Nick Cave/ Stranger Than Kindness

„Każdy z nas jest narratorem swojej historii” – mówi Cave w zapowiedzi wystawy „Nick Cave: Stranger Than Kindness”, która po lekkim poślizgu otwiera się w Kopenhadze. Cave jest frontmanem zespołu The Bad Seeds, ale to tylko jedno z jego wielu wcieleń, tyle że najbardziej znane. Wysoki, szczupły, z umalowanymi na czarno włosami, ubrany w garnitur wychodzi na scenę, żeby dać popisowy koncert [w tym roku miał przyjechać do Polski]. Co zaskakujące, tak samo wygląda na co dzień, kiedy siedzi godzinami w swoim biurze [przy biurku!] mozolnie pisząc teksty. Co wiecie o Nicku Cave? 

Jeśli miałabym określić go jednym słowem, to powiedziałabym enigmatyczny. Wygląda nieco dziwnie – sam to wie, bo albo opisuje siebie jako anioła, albo odwołuje się do swojej „brzydszej strony piękna”. Jest wysoki, strasznie szczupły, wszystko na nim wisi. Do tego uwielbia opowiadać o tym, że pierwszy raz pomalował włosy na czarno jako nastolatek. I cały czas chodzi w koszuli i spodniach od garnituru, pod ręką zawsze ma marynarkę, którą może zarzucić na siebie dopełniając look’u. Na palcach lśnią złote sygnety. Miał na sobie garniak nawet jak ze swoimi bliźniakami oglądał TV, wcinając pizzę – tyle, że fantastyczny film „Nick Cave: 20 000 dni na Ziemi” był reżyserowaną biografią, która pokazuje tylko część wyretuszowanej prawdy. Prawdy, którą nas karmi sam Cave. 

Cave jest niewyczerpanym twórcą, który z powodzeniem skacze po formach i środkach – zajmuje się muzyką, literaturą, pisaniem scenariuszy filmowych, teatrem, a nawet graniem w filmach. Teraz do jego CV należałoby dodać tworzenie wystawy. Cave uwielbia o sobie opowiadać – w jego pierwszym testamencie, który leży obecnie w Instytucie poświęconym jego życiu, Nick zapisał: „wszystkie pieniądze chciałbym przeznaczyć na swój Instytut Pamięci”. Należy zaznaczyć, że kiedy pisał ten testament, to nie miał żadnych pieniędzy i nie był gwiazdą. Mieszkał wtedy na antresoli – nie zajmował nawet całego pokoju, gdzie miał materac i ściany na których przyklejał pornografię i obrazki święte zakupione na pchlich targach.

Cave zaczynał swoją przygodę z muzyką na przełomie lat ’70 i ’80, kiedy był nieco wywrotowym nastolatkiem. Pierwszym jego zespołem był The Boys Next Door. Chwilę później założył zespół Birthday Party z którym grał gotycką odmianę rocka [jakkolwiek to nie brzmi]. Miotał się po scenie kompletnie pijany wraz z chłopakami z zespołu. Jak wyznaje w jednym z wywiadów, nie każdy koncert był taki pijacki, bywały całkiem przyzwoite występy. Na jednym z takich koncertów pojawił się ojciec Cave’a. Kiedy się spotkali po występie, ojciec zapytał go: jak poszło?, Nick odpowiedział: nawet ok, i usłyszał w odpowiedzi: „widziałem”. Cave przyznaje, że wolałby, żeby jego ojciec nie widział tych popisów.

„To był moment” – mówi Nick, „kiedy z grupy pijanych chłopaków, którzy wychodzili na scenę z nastawieniem „pieprzyć to wszystko” zmieniliśmy się w grupę, która wychodziła żeby obrażać swoją publiczność”. Rozpad Birthday Party nastąpił w 1980 roku. Trzy lata później Nick założył postpunkowy zespół The Bad Seeds, z którym gra do dziś. 

„To był czas, kiedy Cave był psychotycznym, pijącym, popapranym ćpunem, który wierzył w swoją upajającą boskość.” – napisał o spotkaniu z Cavem Chris Heat, dziennikarz NYT.

Cave stoi w swoim Instytucie, ogląda kolejne zdjęcia. Odpowiada na pytania. „Czy te kartki na zdjęciu napisałeś sam?” – pyta ktoś z kilkuosobowego zespołu. „Nie wiem, nie widzę, ale chyba wyrwałem z jakieś książki, pewnie jakieś bzdety, które wtedy były dla mnie ważne. O patrz, a tu wiszą włosy, które kupiłem na pchlim targu. Trzy pukle.” W tym momencie jedna z asystentek wyciąga pudło z włosami. Nick opowiada o koncertach z The Bad Seeds. Każe wyciągnąć zdjęcia z koncertu w Berlinie, kiedy jeden z facetów z widowni zaczął sikać na scenie. Przyznaje, że to był moment w ich karierze wyjątkowo przykry, wiedzieli że ludzie nie przychodzą na ich koncerty dla muzyki, tylko po to, żeby się wyżyć. „Były takie chwile, że kuliliśmy się na scenie, plecami do publiczności” – wyznaje. Większości historii, które Cave opowiada przy okazji wizyty w Instytucie ludziom, którzy tam pracują – co możecie obejrzeć w „20 000 dniach”, jest niesamowita, aż ciężko uwierzyć, że Cave & The Bad Seeds nie tylko przetrwali, ale zdołali odnieść sukces na skalę międzynarodową. Jak to się udało? Cave nie przestał tworzyć, nie porzucił muzyki. Być może dlatego, że swoje „muzyczne ja” tworzył wiele lat i jest to coś więcej niż chęć bycia sławnym i zarabiania kasy.

