Taylor Swift – stworzyliśmy ją sami/ nowy album „folklore”

Taylor Swift jest jedną z tych gwiazd, które są skrojone na miarę sukcesu. Kolejne albumy, kolejne nagrody. Nienaganny wizerunek – piękna kobieta śpiewająca o miłości, albo porywa nas do tańca, albo nie znosimy jej szczerze. Ona o tym wie doskonale i nie zamierza się przejmować. „This is me trying” – śpiewa na swoim najnowszym albumie, który zdecydowanie odbiega od tego, do czego nas Swift przyzwyczaiła. 

Niedawno swoją premierę miał film dokumentalny o Taylor Swift – „Miss Americana”. Swift nie udaje, że nie wie jak wyglądają realia tworzenia muzyki i bycia częścią biznesu wartego miliony dolarów, swoją szczerością w rozmowach zaskakuje nawet najbliższych współpracowników. Dla kariery zrobiła wiele – od dziecka prawdopodobnie jest na diecie, żeby nosić na rozmiar S – tylko taka dziewczyna może bez wstydu wyjść na scenę i śpiewać pop z sukcesem. Takie mamy standardy, mało kto się przez nie przebija. A przecież o tym marzyła odkąd skończyła 11 lat, o wielkiej karierze na miarę Faith Hill.

Sprzedała do tej pory ponad 50 milionów płyt, zdobyła za nie mnóstwo nagród – w tym dziesięć Grammy, 29 statuetek American Music Awards. Ma miliony obserwatorów na kontach społecznościowych. Wydaje się, że ciężką pracą osiągnęła sukces i teraz może już być sobą. A jednak Taylor – megagwiazda nadal się przejmuje, zależy jej na fanach. Widać to po tym, ile trudu, siły i energii wkłada w kolejne projekty, jest perfekcjonistką, można to powiedzieć z całą pewnością. Ale ogromna część z tego, co widzimy to kolejne umowy i kolejne warunki do spełnienia, 

Zaczynała mając 14 lat i podpisany kontrakt z wytwórnią Sony. Śpiewała country, sama pisała teksty. W 2009 roku świat obiegły zdjęcia z rozdania nagród MTV, kiedy znany raper Kanye West zabrał Swift dziękującej za nagrodę mikrofon, po to, aby poinformować publikę, że jej nie zna i chyba jest więcej i to ważniejszych płyt, które zasłużyły na tę nagrodę bardziej niż Swift. Od tego momentu Taylor, która już była znana, zyskała status gwiazdy, głównie po to, aby przekonać się na własnej skórze jak działa showbiznes. 

Przez media przetoczyła się fala plotek – każdy jej krok, każda stylizacja, każda miłość jest na językach. Ludzi interesuje dosłownie wszystko, włącznie z tym co Taylor je na śniadanie. Swift przez długi czas bawiła się tymi plotkami, ale niektóre były na tyle bolesne, że nawet ona nie dała rady ich unieść. Konflikt z Kanye Westem to nie tylko wpadka na rozdaniu nagród MTV. To był jedynie początek wojny i raper okazał się dość okrutny wobec piosenkarki. Podobnie było z publicznością i słuchaczami, bo Taylor jest typem dziewczyny sukcesu, idealnej, a to rozpala nienawiść i zazdrość jak nic innego. Więc są miliony, które ją kochają i są miliony, które jej nienawidzą. Taylor więc śpiewa „shake it off” [otrzep się z tego], „zobacz co przez was zrobiłam”, „nie ufam nikomu i nikt nie ufa mi”… i przenosi wszystkie porażki i miłości na muzykę. 

