Book your time! Nowości książkowe

Barbara Kingsolver zaprasza nas w Appalachy, do miasteczka w którym ludzie żyją z uprawy tytoniu i do lasu w którym rządzi dzika przyroda. Jej nieśpieszna narracja sprawia, że zwyczajne życie nabiera magicznego charakteru. W „Lecie marnotrawnych” Deanna przemierza las i znajduje w nim miłość, Lusa łapie ćmy, budując swoje życie od nowa, a Nannie odkrywa dobro w do cna zgorzkniałym człowieku. Elif Shafak podąża przez wieki i kontynenty, śledząc losy małej kropli wody. W jej najnowszej powieści „Tam na niebie są rzeki” mamy trzech bohaterów, dwie rzeki, epos o Gilgameszu i książkę o Niniwie. To powieść, której nie da się odłożyć i nie da się zapomnieć. Joanna Lech wykorzystuje swój poetycki talent, żeby opowiedzieć o życiu chłopca, który gubił się w zbożu i który zgubił się w życiu. „Drapieżcy chmur” to oniryczna powieść, smutna, wspaniała, wzruszająca. Mikołaj Grynberg zdecydował się zaś opowiedzieć o własnych doświadczeniach. „Rok, w którym nie umarłem” to książka w której humor miesza się z powagą sytuacji. Bartek Kieżun zaprasza nas do słonecznej Barcelony, w której jest tłoczno, kolorowo i smacznie. Idealna lektura na lato! 

1/ Lato marnotrawnych/ Barbara Kingsolver

Siadając do pisania „Lata marnotrawnych”, Barbara Kingsolver miała w głowie powieść w której jednym z bohaterów jest natura. „Wybrałam na miejsce akcji świat, który jest mi bliski i Appalachy, dlatego że tu się wychowałam, tu obecnie mieszkam, a to oznacza, że znam to środowisko bardzo dobrze” – mówi w wywiadach pisarka. Kingsolver jest z wykształcenia biolożką, a jej miłość do natury widać na każdej stornie tej powieści. „Lato” właśnie ukazało się po polsku, w tłumaczeniu Hanny Beliczyńskiej.

„Chciałam pokazać, że wszystkie istoty żywe są połączone. My nie zawsze rozumiemy jak, ale widzimy, że jeśli jeden gatunek wyginie to inne gatunki zareagują na to. W mojej powieści oprócz owadów i kojotów, bohaterem jest także kasztanowiec amerykański, piękne, majestatyczne drzewo, które praktycznie wyginęło w środowisku naturalnym” – podkreśla Kingsolver.

Cała akcja rozgrywa się podczas upalnego lata w Zebulon. Deanna Wolf jest strażniczką w lesie, mieszka samotnie w chatce, w której kiedyś pomieszkiwali mężczyźni robiący wycinkę drzew. Jest samotniczką, która ukryła się przed światem wśród dzikiej przyrody i która fascynuje się życiem kojotów. Pewnego dnia na swoje drodze spotyka Eddiego, młodego myśliwego, który powoli wdziera się w jej życie. Różni ich wiele, ale przede wszystkim podejście do drapieżników, które jeszcze żyją wśród drzew. 

Deanna wychowała się tu, w miasteczku położonym poniżej lasu. Nadal mieszkają tam ludzie których zna, jak Nannie, kobieta która przez moment zastępowała jej matkę i która została jej przyjaciółką. Nannie jest zagorzałą przeciwniczką pestycydów i chemii, używanych zbyt często podczas upraw i do zwalczania chwastów, o co często się kłóci ze swoim zgorzkniałym sąsiadem. 

Lusa dopiero co się sprowadziła do gospodarstwa swojego męża, a jej świat już zdążył się wywrócić do góry nogami. Została sama na ziemi o którą będzie musiała zadbać, a uprawa tytoniu, którą zajmował się jej mąż, to dla niej to niefortunny pomysł. Lusa obserwuje ćmy, jej ukochane nocne motyle i próbuje się na nowo stworzyć w świecie dzikiej przyrody, którą będzie musiała oswoić na swoich zasadach. 

