Rebecca Yarros – królowa romantasy

Rebecca Yarros długo czekała na swój pierwszy bestseller. Kiedy ukazała się pierwsza część sagi „Empireum” pod tytułem „Czwarte skrzydło”, świat dosłownie oszalał. Tysiące fanów, miliony sprzedanych kopii, propozycja ekranizacji książki…Wszystko wydarzyło się  bardzo szybko. Dziś większość z nas wie co to romantasy i z zainteresowaniem śledzi losy Violet Sorrengail. Do sklepów niedawno trafiła trzecia część jej przygód – „Onyksowa burza”. 

„To jest szalone doświadczenie, nie do opisania. Jestem zupełnie przytłoczona i wdzięczna. Nie wiem czy do końca zdaję sobie sprawę, co tak naprawdę się dzieje” – mówiła Rebecca Yarros dziennikarce magazynu Variety. Była w połowie trasy promującej „Onyksową burzę”, wszystkie bilety na spotkania z nią zostały wyprzedane, każde miejsce zajęte. Fani zasypywali ją pytaniami, podobnie jak dziennikarze w kolejnych programach telewizyjnych i na wywiadach. Książka ukazała się 21 stycznia tego roku w języku angielskim, w ciągu tygodnia od premiery sprzedało się 2.7 milinów egzemplarzy. 

Wszystko zaczęło się od tego, że „Czwarte skrzydło” trafiło na listę bestsellerów New York Times’a. To pierwsza część z serii. Chwilę później ukazała się druga – „Żelazny płomień” i powtórzyła ten sukces. Cała seria jest pisana jako romantasy, czyli połączenie romansu z fantastyką i śledzi losy Violet Sorrengail, dziewczyny która ląduje w akademii wojskowej. Violett musi nie tylko walczyć o swoje życie – ta akademia to piekło na ziemi i można w niej zginąć na milion różnych sposobów, rządzi tu zasada: przetrwają najsilniejsi, ale musi też przekonać do siebie smoka i swojego największego wroga. 

Yarros odniosła sukces podobny do tego, jaki na rynku wydawniczym osiągnęła J.K. Rowling wydając serię o Harrym Potterze. Kolejki do księgarń ustawiały się na długo przed ich otwarciem. Świętując premierę w wielu z nich były przygotowane specjalne atrakcje, a ludzie przychodzi ubrani tak jak sobie wyobrażają stroje swoich ulubionych bohaterów Empireum.

„Prawdopodobnie jak wrócę do domu, do mojego normalnego życia, do dzieci i męża, to się popłaczę. Teraz czuję, że żyję innym życiem, życiem pisarki, autorki.” – mówiła na spotkaniu z fanami. 

Rebecca Yarros/ materiały prasowe

Pisarka nie ukrywa, że jak tylko skończy promować „Onyksową burzę” to bierze urlop od pisania. Jeszcze nie wie jak go wykorzysta, ale spędzi go z rodziną – tego jest pewna. W ciągu dwóch lat ukazały się trzy książki z serii Empireum, a każda z nich ma całkiem pokaźną liczbę stron. W dodatku Yarros pisała w międzyczasie inne książki, terminy wydawnicze ją gonią. Nie wspomnę o przygotowaniach do dwóch ekranizacji, nad którymi wciąż czuwa. Empireum na mały ekran przenosi Amazon MGM Studios razem z Michaelem B. Jordanem. Netflix ekranizuje jej romans „In the Likely Event”. To dlatego o Yarros można powiedzieć, że jest jedną z najbardziej zapracowanych obecnie autorek. A przecież to nie całe jej życie, jest także cool mamą. 

„Wiem, że część osób dosłownie przeraża myśl o moim urlopie. Boją się, że będę leżała na plaży przez rok albo zrobię coś podobnego. Nie ukrywam, chcę odpocząć. Ale najbardziej zależy mi, żeby wypracować zdrowy balans między pracą, a życiem rodzinnym. Chcę pracować pięć dni w tygodniu po osiem godzin i kończyć, kiedy moje dzieci wracają do domu. Chcę mieć czas, żeby oglądać ich mecze hokeja, chcę spać w swoim łóżku razem z mężem. Moje życie to nie kolejne zobowiązania wydawnicze, to nie pisanie na rekord, po ileś  tysięcy słów dziennie. Nikt by nie miał na to siły” – mówi Yarros. 

Rebecca od dziecka lubiła czytać, szczególnie fantasy i romanse. Książki były dla niej sposobem na radzenie sobie z rzeczywistością – zawsze była krucha i trochę inna niż wszystkie dzieci. Jej rodzina często się przeprowadzała, jej rodzice byli wojskowymi. 

