Aloha, Jason Momoa zabiera nas na Hawaje w nowym serialu Apple TV+ „Chief of War”

„Historia, którą przenieśliśmy na ekran jest bardzo hawajska. To serial o nas i dla nas, dla Hawajczyków, chcieliśmy jednak żeby spodobał się wszystkim widzom” – mówił Thomas Paʻa Sibbett, który jest współtwórcą „Chief of War” . Dla niego, tak jak dla Jasona Momoa praca nad serialem była bardzo osobistym przedsięwzięciem – „opowiadamy o moich przodkach, jeśli coś poszłoby nie tak, to nie wracamy do domu”, żartował w wywiadach aktor. O czym jest serial? O Hawajach, śledzimy losy ludów zamieszkujących wyspy w burzliwym momencie – trwają podboje i wojny wywołane osobistymi ambicjami wodzów, a na wyspach pojawiają się coraz częściej biali ludzie. Kto wygra to krwawe starcie?  

Początek 

„Chief of War” zaczyna się pięknie, choć emocje już w pierwszych minutach sięgają zenitu. Widzimy jak prosta tratwa sunie po falach, nad nią roztacza się błękit nieba, pod nią bezkres przejrzystej wody. Instynktownie wiemy, że ludzie nią płynący czegoś szukają. I jest! Nad taflą wody pojawia się płetwa, obok nich przepływa dorodny, duży rekin. Dla ludzi to błogosławieństwo, dar. Jeden z mężczyzn skacze do wody i chwyta rekina, aby po krótkiej walce pogładzić go po boku i podziękować mu za oddane życie. 

Oglądając tę scenę trudno nie wstrzymać oddechu. A jednak tak Hawajczycy kiedyś polowali na rekiny. „Nie wyobrażaliśmy sobie innego wstępu do naszej opowieści. Ta scena ma swoje korzenie w historii, jest nawiązaniem do naszej tradycji i życia” – mówi Jason Momoa. 

„Chcieliśmy widzów rzucić wprost w hawajskie realia, ta scena była zapowiedzią, że cały serial będzie hawajski” – dodaje Sibbett. Już w pierwszym momencie wiemy, że cofamy się mocno w czasie – świadczy o tym tratwa na której płyną bohaterowie, ich stroje, a także sposób w jaki polują. Wszystko to zachwyca, ale i intryguje. Nasze skupienie rośnie z każdą wypowiedzią, bo bohaterowie mówią po hawajsku – nie tylko ich słuchamy, ale musimy również czytać tłumaczenie. I choć w pierwszym momencie może to wydawać się niewygodne, może nieco irytujące – bo gdzieś tam, coś nam umknie z wizualnego świata opowieści, to język którym się posługują nadaje jej głębi, sprawia że wydarzenia stają się dla nas bardziej rzeczywiste. 

„Otwarcie serialu miało być momentem oddechu, w którym nic jeszcze nie musimy tłumaczyć. Miało nas przygotować na dalsze wydarzenia, zakotwiczyć w czasie. Chcieliśmy, żeby emocje wzięły tu górę, żeby każda scena wywoływała poruszenie, ciekawiła, żeby widzowie mogli się poczuć częścią tej historii – tak solidnie osadzonej w naszej kulturze” – podkreśla Sibbett.  

Thomas Paʻa Sibbett i Jason Momoa od dawna pracowali razem nad scenariuszami – chcieli pokazać na ekranie opowieść, która rozgrywałaby się na Hawajach. Dla Momoa wyspy Oceanu Spokojnego to dom, do którego wraca. Razem napisali kilka różnych scenariuszy, ten który możemy oglądać to historia wewnętrznych wstrząsów, moment walki między wodzami, czas przełomowy, bo konfrontujący również rdzenne plemiona z białym człowiekiem i nowoczesnością, zachłannością, przemocą świata zewnętrznego. Narracyjnie to ogromna, monumentalna opowieść, trzymająca się dat, faktów i podań o wielkich wodzach, która wygląda bardzo autentycznie. 

