W przestrzeni abakanów/ Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku

Stoją niczym armia, ludzie utkani z tkaniny, czasami bez głów, czasami reprezentuje ich tylko część ciała, a czasami nie wydają się ludźmi tylko zniekształconymi istotami. Są tkaniny zamienione na morficzne formy, instalacje o wyrazistych kształtach, strukturze i kolorze. Abakany to najsłynniejsze prace Magdaleny Abakanowicz – rzeźbiarki, która oderwała tkaninę od ściany zamieniając ją w ponadczasowe monumenty. 

Tym razem abakany i inne prace artystki zdominują prawie całą przestrzeń Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Nie jest to pierwsza wystawa poświęcona Abakanowicz, również w tym miejscu, ale jedna z największych, retrospektywnych wystaw jakie zostały zorganizowane. Prace eksponowane będą nie tylko w pomieszczeniach, ale również w otwartej przestrzeni Parku, bo Magdalena Abakanowicz swoje monstrualne twory stawiała w przestrzeni miast, tak żeby stanowiły żywą tkankę, żeby miały stałych widzów. Mało znana w Polsce, szczególnie dla tych którzy nie zajmują się sztuką, ale doceniona na świecie. Wystawa w São Paulo w 1965 roku otworzyła jej drogę do międzynarodowej kariery. Póżniej Abakanowicz mogła swobodnie tworzyć. ”Nie lubię reguł i przepisów. Są wrogami wyobraźni”, mawiała. I stawiać swoje dzieła w Parku Granta w Chicago, Parku Olimpijskim w Seulu w Korei Płd., Muzeum Miejskim w Hiroszimie w Japonii, Storm King Art Center pod Nowym Jorkiem, Ogrodzie Rzeźby Muzeum Izrael w Jerozolimie, Europos Parkas pod Wilnem na Litwie, czy na poznańskiej Cytadeli. 

Plecy/ CRP Orońsko

 „Abakany przyniosły mi sławę światową, ale obciążyły sobą jak grzechem, do którego nie wolno się przyznać. Bowiem uprawianie tkactwa zamyka drzwi do świata sztuki” – napisała artystka.*

Ale to właśnie abakany okazały się jej przyszłością. 

Lekcja malarstwa w gdyńskim plastyku. Młoda Magda stoi przy sztaludze, wyprostowana, skupiona, dumna. Obok profesor, który coś jej tłumaczy, dookoła koleżanki zajęte malowaniem. O tym okresie Abakanowicz powie: „szkołę wspominam jak najgorzej.” Chciała dostać się do klasy rzeźby, ale jej nie przyjęli, bo miała za małą wyobraźnię przestrzenną i brak poczucia formy. Dostała się na malarstwo. 

„Na tym malarstwie wegetowałam dzięki jakiejś olbrzymiej tubie czerwonej farby, korzystałam z niej, bo ona dawała mi ten wielki, głęboki kolor. Myślałam, co będzie, jeśli profesor nie zaakceptuje tego koloru, bo przecież może”** – powie Zofii Błażko, która będzie z nią rozmawiać z okazji obchodów 60-lecia szkoły. 

Na studia przeniosła się do Warszawy i mimo ciężkiego okresu – „mieszkałam nigdzie, jadłam nic, z koleżanką od kolegów zbierałyśmy na bułkę”; udało jej się skończyć ASP w 1954 roku. Nauka nie przyniosła jej jednak satysfakcji. 

„Nauka sztuki była strasznym rozczarowaniem. Okazało się od razu, że moja wyobraźnia nie daje się nagiąć do obowiązujących reguł i przepisów, że moja skóra jeży się wobec uprawianej estetyki, że wreszcie modne filozofie nie dają się pogodzić z moją własną. Było mi źle. Byłam złą studentką” – opowiadała.*

Później było São Paulo, gdzie prace Abakanowicz zdobyły nagrodę. Abakany i złoty medal. 

„Powstały więc abakany – miękkie rzeźby splecione z nici sizalowych wyciągniętych ze starych lin okrętowych. Prałam, farbowałam, potem tkałam nieregularną powierzchnię. Zszywałam, nadając kształt. Wielkie, skrzydlate, zamykające wewnątrz siebie tajemnice niepojętych, organicznych zasupłań. Między sobą budowały przestrzenie kontemplacji. Monumentalne rzeźby można było zwijać w niewielkie paczki.”* – pisała artystka o swoich tkaninowych, monumentalnych rzeźbach. 