„Czytając przenosiłam się do bezpiecznej przestrzeni” – mówi pisarka. Miała dwanaście lat jak zaczytywała się w romansach historycznych Jude Deveraux, ale czytała więcej książek na które była być może zbyt młoda. Miała prawie trzydzieści lat jak napisała swoją pierwszą powieść i znalazła sobie agenta. Ta książka przepadła u wydawców, co „zdarza się zdecydowanie częściej niż chcemy przyznać”, podkreśla. 

Kolejną pisarską próbę podjęła, kiedy jej mąż służący w U.S. Army wyruszył do Afganistanu. „Już raz był poważnie ranny, a ja odchodziłam od zmysłów, musiałam jakoś opanować swoje emocje” – wspomina pisarka. Jej kolejną książką był romans, pisała o wojsku, o służbie i o miłości. Ta książka była jej debiutem na rynku wydawniczym. Yarros szybko zdała sobie sprawę jak brutalny jest to rynek – miała czytelników, ale była średnio rozpoznawaną autorką. „Szczerze, prawie rzuciłam pisanie” – wspomina. 

Kiedy emocje przejmują kontrolę, Rebecca mówi bardzo szybko, uśmiecha się, zakłada swoje długie blond włosy z pasemkami fioletu za ucho, kręci się. „Kiedy pisałam „Czwarte skrzydło” czułam, że jeszcze nie znalazłam swojego idealnego czytelnika. Miałam osoby, które czytały moje książki, podobało im się to jak piszę, ale ta grupa nie rosła. A w wydawnictwach jest tak, że albo zyskujesz na popularności albo przepadasz z kretesem, prawda? Ja ciągle słyszałam to samo: to jest książka, która się przebije. I nie działo się nic. To jest bardzo dołujące doświadczenie, szczególnie dla kogoś kto ma skłonności do depresji. Nie chciałam tego słuchać. To nie były te książki, a jak miałam dość kłamstw.” 

Jej wydawca poprosił ją o nowe pomysły, miała zaproponować kilka szkiców opowieści. Zgodziła się i przygotowała swoje propozycje, wśród nich była historia Violet. To ją wspólnie wybrano. „Czy jesteśmy pewni, że chcemy iść w smoki?” – zapytała wydawcę. I choć był to kolejny romans, rozgrywający się w szkole wojskowej, to świat który Yarros stworzyła jest iście fantastyczny – wszędzie jest magia, którą można się jednak posługiwać tylko wtedy, kiedy zostanie się wybranym przez smoki, to one decydują kto jest godny i wystarczająco silny, odpowiedzialny. Inną drogą do magii jest zaprzedanie własnej duszy, która powoli umiera. 

„Teraz wstaję rano i z uśmiechem mówię do męża: idę pisać o moich smokach!” – pisarka z rozbawieniem opowiadała dziewczynom zadającym jej pytania na BookTok’u.  

Yarros najlepiej lubi pisać wieczorami, jej złota godzina to czas między 22.00, a 2 w nocy. Potrafi spędzić przy biurku długie godziny, wymyślając kolejne wydarzenia, które mają wstrząsnąć czytelnikiem – kocha wymyślać nieoczywiste zwroty akcji i teorie spiskowe. „Siedzenie po piętnaście godzin przy komputerze nie jest szczególnie zdrowe, a tak właśnie pisałam, szłam na rekord, pewnie trochę zwariowałam.”

Jej ciało odczuło to dość boleśnie, tym bardziej że Yarros ma postawione dwie diagnozy. Cierpi na hipermobilny zespół Ehlersa-Danlosa, który powoduje że stawy pisarki nie są stabilne wystarczająco, co może przyczynić się do różnych kontuzji. Ma także zespół POTS, który objawia się nagłym wzrostem tętna przy zmianach pozycji ciała. Yarros mierzy się więc z kołataniem serca, zawrotami głowy, zmęczeniem. Obie diagnozy dostała już jako dorosła kobieta, wszystko dlatego że jej dzieci zaczęły mieć podobne symptomy. 

„Był taki rok, że jedna choroba nakłada się na drugą, do tego doszły okropne migreny. To całkowicie mnie wykluczyło z życia, myślałam że umrę. Żyłam od badań do badań, od wizyty w szpitalu do wizyty w szpitalu. Powiedziałam mężowi, żeby przebadał moje ciało jak już umrę” – wspomina pisarka. 

