Ekstatyczne lata ’90/ Anna Gacek zabiera nas w podróż w czasie

Pierwsze zdjęcie jakie widzimy po otwarciu książki Anny Gacek „Ekstaza. Lata 90”, to zdjęcie małej dziewczynki – autorki. Pozuje dumnie na tle plakatu Madonny. Ile ma lat? Za mało na słuchanie „Like a Virgin”, nocne oglądanie MTV, czy zachwycanie się „Miasteczkiem Twin Peaks”. Ale jak przyznaje Anna w rozmowach, to była część jej dzieciństwa, szalone, ekstatyczne lata ’90. Lata grunge, powyciąganych swetrów, martensów, supermodelek i kokainy. Z tego wszystkiego udało jej się dostać martensy, które pocięła, kiedy były już zbyt zniszczone, aby w nich dalej chodzić – „tak je kochałam, że nie wyobrażałam sobie, że ktoś mógłby je ubrać”. Miłość do tego okresu i fascynacja, tym co się wtedy działo, zostały z Gacek do dziś, widać to na każdej stronie jej książki. 

Anna Gacek jest znaną dziennikarką – najgłośniej było o niej jak odchodziła z radiowej 3. Dużo osób mocno to przeżyło, podobnie jak Anna, która tam zaczęła swoją karierę i jakby powiedziało nowe pokolenie, „zwyczajnie się tam zasiedziała”. Czasy zmieniły się jednak tak bardzo, że dziennikarka nie widziała dalszej możliwości współpracy. Pierwszy raz musiała podjąć decyzję, co dalej. Powstał podcast. O latach ’90. To już nie było zapowiadanie muzyki, przeprowadzanie wywiadów, ale merytoryczna praca nad wydarzeniami, które zmieniły bieg historii. Na szczęście Anna Gacek, co udowadnia zdjęciem z Madonną z dzieciństwa, wiedziała o czym mówi. Z tych opowiadań narodziła się jej książka. 

W centrum jej zainteresowania były relacje międzyludzkie, marzenia, emocje i życie, które nie oszczędza nawet największych gwiazd. Miało być ciekawie, z detalami z wydarzeń, o których mało kto wie. Ale nie zabrakło w tej książce skandali i historii gwiazd, o których wiemy dużo więcej, niż same chciały nam powiedzieć. 

Ten w którym muzyka zostaje superbohaterem i zalicza upadek

„Ekstaza” to Nirvana, Soundgarden, Alice in Chains, Pearl Jam, Madonna, Courtney Love. I muzyka, która porwała miliony ludzi na świecie. Rozdział pierwszy, zatytułowany „Ten, w którym koniec jest początkiem”, zaczyna się od słów Chrisa Cornell’a : „Świat stał przed nami otworem, graliśmy muzykę, wspieraliśmy się, mieliśmy dobre życie…ta śmierć była końcem niewinności naszej sceny.” I Chris nie mówi tu o tragicznej śmierci Curt’a Cobaina, ale o śmierci And’ego Warhola. Śmierci, która pierwsza, przed wszystkimi innymi, pokazywała, że można w życiu fantastycznie się bawić, mieć pieniądze, przyjaciół, ale życie w którym jedziesz po krawędzi zwykle kończy się źle, a być może czeka cię najgorszy z najgorszych scenariuszy. Ale młodzi, zbuntowani chłopcy, dziewczyny chcące robić karierę, zwyczajnie nie dostrzegli tej lekcji. Byli młodzi, byli nieśmiertelni.

Wszyscy patrzyli na wielkie gwiazdy – z szampanem w ręce, otoczone tłumem wielbicieli i chcieli żyć dokładnie tak samo. Chwycili za mikrofony i gitary basowe, dawali ogłoszenia, że chcą założyć zespół i grać, grać, grać muzykę. Tak wyglądał ich sen o życiu. Ale chcieli też grać po swojemu, inaczej niż zespoły, które słyszeli w radiu. Wybrali dźwięki mocne, z początku nieprzyjemne, poszarpane jak oni sami. Tak narodził się grunge. Z miłości do muzyki, z pogardy do tego, co było na topie. 

