Czy można umrzeć żyjąc?

Każde społeczeństwo ma swoje traumy. W każdym znajdziemy i białe i czarne owce – nie ma tu znaczenia podział na płeć, na rasy, na inteligencję czy biedotę, zło nie przebiera w środkach. Bardzo dobrze widać to po Kościele, który głosi dobro, ale ze zła rozliczać się nie chce. Myślałam, że uniknę tego tematu, nie dlatego, że się boję rozmawiać, ale dlatego że takie rozmowy bolą. Obejrzałam „Nie mów nikomu”. Przeczytałam 27 śmierci Toby’ego Obeda. I sama umarłam po raz kolejny, bo ciężko uwierzyć w zło w takim wymiarze. Ciężko uwierzyć, że zło podobnie jak rak nie ma litości nawet nad dziećmi, albo właśnie szczególnie nad nimi. Przecież dziecko jest bezbronne, z natury dobre i niewinne. 

Inny znaczy gorszy

Brzmi to jak powtórka z najbardziej ponurej i dramatycznej historii Europy – II wojna światowa miała wyeliminować tych, którzy nie pasowali, tych którzy byli inni. Taki był jeden z celów. Już w tym czasie podobną metodę działania przyjęły władze na innym kontynencie, który do dziś walczy z traumą tego okresu, z traumą szkół z internatem. Kanada, kraj zielony, trochę dziki, naturalny. Krajobrazy zapierają tu dech w piersiach. Kraj multikulturowy, w którym mieszają się języki, tradycje, kolory skóry. Kraj, który przez lata próbował zabić kulturę rdzennych narodów. Metoda działania nie była wydumana. Ot, wystarczy zabrać dzieci od rodziców, umieścić w szkołach z internatami i dopasować do swoich oczekiwań. Ale po wyjściu ze szkoły, te dzieci nadal miały inny wygląd, piętnujące ich pochodzenie. Ciągle były gorsze. To były już dzieci naszego Boga, ale nasz Bóg dał im jedynie cierpienie. 

Trauma boli latami

Ponad pięćset stron druku. 27 śmierci Toby’ego Obeda to historia dzieci, które los zesłał do kanadyjskich szkół z Internatem. Dzieci Pierwszych Narodów. Ocaleńcy. Joanna Gierak – Onoszko rusza ich śladem, z nimi. Odkrywa historię znęcania się, katowania, mordowania. Historię, która cały czas jest żywa, która dzieli. 

Zapytacie, po co więc pisać książkę, skoro dyskusja i „naprawianie” trwa, a ich skutkiem jest często powtarzana fraza: We need more Canada. Potrzebujemy więcej Kanady, chcemy tak sprawnie rozliczyć się z grzechów jak i oni. 

Potrzeba nam świadomości o tym co się stało i zrozumienia. Zło jest uniwersalne, na każdym kontynencie wygląda i niszczy tak samo. Na każdym skutkuje tym samym: depresją, uzależnieniami, powracającą przemocą, samobójstwami. 

„27 śmierci Toby’ego Obeda” to sposób dziennikarki, która wylądowała w przepięknym kraju, który jest zlepkiem kultur, na to by uporać się z dyskomfortem jaki tam czuć, kiedy rozmowa przenosi się na historię i kulturę. 

Mały kamyk w jej brzuchu rośnie i zaczyna ciążyć. Podobnie jak u żyjących w Kanadzie ludzi. 

„… w brzuchu Stevena odezwał się kamyczek, o którym dawno zapomniał.

Najpierw był mały jak orzeszek. Można przestać go czuć, jeśli zmieni się pozycję na wygodniejszą albo zajmie myśli czymś innym. Ale z każdym tygodniem dokuczał coraz bardziej. Leżał w brzuchu przez tyle lat, obrósł kolejnymi powłokami, nabrał ciężaru. Teraz nie można już było przez niego normalnie jeść, nie dało się normalnie spać. Steven miał wrażenie, że czasem nawet ciężej jest oddychać. Nie było sensu udawać przed samym sobą. Steven Cooper wiedział, że samo nie przejdzie. Że jedyną szansą na pozbycie się kamienia jest wstać i zabrać głos.”*

Usłyszeć świadectwo

Nie uważam, że mam prawo przytaczać słowa, które przeczytałam na kartkach tej książki. Jako dziennikarz, wiem ile pracy kosztuje reportaż. Wiem ile nerwów, łez i emocji wkłada się w reportaż o tak trudnym temacie. Dlatego zdecydowałam, że oddam głos, podobnie jak Joanna Gierak – Onoszko, tym którzy ocaleli i walczą dziś o swoją godność. 

To jedna z licznych historii, którą opisała Joanna. Nie jest to historia, która mogłaby być uniwersalna dla wszystkich Ocaleńców, ale jednak to historia największej krzywdy jaka może spotkać człowieka. Historia z piekła rodem. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie zapomnieć ten opis. 

„W raporcie podsumowującym konferencję jedna z kobiet opowiada tak:

„Przywieźli mnie do szkoły razem z trzema braćmi i dwiema siostrami. Byłam najstarsza. Nie było już z nami rodziców, więc czułam się odpowiedzialna za rodzeństwo”.

Ale polityką było, że dzieci rozdzielano – by nie przypominać im o domu, by rozluźnić więzy między nimi. Rodzeństwo nie mogło się widywać.

