Rozwód – męka, wolność, rock&roll

Program HBO emituje właśnie drugi sezon „Rozwodu” z Sarah Jessica Parker, czyli serialową Carrie Bradshaw z „Seksu w Wielkim Mieście” – kultowego serialu lat ’90. Sarah przyznaje, że daleko jej do swojej nowej bohaterki Frances, która jest jednak symbolem naszych czasów, tak samo jak tytułowy rozwód. Czy warto więc oglądać coś, co jest współcześnie tak powszechną i dobrze znaną nam historią? Odpowiadamy: tak, warto i mówimy Wam dlaczego.

Szczerze tak między nami, nie przebrnęliśmy za pierwszym razem przez cały premierowy sezon serialu. Nie stało się tak dlatego, że serial jest zły czy nudny, ale dlatego że media lubią rozbudzić w nas pewne oczekiwania, często takie których rzeczywistość nie jest w stanie spełnić. Przy okazji drugiego sezonu serii i ataku grypy, „Rozwód” dostał drugą szansę od losu. Nie tylko obejrzałam cały pierwszy sezon, ale też zaczęłam drugi – właśnie emitowany na HBO i czekam na więcej (co jest równoznaczne ze stwierdzeniem – jestem fanką).

Niestandardowe reguły gry

Frances, jest krucha i delikatna, uwielbia sztukę, ma marzenia, dwójkę dzieci, które kocha, męża z którym się dogaduje i romans. Tak, w tym serialu to ona jest tą złą stroną – to ona zdradza, to ona chce czegoś więcej i potrafi być perfidna i okrutna wobec swojego przyzwoitego męża. Parker zapytana czy nie boi się o to, że widzowie nie będą lubić jej bohaterki, odpowiedziała, że gdyby miała się tym przejmować, nie nakręciłabym żadnego serialu czy filmu. Według niej, mimo iż nie identyfikuje się ze swoją postacią, to jest w niej wiele szczerości i prawdy.

Myślimy stereotypowo o życiu i to myślenie przekłada się na scenariusze, dlatego w większości historii to facet jest głównym bohaterem, to on utrzymuje rodzinę, to on zdradza i romansuje. Co ma do powiedzenia jego drugoplanowa żona – właściwie nic, ona zalewa się łzami, przechodzi okres buntu wobec jego zdrady, pociesza się dziećmi, śmieje się, upija, płacze, w końcu uznaje że zdrada to jej wina i pozwala mu wrócić. I mamy happy end, żyli długo i szczęśliwe do następnego razu. Ale ta historia jest zupełnie inna, bo to ona utrzymuje rodzinę, to ona zawala szkolne zebrania, to ona podejmuje decyzje. Gdzie jest jej mąż? Tuż obok, realizuje swoje marzenia, pomaga przy dzieciach, pytanie czy to wystarczy żeby w małżeństwie było dobrze? I tego w gruncie rzeczy nie wie nikt, dla Frances to za mało.

Divorce: Rozwód: HBO.jpg
Kadr z serialu Divorce/ HBO

Wolność rozwodowa

Wolność brzmi pięknie, ale w życiu są zawsze dwie strony medalu. To Frances ma kochanka i to ona wraca pełna uniesienia po wielokrotnych orgazmach do domu. To ona również stoi przed drzwiami, na mrozie bo jej mąż zmienił zamki, jej rzeczy stoją spakowane w reklamówki przed wejściem. To ona idzie do sąsiadów żeby zadzwonić do męża, który nie chce z nią gadać, to ona wygrzebuje swoją torbę ze śmieci, w ramach zemsty przykrytą skórką od banana. Nie tak to sobie wyobrażała, nie wiedziała że uderzy o ścianę, nie zamierza też ukrywać swojego rozczarowania i swojej frustracji.

Kiedy przychodzi do niej facet, który jest koło 40 (na moje oko) i mówi, że chce coś zmienić w swoim życiu i poszukać nowych wyzwań, Frances pyta go: „A jeśli podejmiesz ryzyko, i okaże się że nie ma tam nic dla ciebie? Zupełnie nic. Zero.” Sama nie jest w stanie podjąć takiego ryzyka, buja się więc na terapii, ale tak naprawdę to życie podejmuje za nią decyzję. Między kolejnymi słowami, wychodzą prawdy i półprawdy z którymi nikt się nie chciał zmierzyć. Pokojowy rozwód, mimo że przecież oboje się szanują, nie wchodzi w grę. Każdy gra teraz dla siebie i w swoim teamie.