Kingsolver splata ze sobą losy wszystkich bohaterów, łączy ich naprawdę wiele, choć może wydawać się to zaskakujące. Jej narracja jest leniwa, spokojna, lekka, tak jakby miała nieskończoną ilość czasu, żeby zatrzymać nas i opowiedzieć nam o śpiewie ptaków, zwyczajach kojotów, nocnych eskapadach ciem, ucieczkach węży i losach ludzi, którzy odciskają swoje ślady na naturze i zmieniają ją nieustannie. 

„Lato marnotrawnych” to śmiała, wciągająca książka, pełna życia, miłości, strat i drugich szans. Kingsolver przypomina nam, że wszystko ma swoje miejsce na Ziemi i swój czas. Zapamiętajcie ten tytuł, bo to idealna lektura na wakacje.

2/ Tam na niebie są rzeki/ Elif Shafak

Elif Shafak jest autorką powieści, które urzekają pięknem języka, wciągają swoimi historiami i jednocześnie łamią serce. „Oddaję głos tym, którzy go nie mają, tym o których historia zapomina” – mówi. Pisze książki o kobietach, dzieciach i prześladowaniach, porusza w nich tematy takie jak prawa człowieka, bieda, czy kryzys klimatyczny. Dwa razy stała przed tureckim sądem, tłumacząc siebie i swoich bohaterów – została oskarżona o obrazę uczuć. „Powieści są antidotum na zepsucie tego świata, to dzięki nim możemy znów zacząć ważne dla nas dyskusje, podjąć najbadziej palące tematy” – mówi. Jej najnowsza książka to intelektualny majstersztyk, w którym jeden ważny temat goni następny. „Tam na niebie są rzeki” jest jedną z najważniejszych książek tego roku.   

To opowieść o pojedynczej kropli wody, która podróżuje przez wieki i kontynenty, ciągle zmieniając swoją formę. Po raz pierwszy poznajemy ją, kiedy spada z nieba na głowę króla Asurbanipala, stojącego na murach swojego pałacu w Niniwie. Króla, którego największym marzeniem było zbudowanie biblioteki i uchronienie od zapomnienia i zniszczenia poematu o Gilagmeszu oraz innych przekazów spisywanych na glinianych tabliczkach. Ta sama kropla, pod postacią płatku śniegu trafia w usta chłopca urodzonego nad rzeką Tamizą, w ciągu jego życia odnajdzie go jeszcze raz w dziewiętnastowiecznym Konstantynopolu. Będzie też ostatnią kroplą wody w butelce, którą babcia niesie z myślą o swojej wnuczce, w czasie kiedy ukrywają się w górach Iraku przed ISIS, a słońce pali ich żywcem. 

Ta woda, która nieustannie krąży w przyrodzie i podlega ciągłym przemianom, łączy ze sobą bohaterów: Artura Smitha, króla kanalarzy, urodzonego w wiktoriańskiej Anglii, chłopca który ma niesamowitą pamięć i który jako mężczyzna podąży za swoją ciekawością i odwiedzi Niniwę. Narin – małą dziewczynkę, która zgodnie z tradycją chce przyjąć chrzest dolinie Lalis i która w 2014 roku znajdzie się w Iraku, całkiem przypadkiem narażając się na niebezpieczeństwo. I Zaleekah’kę – młodą hydrolożkę, którą trawi trauma i która chce odebrać sobie życie, kiedy w jej ręce wpada książka o Niniwie, dokładnie ta sama która odmieniła życie Artura. 