To wszystko zmusiło ją do refleksji – co jeśli sława jest tak naprawdę poza zasięgiem? „Musiałam się zastanowić, co to dla mnie oznacza? Co z moim siedzeniem przy komputerze? Co ze spotkaniami z fanami i dziennikarzami? Z wyjazdami promocyjnymi? Czy moje ciało to uniesie?” Yarros doszła do wniosku, że chce spróbować. Siłę i inspirację dały jej dzieci, które mimo że również są chore, to codziennie walczą o siebie. „Patrzyłam na nie i uwierzyłam, że jeśli one mogą to ja też. Poszłam wtedy do wydawcy i powiedziałam, że chcę żeby moja główna bohaterka była taka jak ja” – dodaje. 

To było ryzykowne posunięcie, zwykle główni bohaterowie są pełni sił, zdrowi i witalni, a Violet ma wszystkie symptomy, które tak bardzo utrudniają Yarros życie. Okazało się, że czytelnikom to nie przeszkadza, a grupa która do tej pory nie była reprezentowana ma swoją bohaterkę. Teraz na spotkaniach Rebecca Yarros pyta: kto z was cierpi na jakieś choroby? I do góry unoszą się kolejne ręce. Chętnie też opowiada o tych chwilach, kiedy podczas spotkań jej ciało ją zawodzi – „zbieram się w sobie i liczę na to, że dam radę. Mam swoje leki i jestem desperatką, więc stosuje każdą znaną mi technikę, aby postawić się do pionu i dotrzeć na scenę. To widać po mnie, jestem zgarbiona i niepewna siebie. I mam nadzieję, że moja głowa będzie na tyle sprawna, że z sensem odpowiem na pytania.”

Yarros nie lubi odwoływać spotkań, szkoda jej tych wszystkich osób, które poświęciły swój czas, żeby się z nią zobaczyć. Ale też wie, że to co robi jest niezdrowe, a nawet niebezpieczne. Co by było gdyby odpłynęła na scenie?  

Violet – jej główna bohaterka wielokrotnie usiłuje się pozbierać po kontuzjach. Niebezpieczny dla niej jest prawie każdy ruch. Nieostrożnie postawiona stopa kończy się zwichnięciem kostki, ćwiczenia na macie kontuzją barku, schodząc ze swojego smoka musi uważać, żeby nie upaść, tak zmęczone potrafią być jej mięśnie. Towarzyszą jej zawroty głowy i mdłości… To prawie cud, że wciąż żyje, kiedy dookoła jest tyle osób, które tylko czekają żeby zadać jej cios i wysłać ją na tamten świat. 

Seria Empireum skierowana jest do młodych czytelników, w wieku około 20 lat, ale chętnie sięgają po nią ludzie młodsi i starsi. Są wśród nich 30 latkowie i 40 latkowie. Czytając łatwo się zatracić, bo tu akcja goni akcję i zapomnieć o świecie, o codziennych problemach. To wybuchowe połączenie magii, miłości i brutalności świata przedstawionego uwodzi czytelników. Yarros nie oszczędza swoich bohaterów, a każdy z nas musi pamiętać, że przecież są oni szkoleni na wojnę, tę która trwa i tę, która nadchodzi. Niewiele brakuje autorce do innego pisarza – Georga R.R. Martina, który również był mocno nieprzewidywalny w stosunku do swoich bohaterów. 

„Moje doświadczenie z wojskiem jest trudne. Za każdym razem jak mój mąż wyjeżdżał na misję, to zastanawiałam się czy wróci. Nasi znajomi wracali bez rąk, bez nóg, a byli też tacy którzy nie wrócili” – mówi. „Zastanawiam się po co to sobie robimy? I chciałabym, żeby moi czytelnicy też się nad tym zastanowili. Czytamy o wojnie, o tym jak łatwo na niej zginąć, a przecież wojny toczą się tuż obok nas. Nie możemy pozostawać neutralni wobec okrucieństwa.” 

Pisząc stara się, aby świat który wymyśla był wiarygodny. Wszystko, co jest związane z wojskiem konsultuje z mężem. O miłości pisze sama. To miłość między główną bohaterką, a jej największym wrogiem jest przeciwagą dla ciągłej walki. Ale ten związek również nie jest waniliowy, raczej pełny pasji i energii.  

„Kocham czytać i pisać romanse, jestem z jednym mężczyzną odkąd skończyłam 19 lat. I on jest dla mnie wszystkim. Mamy sześcioro dzieci. Ale kiedy czytam romans, mogę się zakochiwać raz po raz w bohaterach i to zmienia chemię, czuję ją w sobie, to bardzo miłe uczucie. Taka gratisowa dawka endorfin.” 

„Romanse to również szansa, żeby kobiety pokazały jak chcą być kochane, co jest dla nas ważne, jak wygląda fajny związek. Na stronach takich powieści o kobietę się walczy, zabiega się o nią i ja uważam, że jesteśmy tego warte. Każda z nas” – uśmiecha się pisarka. 

