Czy da się napisać książkę o zwykłym życiu? Aysegül Savas „Antropologami” udowadnia, że nie tylko się da, ale że taka książka może być całkiem dobrą alternatywą dla tych, którzy w literaturze szukają ukojenia. Jeśli zaś szukacie opowiadań lub opowieści, po których bohaterowie na długo zostaną z Wami, to polecam „Awanturnicę” Lauren Groff lub debiut Neilo Biedermanna – „Lázár”. „Awanturnica” to podróż w czasie i po różnych miejscach, a bohaterowie Groff to ludzie z krwi i kości, którym życie nie odpuszcza, jednocześnie karmiąc ich nieustannie nadzieją. Powieść Biedermanna weszła do literatury z wielkim echem – tu bohaterami jest rodzina z Węgier, a my poznajemy ich losy na przestrzeni lat. Ali Smith zdecydowała się napisać powieść o dystopijnym świecie, w którym relacje międzyludzkie kontrolowane i zastępowane są technologią – to smutny świat, w którym jednak można odnaleźć wiarę w człowieka. Zadie Smith tym razem możecie poznać z zupełnie nowej strony – jako eseistkę. Jej książkę „Żywa i martwa” warto wpisać na listę lektur.
1/ Antropolodzy/ Aysegül Savas
Aysegül Savas napisała powieść o zwykłej parze – Manu i Asya dopiero wchodzą w dorosłe życie. Mieszkają w dużym mieście, oboje nie są jednak stąd. Mają pracę, rodzinę i wąskie grono przyjaciół. Czasami odwiedzają sąsiadkę z góry. Szukają też domu w którym mogliby zamieszkać – to dla nich wyboista droga, tak jakby się zastanawiali nad odpowiedzialnością zapuszczania korzeni, wybór i kupno oznacza kolejny etap, oznacza, że gdzieś zostaną na stałe. W zasadzie mają wszystko, są raczej szczęśliwi, a jednak czasami czują, że coś ich omija. Czy są częścią miasta w którym mieszkają i jego społeczności? – to pytanie szczególnie nurtuje Asyję.
Książka powstała na podstawie opowiadania, Savas chciała w nim ująć proste, nieskomplikowane, codzienne życie dwójki ludzi, którzy potrafią się kochać bez dramatów i komplikacji. Zastanawiała się czy każda powieść musi opowiadać o burzliwych wydarzeniach, kryzysach, momentach w których życie wywraca się do góry nogami. Okazuje się, że nie. „Antropologów” czyta się z przyjemnością. Bohaterowie są tacy jak my, codziennie rano wstają, idą do pracy lub siedzą nad projektem – Asya kręci dokument o parku do którego chodzi na spacery; spotykają się ze znajomymi, rozmawiają z rodziną – przez telefon albo na komunikatorach. Kto z nas nie zna takiego życia?
„Antropolodzy” to oddech, łapanie równowagi. Książkę poleca między innymi Marina Abramović – nie dziwię się jej. W świecie pełnym dramatów, perełką wydawniczą jest opowieść o zwykłym życiu, bez nadęcia, bez nagłych zwrotów akcji, książka która nie wyciska łez, a przy której można się uśmiechać.
Aysegül Savas pisząc „Antropologów” postanowiła iść pod prąd, opowiada, że kiedy chciała książkę wydać, wydawcy nie bardzo chcieli zaryzykować – pojawiło się pytanie: co jest w niej szczególnego? „Tu nic się nie dzieje” – odpisywali jej w mailach. Mimo to, autorka nie zdecydowała się dopisać żadnego spektakularnego wątku. Niczym antropolg przygląda się Asyi i Manu, zachwycając się nimi. I to jest rewolucyjne piękne.

2/ Awanturnica/ Lauren Groff
Jeśli szukacie ciekawej, ambitnej, po prostu dobrej lektury, to polecam Wam Groff. Jej „Awanturnica” urzekła mnie na tak wielu poziomach – ten język, bohaterowie, realia! Groff jest dla mnie mistrzynią budowania napięcia, dramaty u niej są bardzo życiowe, czytając nie raz będzie mieć złamane serce, ale warto, obiecuję. Jej książki reklamuje Barack Obama, a sama Lauren Groff poleca pisarki, ale tylko te które piszą opowiadania.
Wśród jej ulubionych autorek jest Lucia Berlin, Nancy Hale, czy Lydia Davis. Groff się z nimi nie porównuje, nie są też dla niej konkurencją, raczej inspiracją – „te z nas które piszą opowiadania, są tak niedoceniane na rynku wydawniczym i czytelniczym, że aż trudno w to uwierzyć”, podkreśla.
Dla Groff najbardziej pociągające są tematy, które na długo zostają pod skórą. „Nie bardzo zależy mi, żeby czytelnik ocenił moją książkę jako fantastyczną historię, wolę żeby powiedział: „nie wiem, co ta książka ze mną robi, ale nie mogę przestać o niej myśleć” – mówi pisarka w wywiadach. Groff pisze krótkie opowiadania, pełne wielowymiarowych, barwnych bohaterów, których życie nie oszczędza. Jej język i sposób budowania narracji sprawia, że książki Groff są w jakiś sposób poetyckie. Trudno się od nich oderwać i trudno o nich zapomnieć.
