechem.

„Do mojego gabinetu przychodzą kobiety, które mówią, że czują ogrom złości na własne babki i matki. Za ich milczenie, za bierność wobec przemocy mężczyzn, za życie bez przyjemności i bez poczucia bycia ważną. Bardzo często tę złość kierują na swoje matki, niekiedy okazując im lekceważenie, niechęć do kontaktu. Matki nie rozumieją swoich córek – przecież ich intencją było zachowanie jedności rodziny, stworzenie warunków, by dzieci się uczyły… Zamknęły w sobie złość, bunt – dla dobra dzieci. A teraz dziecko robi wypłatę. Złość córek ma sens właśnie w tej perspektywie wielopokoleniowej” – mówi Magdalena Sękowska. 

O radości wspomina, że jest emocją często spychaną przez nas na margines. Dzięki radości nabieramy rozpędu, chce nam się żyć, marzyć, podejmować działanie. Ale kiedy słyszymy, że „nie ma co się cieszyć”, bo jest dużo do zrobienia, obowiązki czekają, nie tylko wpadamy w pułapkę, że każda chwila ma być zagospodarowana, ale zaczynamy mieć wyrzuty sumienia, kiedy nic nie robimy. „Radość [w tym kontekście] jest utratą zasobów” – pisze Szarejko.

Jest też w nas ciągle bardzo żywe powiedzenie, że „szczęście trawa tylko chwilę” – czyli jeśli teraz się cieszę, to za moment będzie dramat… więc może nie ma co się cieszyć?  

Ciało jest jednym z kolejnych tematów eksplorowanych przez Szarejko, jest też tematem, który rozpala wszystkich dookoła – bo dziś nie tylko matki są odpowiedzialne za nasze relacje ze swoimi ciałami, ale społeczeństwo, media, politycy. Czytałam właśnie artykuł o tym, jak lawinowo skoczyła sprzedaż butów na obcasie po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta – kobiety czują, że w jakimś stopniu będą zmuszone się dostosować, zmienić dress code, wybrać mundurek ładny i zgrabny, zapomnieć o wygodzie i własnym zdrowiu. Niesłychane, że tak to działa, że podążymy za większością, tak bez refleksji? Ale tak to właśnie działa, uczymy się powtarzać, naśladować i czerpać wzorce z otoczenia. 

„Ważniejsze jest zachowanie matki niż jej słowa” – stwierdza Marta Szarejko.

„Jeśli córka obserwuje matkę katującą się dietami i biegającą codziennie na crossfit, zestresowaną, kiedy rozmaże jej się makijaż, czyli bardzo opresyjną wobec własnego ciała, to nawet jeżeli ta matka powie do córki: „Ale ty możesz być zawsze sobą! Jesteś śliczna”, to córka jej nie uwierzy. A na pewno zrodzi to w niej konflikt wewnętrzny, dysonans, bo nawet kilkulatka jest na tyle bystrą obserwatorką, że zauważy nieścisłość. Dlatego myślę, że dla małego dziecka ważne jest to, jak matka ma się ze swoim ciałem – jak je traktuje, ale też co o nim mówi. Natomiast jeśli chodzi o starsze dziewczynki, nastolatki, to wiele spraw jest już…”

„Zamkniętych?” – pyta dziennikarka.

„Zaprogramowanych” – odpowiada Aleksandra Józefowska, która z Szarejko prowadzi rozmowę o ciele. 

Córki czują się zagubione w relacjach ze swoimi ciałami, bo słyszą często sprzeczne komunikaty. „Jak ty wyglądasz?” – pytają matki. „Ubierz się jakoś, taka ładna z ciebie dziewczyna” – mówią. Dorosłe dziś kobiety wspominają wstyd, który czuły przy wybieraniu pierwszego stanika, traumę pierwszej miesiączki – „teraz się zacznie”, „od tego się nie umiera”, „okres to nie choroba”. Często nikt ich matkom nie okazał ciepła i zrozumienia w tych momentach, więc i one nie umieją tego zrobić. Większość z nich potraktuje takie wydarzenia jako coś zwyczajnego, niegodnego uwagi, a dla dziewczynki to jest istotna granica, z dziecka zmienia się młodą kobietę. Nasuwa się pytanie: z kim ma to świętować jak nie z matką? 

O seksie rozmawia Marta Niedźwiedzka, która nie przebiera w słowach: jak seks ma nas zachwycać, jak dla poprzednich pokoleń kobiet często był traumą, a nawet horrorem? Nikt nas z nim nie oswaja – nawet na wychowaniu do życia w rodzinie [czy innych zajęciach], nie umiemy mówić „nie”, a bez mówienia „nie”, nie ma świadomej zgody i mówienia „tak”. 

Młode pokolenia uczą się na swoich błędach, ale też zmieniają narrację – chcą zrozumieć seks, drugiego człowieka i mieć z tego radość i przyjemność. Na szczęście coraz częściej mówi się i pisze o dobrym seksie, o tym że istnieje luka, bo mężczyźni mają orgazmy ot tak, a nad kobiecą przyjemnością trzeba popracować, a orgazm przecież jest równie ważny dla kobiety, tak samo jak dla mężczyzny. 

