User experience – projektowanie, technologia i człowiek

Od prostych rzeczy codziennego użytku, po gadżety wymagające zaawansowanej techniki, wszystko praktycznie z czego korzystamy to składowa pomysłów różnych ludzi. Od wizjonerów, którzy po raz pierwszy pomyśleli, że przydałaby się nam maszyna do pisania, telefon czy szczoteczka do zębów, po tych którzy myślą o nowych wirtualnych światach, i przez tych, co te pomysły realizują. Dziś nad każdym projektem siedzi sztab łebskich myślicieli, są to inżynierzy, projektanci, neuronaukowcy, psychologowie. Zmieniają nasze życie na lepsze, ale też wciągają nas w swój świat, który ma wiele nieprzewidzianych konsekwencji.

Cliff Kuang i Robert Fabricant zaczynają swoją opowieść w elektrowni jądrowej na amerykańskiej wyspie Three Miles Island, gdzie od katastrofy dzieliło pracowników kilka godzin. Awaria, która miała tam miejsce w 1979 roku była wynikiem nie tyle ludzi i ich błędu, co jak twierdzą autorzy książki „User Friendly. Jak niewidoczne zasady projektowania zmieniają nasze życie, pracę i rozrywkę”, wynikiem błędnie zaprojektowanej tablicy monitorującej prace reaktorów jądrowych. Zbyt duża liczba diod i przycisków rozmieszczonych chaotycznie uniemożliwiła pracownikom szybkie zdiagnozowanie problemu, co pociągnęło ich w kierunku podjęcia działań, które nijak się miały do sytuacji, a nawet ją pogarszały. W ostatniej chwili, jeden z pracowników elektrowni, taki którego nie było, kiedy awaria została wykryta, postanowił sprawdzić wszystko jeszcze raz. To on wychwycił diodę, która wprowadziła cały zespół w błąd, kierując ich myślenie i działania na manowce.

Kuang i Fabricant w fantastyczny i bardzo przyjazny dla czytelnika/ użytkownika sposób przedstawiają nam kolejne projekty, które zmieniły, zmieniają bądź dopiero zmienią nasze życie. Rozmawiają z twórcami i designerami, którzy swoje życie poświęcili pracy z największymi graczami takimi jak Apple czy Google, zabierają nas do Disneylandu, na wycieczkę autonomicznym samochodem, czy na statek Carnival. Nie pomijają najnowszych nowinek technologicznych jak choćby Siri, „Hi, how can I help you?”

Każdy z nas korzysta codziennie ze zdobyczy designu, niewielu się jednak zastanawia, kto i jak pracował, żebyśmy mogli z nich korzystać w taki sposób w jaki korzystamy. „Byłem dziś w sklepie, były super młotki” – mój tata jest na etapie poszukiwania piły, która sprawdzi się w ogrodzie, jak wiemy, od piły do półki z młotkami krótka droga, więc zajrzał i tam. Podejrzewam, że skusiło go to, że młotek można wziąć do ręki, podotykać i pomachać nim w powietrzu przybijając fikcyjne gwoździe. „Jeden był taki, że leżał jak ulał w ręce, aż chciało się go trzymać” – kontynuował swoją opowieść. Od razu pomyślałam, o tym ile osób projektowało trzonek, tak żeby każdy majsterkowicz czuł, że ten konkretny młotek firmy X, który kosztuje niemałe pieniądze, jest wyjątkowy. Młotki, kosiarki, drabiny, ale też domowe noże, odkurzacze, opiekacze do chleba, to wszystko ma być nie tylko wyjątkowe wizualnie, sprawne, ale też przyjazne dla użytkownika. Gdyby tablica w elektrowni w Three Miles Island była zaprojektowana dobrze, awaria byłaby małym i nieistotnym incydentem. Gdy trzonek młotka jest dopasowany do ręki i ma nieśliską powierzchnię, jest mało prawdopodobne, że podczas pracy wysunie się nam z ręki i zamiast w gwoździa trafi nas w rękę, którą go przytrzymujemy.