Nie inaczej jest z „Awanturnicą”. Groff przekracza tu kolejne granice: czasowe, społeczne, geograficzne. Zabiera nas do lat ’50 XX wieku, ale są tu również historie rozgrywające się współcześnie. Miejsce akcji: Floryda, Nowa Anglia, czy Kalifornia. Bohaterowie: młoda kobieta po studiach, która szuka swojego miejsca na ziemi, dziewczynka, której matka ucieka od przemocowego męża, chłopak, który miał być dumą rodzinny, ale zawiódł. Tytułowa bohaterka kręci salta w powietrzu i kocha pływać, jest w tym najlepsza, a jednak jej życie to dramat rozgrywający się na tak wielu płaszczyznach.
„W każdym człowieku są zwierzę i bóg, walczące na śmierć i życie” – jedna z bohaterek Groff cytuje Nietzschego. Mogłoby to być motto tej książki.
Groff jest również pisarką, która mocno eksploruje temat samotności – postaci, które tworzy są mocno osadzone w realnym świecie, mają prace, rodziny, znajomych, ale na pewnym osobistym poziomie są bardzo odizolowane, ze swoimi największymi demonami każda z nich musi powalczyć sama. To samotność, która ciąży na co dzień, która spędza sen z powiek, i która zwykle jest nam dość bliska.
I mimo, że Groff pisze odważnie i porywająco o tym, że życie może być ciężarem, to w jej opowiadaniach czuć nadzieję, nie wszystko na tym świecie jest złe. Rój pszczół wciąż powraca na to samo drzewo, wprawiając powietrze w delikatne, kojące wibracje, chłopak z lasu być może obudzi się ze snu, a dziewczyna biegająca po nocach pustymi ulicami odnajdzie spokój.
„Awanturnica” to jedna z tych książek po które warto sięgnąć.

3/ Gliff/ Ali Smith
Ali Smith to pisarka, która idzie swoją własną drogą – pisze czasem eksperymentalnie, na przykład czerty fantastyczne książki w czerty lata. Kto nie zna jej „pór roku”, ten powinien nadrobić. Zmienia rynek wydawniczy, negocjując swój własny harmonogram – „kiedyś nie zdążyłam się wyrobić zgodnie z terminem, trochę się martwiłam, a okazało się, że nawet dość trudną książkę można wydać sprawnie, w kilka tygodni” – wspomina w wywiadach. Nie boi się też mocnych i aktualnych tematów, co fantastycznie widać w jej najnowszych książkach – po polsku właśnie ukazał się „Gliff”.
Ali jest Szkotką, a gliff w jej języku oznacza ulotny moment, błysk, krótkie spojrzenie. Świat, który znamy, zmienia się w ekspresowym tempie, pytanie czy te zmiany idą w dobrym kierunku? Świat Smith jest dystopią, tu domy oznacza się czerwoną farbą, wyburza i niszczy, aby stworzyć coś lepszego. Te czerwone linie dzielą ludzi, na tych którzy są potrzebni i zbędni. To świat nowych technologii, algorytmów, danych powielanych po setki razy. Każdy krok, każdy gest jest nagrywany przez kamery – nie ma tu miejsca na intymność, czy budowanie międzyludzkich relacji.
„Nic, co wydarza się w „Gliffie”, może z wyjątkiem megaliniatorów [maszyn malujących czerwone linie wokół domów osób nieweryfikowalnych], nie jest zmyślone. Kiedy pisałam powieść, to wszystko zdarzało się gdzieś, komuś i tak się przecież dzieje do dziś.” – mówiła Ali Smith w wywiadzie dla GW.
Bohaterkami książki są dwie dziewczynki o „ciernistych imionach”. Bri i Rose zostają same, w dużym domu który nie należy do nich. Mają tam czekać, aż dorośli wrócą, w nadziei że wszystko się ułoży. Bri poznaje miasto, poprzecinane czerwonymi liniami, Rose przeskakuje za ogrodzenie na łąkę, gdzie pasą się konie. Tam poznają Colona, chłopca ze smatrwatchem, który zbiera dane dla tych, którzy rządzą. I tam poznają Gliffa, konia który przeznaczony jest na rzeź.
„Gliff” to piękna, wciągająca historia, o świecie pełnym podziałów, w którym ludzie gardzą ludźmi, ale w którym jest też miejsce na gesty dobroci, wzajemną troskę i miłość. Smith przypomina nam, że nie ma nic cenniejszego niż człowieczeństwo i nie jest go w stanie zastąpić żaden algorytm.

