Norah Jones z wdziękiem śpiewa o tęsknocie

Miała 23 lata jak za debiutancką płytę odebrała pięć statuetek Grammy. Był rok 2002, a świat jak tlenu potrzebował spokojnego głosu Norah. Dziś możemy słuchać jej ósmego w karierze albumu „Pick Me Up Off the Floor”. Za nią wiele koncertów, sporo nagród i ponad 150 milionów sprzedanych płyt. 

Przez pandemię Norah Jones zamknęła się w domu z rodziną, jednak brakowało jej koncertów. Jak opowiada, dzięki temu po wielu latach odkryła magię mediów społecznościowych. Na swoim koncie na Facebooku zaczęła organizować minikoncerty dla swojej publiczności. W repertuarze są piosenki między innymi z jej najnowszej płyty. Transmitowane na żywo występy są – jak podkreśla artystka: „nieidealne, ale szczere i spontaniczne”. Mimo, że są dla nas namiastką spotkań na żywo, dla Norah promocją, to pozostawiają rozbudzony apetyt na więcej. 

Granie żywe, spontaniczne, najlepiej dla niewielkiej publiczności. Od początku kariery Norah była nastawiona na kontakt na żywo, ale bardzo intymny, jej marzeniem nigdy nie były zapełnione po brzegi stadiony. Kiedy przeprowadziła się z Teksasu do Nowego Jorku grała głównie w małych klubach. I do dziś woli takie koncerty. Nie musi się wtedy starać, może być sobą, podobnie jak podczas domowych występów – włosy związane w kitkę, brak makijażu, kwiatowa sukienka. Zamiast gwiazdorskiego blichtru dostajemy muzykę. „Dziękuję Ci bardzo – twój głos jest jak leczący moją duszę balsam” – takie komentarze w tysiącach wyświetlają się pod koncertami. 

Niewiele gwiazd tak jak Norah Jones potrafi bronić swojej prywatności. „Dzielę się tym, co najważniejsze z moimi słuchaczami. Muzyką. Kiedy przychodzi mi promować płytę, to są dla mnie długie i męczące dni, a ja chciałabym grać. To granie jest najważniejsze” – mówi. Nie opowiada o rodzinie, o dzieciach, nie pozuje na okładkach magazynów, udziela mało wywiadów. Z tych nielicznych możemy się dowiedzieć, że obecnie organizuje życie domowe swojej rodzinie – naukę i rozrywkę dzieciom, że zrezygnowała na ten moment z garncarstwa, które uwielbia. Kurs tańca online udało jej się ukończyć mimo braku czasu. 

Inspiracją do powstania najnowszego albumu… była książka. Norah Jones nie planowała tej płyty, podobnie jak poprzedniej. Są dla niej „jak światło, jak błysk słońca”, coś, co naturalnie się wydarza. „Czytając codziennie opowiadania Dr Seuss’a moim dzieciom, czułam jak w głowie rodzi mi się rytm i to uczucie narastało” – mówiła w jednym z wywiadów. To i zachęta od znajomego poety sprawiło, że Norah Jones zaczęła pisać swoją własną poezję i tak narodziły się trzy piosenki, które weszły na płytę. „Z pewnością nie zamierzam wydać tomika poezji w tym momencie” – śmiała się później.

Do momentu nagrania tych trzech piosenek, Norah nadal nie myślała o całej płycie. Ale piosenki ukazały się na portalach streamingowych. Kolejnym haczykiem okazało się zdjęcie – jej mąż zrobił je spontanicznie, Norah siedzi oparta na ręce na podłodze w salonie. Ma swobodną pozę, nie patrzy bezpośrednio w obiektyw, ale spogląda wdzięcznie w dół. Jest ubrana w sukienkę, frędzle  oplatające jej ciało wyglądają uroczo i seksownie. Od tego zdjęcia wzięła się nazwa płyty – Pick Me Up Off the Floor”. To zdjęcie zostało również zdjęciem okładkowym.  

Na płycie ostatecznie znalazło się jedenaście piosenek – o życiu, o miłości, samotności, o różnicach, które dzielą i które mogą łączyć. O „Pick Me Up Off the Floor” najczęściej wszyscy wypowiadają się w ciemnych odcieniach – „najbardziej dramatyczna i smutna płyta w całej dyskografii Jones”, „płyta złamanego serca”. Norah również dostrzega te emocje, bo w większej części są jej, ale zauważyła je dopiero w momencie, kiedy mąż ją zagadnął. „Jeśli na tej płycie jest ciemność, to nie jest to poczucie beznadziei, raczej ludzka potrzeba i tęsknota do drugiego człowieka” – mówi artystka.  

„Czuję się dziwnie, kiedy rozmawiamy o nowej płycie, o muzyce, a obok ludzie chorują, ale w tym samym czasie uważam, że muzyka przynosi ulgę i podnosi na duchu. I ma też moc łączenia ludzi” – mówi Norah. Zamknięta w domu nie tylko gra koncerty online, ale też słucha – Johna Prine, Townes Van Zandt, czy Guns N’Roses. „Dzięki muzyce czuję się lepiej w tym dziwnym, niepewnym czasie” – wyznaje. 

Płyta „Pick Me Up Off the Floor” ukazała się nakładem Universal Music. 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.