Lubię nieoczywiste bohaterki – wyznaje Florence Pugh  

Florence Pugh błyszczy na ekranie w roli Cathy Ames w serialu na „Wschód od Edenu”. To kolejna rola kobiety, która idzie swoją własną drogą, niepokorna zdystansowana, trudna. „Lubię nieoczywiste postaci” – mówi Florence. Na ekranie gwiazda przechodzi przez całą skalę znanych nam emocji, od spokoju i radości, przez strach, po bunt i złość, które sprawiają, że jej bohaterka bez mrugnięcia okiem popełnia najgorsze zbrodnie. Rola Cathy mogła przejść bez echa, bo świat czeka na to, aż Florence pojawi się na dużym ekranie w kolejnej części „Diuny”. Ona jednak postarała się, abyśmy nie mogli oderwać oczu od Cathy, czyniąc z serialu Zoe Kazan jedną z najlepszych adaptacji klasyki tego roku. 

Dla mnie Florence Pugh jest jak kameleon. Ma delikatne rysy twarzy, krągłości, piękny dziewczęcy uśmiech. Podobno słynie z rozdawania prezentów, czasami dość dziwnych. Jest miła, sympatyczna i otwarta. Jednocześnie jest pewna siebie, zadziorna i potrafi stanowczo mówić: „nie”. Włosy obcina na krótko, czesze je rockowo. I ten kolczyk w nosie! Jak on do niej pasuje! Są takie momenty, że patrząc na Pugh myślę: nie wchodziłabym jej w drogę. 

Nic dziwnego, że Zoe Kazan zdecydowała się ją obsadzić w swoim serialu. „Na wschód od Edenu” to dla młodej reżyserki ważne dzieło. W 1955 roku historię o braciach Trask, z powieści Johna Steinbecka, przeniósł na duży ekran jej dziadek – Elia Kazan. Ta adaptacja wyniosła do statusu gwiazdy Jamesa Deana. Zoe w centrum opowieści postawiła Cathy, totalną antybohaterkę, zło wcielone, następczynię biblijnej Ewy. Cathy to duże wyzwanie dla każdej aktorki, bo postać ma w sobie pewien dualizm – miła, uczynna kobieta swoim uśmiechem maskuje całe zło, które w sobie nosi. 

„Bardzo długo dyskutowaliśmy o tym, jaka ma być moja Cathy. I ona cały czas podejmuje złe decyzje, robi naprawdę okropne rzeczy, ale jednocześnie w serialu widać z czego wynika to, jaka jest. Możemy ją spróbować zrozumieć, prześledzić jej losy, to dużo wnosi do naszej opowieści. Dla mnie przyjemnością było zmierzenie się z tak trudną i kompleksową postacią” – mówi Florence.

Aktorka nie tylko wciela się w jedną z głównych ról, ale jest też producentką serialu. Z radością i satysfakcją podkreśla ten fakt w rozmowach. „Zoe nie tylko zaproponowała mi rolę, ale zaprosiła mnie również do wspólnego tworzenia, zaufała mojemu doświadczeniu i mojej wizji. To wspaniałe” – mówi. Ich podróż trwała prawie sześć lat. Tyle czasu upłynęło od pierwszych rozmów na temat serialu, przez realizację, po premierę. „Byłam zupełnie inną osobą, kiedy powiedziałam „tak” temu projektowi” – wyznaje Pugh. „Miałam wtedy nadzieję, że dorosnę do tej roli, że zdobędę niezbędne doświadczenie. Moim zdaniem wszyło wspaniale.”

Florence rzeczywiście się zmieniła, jest dojrzalsza, silniejsza i wie, że kamera ją kocha. Ostatnio miała więcej czasu wolnego – „załapałam oddech, wyspałam się, to są pierwsze spotkania prasowe i wywiady, jakie mam od kilku miesięcy. Ale za moment to wszystko się zmieni”, podkreślała na premierze „Na wschód od Edenu”. Przed nią pokazy filmowe trzeciej części „Diuny”, w której jej bohaterka dostała więcej ekranowego czasu, „Avengers: Doomsday” – tu gra Yelenę Belovą, czy komedii romantycznej „42.6 Years”, o której jeszcze mało wiadomo, ale premiera ma mieć miejsce pod koniec tego roku. 