4/ Żywa i martwa/ Zadie Smith
Okazuje się, ku mojemu zaskoczeniu, że Zadie Smith – jedna z najsłynniejszych brytyjskich pisarek, woli pisać eseje niż powieści. Tłumaczy to bardzo prosto: „pisząc eseje piszesz to, co myślisz, wyrażasz swoją opinię”, pisząc powieści trzeba się napracować*. Ja jednak znam ją głownie dzięki jej powieściom: „Białe zęby”, „Swing Time”, czy „Oszustwo”, to tytuły dzięki którym Smith wyrosła na pisarską gwiazdę. Teraz po polsku ukazały się jej eseje „Żywa i martwa”. Pisarka udowadnia nimi, że nie boi się mówić co myśli i robi to z odwagą, wpisując krytykę i brak zrozumienia w literacką rzeczywistość, którą trzeba umieć unieść.
[*Zadie właśnie siedzi nad kolejną powieścią, akcja książki jest osadzona w latach ’90, a na jej biurku mnożą się artefakty związane z tym czasem, jest kubek z Madonną, fotografia z Eminemem, zdjęcia z Nowego Jorku i kilka fotek Jamesa Joyce’a, a to tylko przedsmak researchu który robi.]
W wywiadach przyznaje, że nie uważa swoich esejów za narzędzie do wyrażania kategorycznych opinii. „Ja po prostu głośnio myślę” – dodaje. A myśli o wszystkim, co wydaje jej się ciekawe i ważne, jest tu polityka, sztuka, media, ale i ludzie, jednostki które ją poruszyły i ukształtowały. Wśród ludzi szczególne miejsce w jej pisarstwie zajmują autorzy, których czytała i których uwielbia – w „Żywej i martwej” oddaje im hołd. Jest tu wspomnienie o Joan Didion, Toni Morrison, Philipie Rothcie, Martinie Amisie, czy Hilary Mantel. Jest sztuka, która służy do rozważań o statusie artystek, czy dyskusji o tym jak naprawdę wygląda „kulturowa wymiana dzieł”. Smith pisze o „Maurze z bryłką szmaragdu”, o sztuce Toyin Ojih Odutoli, o Celi Paul. Rozważa cancel culture pisząc o sporze Lydii Tar ze studentem [film Tár, reż. Todd Field]. Pisze rownież o koncercie Stromzy’ego.
W swoich esejach zdarza jej się również opowiedzieć coś więcej o sobie. O tym jakim była dzieckiem, jak kochała oglądać telewizję, jak zsunęła się z okiennego parapetu po rozmowie z ukochanym przyjacielem, jak pisała listy pożegnalne i dlaczego.
„Żywa i martwa” to bardzo obszerny zbiór tematów, aktualnych i ciekawych, pisany z perspektywy kogoś kto chce być świadomą i integralną częścią świata i kto ma odwagę się wypowiadać. Głównym celem Zadie Smith jest otworzyć czytelnika, pokazać mu inny punkt widzenia, poszerzyć jego horyzonty – nie musimy się z nią zgadzać, ale warto poznać jej zdanie, zapewniam.

5/ Lazar/ Nelio Biedermann
Powieść „Lázár” to pierwsza, debiutancka książka Nelio Biedermanna. Szwajcar ma dopiero 22 lata, węgierskie korzenie i jest dosłownie na językach wszystkich tych, którzy czytają i kochają książki. Piszą o jego fenomenie w „New Yorkerze” i „New York Timesie”. Wszystko za sprawą rozmachu z jakim podszedł do pisania. „Lázár” to książka obszerna, która mocno czerpie z klasyki – czego Biedermann zupełnie się nie wstydzi. Czytelnika zabiera w podróż w czasie, akcja toczy się na przełomie wieków XIX i XX i opowiada o węgierskiej rodzinie von Lázárs.
Historia zaczyna się kiedy na świat przychodzi chłopiec – zupełnie inny od wszystkich dzieci, o białej przeźroczystej skórze. Dziecko rodzi się w zamku, nieopodal gęstego, dzikiego lasu.
“Na skraju ciemnego lasu wciąż leżał śnieg dogasającego stulecia, kiedy Lajos von Lázár, przezroczysty chłopiec o błękitnych oczach, po raz pierwszy ujrzał człowieka, którego nawet po jego śmierci będzie uważać za swojego ojca”.
Opowieść o Lázárach to mroczna, gotycka bajka, która rozgrywa się na tle wielkich wydarzeń historycznych Europy. Autor pisze tak sprawnie, że trudno się oderwać od czytania. I choć mamy tu dwie wojny i powojenne zawirowania, które mocno wpływają na życie arystokratycznej rodziny, to Biedermann prześlizguje się po tych momentach, bardziej skupiając się na rodzinnym życiu, a tu dzieje się wyjątkowo dużo. Czytamy o miłości, zdradach, kryzysach psychicznych, wielkich interesach, które pomagają utrzymać majątek i status. Z majętnej, inteligenckiej rodziny historyczna zawieruch robi ludzi, którzy doświadczają strachu, zimna, fizycznej pracy… W końcu rodzi się w czytelnikach pytanie: czy Lázárom uda się przetrwać? Jak potoczą się ich losy? I te pytania zostają z nami do samego końca, nie dając nam odetchnąć, pozostawiając w niepewności…
Ta książka to przyjemność czytania, zazdroszczę tym, którzy lekturę mają jeszcze przed sobą.
