Dzikie historie w naszej kuchni

Kiszone męskie kwiatostany sosny, wegańskie sushi z zółciakiem, płatkiem topinabmura i dzikim berem, czy marynowane stokrotki w miodzie – czy ktoś kiedyś słyszał o takich cudach? Dziewczyny z Mead Ladies nie tylko potrafią te cuda zrobić, ale równie chętnie dzielą się swoją wiedzą z nami, właśnie ukazała się ich druga książka – „Dzikie kiszonki i inne fermentacje”.

IMG_6838.jpg
Dzikie smaki i Dzikie Kiszonki/ Kaja Nowakowska i Małgorzata Ruszkowska, autorki bloga Mead Ladies/ wyd. Pascal

Miejska dżungla

„Idziemy przez osiedle, obie mieszkamy w Warszawie – często pada pytanie do nas, gdzie zbieramy te wszystkie zioła, owoce, grzyby; rozglądamy się na boki. Patrzymy jest tuż obok dzika gruszka, za moment dzikie jabłka, czy mirabelki rosnące przy starych działkach. Myślimy jak tu to wszystko zebrać i co z tego zrobić” – opowiadają dziewczyny. Ich książki to nie tylko bardzo egzotyczne przepisy, ale też poradniki jak zrobić pierwsze kroki, żeby do naszej kuchni przemycić trochę dzikich przepisów. Najlepiej zacząć od przejrzenia tego, co Kaja Nowakowska i Małgorzata Ruszkowska zebrały w „Dzikich smakach” i „Dzikich kiszonkach”, a później wybrać się na spacer na łąkę, najlepiej taką oddaloną od głównych dróg i miejskiego ruchu, taką jak z bajki – gdzie chaszcze będą sięgały po pas, ich kolory będą się mienić w słońcu, a my będziemy mogli się rozkoszować błogą ciszą. Tam dokładnie się rozejrzeć. Jeśli brak Wam entuzjazmu i doświadczenia, nie macie zielonego pojęcia o ziołach, nic straconego, warto poszukać dziewczyn jako Mead Ladies, prowadzą one nie tylko bloga, ale organizują warsztaty, spotkania i spacery po okolicy, na których wprowadzą Was do świata zielarstwa.

Warto zacząć od prostych rzeczy

Nie uda mi się z pewnością wypróbować wszystkich przepisów jakie zostały umieszczone w książkach. Niektóre z nich wyglądają na dość skomplikowane, ale z pewnością wszystkich bym spróbowała. Moja ciekawość praktycznie nie zna granic, jeśli chodzi o kulinaria.

„Nie chodzi o to, żeby się męczyć tymi przepisami. Szukamy nowych smaków, takich które kiedyś były popularne, a dziś poszły w zapomnienie – na przykład topinambur jest nazywany polskim ziemniakiem, kiedyś był podawany nawet na dworach, dziś zupełnie o nim zapomnieliśmy. Łączymy i eksperymentujemy, bo w kuchni chodzi głównie o dobrą zabawę.” – tłumaczą dziewczyny. Małgosia opowiada o kiszeniu, chciała ukisić ogórki, przecież to proste, ale już za moment, okazuje się, że nie ma w kuchni czosnku, ale ma dziki czosnek, dodaje. Myśli chwilę i zaczyna wrzucać do słoika to, co ma pod ręką. To już nie są zwykłe kiszone ogórki. I tak działają dziewczyny z Mead Ladies rozbudzając nasze kubki smakowe chmielowym chlebem, czy focaccią z jałowcem i kurkami.

Zrzut ekranu 2018-09-24 o 16.25.55.jpg
Sushi z zółciakiem, płatkiem topinabmura i dzikim berem/ by Mead Ladies

Na dobry początek dziewczyny radzą rozejrzeć się dookoła i poszukać, tego co blisko, nie bać się eksperymentować. Podoba mi się ich podejście, bo jest nie tylko ekologiczne – szukamy na łąkach i w ogrodach, a nie na bazarku, czy od hodowców – którzy często przy uprawach kombinują, ale też poznajemy i rozwijamy swoje zmysły już na etapie poszukiwań, ćwiczymy kreatywność i łagodzimy stresy – nie ma to jak spacer w dziczy.