„Bez względu na to, czy mówimy o smartfonach, szczoteczkach do zębów czy autonomicznych samochodach, projektowanie wymaga szacunku dla oczekiwań użytkowników i zrozumienia niuansów ich życia. Najważniejsze jednak wydaje się odrzucenie przekonania o ludzkiej doskonałości” – uważają autorzy „User Friendly”.

W 1925 roku do stanu Iowa przyjechał Henry Dreyfuss. Już wtedy był cenionym projektantem. Miał wprowadzić zmiany w jednym z nowoczesnych kin, które się otworzyło w Sioux City. Kino było piękne, ekrany duże, fotele wygodne, ceny biletów przystępne. Problem polegał na tym, że mieszkańcy ciągle chodzili do starego kina, po drodze mijając nowe. Dreyfuss stał pod kinem, w swoim brązowym garniturze, zastanawiając się, co jest nie tak. Obniżył ceny biletów, dołożył darmowe przekąski, ale jego sztuczki nie przyniosły zmiany. Okazało się, że dla prostych mieszkańców Sioux City problemem był piękny, czerwony dywan, który prowadził gości od kas do sali. Mieszkańcy nie chcieli go pobrudzić swoimi butami, dlatego nie wchodzili do nowego kina. Zmiana dekoracji sprawiła, że kino szybko wypełniło się ludźmi.

Pojęcie user experience całkiem niedawno weszło na salony, okazuje się jednak, że jest z nami od zawsze. Nasze doświadczenia decydują o tym, czy będziemy z czegoś korzystać czy raczej tego unikać. Czasami do odniesienia sukcesu wystarczy zmiana dekoracji, ale czasami trzeba postarać się dużo bardziej. Dobry design bierze więc pod uwagę masę rzeczy, projektanci starają się przewidzieć jak będziemy działać, jaki jest nasz proces myślowy, czego potrzebujemy, jaki mamy cel i jak chcemy go osiągnąć, gdzie możemy popełnić błąd i z czego on będzie wynikać. Wszystko po to, aby urządzenia z których korzystamy były łatwe i intuicyjne w obsłudze.

Wsiadam do nowego samochodu rodziców, mam gumowe dywaniki na podłodze, nie muszę się obawiać, że je pobrudzę, rach ciach i mogę je wytrzepać, pozbywając się piachu. Auto jedzie idealnie, jestem z sobie dumna, bo pomagałam go wybrać. Robię rundkę po mieście, nie mam problemów, żeby szybko ogarnąć co i jak, stary samochód miał manualną skrzynię biegów, nowy też. Światła, lusterko, klakson na łamiących przepisy kierowców, wszystko działa i jest na swoim miejscu. Teraz mogę puścić muzykę jednym kliknięciem, tak samo jak odebrać telefon. Podjeżdżam pod dom, ustawiam się do cofania i bach… nie mogę przejechać przez wysoki krawężnik. Stoję na środku ulicy, w poprzek, i nie wiem co się dzieje. Dodaję lekko gazu, a tu nic, wygląda na to, że jak zrobię tak jeszcze raz to samochód mi w ogóle zgaśnie. Jestem doświadczonym kierowcą, a utknęłam na środku ulicy! Moja mama mówi, że daję za mało gazu, a krawężnik jest za wysoki. Daję więc gazu i za drugim razem dociera do mnie co jest nie tak…wrzuciłam wsteczny tak jak w starym samochodzie, w nowym wsteczny jest na skos po drugiej stronie. Ruch ręką do przodu na lewo i jeszcze trzeba podnieść zapadkę. Gdybym tak utknęła na ruchliwym parkingu pod marketem, to pewnie ze wstydu bym się schowała. Od tego momentu zapamiętałam jak mam cofać i długo mam nadzieję nie popełnię już takiego błędu. Nauczyłam się również szybciej reagować na zmieniające się tempo jazdy, bo samochód szybciej reaguje na to, jak dociskam pedał gazu czy hamulec, podpowiada mi również jak jeździć ekonomicznie. Nie mam co prawda listków pojawiających się na tablicy rozdzielczej, jak opisują to Kuang i Fabricant, ale i tak wiem, kiedy wrzucić wyższy bieg. Mnie wystarczy mała strzałka migająca na ekranie.