Jej filmografia jest bogata. Florence grała z największymi gwiazdami Hollywood i u najfajniejszych reżyserów/ reżyserek. Przez lata była aktorką, która z jednego planu przeskakiwała na następny. Swoje powodzenie zawdzięcza ciężkiej pracy, ale ma też dużo szczęścia. Przełomową rolą w jej karierze okazała się rola Catherine w Lady M. Florence miała 20 lat, stała na progu kariery, a jej bohaterka była nastoletnią panną młodą o makiawelicznym charakterze. W „Małej doboszce” była szpiegiem, a jej zadaniem było rozpracowanie terrorystów. W filmie zagrali również Alexander Skarsgård i Michael Shannon, ale komentarze były jednoznaczne, to Pugh skradła wszystkie recenzje. „Wspaniała Florence Pugh” – pisali krytycy, dziennikarze i fani. A później przyszła kolejna popisowa rola, tym razem w filmie Ari’ego Astera. „Midsommar. W biały dzień” bił rekordy popularności w kinach – był duszny, przejmujący i przyprawiał o szybsze bicie serca i ciarki. Najwięcej się jednak mówiło o Pugh. „Midsommar” oglądała Greta Gerwig, która od razu postanowiła obsadzić Pugh w roli Amy March w swoich „Małych kobietkach”. Ten występ przyniósł aktorce nominację do Oscara za wybitną rolę drugoplanową. 

Z czasem Pugh stawała się coraz pewniejsza siebie, na ekranie była wręcz hipnotyzująca. W uniwersum Marvel’a wciela się Yelenę Belovą, zabójczynię, którą możemy zobaczyć w „Czarnej wdowie”, czy „Thunderbolts”.  Ta rola wymaga nie tylko niezłej formy, ale i odwagi, co dla Florence nie stanowi żadnego problemu. Ona to po prostu ma! Scarlett Johansson wspominała jak w jednej ze scen obie wisiały wysoko nad ziemią, przywiązane linami i czekały, aż reżyser powie: akcja. W międzyczasie rozmawiały o związkach i nieudanych randkach. Kiedy jednak padł klaps, Pugh w sekundę przeszła do grania i „znów byłyśmy o milimetr od śmierci” – śmieje się Scarlett. 

A później wybuchł skandal. Pugh zagrała u Olivii Wilde główną rolę. Jej partnerem w „Nie martw się kochanie” był sam Harry Styles. To film, który bardzo mi się podobał, ale prasa zamiast na nim skupiła się na plotkach: Harry Styles złączył się z Wilde, na planie miało dochodzić do kłótni i nieporozumień. Florence Pugh nie pojawiła się na premierze i do tej pory nie bardzo chce rozmawiać na ten temat. Aktorka wszystkie zaczepki ze strony dziennikarzy ucina szybko, mówiąc, że w sumie to na planie nie wydarzyło się nic, co zasługuje na taką burzę negatywnych podjerzeń i komentarzy. 

„Wszystkie moje bohaterki łączy to, że żyją w stresie i pod pewną presją, są zagonione w kąt, z którego nie ma jak uciec, narzuca im się to, kim mają być i jak mają żyć. I finalnie coś w nich pęka” – mówiła Florence podczas jednego z wywiadów. 

Taka jest również jej bohaterka w „Oppenhaimerze” Christophera Nolana. To kobieta na skraju załamania nerwowego, kochanka, która nie potrafi sobie poradzić ze swoim uczuciem. Odmianę stanowi zaś Almut ze „Sztuki pięknego życia”. To film o miłości i chorobie, w którym jest dużo wzruszających momentów. Andrew Garfield, który partnerował Florence, był nią zachwycony. „Ma w sobie dużo ciepła” – mówił o aktorce. „I potrafi się z łatwością i lekkością śmiać, łatwo ją rozbawić, i mówię to jako komplement” – podkreślił. Tą wesołą, pozytywną stronę dostrzegają w Pugh również jej przyjaciele, mówią, że jej śmiech to brytyjska, damska wersja śmiechu Setha Rogena, jego „heh heh heh”. 