„Seattle w stanie Waszyngton stało się mekką dla wszystkich zbuntowanych muzyków rockowych i szukających nowych wrażeń, najlepszą miejscówką dla wariatów, którzy znaleźli tu swoją, o ironio, nirwanę. Masakrowana przez Busha gospodarka, nie odebrała miastu jego blasku, stąd wrażenie, że grunge jest tak kuszący. Grunge. Jak pleśń w naszych piwnicach, to słowo klucz definiujące młodą kulturę  Seattle. Zarówno na szczytach list przebojów, okupowanych przez nasze lokalne gwiazdy, Nirvanę, Soundgarden, Alice in Chains i Pearl Jam, jak i w kinach za sprawą umacniającego mit filmu Samotnicy. Grungemania jest faktem.” – w Grunge & Glory pisał Jonathan Poneman.*

Ile razy, któremu muzykowi serce zatrzymało się po przedawkowaniu? Kto próbował się zabić lekami uspokajającymi? Kto walczył z Walmartem? Kto był najbardziej roznegliżowaną gwiazdą Ameryki? Czy Madonna kopiowała stylizacje Love? „A kto to do cholery jest Courtney Love?”

Świat muzyki nie należał jedynie do grunge. Byli też inni wykonawcy jak choćby George Michael, który stanowił zupełne przeciwieństwo chłopców (i dziewczyn) ze Seattle. Ideał, wygładzony, liryczny, młody, piękny chłopak – gwiazda. Nawet on miał swoje sekrety, i również zaliczył załamanie nerwowe. Trudno było nie mieć problemów z równowagą psychiczną, kiedy świat muzyki to było pole bitwy – liczył się pomysł muzyka, chęć zysku producenta i wytwórni, a za sznurki pociągali zakulisowo również inni. 

W dodatku gwiazdy zaliczały mnóstwo wpadek, ćpanie i picie, rozbieranie, umieranie – najlepiej za kulisami, tak, żeby publiczność nie widziała. Świat muzyki opierał się na iluzji. Był przede wszystkim show. Nikt by przecież nie wymyślił takiej historii jak ta, kiedy w 1990 roku nagrodę Grammy odebrał zespół Milla Vanilla. Uwielbienie przyniosła im piosenka Girl You Know It’s True, piosenka, która również spaliła ich karierę. Rob i Fab bardzo chcieli śpiewać, ale nie umieli, za to mieli to coś – mieli charyzmę gwiazd. Śpiewali więc z playbacku, piosenki, które tak naprawdę śpiewał ktoś inny. Była to największa tajemnica Franka Fariana – ich producenta. Ale jak można obronić zespół, któremu podczas występu zacina się płyta, a wokaliści w popłochu uciekają ze sceny? Nawet sprytny Farian doszedł do wniosku, że zwyczajnie tego nie udźwignie. 

Historii prosto zza kulis było wiele, wiele więcej. Wychodziły jak trupy z szafy w wywiadach i w biografiach. Gwiazdy zmęczone ciągłym kłamstwem same je opowiadały. Te historie to „Ekstaza”.    

Ten w którym MTV i Walmart dyktują warunki

Nie istniejesz jeśli nie ma cię w MTV. Takie były lata ’90. Od rana do wieczora można było oglądać najbardziej odjechane teledyski. MTV to początek wizualizacji muzyki – nie jest ważne kto śpiewa i jak śpiewa, ważne co widać na ekranie telewizora. A widać było dużo, każdy teledysk musiał być show, popisem godnym Michaela Jacksona. Jeśli ktoś został gwiazdą, miał nie tylko grać, ale przede wszystkim przynosić zyski – takie były twarde zasady tego biznesu. Gwiazdy buntowały się, walczyły o swoją wizę, a później zwykle szły na ugodę ze stacją, która gwarantowała im światowy sukces.

Anna Gacek wylicza, kto ile razy musiał poprawiać teledysk, żeby stacja zgodziła się go wyemitować. Opowiada jak to się stało, że Aerosmith, zespół który tracił popularność w zastraszającym tempie, znów zachwycił swoich fanów. Kto wyszedł z własnego koncertu Unpluged, i kto latami nie chciał się zgodzić na jego zagranie, a kiedy już się zgodził dał jeden z najlepszych koncertów w historii. 

Intratnym biznesem było sprzedawanie płyt w dużych sklepach, takich jak Walmart. Zyski były liczone w milionach dolarów, każdemu zależało na współpracy. Kto by jednak przypuszczał, że Walmart jest równie mocnym graczem dyktującym, co trzeba zrobić, aby płyta znalazła swoje miejsce na półkach sklepowych. Była jednak gwiazda, która powiedziała zdecydowane „nie” Walmart’owi – „sprzedajecie broń, od której giną dzieciaki na naszych ulicach – śpiewała. Jej wytwórnia liczyła straty w tysiącach dolarów…   

Ten w którym umiera Laura Palmer, a telewizja rodzi się na nowo

Kiedy zaczynała się czołówka „Miasteczka Twin Peaks” część osób czekających przed telewizorami miała dreszcze. Zbliżenie na sine palce Laury Palmer, i wyciąganie przez detektywa Coopera kolejnej wskazówki dotyczącej jej tajemniczej śmierci, wprawiły w osłupienie miliony widzów. Był to serial na miarę czasów – nie miał prawa zdobyć takiej oglądalności, był tak zakręcony i nielogiczny. A jednak oglądały go miliony Amerykanów, brytyjska królowa, czy rosyjscy politycy, sprawiając, że „Twin Peaks” stał się kultowy i zmienił świat telewizji. 