Przełomowym momentem w historii zespołu była współpraca z Kylie Minogue, z którą Cave zaśpiewał w 1995 roku „Where the Wild Roses Grow”. Agent Kylie nie był za tą współpracą, a kolejne telefony Cave’a pozostawały bez odpowiedzi. W końcu Nick postanowił zagrać inaczej. Zadzwonił do chłopaka Kylie – Michael’a Hutchence’a i okazało się, że gwiazda siedzi tuż obok niego. Kylie zaśpiewała z Nickiem romantyczną balladę, która otworzyła drogę do dużej kariery dla zespołu The Bad Seeds i samego Cave’a. 

To była zaskakująca współpraca – Kylie, która śpiewa szybkie i porywające przeboje i Cave, który swoim gotyckim półgłosem sapie w mikrofon.

„Nawet kiedy bardzo się staramy, kiedy wygłupiamy się w studio, to i tak wychodzi z tego melancholia. Wydaje się, że już takie przekleństwo z tym moim głosem. Taki melancholijny musi zostać.” – mówi Cave. 

Z „wyznawcy piekieł” stał się bardziej odpowiedzialną wersją siebie – nie ma już mowy o tym, żeby codziennie rano biegać do kościoła i rozgrzeszać się z ćpania amfetaminy. Z żoną, modelką przeniósł się do Brighton – miasta, które wcześniej przeklinał w myślach za mroźny klimat do tego stopnia, że przed narodzinami synów prowadził dziennik pogody. Równym i starannym pismem, robił zapiski o kolorach nieba i wzburzonych falach. Codziennie, do 2015 roku, Cave wychodził z domu, żeby udać się do swojego biura. Tu siedział i pisał teksty dla The Bad Seed i Grenderman, ale także scenariusze filmowe. W 2015 roku Cave stracił w wypadku jednego z bliźniaków – chłopak spadł z klifu i na skutek doznanych obrażeń zmarł.

To był moment, kiedy coś pękło w muzyce Nicka Cave’a. Dwie jego ostatnie płyty to rozliczenie się z traumy po śmierci dziecka, próba poradzenia sobie z bólem. Ale Cave nie porzucił swojego stylu. Nadal uważa, że frontman zespołu musi porywać publiczność swoją charyzmą.

„Nowa droga, którą idzie na występach Cave nie ma prawa bytu, wydaje się wręcz bezsensowna. A jednak Nick wychodzi na scenę i zaczyna występy od od trzech najmocniejszych przebojów ze „Skeleton Tree”. Te piosenki wydają się praktycznie delikatne w porównaniu z tym, co do tej pory odstawiał. Ale dzieje się coś niesamowitego, cała publiczność to czuje. I nie wiadomo, gdzie dalej zabierze nas Nick ze swoją muzyką” – pisał po jednym z koncertów Heat. 

Ostatnia płyta Cave – „Ghosteen” ukazała się w 2019 roku. Pokazuje jak delikatny jest Nick Cave, ta płyta to artystyczny pomnik jego cierpienia – na okładce pastelowa wizja ze zwierzętami może nawiązywać do utraconego raju. Muzycznie płyta skierowana raczej dla wytrwałych, bo cierpienie przelewa się tu z każdym dźwiękiem. 

W utworze „Ghosteen speaks” Cave śpiewa: I am beside you, look for me…

Być może jeśli poczekamy i damy mu czas na to, żeby przeżyć swoją żałobę, to dostaniemy nową, mocniejszą wersję Cave – pamiętajmy jak bardzo kocha on eksperymentować. Na koncertach nadal chętnie nawiązuje kontakt z publicznością. Jego wzrok jest tak słaby, że zatrzymuje się na kilkunastu pierwszych rzędach, ale Cave nie żałuje energii, chce żeby wszyscy mogli poczuć klimat jego muzyki – tylko takie koncerty mają sens.

Z podobnym zaangażowaniem i uwielbieniem przegląda swoje pamiątki, zdjęcia, odtwarza filmy, puszcza stare przeboje, choć twierdzi, że nie jest sentymentalny i nie ma czasu na powroty do przeszłości. Cave lubi kontrolować to, co się wokół niego dzieje. Do wywiadów często dopisuje odpowiedzi drogą mailową – twierdząc, że nie zawsze powie się to, co ma się na myśli i czasem warto zweryfikować, czy wszystko się zgadza. Podobne podejście towarzyszyło powstawaniu „Stranger Than Kindness”, wystawy przygotowanej dla biblioteki The Black Diamond of The Royal Danish Library. Na wystawie zobaczycie szkice, notatki, rzeczy osobiste zgromadzone przez Cave od czasów, kiedy był dzieckiem, przez jego przygody z The Boys Next Door, po międzynarodowe trasy koncertowe z The Bad Seeds. Będzie można zobaczyć rekonstrukcję jego sypialni na antresoli, czy pracowni w której pisze swoje teksty. Przy tworzeniu ścieżki dźwiękowej towarzyszącej wystawie współpracował z Warrenem Ellisem, który od lat jest nie tylko częścią TBS, ale również bliskim przyjacielem Cave’a. 

„Stranger Than Kindness” potrwa do 13 lutego 2021. 

Przy pisaniu korzystałam z materiałów NYT, The Guardian, GQ, bbc i filmu 20 000 dni na Ziemi.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.