„Ta wesoła wersja aktorki nie dostaje zbyt dużo uwagi w Hollywood. Jej bohaterki knują spiski, trują, zabijają, albo są w żałobie” – pisze dziennikarka Vanity Fair. „Podpalają cenne, ręcznie pisane manuskrypty, podpalają domy, choć w środku śpią ich bliscy. Zachowują się psychopatycznie, jak kobiety na skraju złamania nerwowego” – ciągnie dalej temat. Ktoś kiedyś zapytał Pugh, czy zdaje sobie z tego sprawę, że wszystkie te kobiety najchętniej uciekłyby ze swojego życia, że one tak desperacko szukają wyjścia? Aktorka po chwili zastanowienia odpowiedziała: „masz rację, nie myślałam o tym w ten sposób”. 

W zupełnie innej wersji Pugh można poznać, kiedy gotuje. Mało kto wie, że Florence miała na YouTube swój kanał – „Cooking With Flo”, gdzie w krótkich zabawnych filmach przedstawiała przepisy. Można je nadal oglądać, a nawet coś z nią ugotować. To nie jest profesjonalne, wycyzelowane „gotowanie na ekranie”, ale czysta rozrywka. Florence jest w kuchni po prostu sobą, uśmiechniętą dziewczyną, która ma potargane włosy i stara się nie przypalić cudownej dyni, którą zamierza zamienić w zupę. Co lubi najbardziej? Uwielbia ser i drinki z Martini i wódką, ot cała Florence. 

I choć zdarza się jej być niezbyt poważną, to do pracy podchodzi całkiem serio. „Jest w niej coś, co sprawia, że łatwo obdarzyć ją respektem” – mówi o Florence Denis Villeneuve, reżyser „Diuny”. „Mógłbym sobie wyobrazić, że Pugh wychowywała się w królewskiej albo arystokratycznej rodzinie” – dodaje. Mimo to, większość osób które spotkało się z nią na planie, mówi o niej ciepło. Florence nie robi problemów, tam gdzie ich nie ma. 

„Chcę przyjść na plan, być szanowana, zrobić swoje i spokojnie wrócić do domu” – podkreśla Florence. Praca na planie „Na wschód od Edenu” kosztowała ją jednak sporo wysiłku. „Były takie dni, że kręciliśmy jedną dużą scenę, po drugiej. Więc ja jako Cathy cały czas gadałam i gadałam. Byłam taka nakręcona, że jak wracałam do domu to już nie miałam siły, żeby stać prosto” – śmieje się aktorka. A jednak po powrocie siadała i jeszcze raz przeglądała scenariusz. Chciała jak najlepiej wczuć się w rolę, oddać wszystkie kolory i cienie swojej bohaterki. „Nie wiem czy mogłabym ją zagrać, gdyby nie to, że jeśli się dobrze przyjrzymy, to zobaczymy, że Cathy życie złamało w bardzo młodym wieku. W naszej wersji ona jest dosłownie dzieckiem. Piętno traumatycznych wydarzeń idzie z nią przez życie.”  

Cathy pewnego dnia pojawia się w obejściu domu Adama i Charlesa Trasków. Jest mocno poobijana, jest obca, a jednak bracia przyjmują ją pod swój dach. Za jednego z nich Cathy wyjdzie za mąż, drugiego będzie uwodzić. Zostanie matką, choć to ostatnie o czym marzyła i odejdzie od rodziny, żeby zacząć nowe życie. Czy uda jej się odnaleźć to czego szuka? Czy piekło, którego jest ambasadorką w końcu pochłonie i ją samą? 

Granie tak trudnej bohaterki to duże obciążenie psychiczne i fizyczne. Florence już wcześniej kilka razy wspominała o kosztach takiej pracy. Szczególnie mocno przeżyła film „Midsommar” Ariego Astera. W 2005 roku udzielając wywiadu, powiedziała do jednego z dziennikarzy: „ta rola sprawiła, że odczuwałam ogromny smutek przez kolejnych sześć miesięcy po skończeniu zdjęć.” Arie Aster nadal pozostaje pod wrażeniem tego jak dojrzała i odpowiedzialna okazała się Pugh. „Ta rola to była droga przez mękę, nasza bohaterka przeżywała stopniowe załamanie nerwowe, zapadała się w siebie z czasem coraz bardziej. Dla aktorki to ogromna inwestycja emocjonalna w rolę, nie da się tego opisać. Florence zagrała tak, że nadal czuję się mocno poruszony.”