Niektórzy czytelnicy zarzucają jej, że na stronach Empireum jest za mało miłości, za mało seksu, a są tu przecież bardzo erotyczne, pikantne opisy. Yarros zawsze bawią takie zarzuty – „przecież jest tu seks, że za mało? Musiałam też opisać te wszystkie morderstwa, a przecież jest ich dużo!”, ripostuje. Zawsze podkreśla, że osobiście woli miłość i ma nadzieję, że to dla niej wszyscy czytają książki. „Mam nadzieję, że jesteście team miłość i wolicie się kochać niż bić.” 

Popularność jej książek podbijają media społecznościowe. Rebecca Yarros jest niekwestionowaną królową BookTook’a, TikTok to miliony hasztagów z nią związanych. Ona jednak nie jest fanką mediów społecznościowych – „nikt nie powinien się przeglądać w tych wszystkich postach, bo łatwo można stracić głowę”, mówi. Jedni ją kochają, inni piszą wprost jak bardzo jej nienawidzą. Tych pierwszych jest zdecydowanie więcej. Yarros już tego nie czyta, media służyły jej jako miła odskocznia od codzienności, głównie oglądała tam zwierzątka, małe słodkie kociaki, pieski, świnki, owieczki. TikTok jest dla niej miejscem komunikacji z fanami, tam znajdziecie najświeższe newsy dotyczące pisarki i jej powieści.  

To co nadal ją kręci, to moment kiedy jej książki polecają gwiazdy. Pisząc „Onyksową burzę” słuchała Taylor Swift. Później żartowała, że chętnie się zgodzi na rozmowę z piosenkarką, na wywiad. Ostatnio jej książkę czytała Cynthia Erivo, która jest fanką Empireum. „Zawsze jak pada taki news, to ja na moment przestaję oddychać” – mówi Yarros.

Najwięcej emocji wzbudza teraz serial – nic o nim nie wiadomo. A fani chcieliby wiedzieć wszystko, czy scenariusz jest gotowy, czy ruszą kastingi, kogo sobie wyobraża autorka w roli głównych bohaterów? Yarros mówi, że nie ma takiej opcji, żeby produkcja wyprzedziła ją podczas pisania. Osoby, które są wtajemniczone w ten projekt mają zarys wszystkich pięciu książek – tak, pisarka już wie, co mniej więcej będzie się dalej działo, a teraz potrzebuje słów i czasu by to opisać. Jej główny żart, kiedy ktoś pyta o produkcję to: „I will Tom Holland it, jestem taka nowa w tym biznesie.”

O wydarzeniach z premierowej części książki też nie chce rozmawiać – „po co psuć przyjemność czytania i odkrywania, tym którzy jeszcze nie wiedzą co się stanie…”, mówi. W swoich odpowiedziach na pytania jest bardzo tajemnicza, co moim zdaniem tylko rozbudza naszą ciekawość. „Mogę jedynie powiedzieć, że Violet skupi się na ratowaniu Xadena. Będzie musiała się zmierzyć z konsekwencjami wydarzeń z „Żelaznego płomienia”. Zobaczycie też jak ciekawskim stworzeniem jest Andarna.” To podobno wszystko, co wolno powiedzieć Yarros według jej wydawcy. Ciekawi co się będzie działo? Musicie przeczytać książkę. 

Najlepszą zapowiedzią, że pisarka wróciła z urlopu wypoczęta i gotowa na dalsze pisanie, będzie playlista – Yarros zawsze tworzy nową, a każda z nich odpowiada emocjom, które chce czuć podczas pisania. Być może nie będziemy musieli długo czekać na dalsze losy bohaterów, Rebecca już ogania swój nowy dom, terapeutycznie hoduje rośliny w ogrodzie i ma za sobą conajmniej jedną szaloną wycieczkę – „chciałam zobaczyć Shire, wsiadłam w samolot i udałam się do Nowej Zelandii. Muszę powiedzieć, że chłonęłam atmosferę tego miejsca całą sobą. Jestem fanką J.R.R. Tolkiena.” Podobno robiła sobie z siostrą najbardziej zabawne selfie stojąc w drzwiach chatek hobbitów. „Jak mogłabym ich nie zrobić. Mówiłam, wychowałam się na książkach dla nerdów.”

„Onyksową burzę” Rebeccki Yarros znajdziecie w dobrych księgarniach, podobnie jak dwie pierwsze części Empireum. 

*przy pisaniu korzystałam z materiałów: Elle US, Variety, New York Times, Good Morning America, Book Club


Jedna myśl w temacie “Rebecca Yarros – królowa romantasy

Dodaj odpowiedź do Natka Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.