Nie mogło go zabraknąć w książce, tym bardziej, że motyw muzyczny gra tu ogromną rolę – muzyka tworzy makabryczny klimat. 

„Jesteśmy w ciemnym lesie. Wieje lekki wiatr, świeci księżyc, w oddali słychać dzikie zwierzęta. Pohukuje sowa. To bardzo ciemny las i tę ciemność chcę usłyszeć w pięknych, delikatnych dźwiękach”. Badalamenti zaczął grać. Lynch kontynuował: „Z lasu wyłania się samotna dziewczyna, nazywa się Laura Palmer i jest bardzo smutna. Zbliża się do kamery, podchodzi coraz bliżej, niech rośnie napięcie, niech to wybuchnie. Po czym ona odchodzi, więc wszystko zaczyna się rozpadać, coraz wolniej i wolniej…” – tak opowiada o spotkaniu Lyncha i Badalamentiego Annia, tak powstał motyw „Laura’s Palmer Theme”.**

Pamiętacie kto zabił Laurę Palmer?

Ten w którym modelki stają się super

Długonogie, szczupłe, kobiecie, nieskazitelne, modelki były nieodłącznymi towarzyszkami muzyków. Nie można jednak powiedzieć, że były dodatkiem do swoich kochanków, wiele z tych dziewczyn, podobnie jak wytwórnie, potrafiło dyktować swoje warunki. Tworzyły razem z całym towarzystwem świat marzeń, błyszczących cekinów, ociekający szampanem i dudniący muzyką. 

Skąd się wzięły? Świat mody to świat ciągle poszukujący czegoś nowego, ekscytującego, wartościowego. Moda uwielbia zmiany. „Nowe było króliczkiem wartym gonienia” – podkreśla Ania w „Ekstazie”. I tak, jak to w życiu bywa, najbardziej znaczącą rolę odegrał szczęśliwy traf. Znalazł się fotograf, który chciał na zdjęciach żywych, inspirujących kobiet. To on wybrał, sfotografował i wynegocjował w branży miejsce dla supermodelek. Nazywał się Peter Lindbergh.

Pierwszy powiew nowości to okładka amerykańskiego Vogue, na której modelka ma na sobie dżinsy – przypadek. To okładka, która rozpoczęła karierę najsławniejszej naczelnej tego magazynu – Anny Wintour, sfotografowana właśnie przez Petera Lindbergha. Kiedy londyński Vogue postanowił również coś zmienić, wybrał Lindbergha jako fotografa sesji okładkowej – już wiedzieli, że on nie zawiedzie ich nadziei. A on wybrał je – Naomi Campbell, Lindę Evangelistę, Tatjanę Patitz, Christy Turlington, Cindy Crawford. Supermodelki. Naturalnie pięknie, swobodne, uśmiechnięte – przeciwieństwo tych „idealnie zrobionych kobiet z magazynów”. A reszta jest historią, podobnie jak to, że Evangelista nie wstawała z łóżka za mniej niż dziesięć tysięcy dolarów. 

Ekstaza

To tylko przedsmak, tego co dzieje się na stronach „Ekstazy”. Ta wycieczka w lata ’90 rozbudza emocje jak najszybsza górska kolejka. Jest wyjątkowa, bo szczerze pokazuje jak wyglądało życie, którego wszyscy tak mocno zazdrościli gwiazdom. Chwilami jest nieznośnie smutna, to prawda. Ale jest też jak najlepszy koncert ukochanej gwiazdy – Ci którzy słuchali tej muzyki, wierzcie mi, nie oprą się pokusie, żeby czytać i słuchać utworów, które tworzą tę historię. 

„Ekstaza. Lata ’90”/ Anna Gacek/ Wydawnictwo Marginesy

*tłumaczenie Anna Gacek, fragment „Ekstazy”

** fragment „Ekstazy”


Jedna myśl w temacie “Ekstatyczne lata ’90/ Anna Gacek zabiera nas w podróż w czasie

  1. Miałam 16 lat jak oglądałam Twin Peaks. Marzyłam o glanach i uwielbiałam Nirvanę. Muszę koniecznie przeczytać Ekstazę, bo zapowiada się ciekawie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.