W „Rozwodzie” mamy główną bohaterkę, nie jest ona idealna, „ale kto z nas jest” – mówi Frances do siostry swojego męża.

Robert, próbuje sobie poradzić dość niezaradnie i niezgrabnie – sytuacje damsko-męskie wyraźnie go przerastają. Kupując nowe marynarki, spotyka przyjaciółkę swojej żony, którą traktuje dość perfidnie: mówiąc, że jest zimna i że syn od niej ucieknie, pozostawiając ją zupełnie samą. W skrócie: umrzesz z samotności, zimna babo. Dopiero kiedy mówi to na głos, widzi jakim draniem jest. Przeprasza. „To z samotności” – mówi Robert do Dallas. „Witaj w klubie.” – odpowiada mu przyjaciółka byłej żony.

Rock&roll, czyli wieczna improwizacja

Do jakich granic można się posunąć robiąc komuś na przekór? Czy może taka granica nie istnieje? W pierwszym odcinku – jeszcze jako małżeństwo Frances i Robert zadają sobie pytanie: czy kiedyś miałeś ochotę odstrzelić mi głowę? – pyta ona, „Nigdy bym tego nie zrobił” – odpowiada Robert. „Miałam ochotę Cię walnąć, serio, tak żebyś wiedział” – ciągnie Frances.

Wydaje mi się, czy to jest prawdziwe uczucie – Frances uśmiecha się do siebie, jadąc pociągiem opowiada jednej z przyjaciółek o swoim romansie. Dallas szybko próbuje ostudzić jej zapał. Frances dostaje to, czego jej brakowało – emocje i zainteresowanie kochanka. Z tego uniesienia dostaje jednak również gorzką lekcję życia – zanim podejmiesz życiowe ryzyko, sprawdź z kim się bawisz i czy druga połówka czuje rock’a tak jak ty, bo twoje oczekiwania mogą okazać się na wyrost.

W rozwodach wszystkie chwyty wydają się dozwolone. Wyobraź sobie, że właśnie dowiadujesz się, iż twój mąż zastawił dom pod kredyt, żeby zrealizować swoje marzenia o firmie, sukcesie, dużych pieniądzach i zrobił to, mimo ogromnego ryzyka niepowodzenia, o którym wiedział. Złość ponosi Cię na granicę nieprzytomnej nienawiści. Frances jedzie do jednego z domów (wykańczanych przez firmę jej eks) wybija szybę i próbuje go zalać wodą, na szczęście bezskutecznie. Wydaje Ci się, że to głupie i nieodpowiedziane? Jasne, ale i tak lepsze dla rozładowania emocji, niż pojechać i zacząć bić swojego, byłego męża.

Kocham i nienawidzę

Ostatnio gdzieś czytałam, że ludzki mózg nie tyle jest sam w sobie niezbadany (jako organ pozostaje najbardziej tajemniczy, ale badania są już tak zaawansowane, że wiemy o nim całkiem sporo), co nadal potrafi działać w sposób mocno nieprzewidywalny – artykuł był poświecony zagadnieniu miłości. Czytałam między innymi o tym, że patrząc na ukochaną osobę, rejestrujemy że stoi przed nami, ale tak naprawdę nie widzimy jej taką, jaką widzą ją inni, bo w tym czasie działa u nas inna część mózgu – ta odpowiedzialna za emocje. Przy okazji dowiedziałam się, że uczucie że kogoś kochasz, nie pokrywa się się z tym że kogoś musisz jednocześnie lubić – i że jest to dość częste doświadczenie. Jesteśmy więc w stanie kochać osoby, które do szaleństwa działają nam na nerwy.

Pomyślałam o Frances i Robercie, bo oni się kochają, tyle że gdzieś po drodze chyba przestali się lubić. I jest to tak samo zaskakujące jak cały ten serial. Właśnie za to go lubię. Za przekorę, szczerość, przerysowanie, trochę emocji i czarnego humoru.

Zrzut ekranu 2018-03-05 o 12.21.39.jpg
Divorce/ HBO

P.S. Oprócz Roberta i Frances, dla których warto obejrzeć Divorce, drugi plan jest równie ciekawy – przyjaciółki Frances nie raz nie dwa dodają tej historii tempa i rumieńców.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.