Chief of War/ Apple TV+

Na ekranie nie zobaczycie aktorów z Hollywood, bo Momoa i Sibbett postanowili, że zatrudnią osoby o hawajskich korzeniach. „Hawajczykami są aktorzy i cała praktycznie ekipa filmowa. Musicie zrozumieć, że dla nas to nie był kolejny zwyczajny serial, kolejny dzień na jakimś planie filmowym, to nie była zwykła praca. To nasza spuścizna. Ja nie gram fikcyjnego bohatera wojennego. Te postaci, których losy śledzicie to moi przodkowie. Dlatego chcieliśmy, aby ten serial był wyjątkowy, prawdziwy, poruszający. Jeśliby taki nie wyszedł, nie wiem jak miałbym wrócić do domu” – mówił Momoa.

Aktor spacerując po Oahu przypadkowo spotkał Kaina Makua. Szukał kogoś kto zagra Kamehameha, wodza który próbował zjednoczyć Hawajczyków. Makua nie miał żadnego doświadczenia aktorskiego, a kiedy Momoa chciał mu zrobić zdjęcie i złożył propozycję współpracy raczej mu nie uwierzył. „Makua jest lokalnym działaczem, zajmuje się hodowlą roślin, zna go wiele osób z wyspy. Od razu wiedziałem, że chciałbym żeby zagrał mojego wodza, on sam chyba myślał że zwariowałem” – wyznał Momoa w wywiadzie dla NBC. 

Kaina Makua sprawdził się roli wodza idealnie – jest w nim siła, ale i dużo ciepła, mądrości, jest też brawura, w którą ciężko uwierzyć. Ciekawe czy taki właśnie był Kamehameha? Na planie nie tylko Makua nie miał aktorskiego doświadczenia. W jednej ze scen możecie oglądać tatę Jasona Momoa, który dmie w dużą muszlę. „I jak, fajnie było?” – zapytał Momoa tatę po tym jak nakręcili scenę. „Fajnie” – odparł wzruszony ojciec. 

Zmiana perspektywy

„Chief of War”, w polskiej wersji „Wódz wojownik” był dużym wyzwaniem nawet dla Jasona Momoa, czy Thomas Paʻa Sibbett. Kilka wysp, kilka różnych wiosek i całkiem spora rzesza lokalnych przywódców – niełatwo to pokazać na ekranie, za to łatwo pogubić się w sojuszach, przyjaźniach i wrogach. Zjednoczenie Hawajów trwało koło trzydziestu lat, a zapoczątkował je jeden z lokalnych wodzów – Kamehameha I. I choć serial pokazuje lokalne zawirowania i walki, to żaden z wodzów nie jest głównym bohaterem. Historia podąża za wojownikiem, jednym z przywódców wojskowych – Ka’ianą, którego gra sam Momoa. 

„Prawda jest taka, że jeśli mówi się o zjednoczeniu wysp, to wymienia się zawsze Kamehameha” – podkreśla Sibbett. Kiedy jednak wspólnie z Momoa siedzieli nad scenariuszem, to nie postać wodza najbardziej ich intrygowała, ale wojownik, którego los rzucił poza wyspy, który poznał świat oraz poznał białych ludzi i który wrócił, żeby walczyć. 

„Ka’iana był podróżnikiem, widział wiele miejsc o których nikt na Hawajach nie słyszał. Zobaczył nie tylko ogromne statki, porty, handel i bogactwo, ale również niewolników, kolonie, wyzysk, broń, a nawet środki odurzające, których ludzie nadużywali zanim jeszcze wybuchła wojna opiumowa” – mówi Sibbett. „To postać, którą mogliśmy dowolnie formułować, nasz Ka’iana nie musiał być ideałem i mogliśmy go przeczołgać po błocie. Nie czulibyśmy się zbyt komfortowo, gdyby przyszło nam tak potraktować Kamehameha – to nasz wódz, mężczyzna silny i mądry.”