Magdalena Abakanowicz nie tylko tworzyła i wykładała na uczelniach, lubiła pisać. O tym, co ją spotyka, jak postrzega świat i swoją pracę. Wiedziała czego chce i jak chce to osiągnąć, była bardzo zdecydowanym i upartym człowiekiem, dążyła do celu. Nie dawała się nagiąć do sztywnych zasad i reguł. 

PRL’owska władza chciała, żeby artystka ją reprezentowała na świecie, bo świat pokochał tłumy postaci wykonanych z tkaniny przez Magdę. Ale Magda nigdy nie robiła prac pod władzę, wręcz przeciwnie robiła to, co uważała za słuszne. Jej tłumy ludzi wyglądają na wymięte, bezosobowe, stłamszone. W 1979 roku w Galerii Studio w Warszawie artystka pokazuje „Plecy”, które również można zobaczyć w Orońsku; oglądane od tyłu, zgarbione, podświetlone mocnym światłem w mroku pomieszczenie wyglądają bardzo niepokojąco i wymownie. Ktoś póżniej na jednej z wystaw powie jej, że „twarz może kłamać, ale plecy nie.” Artystka będzie o tym pamiętać. Plecy kłamać nie mogą. 

„Było kilka przyczyn pojawienia się bezgłowego tłumu. Wiara, że sztuka nie jest dekoracją, lecz wyznaniem, konfrontacją, ostrzeżeniem. Przerażająca świadomość tłumu – który jak bezgłowy organizm niszczy lub wielbi na komendę (…).

W ciągu mego życia ludzkość potroiła swą liczbę. Ciągle widzimy, jak instynkty i emocje kształtują zachowania bez udziału świadomości. Postacie w mojej pracowni zaczęły powstawać w latach 70., to była konieczność wobec obserwacji, odczuć i lęków. Dziś liczba postaci przekroczyła półtora tysiąca. Nigdy nie były widziane razem. Istnieją w grupach liczących po 30, 50, 80 lub 112. Te tłumy stoją w muzeach i publicznych kolekcjach wielu krajów. Z płótna, brązu, żeliwa, betonu. Stanowią znak trwającej obawy. Są konfrontacją z ilością i ze sobą samym. Są zaklęciem istniejącego tłumu, w który wprowadzam swój nieruchomy.

Początkowo nie chciano uznać grupy za jedno dzieło. Pytano: czy to edycja? Jak je numerujesz? A przecież każda postać jest inna, jest odrębną indywidualnością”* – pisała w notatkach artystka. 

Wśród swoich abakanów wygląda jak dziecko, ale widać upływ czasu. Magdalena Abakanowicz się nie uśmiecha, jej twarz pokrywają zmarszczki. Włosy ma bujne i krótko obcięte. Uwagę zwracają okulary w grubych czarnych oprawkach. Siedzi ubrana w czarne spodnie, bluzkę i jasną, niepasującą kamizelkę, nie wygląda jak typowa artystka, raczej jak przedsiębiorca sztuki. To zdjęcie zrobione przy okazji wystawy. Typowo prasowe. Nie była zbyt skora do robienia sobie zdjęć, co widać po jej minie i skrzyżowanych w geście protestu rękach.

Sztuka pozwoliła jej spełnić swoje największe marzenie, podróżować po świecie. Sława jaką zdobyła była tylko dodatkiem. 

Błękitny, Tuba, Czarne Ubranie, Lady to najsłynniejsze abakany. Obok nich w Orońsku stoją rzeźby wykonane z jutowego płótna utwardzanego żywicą, m.in. Postacie stojące (1986–1987), Plecy (1976), Mutanty (1994–1996), a także Oracz (1996–1997). Wystawa skupia się na tym jak ważna w pracach Abakanowicz jest figura ludzka.

Wystawę „W przestrzeni Magdaleny Abakanowicz” można oglądać w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku od 13 lipca do 6 października 2019.

*Fragmenty tekstów Magdaleny Abakanowicz pochodzą z „Kontekstów” nr 3-4, 2006 r.

**Trójmiejskie ślady Magdaleny Abakanowicz/ Katarzyna Fryc 30.04.2017/ wyborcza.pl


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.