Styczeń 2016/ „Siedziałem na miejscu pasażera w Audi A7, które kierowało się na wschód przez most San Mateo, manewrując w gęstym ruchu ulicznym. Za kółkiem był jeden z inżynierów pracujących nad projektem tego samochodu, a na tylnej kanapie siedział drugi, monitorujący teraz pracę pojazdu na ekranie laptopa. Droga robiła się coraz bardziej ruchliwa, w miarę jak dzień pracy na okolicznych korporacyjnych kampusach dobiegał końca. Była piękna pogoda, idealna na przejażdżkę. Przez boczną szybę widać było spokojne wody zatoki San Francisco, której lustro nabrało zielonkawego odcienia na tle jasnego błękitu nieba. Inżynier siedzący z tyłu zwrócił moją uwagę na to, co zaraz miało się wydarzyć. Spojrzałem ku środkowi deski rozdzielczej, gdzie na ekranie pojawiło się odliczanie: „Autopilot dostępny za pięć minut”. Byłem jedną z pierwszych osób – poza pracownikami Audi – które mogły tego doświadczyć. Nie odrywałem więc wzroku od ekranu, odliczając kolejne sekundy do nadejścia przyszłości.”* Kuang wydał z siebie okrzyk zachwytu, kiedy Audi przejęło kierownicę, a kierowca, zupełnie rozluźniony odpuścił prowadzenie.

Rozdział o autonomicznych samochodach rozpala wyobraźnię. Po odliczaniu samochód przejmuje kontrolę nad kierownicą, jak zapewnia autor, te samochody radzą sobie bardzo dobrze, nawet przy dużym ruchu. Już teraz można je spotkać na ulicach, choć jeszcze nie w Polsce oczywiście. Są też pierwsze wypadki, jak ten z Uberem, który przejechał kobietę na pasach, czy z facetem, który założył, że jego samochód jest autonomiczny, choć nie był, co kosztowało go życie. Dla mnie tak jak dla wielu z nas autonomiczny samochód to nadal abstrakcja, ale z czasem i my przyzwyczaimy się do tego pomysłu i nauczymy się z nich korzystać.

Podobną abstrakcją jest świat Metavers’u. W wirtualnej rzeczywistości będziemy mogli zrobić wszystko, umówić się na kawę, ubrać się, uczyć się gry na fortepianie. I tak jak dla mnie to jeszcze odległa wizja, to dziś Metaverse, czyli świat 2.0 jest raczkującą rzeczywistością. Wyborcza przeprowadziła dwa pierwsze spotkania w wirtualnej rzeczywistości, w tym jedno z Natalią Hatalską. Vogue dziś opisuje pierwsze pokazy z wirtualnego wybiegu – first Metaverse Fashion Week. Oczywiście Metaverse nie wygląda i nie działa tak doskonale jakbyśmy chcieli, z każdym dniem jednak tysiące osób pracują nad tym, by za jakiś czas Metaverse był równie atrakcyjny dla nas co gry, seriale, czy nawet nasz realny świat.