Jason Momoa jako Ka’iana/ Chief of War/ Apple TV+

Jason Momoa nigdy nie chciał zagrać Kamehameha  – „nie sądzę, żebym miał w sobie to coś, co miał on i nie miałem odwagi zmierzyć się z tą rolą. Dlatego szukaliśmy wyjścia i wtedy dostrzegliśmy potencjał Ka’iany. To bohater, który wiąże całą historię, jest w centrum wydarzeń, dzięki niemu podróżujemy pomiędzy wyspami i mamy możliwość poznać wodzów i ich zamiary” – mówił. 

Na językach

Wybranie na głównego bohatera Ka’iany to nie jedyna odważna decyzja twórców serialu. Od początku, Momoa i Sibbett postanowili, że bohaterowie będą rozmawiać w swoim narodowym języku, czyli po hawajsku. Jason, który gra główną postać wiedział jak wielkie wyzwanie to będzie – duża część obsady musiała się nauczyć języka od podstaw, część doszlifować wymowę, niewielu aktorów z obsady potrafiło dobrze mówić po hawajsku. Momoa też miał nauczyciela, którego zabierał ze sobą wszędzie, nie chcąc zwalniać tempa. Wykorzystywał każdy moment na naukę.  

„Byłem przerażony. Kiedy skompletowaliśmy obsadę, tylko 20% z nich mówiło po hawajsku, a przecież język na poszczególnych wyspach się różni, nie jest taki sam. Właściwie mogliśmy uznać, że to oddzielne języki. Podobnie jest z kulturą, strojami, sposobem prowadzenia walki – zamieszkiwaliśmy wyspy Polinezji, ale różnice między nami były znaczące” – podkreśla aktor.  

„Uczyłem się różnych języków, grałem bohaterów różnych kultur, ale to co zrobiłem teraz było najtrudniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek zrobiłem. Najpierw myślałem, że nie może mi pójść źle, przecież to mój rdzenny język – mam go w sobie, jestem Hawajczykiem, powtarzałem. Niestety to nie pomogło. To najtrudniejszy język jakiego się uczyłem” – mówi Momoa. 

Na planie Momoa znalazł się wśród ekspertów językowych, którzy mieli pomagać i pilnować standardów. „Kiedy reżyserowałem lub grałem, to do nich należała decyzja czy możemy kręcić dalej, jeśli oni nie dali zielonego światła, to…no cóż, musieliśmy powtórzyć scenę” – wspomina aktor z zażenowaniem. „Były momenty, kiedy starałem się im tłumaczyć. ‚Panowie, przecież ja też tak mówię po angielsku, coś tam sobie pod nosem bełkoczę, to jest okej. Marlon Brando też tak mówił, to jest spoko. I jak tak sobie pod nosem po hawajsku mówię…’  W odpowiedzi słyszałem: ‚zrób tę scenę jeszcze raz Momoa’. Zero dyskusji” – wspomina. 

Dla Hawajczyków

Trudność z językiem hawajskim polegała nie tylko na tym, że trzeba było się go nauczyć, twórcy musieli również przekonać do tego pomysłu Apple. Nie bez powodu najczęściej wybieranym językiem w filmach i serialach jest język angielski – jest powszechnie znany i uniwersalny. „Trudno było przewidzieć jakie konsekwencje będzie miała decyzja o nakręceniu serialu w języku hawajskim, nikt z nas nie mógł zagwarantować, że hawajski równa się pieniądze” – mówi Sibbett. „Można nakręcić serial w języku hiszpańskim i da się oszacować, czy to przełoży się na jego popularność, podobnie można oszacować zyski kręcąc dialogi w koreańskim, czy japońskim – tu wiemy jak odpowie na to rynek. Jeśli chodzi o hawajski, nie wiedzieliśmy nic i nic nie mogliśmy zagwarantować, bo hawajski nigdy nie był tak szeroko wykorzystany w filmie.”