Kiedy ostatnio jedna z lekarek mówiła w swoim podkaście o „maintenance sex”, czyli współżyciu, które może podtrzymywać związek, wybuchła medialna burza. Większość seksuolożek podkreślała, że takie współżycie może mieć fatalne skutki – „jeśli nie masz ochoty na seks, nie musisz się na niego zgadzać, to przymuszanie ciała i dyskomfort dla ciebie” – grzmiały w rozmowach. Właśnie z takich rozmów uczymy się jak walczyć ze stereotypami, jak zmieniać siebie i swoje życie.

W mówieniu „nie” bardzo pomaga niezależność – szczególnie ta finansowa. Ewa Chalimoniuk niezależność rozpatruje pod różnymi kątami – w relacjach matek z córkami, ale też w relacjach partnerskich, kończąc na niezależności w myśleniu i postrzeganiu świata – zawsze warto mieć swoje zdanie. Najważniejsze pytanie w tej rozmowie brzmi: „jak wykształca się w dziewczynce zdrowy rodzaj niezależności?” 

Marta Szarejko pyta również o to, jak wygląda przyjaźń i nasze siostrzeństwo, o miłość i patriarchat, o to jakie związki chcemy budować i czy w ogóle chcemy je budować? O macierzyństwo, jak to było być matką kiedyś i jak to jest być matką dziś? Rozmawia o jedzeniu, które kiedyś bardzo często zastępowało wyznanie miłości i sprawiało, że ludzie stawali się sobie bliżsi. 

Niezwykle ciekawy temat stanowią finanse, to jak zarabiamy i jak wydajemy pieniądze, jaki mamy do nich stosunek. Rozbrajające jest, kiedy się czyta, że kobiety które bardzo dobrze zarabiają, potrafią zostawić swój luksusowy samochód daleko od miejsca w którym się umówiły, żeby facet z którym idą na randkę go nie zobaczył. Drogi samochód należący do mężczyzny stanowiłby duży atut, w przypadku kobiety jest najczęściej zupełnie odwrotnie. Jak to możliwe?

„Jaki dostałaś przekaz z domu na temat pracy i pieniędzy?” – pyta Szarejko psychoterapeutkę Agnieszkę Rumińską.

„Tak jak większość kobiet: że mogę zarabiać i będzie to cenne, ale powinnam się skupić na dziecku i na rodzinie. I że mam predyspozycje do tego, żeby znaleźć męża, który będzie dobrze zarabiał…” – odpowiada Rumińska. 

O tym jak bardzo jesteśmy wyuczone, że to kobieta ma utrzymać porządek w domu, mówi w rozmowie z Martą Szarejko Iwona Chmura-Rutkowska w rozdziale o porządku i sprzątaniu. Jesteśmy do tego socjalizowane i przyjmujemy tę lekcję tak gładko jak wdychamy powietrze do płuc. Sprzątały kobiety wiele pokoleń wstecz i to nam przekazały w spadku. Czasy się jednak zmieniły – dziś dom to niejedyny etat kobiet, bo jest jeszcze praca zawodowa, a jednak nieumyte okna, czy nieodkurzony dywan spędzają sen z powiek niejednej kobiecie, a mężczyznom jakoś nie bardzo… 

Z książki Marty Szarejko „Masz to po mnie” wyłania się dosłownie cały kalejdoskop przekonań i wzorców, które stanowią nasz spadek po babciach i matkach. I nie jest tak, że w tym spadku dostajemy tylko to co złe, bo często dostajemy również dużo dobra, tylko że z tym dobrem nie trzeba się rozprawiać na kolejnych terapiach. Szarejko pomaga zauważyć właśnie te wzorce, które mogą nas uwierać. Zmienia też optykę patrzenia na kobiety w naszej rodzinie. Na matki, które same wiele przeszły i radziły sobie z życiem tak, jak umiały najlepiej, patrzymy delikatniej i większą czułością.  

Niezwykle optymistyczna jest ostatnia rozmowa z psychoterapeutką Magdaleną Śniegulską, która mówi że jest szansa na odczarowanie roli matki – odciążenie jej i zwolnienie z ciągłej odpowiedzialności. 

„Myślę, że gdybyśmy odczarowali tę rolę [rolę matki], wszystkim byłoby łatwiej. Bo może tak naprawdę chodzi o to, żeby dziecko miało dobrą relację z dojrzałym, stabilnym człowiekiem?…Zastanawiam się, czy nie wylewamy dziecka z kąpielą, mówiąc, że relacja matka – córka jest wyjątkowa. Może tak naprawdę wyjątkowa jest relacja rodzicielska” – podkreśla.

„Masz to po mnie” to jedna z tych książek, które warto przeczytać, dla siebie, po to żeby żyło się nam lepiej. Polecam.

 

*cytaty pochodzą z książki „Masz to po mnie. Jakie przekonania dostałyśmy od naszych matek i babek?”


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.