W latach 2000 zachwyciliśmy się Facebookiem, Instagramem, Snapchatem. „Lubię to!” jest dziś narzędziem nie tylko podtrzymującym dobry kontakt i relacje z bliskimi nam ludźmi, ale też narzędziem politycznym, nie wspomnę o efekcie profilowania nas samych w oparciu o dane dostępne na podstawie tego, co lubimy na stronie FB. Ten mały przycisk potrafi generować ogromne zyski! Cieszy nas jak zdobywamy „lajki”, i z zazdrością patrzymy jak innym ich przybywa. Świat wirtualny potrafi nas uzależnić, skoki dopaminowe to coś, co każe nam nieustannie sprawdzać, kto polubił nasze zdjęcia i nasze posty. Wygrana w wirtualnej grze cieszy tak samo jak wygranie pieniędzy w grach losowych.

Clifford Nass w latach ’90 zaczął badać, czy personalizujemy komputery na których pracujemy. Okazało się, że tak. Dbamy o to, żeby ich nie urazić, nasze oceny idą w górę, kiedy oceniamy pracę komputera który znamy. Niesforne aplikacje takie jak Pan Spinacz z Worda działają nam na nerwy w całkiem realnym wymiarze. Chcemy, żeby asystenci tacy jak Siri byli równorzędnym wsparciem dla naszych działań. Takie wizje przebijają się w myśleniu designerów, ale i w kulturze. Wystarczy wspomnieć książkę „Klara i słońce” Kazuo Ishiguro, czy fantastyczny film Spike Jonze „Ona”.

Technologia daje nam coraz większe pole do popisu, ułatwia życie. Autorzy „User Friendly” pokazują jak na nas wypływa, na naszą decyzyjność, na nasze zdolności. Zdajemy sobie sprawę jak dziś nasze dane i informacje o nas są wykorzystywane. Reklamy i komunikaty medialne dostosowują się do naszych potrzeb i wyobrażeń, tym samym ograniczając nam poznanie reszty ofert, czy rozsądne budowanie własnych opinii. Myśląc o autonomicznych samochodach, boimy się, że stworzą one „niedzielnych kierowców”. Co będzie, kiedy maszyna nie podpowie nam jaką decyzję mamy podjąć? Czy w pewnym momencie, przyzwyczajeni do tego, że nie podejmujemy samodzielnych decyzji, będziemy w stanie zadecydować co robić? To pytania, które coraz częściej trapią naukowców.

Innym problemem jest to, że nowości napędzają konsumpcję. Nie potrzebujemy nowego iPhone za każdym razem jak pojawia się nowy model, ale nowy design, obietnice jakie składa nam producent, nasza niepohamowana żądza, żeby mieć to co najlepsze, pcha nas ku niepotrzebnym zakupom. Intuicyjny system kupowania i łatwość w przeprowadzaniu transakcji jest na wagę złota. Oszczędzamy czas i energię korzystając z takich udogodnień jak przycisk Amazona „kup teraz”. Jedno nasze kliknięcie generuje zyski dla firmy. Generujemy też pracę, którą muszą wykonać pracownicy pakujący nasze paczki za minimalne pensje.

Nie kochałam nigdy nowych technologii tak, żeby stracić dla nich głowę, ale przyznam, że kusi mnie, żeby część z nich przetestować. Chętnie przejechałbym się autonomicznym samochodem, czy powierzyła Siri zrobienie zakupów. Ale też jako starsze pokolenie, nauczyłam się, że sprzęt i technologia może zawieść – ile razy stary, stacjonarny komputer włączył mi aktualizację podczas pracy kasując to, co akurat robiłam, nie policzę. Samodzielność i rozsądek to coś, co nas uratuje i zabezpieczy przed katastrofą, i pomoże wykorzystać nowe technologie na sto procent. Dobrze jest wiedzieć jak to działa i co to znaczy user friendly. Dziś możemy podziękować projektantom za to, że chce im się myśleć jak zaprojektować nasze życie tak, żeby było bezpieczne i wygodne.

*”User Friendly. Jak niewidoczne zasady projektowania zmieniają nasze życie, pracę i rozrywkę”/ Karatkter


Jedna myśl w temacie “User experience – projektowanie, technologia i człowiek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.