„Tam na niebie są rzeki” to dziewiąta powieść, którą Elif Shafak napisała w języku angielskim i trzynasta w jej dorobku. Jak mówi, w tej książce jest wielu bohaterów – „trzy różne postaci, dwie rzeki i jeden poemat”. Kiedy mówi o rzekach ma na myśli Tamizę i rzekę Tygrys. Centralną opowieścią jest również epos o Gilgameszu, spisany na lazurytowej tabliczce poświęconej bogini Nisabe, patronce pisarzy w mitologii sumeryjskiej. Jest też kropla wody, od której narracji zaczyna się książka i która jest motywem przewodnim opowieści, dlatego „że kiedy rozmawiamy o kryzysie klimatycznym rozmawiamy o kryzysie świeżej wody, który wpływa na nas wszystkich, ale w niektórych miejscach na świecie jest szczególnie odczuwalny. Siedem najbardziej zagrożonych suszą regionów znajduje się na środkowym Wschodzie i w północnej części Afryki, i ma znaczący wpływ na życie kobiet i ludzi o niskim statusie” – mówi pisarka. 

Długo zostanie ze mną temat wody, tamy Ilısu, której uruchomienie wymagało zalania jednego z najstarszych miast znajdujących się nad rzeką Tygrys. Ale najbardziej wraca do mnie historia Jazydów z 2014 roku, kiedy ISIS dokonało na nich ludobójstwa. 

„Jazydzi to jedna z najbardziej prześladowanych mniejszości jakie znam. Wszystkie kultury i religie, jakie ich otaczały przez wielki, pozostawały dla nich wrogie. Tymczasem to mili, życzliwi ludzie, delikatni” – mówiła pisarka. „Chciałam o nich opowiedzieć, żeby świat nie zapomniał, że w 2014 roku ISIS dokonało na nich pogromu. Zginęło ponad 5 tysięcy osób, najwięcej mężczyzn i osób starszych, a kobiety i dzieci zostały uwięzione, kobiety odsprzedawano jako niewolnice seksualne. Chcę żeby świat sobie przypomniał, że teraz kiedy rozmawiamy nadal nie jest znany los 3 tysięcy Jazydek. Wiele z nich jest przetrzymywanych w Turcji, Syrii, Iraku, czy Arabii Saudyjskiej, w normalnych domach, w których mieszkają wielopokoleniowe rodziny.” 

„Tam na niebie są rzeki” to poetycka powieść, wielowątkowa, skomplikowana, piękna. Dobro walczy tu ze złem, a nadzieja z rezygnacją. To wyrównana walka, która powoduje szybsze bicie serca. 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

3/ Drapieżcy chmur/ Joanna Lech

„Wsadził ręce w kieszenie i skręcił na ścieżkę, która przecinała trawnik, tak jak robił to każdego dnia. Chodził nią uparcie, mimo że nie oszczędzała czasu, ale podobał mu się ten mały nieporządek, jaki cierpliwie wydeptywali mieszkańcy osiedla w krainie przystrzyżonych krzewów, betonu i stali. Zastanawiał się, jak żyją ludzie, którzy mieszkają w blokach tuż obok biurowców. Niektórzy zostali tu pewnie z przyzwyczajenia, inni z przymusu. Ale Leo wiedział, że ściągani do jego biura obcokrajowcy nie znali miasta, więc wygodnie im było zamieszkać po drugiej stronie ulicy. Jak Andrij, Ukrainiec, z którym czasem chodził się upić po pracy. Wypytywał go o politykę, ale Leo nie miał pojęcia, co mu odpowiadać. Bardziej go ciekawiło, czy zarabia więcej od niego i jakie to uczucie mieć z domu widok na biuro. Albo czy jego mieszkańcy wyprowadzają psy tą samą ścieżką, którą biegną do pracy?”/ Drapieżcy chmur/ Joanna Lech

Joanna Lech próbuje swoich sił w powieści „Drapieżcy chmur”, a jej plastyczny, poetycki język sprawia, że książka nabiera baśniowego charakteru. To opowieść o chłopcu, który gubił się w zbożu, który mógł malować obrazy i zostawić za sobą dom na wzgórzu i traumy, które niosła jego rodzina. A jednak Leo osuwa się w marazm życia, poddaje się, popada w smutek tak przytłaczający, że nie wstaje z łóżka lub pije. 

To opowieść pełna duchów, starych przedmiotów, które kiedyś do kogoś należały, lisów, które mieszkają na wzgórzu i przychodzą nocą, porzuconych kotów o smutnych oczach. Historia o szukaniu swojego miejsca na ziemi i ciepła drugiego człowieka, o gubieniu drogi do domu i porzuceniu. 