Ponieważ jej kolejne role wcale nie były lżejsze, Florence nauczyła się wchodzić w nie tak, żeby widzowie byli w stanie uwierzyć w jej postaci, ale jednocześnie, żeby nie przenosić negatywnych emocji poza plan. „Nie umiem grać tak, żeby nie współodczuwać z moimi bohaterkami. Sympatyzuję z nimi, bo wtedy jest mi łatwiej. W Midsommar dałam z siebie wszystko, chciałam być fair wobec postaci” – mówi aktorka. „Przez te lata nauczyłam się jednak, że jest pewna granica, której przekraczać nie wolno, co za dużo, to za dużo. Wiele razy przekroczyłam ją, ze szkodą dla swojej psychiki i ciała. Teraz wiem jak chronić siebie.” 

Kiedy Netflix, który zainwestował w film, zapytał Zoe Kazan, czy ma już konkretną aktorkę do głównej roli, Kazan odparła: „Oczywiście, że mam. To będzie Florence Pugh.” Teraz Kazan mówi, że to mogła być tylko ona. „Florence jest w tej roli bardzo kobieca, kokieteryjnie dziewczęca, ale pod tą warstwą kryje się coś jeszcze, cień, który przeraża.”

Gdzieś w połowie pracy na planie, Florence zorganizowała małe przyjęcie dla kolegów. Było jedzenie i pokaz filmu „Sztuka pięknego życia”. Na swoje 30 urodziny, które będzie obchodziła w styczniu, aktorka zaplanowała wyjazd ze znajomymi we francuskie Alpy. Każdy z grona przyjaciół zgodził się na przygotowanie jednej kolacji, będzie to wyjazd na którym będą szaleństwa, ale przede wszystkim wspólna integracja. 

Florence lubi mieć fajnych ludzi wokół siebie, jest super towarzyska. Być może wynika to z faktu, że aktorka ma trójkę rodzeństwa. Jej rodzice są bardzo kreatywni – ojciec pasjonuje się designem i jest restauratorem, mama była tancerką. Florence uwielbia też swoją babcię, która mimo podeszłego wieku ciągle jej gdzieś towarzyszyła. Razem z nią aktorka chodziła na górskie wycieczki, zabrała ją również na czerwony dywan. Florence ma straszą siostrę, Arabella jest nauczycielką śpiewu. Toby, jej brat zajmuje się aktorstwem i muzykowaniem. O najmłodszej siostrze, Rafaeli, Pugh nie chce mówić – „wolę zachować dla siebie to czym się zajmuje, akurat jej, sława i plotki mogłyby zaszkodzić”, mówi tajemniczo.   

Pugh zapytana, czy zechce porozmawiać o swoim związku z aktorem Finnem Colem [możecie go kojarzyć z „Peaky Blinders”], odpowiedziała dziennikarce: „możesz pytać, ale musisz wiedzieć, że nie powiem ci wszystkiego.” Pierwsze pytanie okazało się ostatnim. „Jak się poznaliście?” – zapytała dziennikarka. Pugh, szeroko się uśmiechając, odpowiedziała jedynie: „nie”. Po chwili zreflektowała się jednak: „Nie chcę, żeby to był jakiś sekret. Ale nie chcę też, żeby ludzie rozmawiali o moim prywatnym życiu. Dla mnie najważniejsze jest to, że jesteśmy szczęśliwi, ja czuję się przy nim silna i bezpieczna. Uważam, że to na wagę złota. Właściwie to zapytałam go, czy może chce się pojawić na naszym wywiadzie” – mówiła szczęśliwa. „Zapytał mnie: czy powinienem przyjść?” Cole ostatecznie nie pojawił się podczas tej rozmowy. 

