Kiedy miłość umiera z pomocą przychodzi muzyka/ Sam Smith wydał nową płytę o miłości

Sam Smith ma krótkie włosy, kolczyk w uchu, zobaczycie go w typowo męskim stroju, ale i w bardziej kobiecych stylizacjach. Rok temu wyznał na Twitterze, że jest osobą niebinarną. Podobnie jak tworzenie, to wyznanie i rozpad jego związku kosztowały go mnóstwo nerwów i emocji. Mimo, że zapowiedział, że rzuca pisanie tekstów, oto mamy jego kolejną płytę – „Loves Goes”. Tym razem to opowieść o miłości, która rani. 

Sam Smith chciał śpiewać jak Witney Houston, Beyonce, czy George Michael – „byłem na jego koncercie jako piętnastolatek, porywające doświadczenie, nie wiem kto chce mnie porównywać do Michaela, może lepiej nie, bo wypadam przy nim blado” – śmiał się Smith podczas jednego z wywiadów dla francuskiej prasy. Smith często się śmieje. Wygląda jak miły, zadowolony mężczyzna, aż trudno uwierzyć, że pod tym uśmiechem kryją się takie uczucia jak wstyd, czy niepewność. 

Sam od dziecka borykał się z takimi problemami jak zaburzenia obsesyjno – kompulsywne. Wynikały one z tego, że nie do końca akceptował swoje ciało – nie czuł się jak typowy mężczyzna, samiec alfa, był też homoseksualistą. Po drugie będąc mężczyzną chciał być diwą – o pięknym, wysokim głosie. Nie mógł sobie z tym poradzić. Sława, która przyszła wraz z wydaniem jego pierwszej płyty, też nie przyniosła ukojenia, a lęki nie ustąpiły, bo jako osoba publiczna, Smith odczuwa również rosnącą presję. 

„Nie mogłem znaleźć odpowiedniego określenia na to, co czuję. To było okropne. Dwa lata temu zacząłem więcej czytać o osobach niebinarnych i bardzo wiele rzeczy czułem tak samo jak oni. To  mnie uspokoiło.” – mówił Sam w wywiadzie dla Vogue.

To, że odnalazł swoją tożsamość i stwierdził, że poprosi wszystkich publicznie, aby odtąd zwracali się do niego przez „they”, nie zmniejszyło stresu związanego z coming outem. „Bardzo długo starałem się dostosować. Wszystkie osoby niebinarne tak robią – chcemy być traktowani na równi z mężczyznami i kobietami, ale prawda jest taka, że jesteśmy inni. Chcemy, żeby świat o tym wiedział i żeby traktował nas z godnością, mamy do tego prawo” – mówił.

Jest delikatny, widać to w każdym geście. Śpiewa głównie o miłości. Jego pierwsza płyta to pamiętnik, w którym główną rolę gra niespełniona miłość. Sam, kiedy ukazała się płyta „In the Lonely Hour” miał 21 lat. Zdobył za nią aż cztery nagrody Grammy. Popularność Sama była tak duża, a głos tak głęboki i piękny, że zaproponowano mu, żeby zaśpiewał piosenkę do James’a Bonda. „Writing’s on the Wall” dała mu Oscara. 

Jego druga płyta to obrót o 190 stopni. Smith opowiada na niej o miłości, ale bardziej dojrzale. Płyta ukazuje się pod tytułem „The Thrill of it All”. Na kolejne utwory czekała już rzesza fanów, którzy w milionach odsłon zachwycali się takimi przebojami jak „Too Good at Goodbays”, czy „Promises”. 

W styczniu 2019 roku ukazuje się singiel „Dancig with a Stranger”, a następnie „How Do You Sleep”. Oba zyskują wysokie noty, platynowe utwory, miliony odsłuchów. Zapowiedź nowej płyty rozgrzała emocje fanów. W lutym Sam Smith poinformował swoich wielbicieli, że płyta ma mieć tytuł „To Die For” i zapowiedział premierę na 1 maja 2020. Pandemia spowodowała przesunięcie premiery płyty, aż do 30 października. W międzyczasie dostaliśmy piosenkę „I’m Ready”, którą Sam śpiewa razem z Demi Lovato. Ostatecznie artysta postanowił zmienić tytuł na „Love Goes” i przetasował utwory, które na płycie się znalazły. 

„Love Goes” to terapia po zakończonym związku. Słodko – gorzka opowieść o zranionych uczuciach, która daje nadzieję, że trudny czas można przetańczyć. „Dance ’till Yoy Love Someone else” to jeden z tych utworów do których Sam tańczy. „Nie znoszę ćwiczeń fizycznych, więc tańczę. Uwielbiam wychodzić na dwór, na bosaka i tańczę. Często stopy mam całe w błocie” – śmiał się w wywiadzie radiowym. 

To też płyta, którą określił jako eksperymentalną. „Chciałem spróbować być ja Britney, Beyonce, dziewczyny, które kocham. Poczułem wolność, mimo tych wszystkich wątpliwości które mnie zjadają. Wypuszczanie nowej płyty to najstraszniejsza rzecz, można umrzeć pod wpływem emocji, które temu towarzyszą” – śmieje się Smith. 

Część z piosenek, które umieścił na płycie napisał dużo wcześniej. Pandemia sprawiła, że powrócił do niektórych starych rzeczy. „Nagrałem piosenki o miłości, które niosą nadzieję. Myślę, że to teraz bardzo potrzebne. Ale nie martwicie się, depresyjnych testów też nie brakuje” – podsumował rozmawiając o najnowszej płycie. 

Podobno, za każdym razem jak wchodził do studio nagraniowego, obiecywał sobie, że tym razem dosięgnie gwiazd i nie ma limitów i rzeczy, które mogłyby to zmienić. „To miało być magiczne, terapeutyczne i miało być dobrą zabawą”- mówił. Posłuchajcie „Love Goes” i zobaczcie czy Sam Smith dał radę sięgnąć gwiazd. 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.