„Drapieżcy chmur” to pięknie smutna książka, która wzrusza, długo nie da się zapomnieć o Leo, wraca się do niego i jego historii z nadzieją, że zakończenie będzie jednak happy endem. 

„Wierzę, że nie jest to książka o przeznaczeniu, złym losie czy o porażce, ale o tym, że szczęśliwe zakończenia musimy napisać sobie sami” – podkreśla autorka.

4/ Barcelona. Łakomym okiem/ Bartek Kieżun

Historie z cyklu „Łakomym okiem” Bartka Kieżuna czytam jak literaturę przygodową. Właśnie ukazała się całkiem nowa Barcelona. Bartek oprowadza nas po mieście, przybliżając jego historię i opowiadając o kulinariach – tym razem to przepisy na szybkie przekąski, jest cava i wermut, jest też rozdział o czekoladzie. Bartek zna się na jedzeniu i gotowaniu jak mało kto, w końcu to Krakowski Makaroniarz. 

Ale tak bardzo jak jedzenie autor lubi również kulturę, pisze więc o kocie w dzielnicy Raval, o złotej rybie Ghery’ego, o Parku Guell, czy o miejscach gdzie filmy kręcił Almodovar. To co mnie najbardziej pociąga w tych książkach, to przygody Bartka i to jak barwienie je potrafi opowiadać. Zaczyna od tego, że chciał nocować w centrum, licząc na to, że w zimie jest tam mniej rozrywkowo. Nie jest! Uczy jak w barach rozpychać się przy ladzie, żeby zostać obsłużonym, wyłapuje miejskie legendy, które później sprzedaje nam w kolejnych rozdziałach, a nawet śledzi gotki, które rozmawiają o wampirzycy. Jest dość rozrywkowo, lekko i przy okazji możemy poznać miasto od zupełnie innej strony, tej której w przewodnikach nie ma. 

Bardzo podoba mi się to ludzkie oblicze Barcelony. 

5/ Rok, w którym nie umarłem/ Mikołaj Grynberg

„To jest dość banalna historia. Jakiś koleś, zawał, szpital” – mówił Mikołaj Grynberg o swojej najnowszej książce. Nie dajcie się na to nabrać, bo Grynberg z humorem pisze o doświadczeniu transcendentnym – w tej książce jest śmierć, żałoba, miłość, żal…

Główny bohater? On sam, po tym jak okazało się, że jego serce w panice walczy o życie. Nie każdy zawał jest wyrokiem śmierci. Grynberg trafił na oddział, na izbie przyjęć personel śmiał się, że ratownicy podali mu hydroksyzynę. On się nie śmiał, ale docenił humor który towarzyszył jego przyjęciu – w sumie lepsze to niż panika lekarzy, czy pielęgniarek. Sfotografował łóżko – nie swoje, co podkreśla. To jedyne zdjęcie jakie zrobił w szpitalu i jedyne którym podzielił się w sieci. Później zastanawiał się, co by było gdyby nie udało mu się przeżyć, opowiadał zabawne anegdoty o zawałowym ambarasie, aż w końcu doszedł do wniosku, że to idealna historia i zaczął pisać. „Napisałem tę powieść zbyt szybko. Nie powinno się pisać tak szybko i łatwo książek” – śmieje się dziś. 

Jest tu trochę faktów, ale to nie jest reportaż, raczej ciekawa, okraszona humorem opowieść o granicznej sytuacji. To historia, która trzyma się mocno życia, odpychając jednocześnie śmierć tak daleko jak się tylko da.    

„Książka o hierarchii spraw, o lęku zupełnie niezależnym od postępu medycyny i o rozmowie, która może toczyć się poza słowami. Do odczytania na wiele sposobów.” – prof. Janina Stępińska, kardiolog, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w latach 2011–2013


Jedna myśl w temacie “Book your time! Nowości książkowe

Dodaj odpowiedź do Internetowa Anuluj pisanie odpowiedzi

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.