Już jakiś czas temu, w trendach kulinarnych pojawiły się warzywa, czy owoce o których mało kto słyszał – był szpinak, jarmuż, pokrzywa, owoce pigwy, czy derenia, jadalne kwiaty. Śledzę te trendy, ale nie wszystkie mnie przekonują, zdecydowanie odrzucam takie jak latte w kolorach tęczy, tak zwane unicorn latte, wybierając na przykład konfiturę z derenia. Chętnie rozejrzałam się po ogrodzie, sięgnęłam po pokrzywy, po lawendę – którą dodaję do lodów, po fiołki, którymi posypuję truskawkowe tiramisu. Dzikie smaki przenoszą jednak moją ciekawość w zupełnie inny wymiar, bo nawet nie wyobrażałam sobie, że jest coś takiego wędzona sól brzozowa – a dla mnie jako dla wielbiciela pieczonych warzyw (często podaję je z ziołami i humusem), przepis na pieczone warzywa z macierzanką i właśnie wędzoną solą brzozową, to kulinarna jazda bez trzymanki. Jednak jako amator zacznę od rzeczy prostych, na przykład od stokrotek marnowanych w miodzie, lemoniady z fiołkami, czy kiszonych kwiatów chrzanu.

IMG_6849.jpg
Stokrotki w miodzie/ przepis znajdziecie w „Dzikich kiszonkach”

Kiś i fermentuj

Czytałam co będziemy jeść w nadchodzącym sezonie… a więc moi drodzy będziemy wcinać „resztki, niemięso, superfoods w proszku. Jak? Roztropnie, etycznie, uważnie.”* Na naszych stołach będą królowały grzyby – mój kolega namawia na zbieranie żółciaka siarkowego na posiadówce u znajomych, a w kawiarniach można znaleźć grzybową latte. Ale głównym tematem, który wraca jak bumerang są kiszonki – wszędzie słyszę kimchi, kto, co i jak ukisił. Dziewczyny z Mead Ladies mają chyba szósty zmysł, bo ich najnowsza książka jest właśnie poświęcona w całości kiszonkom i fermentacjom. W „Dzikich kiszonkach i innych fermentacjach” znajdziecie przepisy na kiszoną dziką marchew, lipę, bez lilak, kiszone boczniaki, rdestowiec, żółtlicę, czy głóg. Nie miałam pojęcia co to jest rdestowiec, czy żółtlica, ale nie warto się zrażać takimi nazwami, wręcz przeciwnie, pozwólcie rozbudzić waszą ciekawość.

IMG_6856.jpg
Kiszone kwiaty chrzanu z „Dzikich kiszonek”

Ja tak bardzo napaliłam się na kimchi, że już biegam za słoikami. Jak się śmiały na spotkaniu autorskim dziewczyny, „najgorszy moment, to ten kiedy wchodzimy do domu z czymś co można ukisić, cały dom zastawiony słoikami, ale nie ma już ani jednego wolnego. Wtedy jest prawdziwa rozpacz. Obdzwaniamy sąsiadów i rodzinę, szybko jedziemy do sklepu po słoiki, jak już nie ma wyjścia.” Prawdopodobnie są fora, gdzie można się ogłosić, że poszukuje się słoików lub ma się wolne do oddania – ktoś z publiczności zachwalał, że działają całkiem sprawnie. Muszę to sprawdzić w najbliższej przyszłości. Wracając do kimchi, zebrałam od znajomych podstawowe przepisy, ale u dziewczyn w „Kiszonkach” znalazłam takie o których moi znajomi nie słyszeli – kimchi dyniowo – gruszkowe z rokitnikiem i kimchi z żurawiną i rydzami. Nie tylko szykuję się do ich zrobienia, ale zamierzam uczynić z nich główny temat kulinarnych rozmów na spotkaniach towarzyskich. Ach, jak będę brylować.

IMG_6854.jpg
Zdjęcie kimchi z „Dzikich kiszonek”

Tak całkiem na poważnie, warto sięgnąć po kiszonki ze względu na ich dobroczynne właściwości – wzmacniają jelita, poprawiają trawienie i podnoszą odporność. Ja stawiam na kiszoną kapustę, i ukiszone w niej jabłka, ale też muszę się przyznać, że do moich ulubionych przystawek należy kiszona, ostra papryka nadziewana kapustą – nauczyłam się jeść ją na Węgrzech, czasami można ją upolować w Warszawie, ale króluje na rynolku w Łodzi. Jeśli macie się ochotę pobawić i spróbować bardziej dzikich przepisów, to odsyłam do książki. Znajdziecie w niej również bardzo praktyczne informacje – jak poradnik początkującego fermentatora. Bezcenne!

IMG_6859.jpg

IMG_6858.jpg

IMG_6855.jpg
Wszystkie trzy zdjęcia pochodzą z „Dzikich kiszonek”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.