Stanowisko twórców było jednoznaczne – „jeśli usuniemy z serialu język, usuniemy razem z nim dużą część rzeczywistości.” Na to nie było zgody. Momoa i Sibbett przekonywali, że hawajski jest deklaracją, że wszyscy dołożyli wszelkich możliwych starań, aby odtworzyć wiernie kulturę Hawajów XVIII wieku. Kiedy padło pytanie ze strony dziennikarzy: na który aspekt położyli nawiększy nacisk, co chcieli pokazać najwierniej, Momoa odpowiedział: „wszystko chcieliśmy przedstawić najbardziej realistycznie jak się da.” Żartował, że serial będzie oglądała jego ciocia – „jeśli pociągnie mnie za ucho i powie, że coś zmajstrowałem nie tak, to będzie mi bardzo wstyd.”

Obaj przyznają, że nakręcili ten serial z osobistych pobudek – „to dla nas, dla Hawajczyków. Czy wiecie jakie to uczucie? Mieliśmy do tej pory jedynie opowieści i rysunki tych wydarzeń, teraz ich wersja rozgrywa się na ekranie, w ruchu. Najważniejsze jest to jak ta historia wpłynie na przyszłe pokolenia Hawajczyków, jak serial zostanie odebrany przez tych, którzy kochają przyjeżdżać na Hawaje” – podkreśla Sibbett. 

Na ekranie oprócz urokliwych plaż, wodospadów, jaskiń, zobaczycie zachwycające stroje plemienne, peleryny w odcieniach czerwieni, suknie ozdobnie wiązane na plecach, tatuaże pokrywające skórę, gdzie każdy symbol ma swoje znaczenie. Wszystko to zostało wiernie odtworzone na podstawie rzeczy, które można oglądać w muzeum. Sceny walki to miesiące spędzone przez aktorów na treningu, pod bacznym okiem instruktorów znających się na hawajskiej sztuce walki. Ustawienie nóg i ciała, ruch rąk, posługiwanie się bronią – to wszystko wygląda jak niebezpiecznie śmiertelny taniec. Zwróćcie uwagę, że do walki stawały również kobiety, choć politycznie ich głos był niewiele warty. „Chief of War” to opowieść o życiu, wierzeniach, rytuałach, o przyjaźniach i sojuszach, o polityce i ambicjach. Nie jest to świat jak z reklamy telewizyjnej, ale część historii równie pięknej co brutalnej. 

Wódz wojownik/ Apple TV+

„Ludzie przyjeżdżają na Hawaje z całego świata, nie tylko chcą je zobaczyć, świętują tu swoje urodziny, biorą śluby, tworzą osobiste wspomnienia z raju. I wracają do domu. Teraz ze swojej kanapy będą mogli odwiedzić je jeszcze raz, przekonać się jak wyglądały kiedyś i to dzięki pracy Hawajczyków, którzy współtworzyli nasz serial i wystąpili w nim” – mówił Jason Momoa. 

Zanim „Wódz wojownik” pojawił się na Apple TV na Oahu świętowała cała serialowa ekipa, aktorzy, producenci, kamerzyści, wszyscy którzy pracowali na sukces tego przedsięwzięcia. Momoa przyszedł w pelerynie, którą nosił jako Ka’iana, z naszyjnikiem na szyi i tatuażach widocznych już tylko na ręce. Były tańce i pokazy walki, muzyka i śpiew – hawajska atmosfera. 

„Spełniło się moje największe marzenie. Mam nadzieję, że widzowie pokochają ten serial, tak jak ja. Jest jeszcze tyle ciekawych historii do opowiedzenia o Hawajach i Hawajczykach.” 

„Chief of War” możecie oglądać na Apple TV. 

Pisząc korzystałam z wywiadów: Today, Apple Podcast, NBC News, The Wrap. 


Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.