Aktorka zdecydowanie chętniej dzieli się przemyśleniami na temat mediów społecznościowych. Jej podejście i sposób korzystania z nich, dramatycznie się zmieniły. Kiedyś Pugh publikowała posty tym, co dzieje się w jej życiu. Póżniej przyszła chwila otrzeźwienia i wyrosła z tego. Internauci najchętniej rozmawiali o jej poprzednim związku, elektryzował ich fakt, że między Pugh a jej chłopakiem była duża różnica wieku. Następnie rozkręcili aferę „nipplegate”, kiedy na premierze filmu Pugh pokazała się w przeźroczystej sukience Valentiono. Fakt, było jej widać piersi, ale wyglądało to okej. Z czasem pojawiały się coraz dziwniejsze newsy na jej temat, czy lubi węże?, czy zrobiła sobie operację? I tak dalej. „Dziś moje konto traktuję bardziej jako oficjalne konto związane z pracą. Życiem zajmuje się po godzinach pracy i tak mnie pochłania, że nawet nie myślę, że mogłabym wrzucić o tym post. Nie mam już tego tiku” – wyznaje śmiało. 

Media pozostają dla niej ważnym medium, dzięki którym może wyrażać swoje opinie. Pugh nie boi mówić się o polityce. Była jedną z pierwszych aktorek, które zaangażowały się mocno w pomoc dla Strefy Gazy. Ona nie tylko wspierała pieniężnie, ale namawiała do wsparcia i udostępniała linki do zbiórek. Pojawiła się również na koncercie Together for Palestine na OVO Arena Wembley. „Bardzo mnie to boli, tam nadal giną dzieci, cierpią całe rodziny. To okropne” – podkreśla smutno aktorka. 

Na Instagramie obok pięknych zdjęć Pugh, znajdziecie posty, które zapowiadają filmy z jej udziałem. „Poznajcie Cathy Aimes. „Na wschód od Edenu” obejrzycie już jesienią”, napisała aktorka publikując plakat filmu. Na czarnym tle widzimy Florence w mocnym makijażu, pod nią płonący dom. Serial zadebiutował w październiku i od razu pobił rekordy popularności. W Polsce na pierwszym miejscu zastąpił „Lalkę” z Sandrą Drzymalską i Tomaszem Schuchardtem.  

„Chciałabym przypomnieć wszystkim, w tym również sobie, to naprawdę ważne, że nie jestem moimi bohaterkami” – mówi Pugh. „Moją pracą jest zrozumienie kim są i jakie są i pokazanie ich wiernie na ekranie. W taki sposób, żebyście mogli je również zrozumieć. Nie żyję jak one, nie robię tego, co one robią. A jednak muszę być przekonująca, tak żebyście wierzyli w to, co oglądacie, żebyście wierzyli w te okropne rzeczy.” 

Przed nią kolejne premiery i kolejne filmy. Jednym z najnowszych tytułów o jakich się mówi jest „Cassandra at the Wedding” w reżyserii Indii Donaldson. Pugh nie tylko zagra w tym filmie, ale znów będzie miała okazję wykazać się jako producentka. „Zagram tam bliźniaczki, to jest dla mnie nowość. Jestem totalnie przerażona i podekscytowana jednocześnie” – zapowiada. 

„Dla Florence nie ma rzeczy niemożliwych, sky is the limit. W moim odczuciu ona nie podejmuje nietrafionych decyzji” – mówi Mike Faist, którego również możecie zobaczyć w „Na wschód od Edenu”. Andrew Garfield chciałby ją zobaczyć na scenie teatru, podobny pomysł na rozwój jej kariery ma Christopher Abbott. Co na Pugh? Florence uważa, że to byłoby fajne doświadczenie, ale zupełnie wyklucza musicale – „nie mam do tego głosu”, śmieje się. Po cichu marzy jej się, że stanie również po drugiej stronie kamery. „Jeszcze nie teraz, ale kiedy będę gotowa!”

„Na wschód od Edenu” możecie oglądać na Netflix, trzecia część „Diuny” w kinach pojawi się 18 grudnia. 

Przy pisaniu korzystałam z różnych edycji magazynu Vogue, z materiału Vanity Fair: On the Eve of East of Eden, Florence Pugh Talks About Her Year of Rest and Relaxation, z tekstów Harpers Bazaar i wywiadów internetowych. 


Skomentuj

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.