„Nie rozumiałam, skąd ta separacja. Dopytywałam o rodzeństwo, zwłaszcza o braciszka, o którego bałam się najbardziej”.

Została za to ukarana.

„Pewnej nocy stanęła przy moim łóżku postać ubrana na biało, jej głowa była w kapturze, a twarz niewidoczna. Powiedziała mi: twój brat już nie żyje, chodź się z nim pożegnać”.

Dziewczynka wstała, weszła za człowiekiem w bieli do pokoju – ale ciała brata tam nie było. Zamiast tego czekali na nią dwaj mężczyźni. Przytrzymali ją. Została związana. Podczas gwałtu – dusili ją.

Rano zakonnica zobaczyła jej puste łóżeczko w dormitorium, wkrótce znalazła dziewczynkę w innym skrzydle szkoły. Dziecko dostało dwadzieścia razów za oddalenie się z sypialni. Pouczono ją, że jeśli komuś opowie, co stało się w nocy, dostanie czterdzieści batów.

Nie powiedziała, ale dorośli sami się zorientowali. Po kilku miesiącach brzuch dziewczynki zaczął się uwypuklać. Kiedy przyszły skurcze, zakonnica zaprowadziła ją do podziemnego tunelu łączącego szkołę z innymi budynkami w misji. Stał tam gorejący piec. Dziewczynka urodziła na podłodze, po wszystkim i dziecko, i popłód wrzucono do wiadra.

W piecu Świętej Anny palono odpadkami bez żadnej segregacji.”**

Dwa zdania, które jak mantra powtarzają się w książce:

„Takie były czasy.”

„Robimy to, co i nam robiono.” 

Głupie, puste, niedorzeczne. A jednak determinujące. Tłumaczące schemat. Są też nieodpartym argumentem potwierdzającym tezę, że zło rodzi zło. 

Każdy taki moment, zły dotyk, bezgraniczna przemoc jest jak „śmierć”. Ile razy można umierać żyjąc? 

Niech wie cały świat

Dwa dni zbierałam się do obejrzenia „Nie mów nikomu”. Obejrzałam. Widziałam skrępowanie, wstyd, złość i łzy. Emocje. Ci, którzy zostali skrzywdzeni przez księży, stają z nimi twarzą w twarz. Po wielu latach boli to ich tak samo jak wtedy, gdy byli krzywdzeni. 

Ta konfrontacja była potrzebna – nam, tym którzy słyszą o patologiach w Kościele, ale nigdy ich nie doświadczyli. Twarz ofiary sprawia, że takie wypadki przestają być telewizyjnym newsem. Są życiem, realnym bólem, być może kogoś kogo znamy. 

W ekranie swojego komputera widzę pomarszczonego staruszka, chudego, lekko wystraszonego. Twarz księdza została pokazana. Chcąc nie chcąc osądzamy go. Myślimy – zwyrodnialec. Mamy do tego prawo. Ale co jeśli, ten ksiądz „robił to, co i jemu robiono.” Może to nie tylko kat, ale i ofiara. Tego nie wiemy, a on sam nie chce odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?

Bardzo krzywdzące jest również postępowanie Kościoła, który nie tylko nie karze winnych, ale pomaga im się oczyścić z zarzutów, ukrywa ich czyny, przerzuca z parafii na parafię, aby mogli dalej „normalnie funkcjonować”. I często krzywdziciel pozostaje bezkarny w swoich czynach, nie tylko krzywdzi dalej, ale ma na to przyzwolenie. 

W Kościele jest jakiś błąd, luka. Trzeba być głupim, żeby twierdzić że celibat to dobro. Każdy z księży jest mężczyzną, każdy ma wpisany w swoją naturę popęd seksualny. Nierozładowany budzi frustrację i często prowadzi do patologii. 

Justyna Kopińska przytacza w swoim felietonie „Dzieci gorszego Boga” historię dziewczynki, która jeździła z księdzem po parafiach, do egzorcystów, do Lichenia. Spali w jednym pokoju, jedli posiłki z innymi księżmi. Wszyscy wiedzieli, co się dzieje za drzwiami sypialni. Nikt nic nie powiedział. Jak to możliwe? Dziecko z jej felietonu miało cztery próby samobójcze. Ksiądz nie dostał wysokiego wyroku mimo przyznania się do winy. 

Nikt ofiar nie przeprosi

Dlaczego nie pada słowo przepraszam? Bo to słowo klucz, jeśli przepraszasz to znaczy, że uznajesz swoją winę, to znaczy że zło wydarzyło się na prawdę. A jeśli skrzywdziłeś, to musisz to wynagrodzić. Słowo przepraszam nie pada, bo pociągnęłoby konsekwencje finansowe. Ktoś musiałby zapłacić za krzywdę – w dolarach, złotówkach. 

Przykre jest jednak to, że ofiary przemocy nie będą czuły się lepiej ani z tymi przeprosinami, ani z tymi pieniędzmi. Na zawsze będą żyły z piętnem traumy. Tym osobom należy się rozmowa, psycholog, grupa wsparcia. Ktoś kto im powie, że są pełnowartościowymi ludźmi, że mają prawo kochać i być kochanymi. 

*Fragmenty z książki: „27 Śmierci Toby’ego Obeda”. Apple Books. 

**Fragmenty z książki: „27 Śmierci Toby’ego Obeda”. Str 438/437

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Dowody na Istnienie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.