Wydaje się, że Taylor dużo się nauczyła przez lata kariery – dwa ostanie albumy mimo, że są przemyślane i dopracowane , to jednak były etapem odpuszczania. Zarówno „Reputation” z 2017 roku, jak i „Lover” z 2019 nie powtórzyły sukcesu jej poprzednich płyt. Być może to wpłynęło na fakt, że najnowsza płyta, która jest zupełną niespodzianką ze strony Swift – nie tylko muzyczne, ale również przez wzgląd na to, że płyta nie była zapowiadana i trafiła bez większej promocji na portale streamingowe; jest taka inna. Album „Folklore” muzycznie nie zahacza o folklor, bliżej mu do ballad w klimacie pop – noir, ale trudno jednoznacznie wrzucić tę płytę w jakiś gatunek. 

Zamiast tanecznego rytmu dostaliśmy piosenki, które ujmują spokojem. Najnowsza płyta jest dzieckiem okoliczności pandemicznych, Taylor jak każdy z nas została w domu. Wykorzystała ten czas na tworzenie. Być może właśnie to przekłada się na delikatność muzyki. Na okładce albumu Taylor stoi w oddali, na tle drzew, gdzieś pośrodku lasu. Czarno – białe zdjęcie jest wręcz surowe w porównaniu z jej wizerunkiem – nie ma czerwonych ust, mini spódniczki, klejnotów. Jest trzydziestolatka ubrana w długi płaszcz, schowana gdzieś w kadrze. 

Główny temat nie zmienia się – Swift wie, że miłość pozostaje najbardziej palącym tematem niezależnie od okoliczności. Wszyscy o niej marzymy, chcemy doświadczać, dlatego tak chętnie słuchamy kolejnych przebojów o uczuciach. Nigdy nie wychodzi z mody, a Swift lubi się dzielić swoimi doświadczeniami. 

„Most of the things I had planned this summer didn’t end up happening, but there is something I hadn’t planned on that DID happen. And that thing is my 8th studio album, folklore. Surprise 🤗Tonight at midnight I’ll be releasing my entire brand new album of songs I’ve poured all of my whims, dreams, fears, and musings into. I wrote and recorded this music in isolation but got to collaborate with some musical heroes of mine…Before this year I probably would’ve overthought when to release this music at the ‘perfect’ time, but the times we’re living in keep reminding me that nothing is guaranteed. My gut is telling me that if you make something you love, you should just put it out into the world. That’s the side of uncertainty I can get on board with. Love you guys so much ♥️

/Większość rzeczy, które zaplanowałam na wakacje się nie wydarzy, ale jest coś czego nie planowałam, a wydarzyło się. I jest to moja ósma płyta studyjna, folklore. Niespodzianka. Dziś w nocy wypuszczę cały nowy album, w którym są wszystkie moje humory, marzenia, strachy i moja muzyka. Napisałam i nagrałam ten album w izolacji, ale do współpracy zaprosiłam tych, których podziwiam…Przed tym rokiem pewnie długo myślałabym nad tym, kiedy będzie idealny czas na wydanie nowej płyty, ale moment w którym żyjemy uświadamia mi, że nie ma rzeczy pewnych. Moja wewnętrzna intuicja podpowiada mi, że jeśli robimy rzeczy które kochamy, to powinniśmy się nimi dzielić ze światem. To jest taki moment niepewności z którym mi po drodze. Kocham Was bardzo/ serduszko/ – napisała Swift do swoich fanów na Instagramie. 

Do swoich muzycznych bohaterów zaliczyła Bon Iver, gwiazdę indiefolka z którym śpiewa „Exile”. Przy produkcji pomagał Aaron Dessner (National), co jest sporym zaskoczeniem, bo Dessner znany jest głębszych, ciemnych dźwięków, jego muzyka jest bardziej subtelna i alternatywna, a Swift lubi na głośno i na bogato. 

„Folklore” jest określany jako płyta niedokończonych tematów, ale również nowych możliwości. Nowych możliwości również dla Swift, bo już słychać, że to jej najlepsza i najdojrzalsza płyta, która przyniesie jej nowych fanów i być może kolejne nagrody.    


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.